INFORMACJE:
  DLA DZIECI
  DLA DOROSŁYCH
 
    GALERIA
  Cała Polska Czyta
  Dzieciom

  Klub Przyjaciół
  Misia Uszatka

  Lekcje Biblioteczne

  O NAS
  ZBIORY
  PLACÓWKI
  REGULAMINY
  HISTORIA
  DKK
  Notatnik Rawski
  Zaproponuj książkę
  LINKI
  KONTAKT
 
    WPROWADZENIE
  POMOC - FAQ
  TWOJE KONTO
  CZYTELNICY
  PRZEBOJE

  OPIS KATALOGÓW

  KATALOGI WYP.:
  DLA DZIECI
  DLA DOROSŁYCH
  MULTIMEDIA
  MULTIMEDIA DLA DZIECI


  REGIONALIA
 









Wynajem


Mieszkania sprzedaż

DYSKUSYNEGO KLUBU KSIĄŻKI




Biblioteka dla Dorosłych

Prezentacja multimedialna o funkcjonowaniu rawskiego DKK znajduje się pod linkiem

http://www.wimbp.lodz.pl/wimbp/index.php/kilka-slow-o-projekcie.html




Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!


     Relacja z dziewięćdziesiątego siódmego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 10.06.2017r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej. W spotkaniu brało udział 8 osób. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 12 członków. Rozmawialiśmy o książce "RockMann" Wojciecha Manna.
     I kolejna biografia w rawskim klubie, tym razem jest to autobiografia Wojciecha Manna. Na ostatnim spotkaniu przed wakacjami postanowiliśmy dowiedzieć się dlaczego Wojciech Mann nie został saksofonistą ;-). Wspomnienia Pana Wojtka napisane w stylu jego audycyjnych opowieści. Całość czyta się dobrze, choć nie porywa . Spodziewaliśmy się chyba czegoś więcej. Mann opowiada o początkach swojej pasji muzycznej, pisze jak było ciężko, choć sam miał rodzinę w Anglii, gdzie bywał. Władał również językiem angielskim, w tamtych czasach z pewnością dobra "wyjściówka" i ewenement, choć to pewnie zasługa jego rodziców. Swoją drogą o nich nie dowiadujemy się niczego. Nie zauważyłem by mały Wojtuś dorastał w jakiś trudnych warunkach, wręcz przeciwnie raczej żył jak "pączek w maśle" a rodzice umożliwiali mu rozwój swojej pasji. Nie obwiniam Go oczywiście za to, ale jak czytam o kolejnym "buntowniku" który tak walczy z panującym reżimem, że w końcu zostaje zatrudniony w radio później w telewizji, prowadzi Klub, pisze do gazet czy w końcu prowadzi największe festiwale to ponownie przypominam sobie dlaczego nie lubię biografii. Pan Wojciech Mann jest niewątpliwie osobowością do tego mega-inteligentną z fantastycznym konstruowaniem żartu sytuacyjnego i jego wkład w popularyzację muzyki rozrywkowej nie podlega wątpliwości ale osobiście wolę Go jednak posłuchać czy obejrzeć jak opowiada o muzyce niż czytać jak pisze o sobie. W skali od jeden do pięciu trójeczka niewątpliwie cyfra Pana Manna.
     Spotkanie trwało około trzech godzin.
     Kolejne spotkanie zaplanowane jest we wrześniu po wakacjach, na pewno będzie to sobota o godzinie 15:00 :). Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho







Wojciech Mann
"Rock*Mann, czyli jak nie zostałem saksofonistą"



     Lekturą czerwca 2017 w rawskim Dyskusyjnym Klubie Książki była autobiografia znanego dziennikarza muzycznego Wojciecha Manna pod tytułem Rock*Mann, czyli jak nie zostałem saksofonistą. Z wyborem książek w DKK jest ostatnio ten problem, że nie zawsze mamy w czym wybierać, gdyż gusta większości oddziałów, a więc i większość zamówień, oscylują wokół poziomu harlequina. Na bezrybiu i rak ryba, więc czasami trzeba brać to, na co się w ogóle nie ma ochoty. Pomijając niechcianą tematykę czy gatunki literackie ma to i inną oczywistą wadę jest duże ryzyko natrafienia na dzieła o poziomie absolutnie nieakceptowanym. Ma jednak i zaletę z musu trzeba się chwytać za gatunki i autorów, po które w przypadku wolnego wyboru i nieograniczonej podaży nigdy byśmy nie sięgnęli. To na pewno poszerza horyzonty, nie tylko literackie, a czasami można też odkryć perełki naprawdę bezcenne, których inaczej nigdy byśmy nie odnaleźli. Wojciecha Manna znałem głównie z anteny Trójki z lat mojej młodości i z telewizji, z lat późniejszych; postrzegałem go jako inteligentnego i sympatycznego, więc miałem nadzieję, iż znów przez DKK trafię na coś ciekawego, choć obcego mojej obecnej linii czytelniczej.
     Rock*Mann nie jest jedyną książką Wojciecha Manna. Zgodnie z obecnymi trendami, według których każdy nad Wisłą pisać może, nieważne czy lepiej, czy gorzej, stworzył już i inne podobne dzieła, tak jakby odcinał na fali obecnej mody kolejne kupony od swego życiorysu. W dodatku u nas wszyscy, w przeciwieństwie choćby do Amerykanów, którzy często ujawniają nazwiska zawodowych pisarzy, którzy im w tworzeniu autobiografii pomagają, twierdzą, że autobiografie napisali sami. Albo jesteśmy niezwykle utalentowanym, albo zakłamanym narodem.
     Nieświadom tego, że Mann spłodził już kilka cząstkowych autobiografii, bo jego dorobek pisarski sprawdziłem dopiero po przeczytaniu Rock*Manna, do lektury tej książki przystąpiłem nastawiony bardzo pozytywnie, z racji wspomnianych już wyżej sympatii.
     Niestety, od początku książka wzbudziła narastającą we mnie z każdym rozdziałem niechęć, która stopniowo przeniosła się i na autora. Nie mamy bowiem do czynienia z prawdziwą autobiografią, która by nam cokolwiek miała przekazać o autorze i jego życiu, a raczej ze zbiorem luźnych wspominków związanych z drogą Manna do stania się radiowym znawcą rocka. Trzeba od razu zaznaczyć, że jest ten wątek dość tandetny i powierzchowny, pełen narzekań na komunę, wycinków z imprez spisanych z perspektywy podobnej umysłowości nastolatka. Nie daje czytelnikowi żadnej nowej wiedzy o funkcjonowaniu światka radiowego i telewizyjnego. W tej kategorii daleko Rock*Mannowi choćby do naprawdę interesującej książki Wiśniewskiej i Szumowskiej "Kino to szkoła przetrwania". Choć Mann konsekwentnie spłyca wszelkie wątki, które mówiłyby coś o nim samym lub jego rodzinie, to jednak uważny czytelnik zauważy ciekawe rzeczy. W czasach Gomółki, gdy panowała prawdziwa bieda i ostrzejsza niż później dyktatura komuny, na którą autor nie zapomina ciągle narzekać, jego rodzinie powodziło się dziwnie nieźle. Zastanawia też, jak to się mogło zdarzyć, że ktoś, kto nie umiał ni grać, ni śpiewać, przez dłuższy czas był członkiem kapeli. Harcerskiej, bo harcerskiej (Gawęda), ale jednak na poziomie wówczas krajowym. O jego moralności daje do myślenia sposób, w jaki wspomina oszustwa, którymi się parał w młodości, by zdobyć środki na zakup zachodnich płyt, które z kolei, jak sam pisze, nie tylko zaspokajały jego pożądanie zachodniej muzyki, ale przede wszystkim dawały pozycję towarzyską. Dla mnie to początki typowego układowicza, który startując z ustawionej rodziny bezbłędnie wyczuwa wiejące wiatry i sam buduje swoje własne układy. Nonszalancja, z jaką opisuje doprowadzenie do ruiny finansowej pierwszej prywatnej rozgłośni radiowej, w której działał, też daje do myślenia.
     Po skończonej lekturze absolutnie nie postrzegam już Wojciecha Manna jako człowieka sympatycznego. Polecam też prosty eksperyment z badań nad postrzeganiem obróćcie sobie portret Wociecha Manna z okładki książki na lewą stronę i wpatrzcie się weń przez dłuższą chwilę. Czy naprawdę to twarz sympatyczna? Te zmrużone oczki...
     Oczywiście, braku profesjonalizmu jako krytykowi muzycznemu, nikt autorowi nie zarzuci, i książka tego nie zmienia, aczkolwiek nie do końca. Czy właśnie tacy ludzie jak Mann, ze swym zafiksowaniem na jednym gatunku muzyki, nie są winni temu, że Polacy różnią się choćby od Niemców, pod względem otwartości na różnorodne rodzaje muzyki, a zwłaszcza na muzykę poważną? Ilu z nas kojarzy choćby Andre Rieu, który za Odrą jest powszechnie znany i czemu u nas nie ma jego odpowiednika o porównywalnej popularności?
     Te krytyczne uwagi pod kierunkiem wydźwięku książki i obrazu autora, jaki się z niej ukazuje, nie mogą oczywiście wpływać na jej ocenę. Nieprzyjemna wiedza, to też przecież wiedza.
     Styl, jak na tego typu publikację, jest do przyjęcia i do poczytania, trudno jednak stwierdzić, iż lektura jest wciągająca. Jest interesująca w ten podstępny sposób, iż najciekawsze jest nie to, co autor chciał powiedzieć i o czym opowiedział, a to, co napisał przy okazji i to, co niezbyt dokładnie pominął.
     Dla mnie dodatkowym bonusem było przypomnienie w książce grupy Dezerter, za której muzyką nie przepadam, ale której hasła dają tak wiele do myślenia.
     Średnia arytmetyczna z końcowych ocen Rock*Manna wyniosła w naszym klubie 3,5 w skali od 2 do 5, przy czym nie było ani jednej piątki i ani jednej dwójki. Ja osobiście dałem trójkę i dlatego raczej tej pozycji polecać nie będę. Jest tyle wspaniałych dzieł literatury do przeczytania, że na trójkowe, a nawet czwórkowe, szkoda czasu.

Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka
Woj. łódzkie



10.06.2017r


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!


     Relacja z dziewięćdziesiątego szóstego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 20.05.2017r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej. W spotkaniu brało udział 8 osób. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 12 członków. Rozmawialiśmy o książce "Wampir" Wojciecha Chmielarza.
     Od pewnego czasu nie mamy szczęścia do kryminału, szczególnie w wykonaniu polskich autorów. Sytuację tę miał odmienić Wojciech Chmielarz i jego pierwsza część z Cyklu gliwickiego zatytułowana "Wampir". By zbytnio nie przedłużać powiem tylko, że Pan Wojciech stanął na wysokości choć nie uniknął drobnych wpadek. Wampir ma wszystko co w dobrym kryminale powinno się zaleźć, ciekawą intrygę, zaskakujące zwroty akcji i nieprzewidywalne zakończenie. Rozrywka na bardzo przyzwoitym poziomie, ale jak wiadomo rawscy klubowicze są dociekliwi i znaleźli kilka drobnych nazwijmy to zgrzytów, o czym więcej w recenzji do której przeczytania jak zawsze zachęcam. Moim zdaniem nie mają one większego wpływu na całokształt książki która się dobrze czyta i jest dobrym relaksem na dwa wieczory. W skali od jeden do pięciu, mocna czwórka więc polecamy.
     Spotkanie trwało ponad trzy godziny.
     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 10 czerwca (sobota) 2017r. o godzinie 15:00. Tym razem porozmawiamy o książce "RockMann" Wojciecha Manna. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho




Kolejna niedoróbka, czyli Wampir Chmielarza
"Wampir"
Wojciech Chmielarz



     Mateusz nie miał powodu pragnąć śmierci. Był zwykłym dwudziestolatkiem. Studiował socjologię, ale planował przenieść się na informatykę. Chciał podróżować, zwiedzić świat. Pewnej majowej nocy wszedł na dach wieżowca i skoczył. Nie zostawił listu. Nikt niczego nie widział. Prokuratura uznała, że to samobójstwo
     Wynajęty przez matkę krnąbrny prywatny detektyw Dawid Wolski rozpoczyna śledztwo i wchodzi w zaskakująco bezwzględny świat nastolatków. Sprawa komplikuje się coraz bardziej, kiedy tajemnice gliwickich zaułków zaczynają splatać się z wirtualną rzeczywistością. Co łączyło Mateusza z Alicją, zaginioną dziewczyną, której szuka całe miasto? Czy Mateusz miał jakiś związek z siecią nastoletnich prostytutek? Dlaczego niektórzy członkowie jego rodziny najwyraźniej woleliby ukręcić łeb śledztwu?
     Ta wciągająca i pełna zaskakujących zwrotów akcji powieść otwiera gliwicki cykl kryminałów Chmielarza.
     Taką notką na okładce kusi przyszłych czytelników wydawnictwo Czarne, którego nakładem ukazała się książka Wampir autorstwa Wojciecha Chmielarza. Raczej sam bym po tę pozycję nie sięgnął, ale, że była lekturą maja 2017 w rawskim Dyskusyjnym Klubie Książki, więc zacząłem czytać, po równi pełen obaw, co nadziei. Obaw, gdyż do polskich powieści kryminalnych wybitnie ostatnio nie mam szczęścia, a nadziei, gdyż w przeszłości zdarzały się jednak i udane polskie podejścia do tego gatunku.
     Fabuły, jak zawsze, nie będę przybliżał bardziej, niż wspomniany już blurb, zwłaszcza wobec faktu, iż jest ona najmocniejszym elementem Wampira. Zdradzenie przed czasem istotnych informacji byłoby wielkim nietaktem wobec przyszłych czytelników, gdyż odebrałoby sporo frajdy z lektury. Intryga jest niezbyt skomplikowana, ale za to i nie wydumana czy udziwniona ponad miarę, co często się ostatnio zdarza autorom goniącym za sukcesem marketingowo-sprzedażowym. Ta w pewnym sensie trywialność zbrodni wcale nie oznacza, jak to i w rzeczywistości bywa, łatwości wykrycia sprawcy czy nieskomplikowania drogi, którą trzeba przejść, by dotrzeć do prawdy. Jest to bardzo mocną podstawą pod dobrą powieść kryminalną, której atutami będą zagadka i proces jej rozwikłania, a nie epatowanie czytelnika wybebeszonymi flakami czy hektolitrami rozlanej krwi. Niestety, w moim odczuciu, Chmielarz nie wykorzystał potencjału tkwiącego w pomyśle, na którym oparł swą książkę.
     Bohaterowie... Cóż, trudno w Wampirze znaleźć choć jednego, którego można by określić jako sympatycznego. Nieudacznicy, wręcz niedoroby, umoczeni, uwikłani, skrzywieni... Pisarz, który odważa się wykreować protagonistę jako osobę, której nie da się polubić, ryzykuje bardzo wiele, ale taki manewr, żeby wszyscy bohaterowie byli antypatyczni, to wręcz pisarskie samobójstwo. O takie coś mógłby z szansą na powodzenie pokusić się tylko ktoś z naprawdę mistrzowskim warsztatem pisarskim, a do tego niestety Chmielarzowi daleko. Rozumiem, że może autor chciał oddać pewien sposób widzenia Polski, jako kraju, w którym wszyscy są umoczeni w ten czy inni sposób, albo są nieudacznikami, nierobami i odstawiają fuszerkę, nawet jeśli są uznawani za profesjonalistów, albo miał inny powód by tak przedstawić całe społeczeństwo, ale to sprawia, że książka raczej będzie nieeksportowalna. Do tego ten sposób widzenia jednych przez drugich, tak polski w swej istocie, ale tak patologiczny, że chyba niezrozumiały dla zachodniego czytelnika... SLD skur...syny, Niemcy esesmani, praca opiekunki seniorów to podcieranie tyłków, itd. Tylko siedzenie w mafijno-urzędniczych układach jest wporzo, bo daje kasę. To aż za bardzo polskie, by było strawne dla kogokolwiek poza nami.
     Oczywiście, sposób kreacji bohaterów czy perspektywy, z której przedstawiana jest rzeczywistość, nie powinny być kryterium oceny dzieła literackiego, ale jak już wspomniałem, pióro Chmielarza nie okazało się zbyt lotne.
     Adwokat włączył migacz...
     Sorki, ale migacz to może wrzucić blondynka z dowcipu, a nie wzięty adwokat. Język może być infantylny, prostacki i w ogóle dowolny, pod warunkiem, że koresponduje z postaciami i całą resztą powieści. U Chmielarza za dużo tego typu drobiazgów, dysonansów psujących niezły pomysł.
     Zdarzają się też ewidentne zgrzyty, które wybijają i boleśnie wyrywają ze świata powieści, jak na przykład popisowa scena z zakładu mechanicznego:
     Dwóch innych, w granatowych kombinezonach, siedziało przy stoliku w kącie, grając w karty nad obowiązkowym kalendarzem z gołą babą.
     We wszystkich zakładach, w których byłem, wszystko robiło się pod takim kalendarzem.
     Wiedza autora o rzeczywistości zaprezentowana w powieści też pozostawia do życzenia, jak choćby konsekwencje zjedzenia zarażonego dzika kto doczyta, będzie wiedział, o co chodzi.
     Do tego wszystkiego, tu i ówdzie, nie takie końcówki, odmiany i inne drobiazgi, które również wpływają i na odbiór, i na ocenę całości.
     Gdybym chciał obrazowo zakończyć, to bym stwierdził, iż powieść jest taka, jak jej bohaterowie i Polska w niej opisana zasadniczo niby jak inne, ale niedorobiona, byle jaka. A szkoda, bo nawet w tym stanie nadaje się do przeczytania, więc można wnioskować, że gdyby poprawić błędy, gdyby stylistycznie nieco wygładzić... Ale to tylko gdyby takiej, jaką jest, absolutnie polecić nie mogę, gdyż bez trudności znajdziemy tyle lepszych książek, że i tak na wszystkie nikomu życia nie starczy

Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka
Woj. łódzkie



20.05.2017r


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!


     Relacja z dziewięćdziesiątego piątego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 29.04.2017r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej. W spotkaniu brało udział 6 osób. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 12 członków. Rozmawialiśmy o książce "Tańczące niedźwiedzie" Witolda Szabłowskiego.
     Z reportażem mamy do czynienia nie po raz pierwszy naszym DKK. Po mistrzowskich książkach Małgorzaty Szejnert nasze gusta się jednak bardzo wyostrzyły, czy Witold Szabłowski im sprostał ? Myślę, że tak, choć nie uniknął wpadek, które podczas spotkania zostały mu skrzętnie wytknięte. Niemniej całokształt i konstrukcja książki jest bardzo ciekawa. Reportaż podzielony jest na dwie części. W pierwszej poznajemy historię ostatnich treserów romskiego pochodzenia niedźwiedzi w Bułgarii a właściwie historie ich "uwalniania" i przenoszenia do rezerwatu. Druga część to krótkie historie z państw komunistycznych. Jak pisze Radek w swojej recenzji do której przeczytania oczywiście zachęcam "Opowieść o niedźwiedziach potraktowana została jako metafora dla "uwolnienia" spod jarzma komunizmu, stąd resztę książki stanowią epizody z dziejów różnych krajów połączone wspólnym mianownikiem transformacji od komunizmu do demokracji."- Zdaniem większości klubowiczy zestawienie intrygujące. Ponad to "Tańczące niedźwiedzie" okazały się znakomitym materiałem do dyskusji. Reasumując, Szabłowskiemu z pewnością nie ma co się mierzyć z Kapuścińskim czy Szejnert niemniej książka godna uwagi.
     Spotkanie trwało około trzech godzin.
     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 20 maja (sobota) 2017r. o godzinie 15:00. Tym razem porozmawiamy o książce "Wampir" Wojciecha Chmielarza. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho







O odzyskanej wolności, czyli Tańczące niedźwiedzie Szabłowskiego
"Tańczące niedźwiedzie"
Witold Szabłowski



     Lekturą kwietnia 2017 w moim, czyli rawskim DKK, była książka Witolda Szabłowskiego Tańczące niedźwiedzie. Wydanie opatrzone na okładce interesującym zdjęciem, które już jednak chyba od wielu lat znane jest z Internetu* i w związku z tym zalatuje nieco pójściem na łatwiznę, to zbiór różnych reportaży podzielonych na dwie części, z których jedna ma być analogią dla drugiej. Pierwsza jest poświęcona dotąd mało znanemu tematowi historii tresowanych niedźwiedzi i ich właścicieli, bułgarskich Cyganów, która skończyła się po wejściu Bułgarii do Unii i wprowadzeniu zakazu tresowania niedźwiedzi. Miśki "uwolniono" i umieszczono w czymś w rodzaju rezerwatu otoczonego ogrodzeniem pod napięciem, a Cyganów, którzy utracili tradycyjny sposób zarobkowania, pozostawiono samym sobie. Opowieść o niedźwiedziach potraktowana została jako metafora dla "uwolnienia" spod jarzma komunizmu, stąd resztę książki stanowią epizody z dziejów różnych krajów połączone wspólnym mianownikiem transformacji od komunizmu do demokracji.
     Część o bułgarskich niedźwiednikach ze względu na sam temat jest zdecydowanie zajmująca, a i krótkie teksty z dziejów innych dekomunizacji też zawierają sporo cennych ciekawostek. Niestety, dobór reportaży sprawia wrażenie nieco przypadkowego, tak jakby brano na siłę i z braku bardziej pasujących, dołączano również takie, których pokrewieństwo z tematem jest mocno naciągane. Gorzej, że całość sprawia wrażenie płytkości, zwłaszcza w przypadku drugiej części, która jest zdecydowanie niższych lotów, niż wspomnienia o tańczących niedźwiedziach.
     Mam również wątpliwości co do wartości poznawczej książki i tego, co, i czy w ogóle, autor chciał przekazać. Niewątpliwie Tańczące niedźwiedzie są materiałem do wielu interesujących refleksji, a nawet do gorącej dyskusji, czego dowodem było poświęcone im spotkanie naszego DKK, ale tym bardziej żal, że poziom całości wypada dość marnie. Stylu nie ma nawet co porównywać do mistrzów literatury faktu takich jak Kapuściński czy Szejnert, gdyż nie wypada to dla Szabłowskiego pozytywnie, ale cóż, wydawnictwa muszą coś promować, a na konkursach trzeba coś nagradzać, więc i recenzje dobre się zdarzają, i pochwały, i nagrody.
     Najbardziej mnie razi, gdy profesjonalista, który w dodatku ma wsparcie innych zawodowców (wydanie książki to praca zespołowa), popełnia błędy, które nie uszłyby nie tylko amatorowi, ale nawet uczniowi podstawówki. Radzę autorowi zaglądnąć czasem do słownika języka polskiego, by uniknąć używania wyrazów niezgodnie z ich znaczeniem, używania zwyczajowych zwrotów w ich niepoprawnej formie czy pisania małą literą tego, co się dużą powinno pisać. Poprawa stylu pewnie jest sprawą dużo trudniejszą...
     Pewne wątpliwości co do wiarygodności reportaży Szabłowskiego, wzbudzają też ewidentne "wtopy" autora, takie jak łyse punki czy jego odkrycia z zakresu biologii komary w dzień nie latają. To wszystko każe wątpić w krytycyzm autora, zwłaszcza w samokrytycyzm, i do wszystkich jego tekstów podchodzić z dużą dozą dystansu.

Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka
Woj. łódzkie

* tutaj oczywiście mogę się mylić, bo pamięć zawodna a zawartość internetu i obfita, i ulotna, ale wydaje mi się, że to zdjęcie widziałem już dość dawno temu, tylko w kolorze i inaczej wykadrowane


25.03.2017r


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!


     Relacja z dziewięćdziesiątego czwartego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 25.03.2017r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej. W spotkaniu brało udział 8 osób. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 12 członków. Rozmawialiśmy o książce "Niepokorny bard. Opowieść o Włodzimierzu Wysockim" Przemysława Słowińskiego i Iwony Wygody.
     Jakże łatwo się buntować jeśli nic nam nie grozi. W takim przypadku powstaje pytanie po co się buntować ?, no właśnie nasza marcowa lektura o "Niepokornym bardzie" Wysockim, duetu pisarskiego Przemysław Słowiński i Iwona Wygoda miała nam na to odpowiedzieć. Sięgnąłem z nieukrywaną ciekawości po tę książkę, lubię Wysockiego posłuchać, nadarzyła się okazja by się czegoś więcej o nim dowiedzieć. Niestety, przypomniałem sobie dlaczego nie lubię biografii !!! Książka napisana jest infantylnie, dużo błędów, czytając z strony na stronę czytelnik się męczy, informacje o Wysockim, cóż takie jak wszędzie, tu dodatkowo ubrane jeszcze w otoczkę uwielbienia dla "nękanego" barda. No właśnie czy takiego nękanego, Włodzimierz Wysocki - wnuk prawnika, syn oficera i tłumaczki z niemieckiego. W wieku pięciu lat na placówce w Niemczech Wschodnich gdzie wyjeżdża z ojcem uczy się grać na pianinie, szkoły kończy bez problemu. Porzuca studia inżynieryjne dla aktorskich. Zostaje aktorem, dodajmy miernym, później piosenkarzem. I Wołodia niczym pączek w maślę rozpoczyna swój bunt, przeciw czemu, komu? Ile procent rosyjskich dzieci miało szansę na taki start? Zbytnio nie blokowany lata po całym świecie, no może Go nie wydają. A i jeszcze problem alkoholowy, autorzy opisują jak to biedny Włodzimierz jest praktycznie zmuszany do picia, bo raczej nie lubi wódki ale pic musi, taka kreacja niepokornego poety chyba?
Książka tylko dla prawdziwych fanów Włodzimierza Wysockiego do których niestety ja jak znaczna część moich klubowiczy się niestety nie zalicza.
     Spotkanie trwało około trzech godzin.
     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 29 kwietnia (sobota) 2017r. o godzinie 15:00. Tym razem porozmawiamy o książce "Tańczące niedźwiedzie" Witolda Szabłowskiego. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho







Talerzem o ścianę, czyli Słowiński i Wygoda o Wysockim
"Niepokorny bard. Opowieść o Włodzimierzu Wysockim"
Przemysław Słowiński, Iwona Wygoda



     Lekturą marca 2017 w rawskim Dyskusyjnym Klubie Książki była beletryzowana biografia Niepokorny bard. Opowieść o Włodzimierzu Wysockim spółki autorskiej Przemysław Słowiński, Iwona Wygoda. Postać tytułowa jest wielce interesująca, zarówno ze względu na dorobek artystyczny, jak i życiorys, nic dziwnego, że do czytania zasiadłem po równi z nadzieją, co i obawami nie wiedziałem kompletnie co biorę do ręki; czy odważne poszukiwanie prawdy o tej dość zagadkowej ikonie buntu wobec komunistycznej rzeczywistości, jaką był Wysocki, czy sztampową opowieść o datach, faktach oraz twórczości, czy też coś zgoła jeszcze innego.
     Od pierwszych stron poczułem się zniesmaczony stylem, a raczej kompletnym jego brakiem. Na tłumacza nie było jak zwalić, więc z każdą następną stroną moje zniechęcenie rosło.
     Biografia, nawet beletryzowana, powinna być z samej definicji literaturą faktu. Niestety, od samego początku obraz Rosji i komunistycznej rzeczywistości, jaki malują autorzy, kompletnie odbiega od mojej wiedzy na ten temat. Pół biedy, że przez pierwsze kilka stron dotyczyło to raczej ogólników, na temat których każdy może mieć inne zdanie, ale wkrótce babole zaczęły się pojawiać w sprawach jak najbardziej konkretnych, nawet takich, na których nie powinien się wyłożyć nie tylko autor biografii, ale i ciemniak granatem od pługa oderwany.
     Policjanci na ulicach Moskwy w 1938 roku!!!
     Jeśli ktoś wypisuje takie rzeczy, to widać, że nie ma pojęcia, o czym chce pisać. Ale to dopiero początek.
     Wynurzenia autorów o Wojnie Zimowej to po prostu żenada. Na szczyty swoich możliwości biografowie Wysockiego i wszyscy zaangażowani w proces wydawniczy, bo przecież wydana książka to dzieło całej grupy ludzi, wznoszą się już na stronie 40 mojego wydania:
     Z rosnących na okolicznych polach burakach pędziło się spirytus na paliwo do czołgów i samolotów.
     Wszelki komentarz chyba zbędny.
     Jak w takim bełkocie odróżnić prawdę od konfabulacji, bo fikcją tego nazwać nie można? Gdzie tu jakakolwiek przyjemność z lektury, że o wiedzy nie wspomnę?
     Coś we mnie pękło. Czy czytelnik jest gorszy od konsumenta w najgorszej nawet knajpie? Gdy poczujemy, że posiłek jest niesmaczny, po prostu go odstawiamy. W imię czego mam się dalej katować lekturą tego dzieła? Ono nawet nie jest niesmaczne ani obrzydliwe, jest trujące! W dodatku podane na ohydnie uświnionym talerzu, bo jeśli treść jest daniem, to niechlujność wydania do tego chyba należy porównać... Gdyby to był posiłek, po raz pierwszy chyba w życiu zachowałbym się jak niektórzy nasi kulinarni celebryci i rzucił talerzem o ścianę...
     Oczywiście, o gustach się nie dyskutuje. Kto chce, może sobie poczytać. Ja jednak zdecydowanie odradzam. Tym bardziej, że życia nie starczy, by przeczytać wszystko, co przeczytania warte, więc po co marnować czas na takie rzeczy.

Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka
Woj. łódzkie




25.03.2017r


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

Relacja z dziewięćdziesiątego trzeciego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 25.02.2017r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej. W spotkaniu brało udział 8 osób. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 12 członków. Rozmawialiśmy o książce "Uczeń architekta" Elif Safak.
     Książka Elif Safak to nasza druga klubowa przygoda z książką turecką. Wcześniej czytaliśmy powieść noblisty Orhana Pamuka pt. "Śnieg" i opinie na jej temat były dość mocno podzielone. Autorka nie jest rodowitą Turczynką stąd może trochę inne spojrzenie które sprawia, że tę powieść się znakomicie czyta. "Uczeń architekta" bo o tej powieści mowa, jest to piękna historia młodego człowieka który dostaje się na dwór sułtana w towarzystwie białego słonia. Opowieść snuje sam bohater i jest ona z pogranicza baśni tysiąca i jednej nocy. Książka jest naprawdę dobra a umiejscowienie akcji w czasach XVI wiecznego Stambułu na dworze Sulejmana dodają jej egzotyki i pewnej dozy tajemniczości. Na chłodne, niestety, wiosenne wieczory gorąco polecamy.
     Spotkanie trwało około trzech godzin.
     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 25 marca (sobota) 2017r. o godzinie 15:00. Tym razem porozmawiamy o książce "Niepokorny bard. Opowieść o Włodzimierzu Wysockim" Przemysława Słowińskiego i Iwony Wygody. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!
     

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho







Elif Şafak
"Uczeń architekta"



     Elif Şafak to turecka pisarka (urodzona we Francji jako Elif Bilgin). Napisana przez nią powieść Uczeń architekta była lekturą rawskiego Dyskusyjnego Klubu Książki w lutym 2017 roku.
     Protagonistą opowieści balansującej na krawędzi baśni i powieści historycznej, z wyraźnymi cechami prozy obyczajowej, a nawet romansu, jest Dżahan, młodzieniec z nizin społecznych, jak byśmy to dzisiaj określili, który w wieku dwunastu lat, jako opiekun słonia, trafia do Stambułu na dwór Sulejmana Wspaniałego. Szczęśliwym zrządzeniem losu udaje mu się zostać uczniem nadwornego sułtańskiego architekta Sinana*, pod którego okiem zgłębia nie tylko tajniki wznoszenia meczetów i innych budowli, ale uczy się języków, poznaje nauki ścisłe... Pełne przygód losy głównego bohatera czytelnik będzie śledził aż do śmierci Dżahana, a że żył on wyjątkowo długo, przy okazji łatwo będzie pojąć, dlaczego życzenia stu lat równie dobrze mogą być klątwą.
     Jak wspomniałem, książka łączy w sobie kilka gatunków, co nadaje całości szczególną atmosferę, tym bardziej, że przenosimy się do, bądź co bądź, egzotycznego dla nas miejsca i czasów, do całkiem obcych nam realiów kulturowych. W dodatku ten fascynujący świat poznajemy najpierw z perspektywy młodego chłopca, który początkowo niewiele rozumie, ale z czasem nabiera wiedzy i doświadczenia, z czym w parze idzie inne spojrzenie na wszystkie aspekty życia i rzeczywistości. Inna sprawa, że można postawić pytanie, czy gdyby autorka była rodowitą Turczynką, obraz ówczesnej Turcji przedstawiłaby w ten sam sposób.
     Historia z Dżahanem w roli głównej jest przyjemnie wieloaspektowa i wielowątkowa. Postaci Sinana poświęciła autorka niemal tyle samo uwagi, co Dżahanowi, który jednak wyraźnie jest jedynym głównym bohaterem, co okazało się udanym zabiegiem.
     Uczeń architekta jest kolejną opowieścią zadającą kłam mitom o dawnych dobrych czasach. Ukazując realia sułtańskiej dyktatury utwierdza czytelnika w przekonaniu, że tylko państwo sprawnego i silnego prawa może zapewnić zwykłym ludziom ochronę przed samowolą bogatszych lub posiadających większą władzę, a tęsknota za rządami silnej ręki, która zaprowadzi ład i porządek, jest mrzonką opartą na infantylnym założeniu, że dyktator i jego następcy będą jednocześnie mądrymi i dobrymi ludźmi.
     W powieści znajdziemy sporą dozę przemyśleń na temat problemów od zawsze dręczących filozofów. Można też wyszukać sobie kilka dobrych cytatów. To ciekawa warstwa, nieco zaskakująca w historyczno-baśniowej konwencji.
     Uczeń architekta jest również kolejną książką ukazującą, jak hierarchowie wielkiej religii, tym razem islamu, kupczą wiarą, by zdobyć swój udział we władzy i bogactwach doczesnych, oraz jak wiara staje się narzędziem do zrealizowania jak najbardziej świeckich celów. O opóźnianiu postępu nauki nawet nie będę wspominał...
     Nie jest to jednak książka dla wszystkich, jak sądzę. Mam wrażenie, że gdyby była czytana przez Romów, nie byliby ukontentowani. Wątek cygański zajmuje bowiem w książce wiele miejsca i umacnia on tylko wszelkie złe stereotypy, przedstawiając Cyganów jako złodziei i rozbójników, którzy nie cofną się przed żadną zbrodnią i z których żaden nigdy się nie podejmie uczciwej pracy.
     Poza tym byłaby to książka ładna jak mało która, gdyby nie zdarzające się tu i ówdzie błędy oraz niezręczności. Wielkim minusem jest też brak odnośników przy wyrazach ewidentnie dla ogółu niezrozumiałych. Nie wierzę, by wielu czytało z książką w jednej ręce i mniej lub bardziej mobilną postacią googla w drugiej. Zamiast również uczyć, książka więc prawie wyłącznie bawi, co trudno uznać za zaletę. Należy jednak dla równowagi podkreślić, że sposób nakreślenia niektórych aspektów, na przykład spraw budowlano-architektonicznych, sugeruje naprawdę rzetelne przygotowanie merytoryczne autorki i w tym zakresie znacząco poszerza wiedzę czytelnika na temat ówczesnych realiów.
     Opowieść czyta się bardzo przyjemnie, niczym baśń; nie zapiera tchu w piersiach, ale i nie nudzi. Niestety stylistycznie na kolana nie powala, choć ewidentnych błędów czy nieścisłości jest niewiele.
     Ktoś może powiedzieć, że się czepiam szczegółów, ale po pierwsze diabeł tkwi w szczegółach, a po drugie w dzisiejszym zalewie niedoróbek zdarzają się wydania takie jak dawniej, bez błędów, pisane piękną polszczyzną, dopracowane w każdym szczególe, jak choćby wspaniałe książki Małgorzaty Szejnert, które też były jakiś czas temu lekturami w naszym klubie. Wypada więc podkreślać przepaść między perfekcją a przeciętnością, podobnie jak między średnią i beznadzieją.
     No i dotarliśmy do kardynalnego zagadnienia warto po Ucznia architekta sięgać, czy też nie? Cóż skłamałbym, gdyby stwierdził, że polecam tę pozycję gorąco. Z drugiej strony, mimo pewnych niedociągnięć, lektura tej książki to może nie wspaniała, ale na pewno dobra rozrywka. W dodatku mam wrażenie, że nie jest to historia, którą się po kilku dniach kompletnie zapomina, jak te w pierwszej chwili zachwycające powieści, które czyta się z zapartym tchem, ale po których w pamięci na dłużej kompletnie nic nie pozostaje.

Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka
Woj. łódzkie

* Sinan, Hoca Mimar, postać historyczna (ur. 15 kwietnia 1489, zm. 17 lipca 1588) nadworny architekt trzech sułtanów (Sulejmana Wspaniałego, Selima II, Murada III), twórca prawie 400 budowli (za Wiki)


25.02.2017r


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

Relacja z dziewięćdziesiątego drugiego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 28.01.2017r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej. W spotkaniu brało udział 7 osób. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 12 członków. Rozmawialiśmy o książce "Tworzywo" Zbigniewa Chrząszcza.
     Niestety nie mamy ostatnio szczęścia do kryminałów. Debiut Zbigniewa Chrząszcza zatytułowany Tworzywo delikatnie mówiąc nie zachwycił większości klubowiczy, choć miał kilkoro obrońców. Trudno powiedzieć jak wyglądałby ten kryminał gdyby odsiać od niego osobiste studia autora na temat fizyki kwantowej oraz astrofizyki dzięki którym wyjaśnia naturę Wszechświata, uff Obawiam się jednak, że mimo wszystko i tak by to nie pomogło, choć początek tej książki jest dobry, intrygujący i nawet wciągający lecz niestety później autor chyba za bardzo popuścił wodze fantazji lub po prostu nie miał pomysłu. Powieść ze strony na stronę staje się coraz bardziej absurdalna i nieciekawa. Niektórzy klubowicze bronili wątku kryminalnego, koncentrując na nim swoją uwagę ale moim zdaniem w żaden sposób się nie broni. Podobno powstała kolejna część przygód bohaterów Tworzywa, ale ja ani rawscy klubowicze raczej nie jesteśmy ich ciekawi
     Spotkanie trwało około trzech godzin.
     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 25 lutego (sobota) 2017r. o godzinie 15:00. Tym razem porozmawiamy o książce Uczeń architekta Elifa Safak. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho







Zbigniew Chrząszcz
"Tworzywo"



     Lekturą stycznia 2017 w rawskim DKK była powieść Tworzywo Zbigniewa Chrząszcza, debiut tego autora. Oto czym kusi nas notka na okładce:
     W różnych częściach Polski w niewyjaśnionych okolicznościach znikają młode, piękne kobiety. Nie ma jednak śladów morderstwa nie ma żadnych śladów. Niespodziewanie na trop w sprawie trafia komisarz z małego miasta Nowego Romanowa, Marek Bielski. Jednak nie tylko policja szuka zaginionych kobiet. Powstaje nietypowa, interdyscyplinarna grupa śledcza, dowodzona przez ekscentrycznego profesora Kocha, która będzie musiała stawić czoła trudnej i wielowątkowej sprawie, przekraczającej granice Polski, a nawet ludzkiego pojmowania świata
     Niestety, schody zaczynają się już na samym początku, a cytat z trzynastej strony, fizjonomia emanująca skrywaną inteligencją, to tylko jeden z niezliczonych kwiatków, które skutecznie utrudniają lekturę. Szczerze mówiąc, styl jest poniżej krytyki. Może w podstawówce najniższej oceny za takie pióro literat by nie otrzymał, ale na pewno kilka razy wpis do Humoru zeszytów by sobie zapewnił. Co gorsza, nie o styl tu tylko i wyłącznie chodzi.
     Maniery literackie są różne. Nie mam tutaj specjalnych upodobań. Równie dobrze trawię minimalizm Kena Bruena jak i malowniczą polszczyznę Sienkiewicza. Ważne, żeby pisarz na tyle dobrze czuł się w uprawianym kanonie, by czytelnik mógł sobie w swej wyobraźni stworzyć świat przez autora wymyślony, świat o którym czyta, zaludnić go przekonującymi postaciami i tym wszystkim, co autor w nim umieścił; by język giętki... i tak dalej. Niestety, prozie Chrząszcza daleko do spełnienia tych wymagań.
     Z reguły mogę liczyć na pisarzy, o których się mówi, iż z niejednego pieca chleb jedli. Jeśli ktoś jest dobrym obserwatorem, to zwykle bogaty życiorys owocuje interesującą literaturą. Jeśli w dodatku potrafi ze swych obserwacji wyciągać celne wnioski, dokonywać ciekawych uogólnień, zaskakiwać oryginalnymi refleksjami, to już droga do naprawdę dobrej literatury. Niestety, tym razem mamy do czynienia z niechlubnym wyjątkiem, a Tworzywo poza słabiutkim warsztatem literackim razi nielogicznościami, błędami wszelkiej maści i w ogóle sprawia wrażenie, jakby napisał je ktoś mocno ograniczony, kto nawet patrząc na jakieś zjawisko nie jest w stanie niczego z niego pojąć. Jakby tego mało, intryga jest kompletnie nierealna, nieprzekonująca i tak wydumana, jak rzadko. Do tego żałosna i naiwna warstwa "filozoficzna"...
     O dziwo w naszym DKK zdarzyły się osoby, które nie były aż tak zniesmaczone tą lekturą, jak większość. Może wytłumaczeniem tego ewenementu jest fakt, iż jak się w mej dociekliwości dowiedziałem, czytały... pomijając całe stronice, na których treść im nie odpowiadała, odcedzając czystą "akcję".
     Są w zasadzie dwa rodzaje kryminałów i powieści zbliżonych gatunkowo. Te, w których czytelnik usiłuje przed głównym bohaterem odgadnąć odpowiedzi na siedem złotych pytań kryminalistyki, oraz te, gdzie wszystko od początku jest wiadome a jedynym pytaniem pozostaje czy, i w jaki sposób, uda się protagoniście odkryć to, co przed czytelnikiem nie zostało ukryte. Niestety, jest też trzecia odmiana kryminału, której serdecznie nie cierpię, a której Tworzywo może być sztandarowym przykładem. To powieści, w których jedynym, co fascynuje czytelnika, jest znalezienie odpowiedzi na pytanie: - W jaki sposób uda się autorowi uzasadnić wydumany modus operandi, który wydaje się nie mieć żadnego logicznego wyjaśnienia, żadnego umocowania w mogących zaistnieć procesach, w jaki sposób pisarz na koniec rozwikła to wszystko, co namotał?
     Nie bez znaczenia jest na pewno fakt, iż nasz koordynator Tworzywo zamówił przez pomyłkę (zamiast Chmielarza wziął Chrząszcza). Skutki tej drobnej z pozoru pomyłki okazały się bardzo bolesne. Pomyłka przy wypożyczeniu, zwłaszcza gdy wybór jest bardzo ograniczony, to jedno. Bardziej zastanawia mnie, czym kierują się decydenci kupujący za publiczne bądź co bądź pieniądze takie dzieła jak Tworzywo. No, ale pewnie jakieś uzasadnienie mają. Ludzie są mistrzami w uzasadnianiu błędnych decyzji i ich bronienia z tym większą zaciekłością, im bardziej są chybione.
     A na koniec sprawa, z jaką się jeszcze nigdy nie zetknąłem i na której określenie w słowniku ludzi cywilizowanych nie ma słów wystarczająco dosadnych. Kiedy zaskoczyła mnie bardzo wysoka średnia ocena Tworzywa w serwisie LubimyCzytać.pl, porównywalna do arcydzieł literatury światowej, zacząłem przeglądać poszczególne oceny składające się na tę średnią. I zauważyłem, że zaraz po premierze powieści Chrząszcza powstało wiele fikcyjnych kont, które utworzono tylko w jednym celu - po to, by wystawić jednej jedynej książce jedną jedyną ocenę. Oczywiście ta książka to Tworzywo, które otrzymało najwyższą możliwą notę.
     No cóż, jaka powieść, taka akcja marketingowa. Polak potrafi, dobre bo polskie i co tam jeszcze...

Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka
Woj. łódzkie




28.01.2017


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

Relacja z dziewięćdziesiątego pierwszego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 10.12.2016r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej. W spotkaniu brało udział 10 osób. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 12 członków. Rozmawialiśmy o książce "Ucząc psa czytać" Jonathana Carrolla.
     Z twórczością Jonathana Carrolla większość klubowiczy miała styczność po raz pierwszy. Część z nas która miała okazję już coś czytać tego autora, najczęściej była to "Kraina chichów", wiedziała czego mniej więcej się spodziewać. "Ucząc psa czytać" to niecałe sto stron wspaniałej przygody z pogranicza fantastyki i parapsychologii. Książeczka ta zaskakuje, bawi i jest esencją tego czego czasem brakuje w powieściach znacznie większych rozmiarów. Jest super pomysł , jest tajemnica, jest miłość, zaś całość czyta się znakomicie. Z jednej strony nam przykro, że to już koniec z drugiej, szacunek dla pisarza za nie rozbudowywanie zbędnie treści i wątków. Forma minimalistyczna ale jakże treściwa. Polecamy naszym całym czytelniczym sercem i niech jawa stanie się snem a sen jawą, Jonathan Carroll w całej swej okazałości.
     Jak zawsze nasze grudniowe spotkanie odbywa się w świątecznej atmosferze, tak więc nie mogło zabraknąć drobnych upominków. Dziękujemy Urzędowi Miasta Rawa Mazowiecka za piękne kalendarze, zaś Towarzystwu Przyjaciół Ziemi Rawskiej za uzupełnienie kolekcji Notatników Rawskich. Kolejne spotkanie już w nowym roku, nieuchronnie zbliżamy się do setnego spotkania w rawskim DKK.
     Spotkanie trwało ponad trzy godziny.
     Wszystkie informacje na temat rawskiego DKK zamieszczane są na stronie internetowej biblioteki (www.rawamaz.e-bp.pl) w linku o tej samej nazwie. Kolejne spotkanie zaplanowane jest 28 stycznia (sobota) 2017r. o godzinie 15:00. Tym razem porozmawiamy o książce "Tworzywo" Zbigniewa Chrząszcza. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho







Na pewno nie o kynologii, czyli Ucząc psa czytać Jonathana Carrolla
Jonathan Carroll
"Ucząc psa czytać"



     Najpierw pojawił się zegarek na rękę za dziewięć tysięcy dolarów. Potem stalowoszare porsche wraz z dowodem rejestracyjnym wypisanym na jego nazwisko. Jakby tego było mało, Tony Areal zdobył serce kobiety, o której śnił skrycie od wielu lat. Co sprawiło, że skromny urzędnik, będący pośmiewiskiem kolegów z pracy, stał się z dnia na dzień wybrańcem losu?
     Przenikanie się świata realnego i świata marzeń sennych stawia głównych bohaterów tej historii wobec zaskakujących wyborów i dylematów, ale daje im też niewyobrażalne możliwości. Tylko Jonathan Carroll umie tak uchwycić to coś, co wymyka się chłodnej obserwacji, a Ucząc psa czytać dorównuje jego najlepszym opowieściom.
     Tyle z okładki książki, która była lekturą grudnia 2016 w rawskim Dyskusyjnym Klubie Książki. Szczerze mówiąc, gdy do niej zasiadałem, byłem pewny, iż już kiedyś coś tego autora czytałem, ale nawet po sprawdzeniu listy wydanych przez niego utworów nie przypomniałem sobie co. Inna sprawa, że jego nazwisko znane jest chyba każdemu miłośnikowi literatury bez alergii na sf, więc może mi się tylko zdawało (o fenomenie fałszywych wspomnień w następnej recenzji).
     Wydanie od razu zwraca uwagę nietypową, intrygującą grafiką na okładce. Nie wiem, czy to zabieg udany marketingowo, ale przynajmniej obrazek wyraźnie i zarazem z klasą wiąże się z zawartością, z osią opowiadania.
     Gdy zaczynałem czytać, byłem ciekaw, czy będzie to odkrycie, czy porażka, gdyż mam wrażenie, iż krótkie formy znacznie częściej niż powieści są albo dobre, albo złe, i znacznie rzadziej zasługują na oceny pośrednie niż rozbudowane utwory literackie.
     Fabuły oczywiście nie będę zdradzał wystarczająco dużo ujawnia notka wydawcy. Rzecz całą czyta się świetnie od początku do końca. Zdecydowanie kręgosłupem opowiadania jest pomysł z przenikaniem się świata realnego i świata snów, ale jak dla mnie, jedną z najmocniejszych stron utworu jest po mistrzowsku poprowadzony wątek miłosny, co raczej nie jest normą w tym gatunku. Porównanie nocy spędzonej na miłosnych uniesieniach do układania chmur na niebie to piękna próbka klasy i oryginalności pisarza.
     Choć jest amerykańskim Żydem, autor wyraźnie zrywa z euro-amerykańskim stereotypem, że takie rzeczy jak inteligencja, charyzma czy sex-appeal są dane raz na zawsze, tak jak kolor oczu. Intuicja czy zainteresowanie nowoczesną psychologią? Niezwykłe wydarzenia są pretekstem do ukazania, jak człowiek może okazać się całkiem innym, niż go znamy, jeśli zmienią się okoliczności.
     Przy lekturze tego opowiadania trzeba dać się wybić z naszego codziennego widzenia tunelowego, z tych przyziemnych klapek na oczach ograniczających nasz świat do zawartości półek w supermarketach, stanu konta, pracy i pozycji społecznej, do rzeczy dotykalnych, mierzalnych gołym okiem. Kto tego nie potrafi, kto nie potrafi przenieść się w świat marzeń sennych albo w realia paradoksów fizyki kwantowej, ten raczej nie znajdzie w tej lekturze ukontentowania. Dla pozostałych będzie to świetna zabawa, w tym wszyscy w DKK byliśmy zgodni, choć interpretacja i odbiór nasuwają różne możliwości wiele rzeczy nie jest do końca określonych i daje mnóstwo swobody wyobraźni czytelnika.
     Nietrudno się już chyba domyślić, że polecam Ucząc psa czytać gorąco i z pełnym przekonaniem. A skąd taki tytuł opowiadania? Po przeczytaniu będziecie wiedzieć

Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka
Woj. łódzkie




10.12.2016


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

Relacja z dziewięćdziesiątego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 19.11.2016r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej. W spotkaniu brało udział 8 osób. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 12 członków. Rozmawialiśmy o książce "Marsjanin" Andygo Weira.
     Czy można w literaturze wymyślić coś nowego?. Czy współcześni pisarze są w stanie zaskoczyć czytelnika, by ten powiedział, znakomity pomysł, świeże, coś innego, nowego?. Te pytania pojawiły się na początku spotkania w naszym DKK. Jakie to ma odniesienie do "Marsjanina"? Otóż ma i to zasadne, bowiem ekipa astronautów dociera z ekspedycją na czerwoną planetę. Podczas eksploracji, burza piaskowa powoduje zamieszanie i zmusza ich do ewakuacji, jednak jeden z astronautów zostaje rany odłamkiem stacji badawczej. Pozostali myśląc, że nie żyje wracają do stacji - matki by udać się w drogę powrotną na ziemię. Nasz bohater, choć ranny żyje i musi sobie poradzić w oczekiwaniu na pomoc na obcej planecie. Kanwa jakby znajoma, tak, tak, moi drodzy to nic innego jak "Robinson Crusoe" na Marsie :) Książka nie porywa ale czyta się ją całkiem nieźle, takie science fiction klasy "B". Jako uzupełnienie cześć z nas obejrzała film pod tym samym tytułem z Mattem Damonem, który swoją grą ewidentnie ratuje ten dość statyczny obraz, przepełniony amerykańskim kultem "narodu wybranego". Nie mniej, nie zniechęcamy ale też nie zachęcamy, jeżeli lubicie książki z tego gatunku jest na pewno kilka lepszych.
     Spotkanie trwało ponad trzy godziny.
     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 10 grudnia (sobota) 2016r. o godzinie 15:00. Tym razem porozmawiamy o książce "Ucząc psa czytać" Jonathana Carrolla. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho







Robinson Crusoe na Marsie czyli jedyna powieść Andyego Weira
Andy Weir
"Marsjanin"



     Lekturą listopada w moim, czyli rawskim Dyskusyjnym Klubie Książki był Marsjanin pióra Andyego Weira. Nie od rzeczy będzie dodać, że jest to jak dotąd jedyna znana powieść tego Amerykanina. Oczywiście nie świadczy to ani na jej korzyść, ani na niekorzyść.
     Straszliwa burza piaskowa sprawia, że marsjańska ekspedycja, w której skład wchodzi Mark Watney, musi ratować się ucieczką z Czerwonej Planety. Kiedy ciężko ranny Mark odzyskuje przytomność, stwierdza, że został na Marsie sam w zdewastowanym przez wichurę obozie, z minimalnymi zapasami powietrza i żywności, a na dodatek bez łączności z Ziemią. Co gorsza, zarówno pozostali członkowie ekspedycji, jak i sztab w Houston uważają go za martwego, nikt więc nie zorganizuje wyprawy ratunkowej; zresztą, nawet gdyby wyruszyli po niego niemal natychmiast, dotarliby na Marsa długo po tym, jak zabraknie mu powietrza, wody i żywności. Czyżby to był koniec? Nic z tego. Mark rozpoczyna heroiczną walkę o przetrwanie, w której równie ważną rolę, co naukowa wiedza, zdolności techniczne i pomysłowość, odgrywają niezłomna determinacja i umiejętność zachowania dystansu wobec siebie i świata, który nie zawsze gra fair
     Tyle notka wydawcy i ja też o fabule wiele więcej nie powiem. Kto zechce, doczyta sobie.
     Od samego początku Marsjanin sprawił na mnie wrażenie klonu Przypadków Robinsona Crusoe. Może to nie przypadek, że autor wcześniej obracał się w świecie produkcji gier komputerowych, w którym odgrzewanie starego pomysłu nie jest niczym zdrożnym. Szkoda tylko, że w tym remakeu powieści Daniela Defoe brak odpowiednika Piętaszka. Miejscami nużył mnie również urodzaj pseudo-profesjonalnych szczegółów, które samemu można wygrzebać sobie w Internecie oraz nadmiar błędów rzeczowych i stylistycznych miejscami przechodzących w prawdziwy bełkot*. Zła passa chyba mnie ściga, gdyż znów trafiłem na książkę, w której spomiędzy pozorów inteligencji wyziera brak podstawowej wiedzy choćby z zakresu fizyki, jak na przykład w cudownym cytacie:
     Statek będzie leciał wystarczająco szybko, żeby opór powietrza nie miał znaczenia...
     To już nie złota, ale diamentowa czcionka!
     Kiedy po zakończonej lekturze przejrzałem recenzje w Internecie, w większości wręcz bałwochwalcze, byłem zdumiony. Rozumiem oficjalnych recenzentów, którzy nie mają innego wyjścia niż pisać z zachwytem o książkach objętych patronatem znanego serwisu, ale krytycy niezależni? Czy nie ukończyli fizyki i logiki na podstawie szkół podstawowych i średnich? Czy nie widzą wtórności pomysłu, naciąganych założeń, płytkości i sztampowości tego dzieła? Jak można w swych ocenach zrównać Weira z tytanami SF, albo (hańba) wywyższyć go ponad rodzimego Lema?
     Pocieszające dla mnie było to, że w naszym DKK oceny były dużo bardziej wyważone niż w Internecie i w zasadzie można je zawrzeć w takim uśrednieniu: budżetowa literatura, na pewno bez uzasadnionych aspiracji do literatury z wyższej półki; jak najbardziej do poczytania, choć miejscami może nużyć i nudzić.
     Co do filmu, to wypada chyba nawet lepiej niż książka, co jest wyjątkiem w konkurencji film vs book. Duża zasługa w tym Matta Damona jako odtwórcy tytułowej roli, a odrzucenie zbędnych książkowych pseudotechnikalii też okazało się udanym zabiegiem.
     Ani od książki, ani tym bardziej od filmu, nikogo więc nie odciągam, ale jest tyle lepszych rzeczy do przeczytania i obejrzenia, a życie takie krótkie, że chyba specjalnie poszukiwać akurat tego tytułu nie ma sensu.

Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka
Woj. łódzkie

*Nie dociekam tutaj, które błędy są sprawką tłumacza, a które autora, oceniam bowiem książkę, czyli konkretne wydanie w konkretnym tłumaczeniu.
** Marsjanin(2015) The Martian reżyseria: Ridley Scott, Matt Damon jako Mark Watney


19.11.2016


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Spotkanie autorskie Sławomir Koper DKK Rawa Mazowiecka 16.11.2016 r.

Dziesiątym gościem rawskiego DKK był piszący historyk, Sławomir Koper. W sali konferencyjnej naszej biblioteki zebrało się około 50 osób, w tym podopieczni Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii w Rawie Mazowieckiej. Dziękujemy wychowawcom: Ireneuszowi Czyżewskiemu, Sylwestrowi Zendeł oraz Beacie Stępniewskiej za zainteresowanie młodzieży historią i za udział w spotkaniu. Nasz gość naprawdę ciekawie potrafił opowiedzieć o historii , ale niekoniecznie tej podręcznikowej, pełnej dat i zdarzeń, ale tej, jak to się mówi o twórczości naszego gościa historii w kapciach i szlafroku. Sławomir Koper odbrązawia trochę znane postaci z naszych dziejów, ukazując życie prywatne wielkich tego świata od antyku do PRL-u. Najczęściej znamy tylko ich wizerunek wykreowany, podręcznikowy, sztandarowy. Nasz gość opisuje bardziej sferę prywatną wybranych postaci. Często za maskami jakie przybrali, kryli się cisi pantoflarze nielubiący przepychu lub wręcz odwrotnie, nowobogaccy, rozrzutni panowie lub osoby z kompleksem posiadanych umiejętności lub wiedzy. To wszystko daje ciekawy obraz historii i jest znakomitym uzupełnieniem wiedzy. Miłość , romanse, sztuka i władza są chyba ponadczasowe i zawsze się znajdzie ktoś do opisania. Czego sobie oraz autorowi życzymy.
     Dziękujemy bardzo Panu Sławomirowi Koprowi za przyjęcie zaproszenia od rawskiego Dyskusyjnego Klubu Książki, zaś Instytutowi Książki i Bibliotece Wojewódzkiej w Łodzi za wsparcie merytoryczne jak i finansowe spotkania.
     

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho







16.11.2016


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

Relacja z osiemdziesiątego dziewiątego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 15.10.2016r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej. W spotkaniu brało udział 8 osób. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 12 członków.
     Rozmawialiśmy o książce "Uciec przed prawdą" Jana Guillou z cyklu Złoty wiek.
     To już nasze czwarte spotkanie z książką Jana Guillou z cyklu Złoty wiek. Co tu dużo mówić książki te są po prostu znakomite. Na każdą kolejną czekamy z nieukrywaną niecierpliwością. Tak opisuje cykl nasz kolega klubowy Radek Saga Złoty wiek, której akcja rozpoczyna się na początku XX wieku, traktuje o dziejach trzech braci, półsierot z biednej norweskiej rodziny rybackiej z Vestland, którzy dzięki wrodzonym talentom, ciężkiej pracy i dużej dozie szczęścia doszli do majątku. Czasy przed Wielką Wojną, sama Pierwsza Wojna i okres międzywojenny to epoka niezwykle interesująca, co Guillou perfekcyjnie wykorzystał. Złoty wiek pierwotnie określany był jako trylogia, ale obecnie liczy pięć powieści, a w Polsce wydano już cztery z nich. Ta czwarta, Uciec przed prawdą, obejmuje trochę więcej niż pierwszą połowę II Wojny Światowej. Rodzina trzech braci, którzy są już w podeszłym wieku, w większości przebywa w Szwecji, choć są w niej i tacy, którzy walczą w szeregach SS albo w antyfaszystowskim ruchu oporu-. Zachęcam do przeczytania całej recenzji ale przede wszystkim samych książek bowiem jest to crme de la crme powieści obyczajowej, książki te są wprost magiczne, nie można się od niech oderwać, czyta się je znakomicie. Tło historyczne oddane w sposób mistrzowski jak u Eco, życie oraz oddanie charakteru danej epoki jak u Dołęgi-Mostowicza zaś klimat jak u Zafona, a to jeszcze nie koniec sagi. Polecamy całym naszym czytelniczym sercem.
     Spotkanie trwało trzy godziny.
     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 26 listopada (sobota) 2016r. o godzinie 15:00. Tym razem porozmawiamy o książce Marsjanin Andygo Weir. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!
     

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho







Jan Guillou
"Uciec przed prawdą"



     Nieodmiennie zadziwia mnie wszechstronność najpopularniejszego chyba, zarówno w rodzimym kraju, jak i za granicą, szwedzkiego pisarza, czyli Jana Guillou. Sławę przyniósł mu cykl książek o przygodach szwedzkiego superagenta Carla Hamiltona rozpoczynający się powieścią Coq Rouge. Guillou w tym gatunku, w którym przecież nie brak znanych nazwisk, zdołał sobie wyrobić trwałą pozycję tworząc oryginalnego bohatera, będącego połączeniem tradycyjnego dla sensacyjnego kanonu herosa z człowiekiem obarczonym słabostkami zwykłego śmiertelnika i osadzając go w świecie widzianym oczami Szweda, Skandynawa, a więc ukazanego z perspektywy niezwykle dla reszty świata interesującej. Być może jest to jedna z przyczyn, które zapewniają niesłabnącą popularność nawet najstarszym powieściom o Hamiltonie, choć realia polityczne, w których je umiejscowiono, dawno już przeszły do historii.
     Po racjonalnym, skrojonym na miarę naszych czasów, Hamiltonie, Guillou zaskoczył wszystkich płynnym przejściem do przesyconego religijnością średniowiecza i zabłysnął Krzyżowcami, trylogią, która rozrosła się do tetralogii. Ta seria powieściowa opowiadająca o początkach państwa szwedzkiego wywołała w Szwecji taki entuzjazm, że nakręcono na jej podstawie najdroższą w historii tego kraju ekranizację, niestety raczej mało udaną, podobnie jak większość filmów o Hamiltonie*, i podobnie jak one mocno odbiegającą od książki, przez co dającą fałszywe wyobrażenie o powieści.
     Potem kolejną zmianą tematyczną, również niezwykle interesującą, była zawierająca elementy autobiograficzne powieść Zło, a teraz kolejna wolta seria powieściowa Złoty wiek.
     Saga Złoty wiek, której akcja rozpoczyna się na początku XX wieku, traktuje o dziejach trzech braci, półsierot z biednej norweskiej rodziny rybackiej z Vestland, którzy dzięki wrodzonym talentom, ciężkiej pracy i dużej dozie szczęścia doszli do majątku. Czasy przed Wielką Wojną, sama Pierwsza Wojna i okres międzywojenny to epoka niezwykle interesująca, co Guillou perfekcyjnie wykorzystał. Złoty wiek pierwotnie określany był jako trylogia, ale obecnie liczy pięć powieści, a w Polsce wydano już cztery z nich. Ta czwarta, Uciec przed prawdą, obejmuje trochę więcej niż pierwszą połowę II Wojny Światowej. Rodzina trzech braci, którzy są już w podeszłym wieku, w większości przebywa w Szwecji, choć są w niej i tacy, którzy walczą w szeregach SS albo w antyfaszystowskim ruchu oporu.
     Wydawałoby się, że Szwecja w czasie II Wojny Światowej nie może być tematem interesującym, ale jak się okazuje nic bardziej mylnego. Guillou maluje obraz, z którego wynika, że życie w Szwecji w tym czasie to na pewno nie była idylla, a procesy społeczne i polityczne, jakie w niej zachodziły w tamtych dniach były wręcz fascynujące. Fabuły oczywiście nie będę zdradzał, jest mocnym elementem powieści, choć nie w znaczeniu tak przygodowym jak niektóre z poprzednich powieści cyklu. Wielce wartościowym jest nie tylko to, że czas powieściowy zmienia protagonistów, ich spojrzenie na świat i psychikę, ale że interakcja z czasem i wydarzeniami historycznymi objawiającymi się w świecie przedstawionym wpływają na wszystkie postacie powieści. A że czasy to niezwykle ciekawe, to i czyta się rzecz całą z wielkim zainteresowaniem. II Wojna bowiem, co zdaje się nam, Polakom, umykać, to w rzeczy samej nie walka z faszyzmem, ale zderzenie dwóch wielkich, równie nieludzkich ideologii, które były siebie nawzajem warte. My Polacy, a przynajmniej ci, którzy pozostali w kraju, praktycznie nie mieliśmy wyboru co do strony, po której należy się opowiedzieć, przez co w pewnym sensie pomagaliśmy drugiej, równie złej, nawet jeśli deklarowaliśmy, że jej nie popieramy nie jest żadnym odkryciem, że kto walczy z jedną ze stron konfliktu, automatycznie pomaga drugiej i ją wzmacnia. W Szwecji te sprawy wyglądały całkiem inaczej. Był to czas wielkich dylematów światopoglądowych i moralnych. W końcowej fazie książki pięknie jest ukazany proces uwodzenia Zachodu przez komunę, który już wtedy się rozpoczynał pod płaszczykiem wspólnej walki z faszyzmem. Proces, który wyczerpująco i zarazem fascynująco ukazała Diana West w swej bezcennej pracy Wielkie kłamstwa Ameryki, a który jak widać w świadomości szwedzkich powieściopisarzy, w przeciwieństwie do naszych, ma swe wyraźne odbicie.
     II Wojna to nie tylko wojna dwóch tytanów z piekła rodem, dwóch zbrodniczych ideologii, ale też dogłębne zmiany społeczeństw, nawet tych w wojnę niezaangażowanych. Warstwy, że tak powiem, obyczajowa i przygodowa, romansowa i ekonomiczna, świetnie są splecione z tymi najważniejszymi i najbardziej wartościowymi z poznawczego punktu widzenia socjologicznymi i politycznymi. Prawdziwa saga na miarę naszych czasów, w których wojenki Wikingów stają się błahe wobec dwóch wielkich wojen niczym karczemna awantura przy wojnie totalnej. Konsekwencje I i II wojny, czego często sobie nie uświadamiamy, ponosimy bowiem do dziś.
     Oczywiście, lektura ta prowokuje wiele refleksji i wywołuje liczne przemyślenia, tym bardziej, iż ukazuje rzeczywistość okiem Szweda, czyli z perspektywy równie nam bliskiej, co marsjańska. Niestety, obnaża też nasze zadufanie i przekonanie, iż Polska jest pępkiem świata. Nie, nie dlatego, że autor cokolwiek złego mówi o Polsce i Polakach. Ale choćby przez to, że wspomina obok Katynia o zbrodni w Winnicy. Skoro my uważamy, że każdy, jeśli nie w świecie, to przynajmniej w Europie i Stanach, powinien wiedzieć i pamiętać o Katyniu, to jak to jest, że przeciętny Polak nigdy nie słyszał o Winnicy? O Winnicy ani innych odpowiednikach Katynia, których Stalinizm stworzył wiele. Szwed o niej pisze, a my nie wiemy? Ten inny punkt widzenia ukazuje aż nadto wyraźnie, że tak naprawdę zbrodnie Stalina i Hitlera interesują nas tylko o tyle, o ile dotyczyły członków naszych rodzin dziadków, rodziców, dalszych krewnych. Gdyby nie to, większość z nas obchodziłyby równie mało, co zbrodnie Leopolda II. Ten aspekt lektury, choć bolesny, jest chyba warty podkreślenia.
     Oczywiście, od czytelnika zależy, który rys powieści uzna za najważniejszy. Cenne jest, iż jej konstrukcja jest tak umiejętnie zbalansowana, że trudno dociec, co autor stawiał na przedzie. Z drugiej jednak strony, mimo pozostawienia czytelnikowi wolnej ręki, nie sposób pominąć w trakcie lektury którykolwiek wątek opowieści jak w życiu wszystkie wpływają na losy bohaterów; jak w prawdziwej, w pełnym tego słowa znaczeniu, sadze.
     Zapraszam do poznania tej lektury, oczywiście po przeczytaniu wszystkich poprzednich części, z których każda jest nieco odmienna, podobnie jak każdy okres w dziejach różni się od poprzednich i następnych, ale przez to tym bardziej fascynująca. Polecam niezwykle gorąco.

Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka
Woj. łódzkie

* za wyjątkiem złożonego z 8 odcinków serialu Wróg wroga (Fiendens Fiende) - gdyby ktoś dysponował polską wersją językową tej produkcji, albo z angielskim lektorem, proszę o kontakt



15.10.2016


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

Relacja z osiemdziesiątego ósmego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 24.09.2016r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej. W spotkaniu brało udział 8 osób. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 12 członków. Rozmawialiśmy o książce "Orzeł bielszy niż gołębica" Konrada T. Lewandowskiego.
     Kolejne spotkanie rawskiego DKK upłynęło na odkrywaniu nowych, oczywiście dla nas, gatunków literatury. Rzeczywistość alternatywna, bo o niej mowa, niestety nie przypadła do gustu członkom klubu.
     Konrad Lewandowski w swojej powieści "Orzeł bielszy niż gołębica" opisuje co by było gdyby Powstanie Styczniowe odniosło sukces. Zwycięstwo odniesione dzięki twardochodom, czyli uzbrojonym lokomotywom przeniesionym na drogi, te zbrojne fortece napędzane specjalną mieszanką wymyśloną przez profesora Łukasiewicza. Na czele Państwa Polskiego stoi Romuald Traugutt a głównym dowódcą Wojsk Polskich jest nie kto inny jak Emilia Plater. Polacy mają otwarte umysły, a myśl technologiczna i jej rozwój stanowią priorytet. Do tego dochodzą jeszcze skoki w czasie pomiędzy równoległymi rzeczywistościami. No i na osłodę piękna czysta miłość pomiędzy młodym oficerem i adiutantką Emilii Plater. Cóż, jak to się mówi chyba o jeden grzybek w barszcz za dużo. Nie nadążyliśmy za myślą autora ;-). Głos klubowiczy był w kwestii tej książki jednomyślny i naprawdę mocno krytyczny. Dawno żadna książka omawiana w naszym klubie nie otrzymała tak niepochlebnych opinii. Jedynym atutem Orła .. jest jego wydanie, ale posługując się dalej przysłowiami, nie szata zdobi w tym przypadku książkę.
     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 15 października (sobota) 2016r. o godzinie 15:00. Tym razem porozmawiamy o książce "Uciec przed prawdą" Jana Guillou z cyklu Złoty wiek. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!
     

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho










Konrada T. Lewandowski
"Orzeł bielszy niż gołębica"



     Lekturą września 2016 w naszym, czyli rawskim DKK* była powieść Konrada T.** Lewandowskiego Orzeł bielszy niż gołębica reklamowana jako utrzymana w klimatach steampunkowych opowieść o alternatywnych losach powstania styczniowego. Już sam tytuł wzbudził we mnie obawy, zalatując z daleka graniem na tanim i infantylnym patriotyzmie oraz ukłonami w stronę obecnych układów politycznych. Podejrzenia te wzmogła niezwykle kosztowna jak na realia naszego rynku forma wydania twarde okładki, obrazki, wkładka z ilustracjami. Takie rzeczy w obecnych czasach można spotkać głównie w lansowanych, czyli gwarantujących duże zyski, produkcjach typu Gra o tron, albo właśnie w wydaniach z zamówienia polityczno-klerykalnego. Naprawdę wielka literatura, zarówno rodzima jak i światowa, jest wydawana z reguły w dużo skromniejszej formie.
     Pełen obaw rozpocząłem lekturę i... okazało się, że to po prostu tragedia. Powieść to w dwóch słowach "co by było gdyby", czyli wariacja na temat powstania styczniowego, w której Polacy dostają do dyspozycji kołowe czołgi i inne wynalazki. Założenie jak każde inne, ale to infantylne wykonanie... Przykład pierwszy z brzegu? - Nawet dziś długoterminowe prognozy pogody to oględnie mówiąc wróżenie z fusów, a powieściowi powstańcy uzależniają losy powstania, cały pomysł na powstanie nawet, od... prognozy pogody na kilka miesięcy naprzód! Czy autor naprawdę żyje w naszym świecie, czy może w Matrixie?
     Może gdybym moją wiedzę o wojnie, wojsku, a broni pancernej i jej historii w szczególności, czerpał z Czterech pancernych, to nie trafiał by mnie szlag przy tej lekturze, ale jak czytałem o danych taktyczno-technicznych pojazdów wymyślonych przez Lewandowskiego, to... takie litościwe niedomówienie. Nawet dziecko by nie stworzyło takich bzdur! Jeżdżące fortece o masie mastodontów, z sześcioma wieżami, pancerzem i uzbrojeniem godnym pancerników, osiągające prędkości niedostępne do późnego międzywojnia i zarazem napędzane silniczkami o mocy od 400 do 700KM! Gdyby autor chociaż litościwie pominął milczeniem te dane liczbowe! Ale nie, musiał się popisać! Mało tego. Pojazdy wydumane przez autora opracowano bez prototypów, bez testów poligonowych, od razu z deski kreślarskiej do boju, w dodatku bez poważniejszych awarii. Ewenement wszech czasów! Nie wspomnę już o założeniach taktycznych użycia nowego sprzętu, szkoleniu załóg, szkoleniu taktycznym czy operacyjnym. A może autor nawet nie wie, że takie "drobiazgi" mogą nową broń, nawet doskonałą, uczynić kompletnie bezużyteczną? W 1939 na przykładzie kb Ur*** przetrenowaliśmy coś podobnego, choć była to konstrukcja identyczna w użyciu ze zwykłym karabinem, więc czy autor nie zastanowił się nad wymaganiami, jakie niesie wprowadzenie czegoś tak innowacyjnego, jak wymyślone przez niego "twardochody"?
     Wywody autora, włożone w usta jednego z wykształconych bohaterów, na temat sił działających na lądowy pojazd pancerny w ruchu i ich porównanie z problemami poruszania się okrętów to już po prostu beka, zwłaszcza jeśli się weźmie pod uwagę, że Lewandowski, poza wykształceniem humanistycznym (doktor filozofii) ma również wykształcenie inżynierskie (chemik). Ten aspekt nie przynosi chluby szkole, w której pobierał wiedzę z przedmiotów ścisłych.
     Bardziej "literackie" elementy powieści również nie stoją na najwyższym poziomie. Fabuła prosta i przewidywalna, prawie jednowątkowa, postacie schematyczne i płytkie. Wątki romantyczno-patriotyczne zgrane od obrzydzenia... On ją kocha, ona ginie za ojczyznę, najlepiej będąc w ciąży, a on ma dzięki temu motywację do walki. Masakra.!
     A szkoda, wielka szkoda...
     Dlaczego? - zapytacie. Ano dlatego, że kilka rzeczy w książce jest niezwykle wartościowych. Ukazanie, że sukces lub klęska nie tylko powstania, ale każdej wojny, to wypadkowa wielu aspektów, nie tylko wojskowych, ale również między innymi, a może przede wszystkim, gospodarczych i politycznych. Prawda, która wydaje się jakże obca wielu naszym decydentom. Podobnie jak to, że nawet cudowna broń, wiedza z przyszłości czy inne podobne bonusy niczego tak naprawdę nie zmienią, gdyż pozostali uczestnicy gry zwanej polityką i wojną dostosują swe postępowanie stosownie do nowych okoliczności, a mając atuty, które pozwoliły im kiedyś wygrać, najprawdopodobniej znajdą taki sposób ich wykorzystania, by wygrać ponownie. Podobnie warte pochwały jest poruszenie wątku zdrajców i prowokatorów rosyjskich ulokowanych w polskich elitach władzy, konsekwentnie dotąd pomijany zarówno w oficjalnej historii, jak i literaturze pięknej. Wielka więc szkoda, że te, i kilka innych rzeczy, znalazły się w jednym worku z kompletnymi bzdurami, gdyż te ostatnie odbierają tym pozytywnym wartościom wszelką wiarygodność.
     Niektórzy z nas, klubowiczów, próbowali odebrać tę powieść w konwencji pastiszu, ironii lub absurdu, ale kompletnie nie jest to możliwe wobec jak najbardziej serio napisanego wstępu i posłowia tchnącego propagandowym zadęciem lepiej nawet niż w najgorętszym okresie komuny. O dziwo tym razem wszyscy klubowicze byli zgodni, iż książka jest niewypałem, a niektórzy, w tym ja, uważają, iż jest szkodliwa, gdyż w naszym narodzie, który mało czyta i zamiast uczyć się historii, kultywuje swoje wyobrażenia o niej, może tylko jeszcze bardziej namieszać. Taka lektura dla zakompleksionych i nieoczytanych, a w dodatku słabo znający historię i niedociekliwi mogą elementy fikcji uznać za fakty historyczne, co już może prowadzić do bardziej dalekosiężnych następstw.
     Skąd więc tak pochlebne opinie w Internecie? Pamiętacie moją recenzję Republiki piratów Colina? Była to książka tak beznadziejna, że wycofałem się z publikowania oficjalnych recenzji dla Lubimy Czytać, gdyż nie rozumiem jak uczciwy człowiek może polecać innym podobnego knota. Przygotowany tekst opublikowałem jako prywatny, również na LC, i co? I tak znalazł się chętny do napisania pozytywnej recenzji oficjalnej, choć już mógł czytać mój tekst i poznać zarzuty wobec "dzieła", że nie wspomnę o podparciu się wiedzą na temat spraw, o których książka traktuje. Po prostu nie odniósł się do nich w żaden sposób. W przypadku Orła parcie na wypromowanie tej książki widać nie tylko we wspomnianej jakości wydania, ale również we wstępie i posłowiu. Wstępniak pióra Krzysztofa Dudka, Dyrektora Narodowego Centrum Kultury, od razu wydaje się dziwny, bo od kiedy to szef wydawnictwa pisze przedmowę i zarazem ocenia własny produkt. Z posłowiem autorstwa Pawła Korzeniowskiego jest jeszcze gorzej. Tak egzaltowanego i mętnego stylu dawno nie miałem okazji posmakować. A już te mądrości na temat wojny kolorowej, honorowej, rycerskiej... masakra! Podobnie jak wywody o wpływie iglicówki na zmniejszenie roli szabli w sztuce wojennej. Tak jakby długi łuk nie odegrał wiekopomnej roli w wojnie stuletniej, że o innych wynalazkach i wojnach nie wspomnę.
     Na koniec ciekawostka. Na końcu dzieła zamieszczono notki biograficzne głównych personae dramatis. Wśród nich oczywiście Traugutta. O dziwo jednak nie ma w niej ani słowa o jego niedoszłej świętości. A przecież swego czasu był taki pęd, by go wyświęcić, że wydawał się równie pewnym kandydatem, jak później JPII. W kościele parafialnym w Sadkowicach na ścianach świątyni dyktator powstania jest przedstawiony wraz z kilkoma innymi wybranymi spośród dziesięciu tysięcy rycerzy męczenników (kościół jest pod takim wezwaniem), a więc był w pewnym momencie uznawany za jednego z najważniejszych z tego dziesięciotysięcznego grona. A teraz o tym ani słowa... Kto się interesuje historią i polityką, w tym polityką i historią produkcji świętych oraz błogosławionych, ten wie, dlaczego tak się stało, a pozostałym polecam samodzielne rozwikłanie tej zagadki, gdyż prawdziwa historia jest wystarczająco fascynująca i zagmatwana, by się nią zająć, zamiast tworzyć jej alternatywne wersje, zwłaszcza jeśli mają przybrać taki kształt, jak Orzeł i gołębica. Oj, przypomina mi się powiedzenie doktora Strosmajera ze Szpitalu na peryferiach (Nemocnice na kraji mesta)

Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka
Woj. łódzkie

* Dyskusyjny Klub Książki
** Tomasza
*** Karabin przeciwpancerny wzór 35 (kb ppanc wz. 35), znany także jako Ur (kb Ur) (używana jest również nazwa 7,9 mm rusznica przeciwpancerna UR) polski karabin przeciwpancerny, skonstruowany w połowie lat trzydziestych i produkowany od 1938 roku w Fabryce Karabinów w Warszawie. (za Wiki)



24.09.2016


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

Relacja z osiemdziesiątego siódmego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 18.06.2016r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej. W spotkaniu brało udział 8 osób. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 12 członków. Rozmawialiśmy o książce Magdaleny Grzebałkowskiej 1945 wojna i pokój.
     W naszym klubie reportaży czytaliśmy wiele, lecz do tej pory nie mieliśmy okazji czytać reportażu poświeconego II WŚ. Stąd padł nasz wybór by przed wakacjami przeczytać reportaż Magdaleny Grzbałkowskiej poświecony ostatnim dwunastu miesiącom wojny. I bez zbędnego lawirowania powiem, iż była to znakomita decyzja. Reportaż jest po prostu fenomenalny. Każdy z rozdziałów poprzedzony jest anonsami ze współczesnej prasy które wprowadzają nas w klimat ówczesnych czasów. Motywem przewodnim książki jest wysiedlanie z ziem wschodnich i migracja ludzi na tak zwane ziemie odzyskane. Wędrówka ludów. Pani Magdalena dotarła do osób których ten los właśnie spotkał lub ich rodzin. Relacje tych osób są crme de la crme tego dokumentu, do tego znakomicie oddane tło historyczne no i jeszcze fotografie stanowią o sile tej publikacji. Śmiało można powiedzieć, że Magdalena Grzebałkowska aspiruje do tronu królowej reportażu na którym obecnie w naszym mniemaniu zasiada Pani Szejnert. Niemniej życzymy jej tego całym naszym czytelniczym sercem i oczywiście polecamy !!!.
     Spotkanie trwało trzy godziny.
     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 24 września (sobota) 2016r. o godzinie 15:00. Tym razem porozmawiamy o książce Orzeł bielszy niż gołębica Konrada T. Lewandowskiego. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!
     

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho







Magdalena Grzebałkowska
"1945. Wojna i pokój"



     1945 w Polsce - Już nie wojna i jeszcze nie pokój. Fascynująca podróż po dwunastu miesiącach strachu, nadziei, euforii i rozczarowania.*
     To sformułowanie idealnie ukazuje temat wiodący książki Magdaleny Grzebałkowskiej 1945. Wojna i pokój, która była lekturą w rawskim Dyskusyjnym Klubie Książki. Od razu rodzi się pytanie, czy ten nie do końca określony, z samej istoty niejednoznaczny i relatywny czas da się opisać wystarczająco wieloaspektowo, bezstronnie i dogłębnie?
     Zapewne nie jest to do końca możliwe, ale autorka zrobiła wszystko, co w ludzkiej mocy, by w tym ograniczonym do jednego tomu opracowaniu zawrzeć jak najwięcej rzetelnej historii. Nie tej o wielkich ludziach, z reguły zakłamanej, pozłacanej i cenzurowanej, osłanianej Bogiem, Honorem i Ojczyzną, ale tej prawdziwej, której niezliczone oblicza, często ze sobą wzajemnie sprzeczne, ukryte są w losach zwykłych, szarych Kowalskich i tworzą prawdziwy obraz przeszłości.
     Magdalena Grzebałkowska połączyła ustalenia z tradycyjnych źródeł historycznych z metodologią w powszechnym mniemaniu bliższą reportażystom niż historykom, to jest z przeprowadzonymi osobiście wywiadami z osobami napotkanymi w trakcie podróży po Ziemiach Odzyskanych, których celem było odnalezienie jeszcze żyjących pierwszych polskich osadników. Dało to wielce interesujący efekt przybliżający szerokie i skomplikowane tło tytułowego 1945.
     Wielkim atutem książki jest ozdobienie każdego rozdziału wyborem ogłoszeń z ówczesnej prasy codziennej. Dają one do myślenia na różne tematy, jak choćby jawny handel dziećmi w tym czasie czy działalność sądów w prapoczątkach PRL.
     Opracowanie oczywiście nie jest dziełem wyczerpującym temat, gdyż takim być nie może, nawet gdyby miało nieporównanie większą objętość i uzyskano by na pracę nad nim o wiele większe środki. Wynika to z samej materii przedmiotu, który z racji swej komplikacji, relatywizmu i wzajemnej sprzeczności wymyka się jednoznacznym sądom, podsumowaniom i ocenom.
     Jedna z bohaterek reportażu, bo 1945 jest niewątpliwie również reportażem, formułuje zalecenie, by nie przykładać do ówczesnych wydarzeń i realiów dzisiejszych miar. Jest to klucz nie tylko do tej książki, ale w ogóle do rozumienia historii. Każdy czas, każde miejsce i każdy człowiek ma swoją miarę i tylko po jej uwzględnieniu można dokonać wartościowania, a i to z dużą dozą ostrożności i zastrzeżeniem, że wszystko jest względne.
     1945 to dla mnie kolejna książka nadziei. Nie nadziei na normalność w rozumieniu historii, bo Polacy są narodem wyjątkowo przywiązanym do swego wyobrażenia historii i świata, ale nadziei na to, że przynajmniej ci nieliczni, którzy chcą naprawdę wiedzieć, będą mieli w czym wybierać, że poza propagandowymi bzdurami będą mogli sięgnąć do bardziej wiarygodnych opracowań.
     Publikacja ta jest obrazem smutnej prawdy, wymową faktów przeciwstawiającym się wielu obiegowym opiniom wspieranym przez mainstreamowe media i Kościół, tak mile łechcącym naszą narodową dumę i kompleksy, tak zwalniającym od myślenia. Biorąc pod uwagę stan czytelnictwa w Polsce i jego strukturę nie mam złudzeń, by w dającej się przewidzieć przyszłości takie publikacje mogły coś zmienić, ale z drugiej strony gdzieś tam, głęboko, ukryta jest przewrotna nadzieja związana z obrazem kropli drążącej skałę...
     Warsztat literacki Magdaleny Grzebałkowskiej zaprezentowany w 1945 odebrałem jako w zasadzie bez zarzutu. Co do dokładności i dociekliwości historycznej już nie było tak idealnie. Odwrócona na lewą stronę jedna z ilustracji, brak właściwego zobrazowania większości danych liczbowych, do których brak rzetelnego i czytelnego dla odbiorcy odniesienia... To jednak tylko drobne rysy na pięknym obrazie całości w niczym nie osłabiające stwierdzenia, że jest to lektura absolutnie godna polecenia nie tylko miłośnikom historii, ale i każdemu, kto chce wiedzieć, jak to wtedy było. Wspominam o tych nie domaganiach jedynie dlatego, że niektórzy nieco się zapędzili zrównując Grzebałkowską z Małgorzatą Szejnert, a niestety do Wyspy Klucz czy Czarnego ogrodu 1945-mu wiele brakuje. 1945 to książka bardzo dobra, interesująca i wartościowa, ale nie pozbawiona elementów godnych drobnych poprawek, gdy tymczasem wspomniane opracowania Małgorzaty Szejnert to dzieła doskonałe, kompletne, w których jakiekolwiek próby poprawiania czegokolwiek spowodowałaby tylko pogorszenie.
     1945 poza obrazem niecodziennej codzienności zwykłych ludzi w ówczesnej Polsce jest również kopalnią ciekawostek historycznych mniej znanych szerszemu ogółowi. Za co Warszawiacy winni wdzięczność Stalinowi? Jak miała wyglądać Warszawa według pierwszych projektów powojennych? Odpowiedzi na te i inne pytania będą kolejnymi perełkami lektury 1945.
     Kiedyś myślałem, że tylko ja miałem szczęście trafiać na przymusowych robotników wywiezionych do Niemiec do prac na wsi, którzy wspominali ten okres z rozrzewnieniem, jeśli nie jako najpiękniejszy czas w życiu. Stało to w oczywistej sprzeczności z oficjalnym stanowiskiem naszych historyków i polityków, według których te przymusowe roboty to była straszna zbrodnia. 1945 jest kolejną lekturą, która potwierdza, że wbrew powszechnemu mniemaniu, znacznie częściej niż bauer sadysta, trafiał się wywiezionym porządny gospodarz. Niemiecka wieś była znacznie dostatniejsza niż nasza, więc zwłaszcza w przypadku mieszkańców biedniejszych regionów Polski, a prawie cała polska przedwojenna wieś takim regionem była, znaczyło to, iż wywózka była bardzo znaczącym poprawieniem jakości życia.
     Takich przyczynków do rozważań daleko odbiegających od lansowanej jedynej prawdziwej historii jest w książce, jak w każdej dobrej pozycji historycznej, mnóstwo. Szczególnie ważki jest choćby wątek ukazujący dlaczego wielu zadeklarowanych antysemitów, którzy po wojnie natychmiast powrócili do swych haniebnych przekonań, w jej czasie z narażeniem życia pomagało Żydom.
     Można by tak jeszcze długo wymieniać tematy ważne, wartościowe, które autorka podjęła rzetelnie, odważnie i bezstronnie, wnioski i oceny pozostawiając czytelnikowi. A może nawet sugerując, by nie za bardzo oceniać, a bardziej starać się zrozumieć? Dlaczego tak było, dlaczego teraz tak jest, co zrobić, by się ten czas pogardy nie powtórzył? Bo czas pogardy to nie tylko czas do wyzwolenia, o czym niestety staramy się nie pamiętać, a o czym 1945 dobitnie nam przypomina.
     Ta historyczna uczciwość sprawia, iż 1945 śmiało zaliczam do najbardziej wartościowych książek nie tylko o historii, społeczeństwie i polityce, ale w ogóle najważniejszych, godnych przeczytania i polecania, podobnie jak już wyżej wspomniane dwa klejnociki Małgorzaty Szejnert

Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka
Woj. łódzkie

* źródło: Agora, 2015 za Lubimyczytac.pl



18.06.2016


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

Relacja z osiemdziesiątego szóstego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 14.05.2016r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej. W spotkaniu brało udział 7 osób. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 12 członków. Rozmawialiśmy o książce Edmunda de Waal "Zając o bursztynowych oczach".
     Tytuł intrygujący, zaś w opisie na obwolucie możemy przeczytać, że jest to m.in. synteza powieści detektywistycznej- to spowodowało, iż naszą majową lekturą był Zając o bursztynowych oczach Edmunda De Waal. Okazało się, niestety, że praca detektywistyczna autora i zarazem bohatera powieści skupia się wyłącznie na szperaniu w bibliotekach, muzeach i archiwach by poznać dzieje swojej rodziny. Zalążkiem do poszukiwań staje się kolekcja małych japońskich figurek netsuke którą dziedziczy. Początek książki jest wciągający i intrygujący lecz gdy dalej zagłębiamy się w koleje losu odeskich Żydów Ephrussich, książkę czyta się coraz gorzej. I tak cofamy się do wspaniałych wieków XIX i XX, podróżując po Paryżu i Wiedniu, poznając najznamienitsze nazwiska artystów tych czasów, ale no właśnie ale. Mając jeszcze świeżo w pamięci książki z cyklu Złoty wiek Jana Guillou ta powieść Edmunda De Waal pozostawiła w nas ogromny niedosyt. Zgodnie stwierdziliśmy, że jest to książka dla ludzi lubiących cudze historie rodzinne i genealogie ale także nie własną. Niemniej książka jest napisana znakomitym językiem, no i większość z nas dowiedziała się co to jest netsuk.
     Spotkanie trwało trzy godziny.
     Wszystkie informacje na temat rawskiego DKK zamieszczane są na stronie internetowej biblioteki (www.rawamaz.e-bp.pl) w linku o tej samej nazwie. Kolejne spotkanie zaplanowane jest 18 czerwca (sobota) 2016r. o godzinie 15:00. Tym razem porozmawiamy o książce Magdaleny Grzebałkowskiej "1945 wojna i pokój". Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho







14.05.2016


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

Relacja z osiemdziesiątego piątego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 23.04.2016r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej. W spotkaniu brało udział 10 osób. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 12 członków. Rozmawialiśmy o książce "Miasto ślepców" Jose Saramago.
     Naszą ostatnią lekturą była książka portugalskiego noblisty Jose Saramago pt. "Miasto ślepców". Nie ukrywam, że powieść ta umknęła mi gdzieś w dorobku czytelniczym, ale jak się okazało rawscy klubowicze, także nie mieli jej okazji przeczytać. Tym chętniej nasz klub "wziął tę pozycję na warsztat". Pomysł na fabułę jest co najmniej bardzo dobry, gdzieś w pewnym mieście ludzie zaczynają tracić wzrok, lecz nie ogarnia ich ciemność lecz biel. Tak się rozpoczyna epidemia, by powstrzymać ją w zalążku władze decydują się na odizolowanie osób które już oślepły oraz tych które miały z nimi styczność. Jednak czy wszyscy są na pewno niewidomi ?.
     I do tego momentu jest wszystko OK, niestety z wielkim żalem muszę stwierdzić, że dalej ta powieść się całkowicie "rozjeżdża", tak jak gdyby autor miał tylko pomysł na początek. Zachowanie głównych bohaterów, po tym jak zachowywali się na początku, jest totalnie nielogiczne. Brakuje lepszego rysu psychologicznego postaci, co nimi powoduje, jak ta nagła choroba na nich wpłynęła. A samo zachowanie w miejscu odizolowania, może chwilami uzasadnione ale, cóż no i zakończenie, muszę tu użyć tylko jednego słowa masakra :(
     Na obronę "Miasta ślepców" przemawiają dwa argumenty, to się po prostu świetnie czyta. Dość ciekawy zabieg z brakiem wyróżnienia dialogów, cały tekst stanowi monolit, szkoda, że nie treściowo, jak już wspominałem, niemniej książkę bardzo szybko i płynnie można przeczytać w dwa wieczory. Drugim plusem jest mnóstwo sentencji i złotych myśli, które według mnie i klubowiczy wspaniale wzbogacają tę powieść. Więcej o samej książce w ocenie naszego superrecenzenta Radka.
     Spotkanie trwało trzy godziny.
     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 14 maja (sobota) 2016r. o godzinie 15:00. Tym razem porozmawiamy o książce Edmunda de Waal "Zając o bursztynowych oczach". Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho







José Saramago
"Miasto ślepców"



     Lekturą kwietnia w moim, czyli rawskim DKK było Miasto ślepców José Saramago. Podszedłem do niego tak jak prawie zawsze, czyli bez uprzedniego sprawdzania recenzji, bez poznania informacji o autorze. Bezwstydnie przyznam, że nie wiedziałem nawet, iż Saramago to literacki noblista z Portugalii. Inna sprawa, że do Nagród Nobla, nie tylko tych pokojowych i humanistycznych, podchodzę bardzo krytycznie. Co więc z tego czytania "w ciemno"" wyszło?
     Pewnego dnia na nienazwane miasto w nienazwanym kraju spada epidemia białej ślepoty. Bez ostrzeżenia dotyka ludzi zajętych zwykłymi, codziennymi sprawami, nie oszczędzając nikogo - starców, dzieci, kobiet, mężczyzn, osób prawych i z prawością mających niewiele wspólnego, słabych i silnych.
     Władze w pośpiechu zamykają pierwszą grupę w nieczynnym szpitalu psychiatrycznym.
     Z dnia na dzień ta zamknięta społeczność zaczyna się rządzić własnymi, twardymi prawami, które szybko wyznaczają role ofiar i oprawców, poddanych i panów. I tylko jedna osoba wie, że nie wszyscy są ślepi.
     Ta powieść jest wstrząsającym i głęboko przenikającym czytelnika studium kondycji ludzkiej.
     Tyle notka wydawcy na okładce i jeśli chodzi o przybliżenie zarysu fabuły, to myślę, iż wystarczy. Powrócimy jednak do niej później z pewnego istotnego powodu, ale po kolei.
     Książka wydana została wręcz wzorcowo. Twarda okładka w poręcznym formacie i praktycznym ciemnym kolorze obleczona w obwolutę z szatą graficzną idealnie wypośrodkowaną między wymaganiami marketingu i dobrego smaku. Chochlik drukarski też nie miał pola do popisu. Początki lektury są wręcz wspaniałe, niczym klasyczny wstęp do dobrego filmu katastroficznego w wersji epidemiologicznej. Wzrok traci pierwsza osoba, potem druga, trzecia i następne. Fala się rozchodzi. Władze najpierw sprawę bagatelizują, a następnie, gdy już jest nieco za późno, próbują po omacku (gra słów jak w powieści) przeciwdziałać nadchodzącej zagładzie. Klasyka. Nastrój, atmosfera, klimat oddane idealnie, tak iż bez problemu przenosimy się w świat, w którym lawinowo powiększa się liczba nagle ociemniałych. Ociemniałych stuprocentowo, całkowicie ślepych, choć widzą jasność zamiast ciemności. Postępuje paraliż państwa i społeczeństwa. Też klasyka. Tylko, że trwa to za długo.
     Przez pierwszą połowę lektury oczekiwałem, iż na koniec autor zaskoczy nas jakąś piękną woltą w stylu podobnym do tego z Mgły*, ale oczywiście nic takiego nie nastąpiło. Dochodzimy do końca lektury i wciąż nie widzimy żadnych oznak zbliżającej się kulminacji oraz oczekiwanego rozwiązania. Żaden genialny naukowiec nie prowadzi badań (zresztą wszyscy są już ślepi), nie pojawia się żaden nowy wątek, z którego autor mógłby coś wypichcić. Gdy pozostaje nam już dosłownie kilka kartek, czujemy, że zakończenie będzie do d...; z kapelusza, bez sensu. I się nie mylimy!
     Miasto ślepców to wstęp do klasycznej powieści katastroficznej rozbudowany tak, że stał się powieścią. Jakby autor nie wiedział, co dalej z tym świetnie napisanym wstępem począć. Zakończenie nie ma żadnego sensu, nie niesie żadnego przesłania, kompletnie żadnej myśli. Można wręcz stwierdzić, że zakończenie jest, ale lepiej już, żeby go nie było. Niby rzecz całą czyta się świetnie, prawie do ostatnich kartek, ale czy to nie za mało? Najgorsze przychodzi jednak po zakończeniu lektury.
     Gdy zamknąłem książkę i sięgnąłem do recenzji oraz do przytoczonej wyżej notki wydawcy, doznałem szoku.
     Ta powieść jest wstrząsającym i głęboko przenikającym czytelnika studium kondycji ludzkiej. powtarzane jak mantra, odmieniane i łączone z psychologią, socjologią, zagrożeniem, instynktem przetrwania, zezwierzęceniem... Dopiero wrażenia większości odbiorców pokazują jak fałszywa, zła i szkodliwa jest ta książka. Czyta się ją świetnie, więc chyba większość podświadomie akceptuje prawdy w niej zawarte i wnioski z niej wynikające. Tylko, że to żałosne bzdury!
     Nie sposób zaprzeczyć, że pewne elementy są oddane zgodnie z socjologiczną i psychologiczną prawdą, jak choćby obóz koncentracyjny w miniaturze, w którym nieliczni panują nad nieporównanie liczniejszą większością, która godzi się na powolną śmierć wszystkich, choć wydaje się, iż mogłaby się w jednej chwili uwolnić za cenę życia niewielu, którzy utraciliby je w gwałtownym, zmasowanym ataku na ciemiężców. Takie rzeczy były już przerabiane po wielokroć i dodają książce fałszywego realizmu. Niestety, pozostała większość istotnych aspektów jest całkowicie nierzetelna i zamiast popychać czytelników na drodze do rozwoju, powiększać wiedzę o prawidłach socjo- i psychologicznych, cofa nas do kolejnych warstw przesądów i wiedzy fałszywej niegodnej nie tylko noblisty, ale w ogóle człowieka myślącego, inteligentnego.
     Całość jest tym zdradliwsza, że między fałszywymi, szkodliwymi przekonaniami podanymi jako pewniki obiektywne, znajduje się dużo humoru i celnych spostrzeżeń nadających się na złote myśli, jak choćby ta, że jedyną prawdziwą nieśmiertelnością dostępną człowiekowi są odległe skutki dokonanych przez niego wyborów.
     Powieść promuje powszechne przekonanie, że w zagrożeniu życia, zwłaszcza powszechnym, następuje zezwierzęcenie i ludzie gotowi są na wszystko, by przeżyć. Jest ono komunałem po równi fałszywym, co szkodliwym. Liczne przykłady, zarówno z życia (historii), jak i nauk społecznych, udowadniają, że w sytuacji konfliktu pomiędzy korzyścią własną a Dobrem wybór często pada jednak na Dobro. Sęk w tym, że mechanizmy powodujące podjęcie takiej a nie innej decyzji są skomplikowane i właśnie wiedza o nich pozwala uniknąć Zła. Tylko, że większość woli proste, choćby fałszywe prawdy, ale pozwalające uniknąć myślenia, niż wiedzę, bo ta ostatnia boli. Sączenie fałszów socjologicznych zaczyna się w najwcześniejszej młodości już podczas pierwszych wizyt w kościele - złe drzewo owoców dobrych rodzić nie może - a potem dochodzą do nich coraz kolejne źródła podobnych mądrości, dzięki którym ludzie nie muszą myśleć, gdyż wiedzą co dobre, co złe, co robić i jak żyć, a Zło dzięki temu wiecznie rozkwita. Miasto ślepców ze swym przekazem o nieuchronności zezwierzęcenia wpisuje się pięknie w ten ciąg i pozwala usprawiedliwić złe uczynki. Większość z nas nigdy nie znajdzie się w sytuacji, gdy życie jest tak naprawdę zagrożone, gdyż najczęściej chodzi tylko o zagrożenie jakości życia, ale ten sposób myślenia kiełkuje. W końcu co to za życie bez domu większego niż sąsiada, bez samochodu i wczasów na Kanarach? Potem zaś można się już zeszmacić dla wszystkiego dla podwyżki, dla pochwały, na koniec z przyzwyczajenia.
     Nie tylko grupowa, trudna do przewidzenia, ale i jednostkowa tragedia oślepnięcia przedstawiona przez Saramago wydaje się świadczyć, że niespecjalnie przyłożył się do tematu. Nawet w normalnych warunkach, gdy nagle ociemniały ma dookoła bliskich i innych widzących, na których pomoc może liczyć, odsetek depresji i myśli samobójczych jest niewiarygodnie wysoki. W powieści, w warunkach nieporównanie gorszych, praktycznie tematu nie ma. Autorowi nie chciało się zapytać znajomych czy w necie, jakie były przeżycia po nagłej utracie wzroku?!?
     Warto skonfrontować jednego mądralę z drugim i tutaj przychodzi z pomocą nieśmiertelny cytat naszej noblistki**:
     Tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono.
     Nigdy w historii nie było podobnej sytuacji grupowej ślepoty. Jak więc można mówić o studium, istocie duszy ludzkiej i innych podobnych bzdurach, skoro widać, że jest to tylko projekcja pewnej wizji, w dodatku bardzo płytkiej i sprzecznej z tym wszystkim, co się zdarzało w podobnych sytuacjach?
     Gdyby odbiorcy traktowali tę powieść taką, jaką jest, czyli rzecz o świetnym klimacie, którą czyta się szybko, z przyjemnością i zainteresowaniem, nie byłoby problemu. Niestety, większość chyba uważa, że jak noblista, to musiał napisać coś mądrego, a w tym wypadku jest niestety wręcz odwrotnie, o czym z wielkim żalem Was przestrzegam
     

Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka
Woj. łódzkie

* Mgła (The Mist, 2007) film w reż. Franka Darabonta
** Wisława Szymborska



23.04.2016


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

Relacja z osiemdziesiątego czwartego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 19.03.2016r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej. W spotkaniu brało udział 7 osób. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 14 członków.
     Rozmawialiśmy o książkach które w ostatnim czasie czytaliśmy i nas zaintrygowały tak, by je polecić innym lub wręcz przeciwnie, by otwarcie powiedzieć, iż na coś po prostu szkoda czasu.
     Jedno spotkanie w roku przybiera właśnie taką formę i jak zawsze jest to strzał w dziesiątkę. Dyskusja o tym co ostatnio poruszyło nasze czytelnicze serce była pasjonująca. Każda książka była z innego gatunku i to było wspaniałe, rozmawialiśmy o sensacji, reportażu, poradniku, fantasy a nawet o westernie. I tak pojawiło się kilka tytułów które chcielibyśmy Wam polecić. Na początek jest "Wolny agent Umeda i druga Japonia" Anny Nasiłowskiej o której opowiadał Juliusz. Książka ta, to historia dwóch Japończyków ojca i syna na przestrzeni wieku. Ryochu Umeda trafił do naszego kraju na początku XX w. jako młody mnich buddyjski, zaś jego syn był działaczem pierwszej Solidarności. Polska tego okresu widziana oczyma tej dwójki bohaterów. Jak twierdzi Juliusz znakomite. Kolejny był Radek, który tym razem "poszedł" w poradniki i zaproponował książkę którą powinien przeczytać każdy kto zdecydował się na posiadanie psa i chce go dobrze wychować. "Pozytywne szkolenie psów" Barbary Waldoch to lektura która pomoże nam tego dokonać. Irmina oscylująca miedzy horrorem a fantastyką, wytypowała tym razem ten drugi gatunek polecając "Demony wojny" Adama Przechszty. Aleksandra poleciła "Miłość na Bali" Tanya Valko, jak się okazuje oprócz pięknych widoków i klimatu ta wyspa ma swoja drugą, mroczniejszą, twarz. Ja poleciłem, western, tak, tak moi drodzy, nareszcie od mojej przygody z Mayem czy Cooperem w moje ręce trafia powieść z tego wspaniałego, lecz nieco zapomnianego gatunku. "Bracia Sisters" Partrica DeWitt bo o tej powieści mowa, jest po prostu wspaniała. Ala stwierdziła, że poleca całą Tess Gerritsen i jej thrillery medyczne, faktycznie są znakomite. Dodaliśmy do Tess jeszcze Kena Bruena i Lisę Gardner. Tylko Sylwia stwierdziła, że zrobi antyreklamę i odradzi "Amatorki" Elfriede Jelinek, cóż kto się zetknął z twórczością tej autorki, noblistki, wie, że tematy przez nią poruszane nie są łatwe ale i język moim zdaniem nie jest prosty w odbiorze, taka trochę proza dla masochistów :)
     Niemniej, raczej więcej pozycji polecamy niż odradzamy, to dobrze, bo oznacza, że jest co czytać, do czego wraz z moimi klubowiczami serdecznie zachęcam.
     Spotkanie trwało trzy godziny.
     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 23 kwietnia (sobota) 2016r. o godzinie 15:00. Porozmawiamy o książce "Miasto ślepców" Jose Saramago. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho







20.03.2016


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

Relacja z osiemdziesiątego trzeciego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 20.02.2016r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej. W spotkaniu brało udział 8 osób. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 14 członków. Rozmawialiśmy o książce z Hugh Thomsona "Biała skała w głąb krainy Inków".
     "Biała skała" to kolejny reportaż w naszym Klubie. Na to wygląda, że lubimy sięgać po ten rodzaj literatury. Po książkowych podróżach z Jagielskim do RPA, Kapuścińskim do Etiopii czy z Hugo-Baderm do Rosji tym razem wybraliśmy się na wraz z Hugh Thomsonem w głąb krainy Inków czyli do Peru. Reportażu tego nie czyta się łatwo, jak to się mówi trzeba się w niego wgryźć, lecz sama historia autora i jego niezwykłej podróży jest tego naprawdę warta. Odkrywanie wraz nim Peru jest naprawdę niesamowite a Jego historia ma jedną ale jakże istotną cechę, jest po prostu prawdziwa !!! Krótko mówiąc polecamy, to jeden z lepszych reportaży jakie czytaliśmy prywatnie jak i w DKK.
     Spotkanie trwało trzy godziny.
     Wszystkie informacje na temat rawskiego DKK zamieszczane są na stronie internetowej biblioteki (www.rawamaz.e-bp.pl) w linku o tej samej nazwie. Kolejne spotkanie zaplanowane jest 19 marca (sobota) 2016r. o godzinie 15:00. Tym razem porozmawiamy o książkach które ostatnio przeczytaliśmy i chcielibyśmy polecić je innym. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho







Hugh Thomson
"Biała Skała. W głąb krainy Inków"



     Lekturą lutego w moim, czyli rawskim oddziale DKK była książka Biała Skała. W głąb krainy Inków, której autorem jest Hugh Thomson. Ten brytyjski młodzieniec i lekkoduch na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku postanowił wraz z kolegami pojechać do Peru i ponownie odkryć inkaskie ruiny Llactapata, które już kiedyś odkryto, ale w następstwie splotu różnych okoliczności ich lokalizacja została zapomniana i drogi do nich trzeba było szukać od nowa. Takie rzeczy są możliwe w różnych miejscach świata, a przynajmniej były możliwe przed upowszechnieniem GPS-ów. Od tej wyprawy rozpoczęła się narastająca fascynacja Thomsona kulturami przedkolumbijskimi Ameryki Południowej i historią. Przez następne dwadzieścia lat Hugh systematycznie powracał na ten kontynent i z romantycznego awanturnika la Indiana Jones ewoluował w znawcę tematu i eksperta, a zarazem praktyka o godnych pozazdroszczenia dokonaniach.
     Trudno powiedzieć o Thomsonie, by miał lekkie pióro. Styl jego pisania jest z pozoru chaotyczny i na pewno przy pierwszym kontakcie nie jest łatwy w odbiorze. W dodatku tak się nieszczęśliwie złożyło, że w czasie, gdy miałem się zabrać do Białej Skały, powiększyła mi się rodzinka adoptowaliśmy dwuletniego bulika ze schroniska i trzeba było mu poświęcić tyle czasu, że do lektury siadałem z doskoku, gdy trafiła się wolna chwila. W złożeniu ze wspomnianym nieuporządkowaniem wątków książki sprawiło to, że początkowo, w sumie nawet dość długo, czytałem nieco na siłę, ale tylko nieco, gdyż pewne aspekty tak mnie zainteresowały, inne zaś urzekły do tego stopnia, że nawet warsztat po dziesięciokroć gorszy by mnie do porzucenia lektury nie skłonił. Jakie aspekty, o tym później, gdyż teraz muszę podkreślić, że owa chaotyczność po pewnym czasie staje się zrozumiała a nawet można ją nazwać konieczną i niezbędną w związku z formułą, jaką autor przyjął dla swej opowieści. Tym właśnie jest bowiem Biała Skała - nie wykładem o prekolumbijskich cywilizacjach Ameryki Południowej, nie zbiorem informacji historycznych z czasów konkwisty, choć jest ta książka również kopalnią ciekawostek z tych dziedzin, a właśnie opowieścią. Taką, jaką człowiek o niebywale ciekawym życiu, bystry obserwator, odważny podróżnik i fartowny odkrywca, może snuć przy piwku dla swych przyjaciół z pubu.
     Taka właśnie jest struktura Białej Skały. Początkowo to wspomnienia brytyjskiego luzaka, który nagle wpada na pomysł, by coś zmienić w swym życiu, a tym pomysłem ma być wyprawa w poszukiwaniu zaginionego miasta Inków Llactapata. Autor z kolegami wyruszył, na wariackich zupełnie papierach, na swą pierwszą wyprawę, zakończoną zresztą sukcesem, za którymi później przyszły oczywiście kolejne, wciąż nowe i nowe. Treść odzwierciedla ewolucję wewnętrzną autora, od młodego zapaleńca przypominającego mentalnością filmowego łowcę przygód, po coraz dojrzalszego poszukiwacza i odkrywcę, rozwijającego wciąż swe horyzonty w miarę, jak coraz bardziej zgłębia wiedzę na interesujące go tematy. Z tego względu Biała Skała to nie tylko historia wypraw i odkryć Thomsona, jego kolegów, poprzedników i konkurentów, ale przy okazji i porywająca opowieść o czasach pierwszych białych w Ameryce - zdobywców i odkrywców, konkwistadorów, awanturników i podróżników, a także o dniu dzisiejszym mieszkańców prowincji na tym kontynencie.
     Konwencja swobodnej opowieści daje wielkie możliwości, które brytyjski pisarz, podróżnik i odkrywca wykorzystał po mistrzowsku. Obok wspomnień z kolejnych wypraw i związanych z nimi informacjach o tajemniczej historii kultur prekolumbijskich i fascynujących czasów hiszpańskiego podboju, mamy i osobiste refleksje autora na niezliczone tematy, a że jest on bystrym obserwatorem ze świetnie kojarzącym umysłem nieskażonym akademickim dogmatyzmem, więc lektura staje się stopniowo coraz bardziej interesująca, aż do prawdziwie fascynującej w drugiej połowie książki.
     Biała Skała burzy wiele naszych przekonań, nie tylko dotyczących Ameryki Południowej. Cywilizacja Inków i inne prekolumbijskie kultury pięknie ukazują, iż wywody o dobrych dawnych czasach, o ekologicznym prowadzeniu się ludzi z epoki przed Białym Człowiekiem, nie są dobre nawet jako bajki dla małych dzieci, a patrząc na każdą wielką budowlę, każde "wielkie osiągnięcie cywilizacyjne" powinniśmy widzieć przede wszystkim nie ich wielkość, ale krew, pot i łzy.
     Znajdziemy w książce wiele ciekawostek z obecnych realiów Ameryki Południowej, jak na przykład wszechobecna na szlakach koka. Koka jako herbata, koka do żucia i refleksje na temat koki jako eksportowego towaru. Wiele miejsca zajmują jednak daleko bardziej szerokie wnioski i przemyślenia wynikające z tego, co autor w terenie widział, odkrył i przemyślał, dodajmy od razu, że w połączeniu z niezwykle solidną podbudową teoretyczną, której niezbędność szybko zrozumiał.
     Celne spostrzeżenia co do misjonarzy, historia konkwisty, i nie tylko samej konkwisty, to piękna okazja by raz jeszcze przemyśleć legitymację Kościoła do prawienia kazań o moralności, a w szczególności o poszanowaniu innych religii i tolerancji. Inna sprawa, że i tak w Ameryce Południowej nie było tak źle jak w Europie, gdzie Kościołowi udało się wymazać praktycznie wszystkie ślady dawnych wierzeń, w świetle czego obecny Kościół bardziej przypomina wilka z przypowieści Wołodyjowskiego, niż przewodnika moralnego.
     Autor jest niebywale szczery i dzieli się z nami obrazem samego siebie, ukazując zmiany jakim podlegał pod wpływem przeżyć, napotkanych osób, zebranych informacji i dokonanych odkryć. Pokazuje, w jaki sposób doszedł do swej teorii na temat przeznaczenia wielu inkaskich budowli, która neguje spekulacje o ich religijnym przeznaczeniu, że o powiązaniach z UFO nie wspomnę. Postulat o poszukiwaniu piękna, jako przyczynie takiej a nie innej lokalizacji, wydaje się najbardziej przekonujący ze wszystkich dotąd wysuwanych, tym bardziej iż komponuje się z refleksjami na temat ograniczeń percepcji i czasu, jakiego było trzeba Europie, by zacząć budować tam, skąd jest piękny widok, zamiast tam, gdzie łatwo o strawę, opał i łatwy dojazd. Nie dziwi, że trudno było na to wpaść, bo skoro nasza cywilizacja potrzebowała tysięcy lat, by dojść do etapu, na którym o lokalizacji inwestycji decydują okoliczne panoramy, to trudno było do siebie dopuścić myśl, że jakieś dzikusy osiągnęły ten poziom umiłowania piękna już przed wiekami. Autor pięknie pokazuje, jak często ludzie pozostają więźniami swoich z góry powziętych przekonań. Szczególnie wtedy, gdy mają zinterpretować coś nowego, kompletnie nieznanego. Niestety, to napawa mnie smutkiem, gdy patrzę na okolicę w której żyję i mam wrażenie, że Polacy w większości cofnęli się nawet nie tylko w porównaniu do Inków, ale i swych niepiśmiennych dziadów. Trwa rzeź drzew przydrożnych sadzonych przez pokolenia, ozdabiających kiedyś wszystkie drogi, od polnych po te bardziej uczęszczane, a krajobraz Polski centralnej staje się coraz bardziej obrzydliwy i depresyjny. A specjaliści głowią się, dlaczego wśród takich grup jak sadownicy, którym poziomu materialnego wszyscy miastowi mogą tylko pozazdrościć, wciąż rośnie poziom alkoholizmu i samobójstw.
     Urocze są też refleksje autora na temat istoty odkryć i osobowości odkrywców, a także ograniczeń kreatywności, jakie są następstwem wykształcenia, a zwłaszcza kariery naukowej. Takich perełek jest mnóstwo i są one bezcenną częścią Białej Skały. Przy okazji, Biała Skała to oczywiście Chuquipalta, ale o niej to już sobie przeczytajcie w książce.
     Do autora mam tylko jedną krytyczną uwagę. Razi mnie jego nienawiść do węży i radość z ich zabijania, podobnie jak pogarda wobec wielu innych stworzeń. Podejście godne ciemniaka z przeszłych wieków i nawet jeśli to jakaś trauma z dzieciństwa, to w XXI wieku obnoszenie się z czymś takim chluby nie przynosi. Więcej zaś pretensji mam do samej książki jako produktu wydawniczego.
     Czy ktoś z Was wie, kto to taki kwezal herbowy albo dzwonnik brodaty? Ja nie wiedziałem, podobnie jak kilku innych rzeczy, i denerwował mnie brak przypisów, choć przy bardziej oczywistych rzeczach się zdarzały. Podobnie jak z bardzo obszernym fragmentem poświęconym sławnemu do dziś w Ameryce Południowej fotografowi Martinowi Chambi i jego obrazom, z których w książce zamieszczono sztuk... zero! Czytamy jakie to one nie były, ale zobaczyć ich nie możemy, choć na jakieś pseudostarodawne mapki miejsce się znalazło. Totalne nieporozumienie.
     Na tym jednak lista skarg i zażaleń się kończy, a że jest krótka, więc nie pozostaje mi nic innego, jak gorąco do Białej Skały zachęcić. Tylko błagam zarezerwujcie sobie na nią czas! Czas na niespieszną, nieczęsto przerywaną lekturę. Wtedy na pewno ją docenicie, bo naprawdę warto, nawet jeśli kogoś teoretycznie klimaty południowoamerykańskie nie pociągają. Tak jak mnie, którego mimo wszystko urzekła i oczarowała, zainteresowała i zmusiła do przemyśleń oraz przewartościowań

Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka
Woj. łódzkie



20.02.2016


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

Relacja z osiemdziesiątego drugiego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 23.01.2016r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej. W spotkaniu brało udział 10 osób. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 14 członków. Rozmawialiśmy o książkach z cyklu Złoty Wiek Jana Guillou pt. "Dandys" i "Pomiędzy czerwienią a czernią".
     Zafascynowani pierwszą częścią pt. Bracia z Vesttland postanowiliśmy doczytać i porozmawiać o dalszych losach trzech braci, bohaterów cyklu Złoty Wiek. Wszyscy rawscy klubowicze zgodnie stwierdzili, że te książki są po prostu znakomite. W pierwszej części która czytaliśmy jakiś czas temu poznajemy losy tej trójki. Trzech młodych ludzi z niesamowitym zmysłem technicznym z małej wioski rybackiej w Norwegii dostaje szansę wykształcenia. Na uczelni w Dreźnie zdobywają dyplomy inżynierów. W ramach spłaty długu honorowego mają wrócić do ojczyzny by budować kolej. Niestety jak często się okazuje życie pisze nam inny scenariusz niż ten który sobie zaplanowaliśmy, a miłość wyznacza nam całkiem nowe ścieżki. W pierwszej części poznajemy głównie losy Oskara i Lauritza, część druga Dandys poświęcona jest całkowicie trzeciemu z braci Swerremu który wraz ze swoim partnerem, tak jest homoseksualistą, trafia do Anglii. I ponownie Guillou w mistrzowski sposób opisuje bohatera oraz jego rozterki i czasy w jakich przyszło mu żyć. A jest to początek XX wieku, purytańska Anglia w której nie ma miejsca na inność, która w najlepszym przypadku jest osnuta zmową milczenia ale również restrykcyjnie napiętnowana. Swerre ma talent malarski, poruszamy się więc bo bohemie artystycznej, mnóstwo znanych nazwisk wplecionych w losy bohaterów w znakomity sposób ubarwia powieść. I po raz kolejny wszystko komplikuje wybuch I wojny światowej.
     Część trzecia to wspólne losy trójki braci w okresie dwudziestolecia międzywojennego, relacje miedzy nimi a w tle ówczesny kryzys i Hitler dochodzący do władzy w Niemczech
     Crme de la crme powieści obyczajowej, książki te są wprost magiczna, nie można się od niej oderwać, czyta się ją znakomicie. Tło historyczne oddane w sposób mistrzowski jak u Eco, życie oraz oddanie charakteru danej epoki jak u Dołęgi-Mostowicza zaś klimat jak u Zafona, a to jeszcze nie koniec sagi. Polecamy całym naszym czytelniczym sercem.
     Spotkanie trwało trzy godziny.
     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 20 lutego (sobota) 2016r. o godzinie 15:00. Porozmawiamy o książce "Biała skała w głąb krainy Inków" Hugh Thomsona. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho







O miłości, która nie śmie wypowiedzieć swego imienia
Jan Guillou
"Dandys"



     Od wielu, wielu, lat jestem wielbicielem twórczości powieściowej Jana Guillou - szwedzkiego pisarza, dziennikarza i scenarzysty urodzonego w 1944 roku. O dziwo, moja znajomość z jego dorobkiem nie zaczęła się od słowa pisanego, a od ośmioodcinkowego serialu telewizyjnego Fiendens Fiende, który kiedyś został wyemitowany w TVP pod tytułem Wróg wroga. Niepocieszony tym, iż nigdzie nie mogłem zdobyć polskiej ani angielskiej wersji językowej tej produkcji o Carlu Hamiltonie, szwedzkim klonie 007, sprawdziłem, czy nie wydano w naszym kraju powieści, na której film oparto. Wydano, i tak połknąłem bakcyla Guillou. Zawiedziony faktem, iż dotąd ukazały się u nas tylko trzy spośród wielu książek opowiadających o przygodach szwedzkiego agenta, doznałem jednak przyjemnego zaskoczenia, gdy nagle pojawiło się w naszych księgarniach Zło. Książka z całkiem innej półki; prawdziwe studium zła i przemocy. Potem było kolejne zaskoczenie. Krzyżowcy saga rycerska o powstaniu państwa szwedzkiego. Niesamowity przeskok; prawie jakby Lem nagle napisał Potop. A teraz kolejna przepaść tematyczna pokonana; powstała saga Złoty wiek* opowiadająca o jeszcze innej epoce. Początek XX wieku. Czasy wielkich nadziei, wielkich przemian we wszelkich możliwych dziedzinach, od nauki, przez technologię, aż po politykę. Czas wielkich nadziei...
     W pierwszej powieści cyklu, noszącej tytuł Bracia z Vestland, poznaliśmy trójkę półsierot z biednej norweskiej rodziny, której los dał ogromną szansę na zdobycie wykształcenia technicznego na najwyższym światowym poziomie, co i wtedy, i dzisiaj, jest przepustką do lepszego życia. W pewnym momencie los rozdzielił rodzeństwo i odtąd śledziliśmy losy tylko dwóch braci - Lauritza i Oscara. Było więc do przewidzenia, iż kolejna powieść serii, Dandys, ukaże nam losy trzeciego Swerrego.
     Skandynawowie mają dziwne predyspozycje do pisania sag. Wystarczy wspomnieć choćby Krystynę córkę Lavransa czy Rudego Orma. Napisać jednak dwie sagi, osadzone w kompletnie różnych epokach, to się chyba jeszcze nie zdarzyło, nawet u nich. Jakiego ogromu pracy musiało wymagać poznanie realiów! I to na poziomie, który pozwala pokusić się o całkowicie świeże, oryginalne podejście do tematu! Tak było w Krzyżowcach i tak jest w Złotym wieku.
     Czytelnicy, którzy już poznali Braci z Vestland, zauważyli mistrzostwo i odwagę, z jaką Guillou przedstawił lata przed i sam czas Wielkiej Wojny z punktu widzenia Norwegów i Niemców. Wiedzą również, iż Swerre trafił do Wielkiej Brytanii, podążając tam za miłością swego życia.
     Jestem stuprocentowo heteroseksualnym osobnikiem, co wcale nie jest tak częste, ani wśród ludzi, ani wśród zwierząt, jak się u nas twierdzi. Sama myśl o jakimkolwiek kontakcie z mężczyzną - z podtekstem seksualnym - budzi we mnie najgłębsze obrzydzenie. Jednocześnie nie mam nic przeciwko gejom i ich związkom. Uważam, że człowiek nie może mieć innym za złe jedzenia szpinaku, nawet jeśli ma odruch wymiotny na sam jego widok, ani tym bardziej nie ma prawa innym zabraniać takich praktyk, nawet jeśli dla niego samego choćby myśl o nich jest wstrętna. Od pierwszej strony Dandysa wiemy, iż głównym wątkiem miłosnym powieści będzie homoseksualny związek między bohaterem a angielskim lordem Albertem z Manningham. A ja pierwszy raz spotkawszy się z takim tematem jako wątkiem wiodącym, zastanawiałem się jak, i czy w ogóle, to strawię.
     "Dandys" to powieść prawdziwie natchniona. Ani razu nie poczułem się zniesmaczony, mimo tematu absolutnie mi obcego. Guillou pokazał się jako mistrz w ukazaniu tego, w końcu nawet dzisiaj dość nieszablonowego, związku. Ukazał go z wyczuciem i absolutnie przekonująco, w dodatku na tle londyńskiej bohemy i wolnomyślicieli. Staremu powiedzeniu, iż nie ważna jest płeć, a ważne jest uczucie, nadał nowe, piękne znaczenie. Ponieważ zaś większość wydarzeń rozgrywa się w Wielkiej Brytanii, kraju jednak znacząco odmiennym od reszty świata, w którym w dodatku miłość helleńska była wówczas nie tylko zakazana, ale i mocno penalizowana, więc jeszcze bardziej rzuca się w oczy maestria, z jaką autor przedstawia różne środowiska i grupy społeczne oraz ich klimat, ducha czasów i presję wydarzeń. Charakterystyczne też jest, może to cecha ogólnoszwedzka albo ogólnoskandynawska nawet, iż na wiele rzeczy patrzy całkiem inaczej niż reszta świata, że o Polakach nie wspomnę. Jego spojrzenie na Anglików, wojnę, przemiany społeczne i wiele innych aspektów rzeczywistości ma całkiem odmienną perspektywę od naszej.
     "Dandys" niesie potężny antywojenny przekaz, porównywalny z najbardziej poruszającymi dziełami o podobnym wydźwięku. Zarazem jest niestety mocno pesymistyczny w dalszej wymowie. Przed rokiem 1914 wielu myślało, co Guillou pięknie ukazuje, iż niespotykane wcześniej przyspieszenie rozwoju nauk, techniki i technologii, z jednej strony doprowadzi do powszechnego dobrobytu i oświecenia, a z drugiej zmusi ludzi do zaprzestania wojen, gdyż nowoczesna wojna pochłonęłaby hekatombę ofiar. A gdy się w końcu zdarzyła, większość myślała, że Wielka Wojna jest ostatnią z wojen, gdyż taka masakra nigdy więcej nie może się powtórzyć. To stwierdzenia często przytaczane przez historyków, ale słabo zapadające w pamięć i nie budzące z reguły głębszych refleksji. Tymczasem autor, grając na uczuciach czytelnika niby na dobrze nastrojonym instrumencie, dociera z tymi samymi prawdami nie przez rozum, ale przez serce. A to dużo poważniejsze przeżycie. I nasuwa się pytanie, jak to możliwe, że nadal, nawet w Polsce, która tak doświadczona jest ludobójstwem, wciąż nawet wśród ludzi wykształconych i z pozoru mądrych, jest tylu orędowników pięknych wojen, tyle nienawiści i nietolerancji? I obrazy z pierwszej wojny światowej, gdy ludzie uważani za inteligentnych na ochotnika szli na wojnę, która nie była ich wojną, i z której w większości nie wracali, kojarzą się z dniem dzisiejszym. Z XXI wiekiem, w którym w tej materii tak naprawdę nic się nie zmieniło. Siła antywojennej wymowy Dandysa przywodzi na myśl skojarzenia z powieściami Ericha Marii Remarquea i budzi refleksje nad powszechnością, mimo upływających wieków, ksenofobii, podatności na manipulację, głupoty i krótkowzroczności.
     Dandys niesie potężny antywojenny przekaz, porównywalny z najbardziej poruszającymi dziełami o podobnym wydźwięku. Zarazem jest niestety mocno pesymistyczny w dalszej wymowie. Przed rokiem 1914 wielu myślało, co Guillou pięknie ukazuje, iż niespotykane wcześniej przyspieszenie rozwoju nauk, techniki i technologii, z jednej strony doprowadzi do powszechnego dobrobytu i oświecenia, a z drugiej zmusi ludzi do zaprzestania wojen, gdyż nowoczesna wojna pochłonęłaby hekatombę ofiar. A gdy się w końcu zdarzyła, większość myślała, że Wielka Wojna jest ostatnią z wojen, gdyż taka masakra nigdy więcej nie może się powtórzyć. To stwierdzenia często przytaczane przez historyków, ale słabo zapadające w pamięć i nie budzące z reguły głębszych refleksji. Tymczasem autor, grając na uczuciach czytelnika niby na dobrze nastrojonym instrumencie, dociera z tymi samymi prawdami nie przez rozum, ale przez serce. A to dużo poważniejsze przeżycie. I nasuwa się pytanie, jak to możliwe, że nadal, nawet w Polsce, która tak doświadczona jest ludobójstwem, wciąż nawet wśród ludzi wykształconych i z pozoru mądrych, jest tylu orędowników pięknych wojen, tyle nienawiści i nietolerancji? I obrazy z pierwszej wojny światowej, gdy ludzie uważani za inteligentnych na ochotnika szli na wojnę, która nie była ich wojną, i z której w większości nie wracali, kojarzą się z dniem dzisiejszym. Z XXI wiekiem, w którym w tej materii tak naprawdę nic się nie zmieniło. Siła antywojennej wymowy Dandysa przywodzi na myśl skojarzenia z powieściami Ericha Marii Remarquea i budzi refleksje nad powszechnością, mimo upływających wieków, ksenofobii, podatności na manipulację, głupoty i krótkowzroczności.
     Dotąd postrzegany jako mistrz prozy spod znaku pięści, miecza i pistoletu, czyli świata prawdziwych twardych mężczyzn, Guillou zaskakuje wprowadzeniem mocnego i obszernego wątku świata sztuki. I czyni to na najwyższym poziomie, przypominającym klimat wątku malarskiego ze znanej powieści Stephena Kinga "Ręka mistrza".
     W "Dandysie" znajdziemy głębie, jakich trudno się było spodziewać po autorze, który sławę zdobywał jako twórca rzeczowych i konkretnych, ale jednak odpowiedników opowieści o Bondzie. Powieść jest niewątpliwie wciągająca i trudno się od niej oderwać, choć niełatwo określić, co najbardziej przykuwa do niej czytelnika. Przygody, których nie brak było w tamtych niespokojnych czasach? Czy wątek miłosny? A może niesamowicie oddany klimat epoki, czy też jeszcze coś zgoła innego?
     Przyjemnym zaskoczeniem jest też forma, w jakiej książkę wydano. Okładka idealnie wprowadza czytelnika w nastrój świata, w którym utonie on na czas lektury, a po jej zakończeniu stanowi miłe przypomnienie klimatu przeczytanej opowieści i zachętę, by kiedyś znów do niej powrócić. Nawet literówek, tej zmory dzisiejszych wydań, prawie udało się uniknąć. Tym bardziej zastanawia dziwna maniera, która niemile zaskoczyła mnie już w pierwszej powieści cyklu, a której wydawca konsekwentnie się trzyma, mianowicie brak spisu treści. Ciekaw jestem, czemu to ma służyć?
     Można jednak powiedzieć, że nie ma róży bez kolców. To oczywiście tylko o wydaniu, nie o treści. A że powieść jest naprawdę wspaniała, pełna nowatorskich ujęć tematu czasów, które i tak, same z siebie, są dla dzisiejszego czytelnika fascynujące, więc już nie mogę się doczekać ciągu dalszego. I z każdą nową lekturą spod jego pióra, którą mam za sobą, coraz lepiej rozumiem, dlaczego Guillou jest tak popularny w Szwecji, iż jego książki można zobaczyć w prawie każdym domu w tym kraju.

Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka
Woj. łódzkie



Między młotem i kowadłem
Jan Guillou
"Pomiędzy czerwienią a czernią"



     Na pewno nie jestem typem fana gotowego zachwycać się z jednakową intensywnością całością, bez wyjątku, dorobku jakiegokolwiek twórcy nie zauważając żadnych różnic w poziomie poszczególnych dzieł. A jednak, jak dotąd, każda książka chyba najpopularniejszego szwedzkiego pisarza, którego powieści często są przenoszone na ekran, czyli Jana Guillou, przypadła mi do gustu na tyle, iż uznałem za stosowne mieć je w swej kolekcji, co jest o tyle znaczące, iż niewielu autorów ma ten zaszczyt, w związku z czym jest to biblioteczka nad wyraz skromna. Nawet naprawdę epokowe, wartościowe na skalę światową dzieła nie znajdują u mnie miejsca, jeśli nie przewiduję w przyszłości potrzeby ponownego się nimi delektowania. Być może ma tu coś do rzeczy typowo skandynawski, bardzo szwedzki sposób widzenia świata prezentowany przez Guillou, który nad wyraz mi odpowiada, w przeciwieństwie do standardów prezentowanych przez zdecydowaną (nie mylić ze znakomitą) większością choćby naszych rodzimych twórców. Po lekkich gatunkowo, ale fenomenalnych książkach w stylu opowieści o Jamesie Bondzie, których bohaterem jest szwedzki hrabia Carl Hamilton, wielkim zaskoczeniem był czteroksiąg Krzyżowcy, średniowieczna saga w kanonie opowieści o powstaniu państwa szwedzkiego, czyli całkowita zmiana profilu twórczości, oraz ponowny odskok w postaci wspaniałej i przejmującej powieści Zło. Gdy Jan Guillou zaskoczył ponowną woltą i zapoczątkował powieścią Bracia z Vestland cykl Złoty wiek, sagę umiejscowioną tym razem w XX wieku, byłem pełen obaw. Pierwsza część, podobnie jak druga (Dandys) okazały się jednak świetne i od razu trafiły na półkę Ulubione. Z tym większą niepewnością sięgnąłem po część trzecią, czyli Pomiędzy czerwienią a czernią, pełen obaw, czy taki sukces uda się ciągnąć, nadal zachowując świeżość spojrzenia, oryginalność fabuły, nie popadając w odcinanie kuponów od początkowego sukcesu.
     Wydanie, które wpadło mi w ręce, choć tym razem w miękkiej okładce, prezentuje się bardzo przyzwoicie. Solidny grzbiet nie grożący wypadającymi kartkami, ładna czcionka, klimatyczna okładka nawiązująca zarówno do poprzednich tomów serii, jak i do czasów, w których rzecz będzie się działa.
     Trzech braci urodzonych na początku XX wieku w ubogiej norweskiej rybackiej rodzinie, którzy wcześnie zostali półsierotami, dzięki łutowi szczęścia, własnym talentom i ciężkiej pracy zdobyło wykształcenie, majątek i przeżyło I Wojnę Światową. Trzecia odsłona serii Złoty wiek obejmuje lata od roku 1918 do 1939 i ukazuje losy naszej trójki na tle międzywojnia. Jak na autora znanego swego czasu głównie z powieści bądź co bądź sensacyjnych i szpiegowskich, Guillou zaskakuje perfekcyjnym prowadzeniem postaci w strumieniu upływającego czasu i dokonujących się wszelkiego rodzaju zmian, od mody, światopoglądu, prądów ideologicznych ujawniających się w społeczeństwie, do wydarzeń dotyczących głównych bohaterów bezpośrednio, jak i tych odległych, politycznych i społecznych. Wielu autorów zapomina o tym, że ludzie starzejąc się tracą z czasem nie tylko dawną sprawność, ale często stają całkiem innymi osobami, niż w młodości. Szwedzki mistrz pióra dobrze o tym pamięta i to nadaje jego opowieści bardzo realistyczny ryt. Rzecz rozgrywa się w kilku krajach Europy i, podobnie jak w poprzednich tomach, ucztą dla czytelnika będzie zauważać różnice nie tylko pomiędzy państwami i narodami oczywiście w tym czasie odmiennymi, jak choćby Niemcy i Szwecja, ale nawet między samymi krajami skandynawskimi. Ta sztuka celnego, przemawiającego do czytelnika oddawania nie tylko atmosfery czasu czy miejsca, ale specyficznego klimatu różnych miejsc zmieniającego się wraz z upływającym czasem niosącym wszelkiego rodzaju zmiany, niewielu udaje się tak, jak to serwuje Guillou.
     W poprzednich częściach cyklu mogliśmy dać się porwać śmiałym wątkom przygodowym, jak choćby wojna w Afryce czy regaty żeglarskie i jednocześnie doceniać wierne oddanie tła społecznego epoki nawet na tak szczegółowych poziomach jak nowe prądy w sztuce czy modzie. To połączenie realizmu historycznego, społecznego, politycznego i mentalnego z fikcyjnymi perypetiami głównych bohaterów wygląda tym razem chyba jeszcze bardziej udanie. Czas dojścia do władzy Hitlera i rozwój niemieckiego faszyzmu to temat, na którym bardzo łatwo się poślizgnąć. Trudno uniknąć popadania w schematy ideologiczne, uproszczenia moralne lub wręcz daltonizm w ocenie tych czasów, a Guillou stanął na wysokości zadania nie gorzej niż autorzy znani z Wielkiej Literatury, choć nie bał się jednocześnie zaryzykować umieszczenia bohaterów tak blisko kluczowych wydarzeń, iż jednego nawet uczynił osobistym przyjacielem... Hermanna Göringa.
     Jestem stuprocentowo heteroseksualnym osobnikiem, co wcale nie jest tak częste, ani wśród ludzi, ani wśród zwierząt, jak się u nas twierdzi. Sama myśl o jakimkolwiek kontakcie z mężczyzną - z podtekstem seksualnym - budzi we mnie najgłębsze obrzydzenie. Jednocześnie nie mam nic przeciwko gejom i ich związkom. Uważam, że człowiek nie może mieć innym za złe jedzenia szpinaku, nawet jeśli ma odruch wymiotny na sam jego widok, ani tym bardziej nie ma prawa innym zabraniać takich praktyk, nawet jeśli dla niego samego choćby myśl o nich jest wstrętna. Od pierwszej strony Dandysa wiemy, iż głównym wątkiem miłosnym powieści będzie homoseksualny związek między bohaterem a angielskim lordem Albertem z Manningham. A ja pierwszy raz spotkawszy się z takim tematem jako wątkiem wiodącym, zastanawiałem się jak, i czy w ogóle, to strawię.
     Ze względu na świetnie poprowadzoną akcję i fabułę przypominającą nieco powieści sensacyjne, pewnie nigdy za arcydzieło sztuki literackiej powieść nie zostanie uznana, choć kto wie kryminały kiedyś nie były w ogóle uważane za literaturę dla ludzi na poziomie, a teraz... Trzeba jednak zauważyć, że wypunktowanie pewnych problemów w Pomiędzy czerwienią a czernią, czyli pomiędzy komunizmem i faszyzmem, stawia poprzeczkę znacznie wyżej, niż zwykło się tego oczekiwać nawet po ambitnej literaturze popularnej. Wątek dobrego człowieka, który staje wobec problemu syna zafascynowanego hitleryzmem i próbującego go z tej drogi zawrócić, jest naprawdę wspaniałym akcentem. Takich aspektów dających do myślenia jest w książce więcej.
     Tutaj taka mała dygresja. Być może katalizatorem pewnych refleksji niekoniecznie związanych z samą lektura jest doskonałość, z którą pisarz oddał sposób, w jaki ówczesne wydarzenia widzieli, oceniali i przewidywali ludzie tamtych czasów. To ułatwia przeniesienie się czytelnika nie tylko w opisane miejsca i czasy, ale wręcz przejęcie ówczesnego sposobu postrzegania i myślenia. Mnie na przykład nasunęło się skojarzenie, że nie uważamy za nic nagannego, iż Polacy dokonywali napadów rabunkowych by zapewnić działanie swoich organizacji (kuriozum na skalę światową jest fakt, iż w jednym z napadów brało udział czterech przyszłych premierów międzywojennej Polski). Każdy usprawiedliwia te zwykłe przecież rabunki motywami ideowymi, patriotycznymi. Ale tego samego usprawiedliwienia odmawiamy faszystom, którzy rabowali Żydów i innych przeciwników by zdobyć fundusze na finansowanie swych organizacji, które z kolei miały przywrócić Niemcom należne im miejsce w świecie. Ale to tylko takie wtrącenie.
     Pomiędzy Czerwienią a czernią to jedna z książek, które na pewno wzbudzą w każdym inny zestaw refleksji i skojarzeń w zależności od bogactwa (lub ubogości) wiedzy i własnych doświadczeń czytelnika, szerokości jego horyzontów i przede wszystkim otwartości na nowe. Mnie na przykład od razu rzuciły się w oczy analogie pomiędzy Saltsjöbaden a Giszowcem i Nikiszowcem z Czarnego ogrodu Małgorzaty Szejnert, mojej poprzedniej lektury. Interesująco podano też obraz gett robotniczych, następstw nie tylko ekonomicznych czy społecznych, ale również moralnych i politycznych hiperinflacji czy analogie między skandynawskim plebsem i arystokracją. Takich smaczków znajdziemy tu mnóstwo.
     Książkę pomimo tego, iż wnikliwie przedstawia niejednoznaczność moralną wielu dylematów w tamtych czasach, w bogatych szczegółach ukazuje ich realia na wielu płaszczyznach, klimat i dramatyzm, czyta się świetnie, wręcz połyka. Trudno się od niej oderwać i widać, że to prawdziwy Guillou.
     Od początku, od pierwszego spotkania z twórczością tego autora, które miało miejsce pewnie ponad dwadzieścia lat temu, miałem wrażenie, iż konkretność i przekonujący realizm fikcyjnych przecież opowieści, które wychodzą spod jego pióra, ma coś wspólnego z głębokim oparciem w faktach i obserwacjach rzeczywistości. Posłowie niniejszej powieści wyraźnie to potwierdza, gdyż jak się między innymi okazuje, elementy marynistyczne posłużyły do wplecenia w fabułę autentycznych wyczynów dziadka autora - Oscara Botolfsena. Podobnie jest też pewnie z wieloma innymi wątkami.
     Żeby nie było, że od tych zachwytów oślepłem i niczego nagannego nie zauważyłem, to muszę stwierdzić, iż kilka literówek się zdarzyło. Na szczęście tak niewiele, że na tle większości naszych dzisiejszych produkcji wydawniczych stanowi to raczej powód do zadowolenia, niż krytyki. Niestety, brak spisu treści i konieczność kartkowania książki, by odnaleźć szukany rozdział, to już sprawa zdecydowanie godna potepienia. Za to jednak trudno winić szwedzkiego wirtuoza pióra i nie pozostaje mi nic innego, jak gorąco zachęcić wszystkich do lektury, oczywiście poczynając od tomu pierwszego, czyli Braci z Vestland. Sam zaś niecierpliwie czekam na następną książkę z serii, gdyż w Szwecji na cykl składa się już pięć powieści.

Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka
Woj. łódzkie



23.01.2016


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

Relacja z osiemdziesiątego pierwszego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 12.12.2015r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej. W spotkaniu brało udział 8 osób. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 14 członków. Rozmawialiśmy o książce
     "Kapłan" Krzysztofa Kotowskiego.
     Na ostatnie spotkanie w 2015 roku postanowiliśmy przeczytać thriller. Dawno po ten gatunek nie sięgaliśmy w związku z tym i oczekiwania były dość duże. Kapłan to historia księdza którego życie ulega zmianie po tym jak zostaje obdarzony wiedzą i umiejętnościami swoich praprzodków wybrańców. Na wiedzę tę jak i na samego tytułowego Kapłana poluje sekta a właściwie bractwo aurelitów którego macki sięgają wszędzie. Czy główny bohater Krzysztof Lorent wraz z przyjaciółmi wplątanymi w intrygę wyjdzie z tej opresji cało
     Powieść Krzysztofa Kotowskiego składa się z dwóch części. Jest to poprawnie skonstruowany thriller utrzymany w stylu i tematyce powieści Dana Browna. Książka ta może nie powala na kolana, szczególnie część duga, ale jest do przeczytania. Niezły język, wartka akcja to zalety książki Kotowskiego, co do wad, może to że, czasami jest infantylna i dziejące się w niej rzeczy podciągnąłbym pod fantasy. Po książkę Krzysztofa Kotowskiego możemy sięgnąć gdy akurat nie mamy czegoś ciekawszego na podorędziu :).
     Spotkanie trwało trzy godziny.
     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 23 stycznia (sobota) 2016r. o godzinie 15:00. Porozmawiamy o książkach z cyklu Złoty Wiek Jana Guillou pt. "Dandys" i "Pomiędzy czerwienią a czernią". Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






Krzysztof Kotowski
"Kapłan"



     Lekturą grudnia 2015 w moim, czyli rawskim, Dyskusyjnym Klubie Książki była powieść Krzysztofa Kotowskiego Kapłan, będąca pierwszą częścią cyklu pod tym samym tytułem.
     Spokojny, niczym poza dobrocią i uczciwością nie wyróżniający się polski ksiądz Krzysztof Lorent nagle zachorował. Objawy somatyczne nie były tak niepokojące, jak inne nagle zaczął mówić wieloma językami, wspominać o zdarzeniach sprzed wieków, jakby w nich brał udział, więc jak się łatwo domyślić, trafił do psychiatryka. Próbuje ostrzec lekarzy, iż przyjdą po niego bardzo niebezpieczni ludzie, przy czym może ucierpieć personel i pacjenci, w związku z czym prosi o wypuszczenie. To oczywiście raczej nie jest dla nikogo dowodem jego psychicznego ozdrowienia Co będzie się działo, tradycyjnie nie zdradzę, powiem tylko, że trafiła się znów kolejna wariacja na temat alternatywnych dziejów chrześcijaństwa, tajnych bractw, mistrzów miecza i zakazanych ewangelii. Komu już wystarczy, niech dalej nie czyta i o książce zapomni, a kto chce więcej, tego zapraszam do dalszej lektury.
     Powieść Dana Browna Kod Leonarda da Vinci była interesująca, gdyż jako chyba pierwsza powszechnie znana dotykała początków chrześcijaństwa w sposób podkreślający, iż obecne dogmaty naszej religii pochodzą nie od Boga, a od ludzi, którzy często nie byli nawet duchownymi, a do świętości najczęściej było im jeszcze dalej. Przy tym, zwłaszcza w porządnych wydaniach, opatrzona ilustracjami ukazującymi wszystkie dzieła sztuki, które pojawiają się w tekście, miała wielkie walory poznawcze i estetyczne. W tym aspekcie Kapłan Kotowskiego jawi się przy niej niczym tani podrób przy oryginalnym markowym wyrobie.
     Założenie, że jakiekolwiek rewelacje historyczne dotyczące wiary mogą mieć istotne znaczenie dla świata, jest tak infantylne, że szkoda się nad tym nawet rozwodzić. Można się nienawidzić nawet za różnice w interpretacji świętego tekstu, co do którego brzmienia obie strony nie toczą żadnych sporów, i chrześcijaństwo nie jest tu żadnym wyjątkiem. Każdy wierzy w co chce, a najlepszy dowód to Jezus. I Żydzi, i muzułmanie są zgodni, co do jego istnienia w przeszłości, ale tylko chrześcijanie wierzą, iż jest on Bogiem. I wszyscy przedstawiciele tych trzech religii uważają, że właśnie oni mają rację. Skoro nawet on, osobiście, nie zdołał tego zmienić, to co dopiero jakieś artefakty sprzed wieków, których autentyczność i tak zawsze będzie można podważyć. Pomińmy więc ten wątek i przejdźmy do innych.
     Jakiś czas temu opisywałem moje wrażenia z lektury Nauczyciela Sztuki Wojciecha Kłosowskiego. W obu powieściach walka na broń białą stanowi istotną, również objętościowo, część tekstu. Kłosowski jednak używa profesjonalnej terminologii, która może kogoś popchnąć do zainteresowania się tym, jak faktycznie wygląda sztuka walki mieczem, więc ma niewątpliwe walory poznawcze, a po lekturze Kapłana czytelnik jest w tej materii jeszcze głupszy, niż przed nią.
     Postacie bohaterów są raczej niezbyt przekonujące, a główny protagonista przypomina Ojca Mateusza, w dodatku obdarzonego nadnaturalnymi mocami. Kwestie socjologiczne i polityczne są również potraktowane delikatnie mówiąc infantylnie, a koncepcja tajnego bractwa sprawującego od wieków kontrolę nad światem od szczytów władzy aż do poziomu szarych ludzi i utrzymującego jednocześnie przez wieki w tajemnicy swoje istnienie jest... takie litościwe niedomówienie. W dodatku światopogląd utożsamiający cały świat z chrześcijaństwem... To poziom umysłowy średniowiecza, a nie XXI wieku.
     Szokujące jest, iż autor, jak informuje notka na okładce, jest psychologiem, gdyż w wielu przypadkach interakcje bohaterów powieściowych z otoczeniem są wręcz zaprzeczeniem realizmu psychologicznego i socjologicznego.
     Jeśli już wspominamy Ojca Mateusza, to trzeba przyznać, że choć zafałszowuje totalnie obraz polskiego duchowieństwa, zachowań przestępców w trakcie przesłuchań i niezliczonych innych aspektów rzeczywistości, to przynajmniej zwraca uwagę na skomplikowane czynniki, które sprawiają, że potencjalnie dobrzy ludzie czynią zło. Kapłan nie oferuje nawet tego, nie niesie żadnych pozytywnych wartości, a wręcz odwrotnie. Utrwala i wzmacnia przekleństwo naszego narodu, czyli zamiłowanie do wyssanych z palca teorii spiskowych, przekonanie, że istnieją jacyś oni, którzy wszystko kontrolują. Aż dziw, że nie znalazło się miejsce na brzozę smoleńską, choć skoro wcisnęło się WTC, to może i ona się znajdzie w następnych częściach cyklu, do których poznania, co od razu podkreślam, wcale się nie palę.
     Nie żebym potępiał w czambuł wszystkie teorie spiskowe. To określenie często przyczepia się teoriom, które tak naprawdę są czystą, żywą nauką, jedynym logicznym wytłumaczeniem pewnych fragmentów dziejów świata. Sęk w tym, że powieści ukazujące realne spiski i działania tajnych służb, jak choćby inna lektura naszego DKK, czyli Cmentarz w Pradze Umberto Eco, nie są u nas tak reklamowane ani zbyt popularne. Czyżby dlatego, że wizja świata, w którym dajemy manipulować nie tylko sobą, ale swoimi przekonaniami i swoją wiarą, w dodatku nie żadnym bractwom czy bohaterom o nadnaturalnych zdolnościach, a zwykłym ludziom, takim jak my, jest tym bardziej dołująca, iż prawdziwa, tym smutniejsza, iż krajem szczególnie poszkodowanym przez tego typu działania od wielu już wieków tradycyjnie jest Polska?
     Nie jest tak, by Kapłan był całkowicie pozbawiony mocnych stron. Styl, choć nie wolny od potknięć, jest naprawdę przyjemny i łatwy w odbiorze. Potwierdza to fakt, iż większości klubowiczów się podobał. Jak to się mówi, pióro Krzysztof Kotowski ma naprawdę niezłe i jego proza jest wciągająca nawet wtedy, gdy denerwuje nas wymienionymi wcześniej aspektami. Czy to jednak nie tym gorzej, że twórca o takim potencjale tworzy wyraźnie pod publiczkę, pod szerokie masy, w dodatku pod ich najmniej pozytywne instynkty? Dlaczego nie woli iść choćby drogą Georga R.R. Martina?
     Właśnie dlatego, że rzecz czyta się całkiem nieźle, że wielu może spodobać się dzięki temu, iż jak tyle już razy wspomniany Ojciec Mateusz, w ogóle nie zmusza do myślenia, nie polecam jej absolutnie, gdyż przemyca zarazem fałszywy obraz prawdziwej rzeczywistości, któremu na pewno wielu nie zdoła się oprzeć. Jeśli już coś ma w założeniu bawić, niech przy tym uczy też choć trochę, chociaż troszeczkę.

Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka
Woj. łódzkie



20.12.2015


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z osiemdziesiątego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 21.11.2015r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej. W spotkaniu brało udział 8 osób. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 14 członków. Rozmawialiśmy o książce
     Pisz pan książkę ! Zbigniewa Buczkowskiego.
     To pierwsza autobiografia w naszym klubie. Wybraliśmy ją ze względu na naszego gościa, który kilka dni wcześniej odwiedził bibliotekę i rawski DKK. Spotkanie ze Zbigniewem Buczkowskim było znakomite a sama książka, cóż nie zebrała zbyt pochlebnych recenzji. Każdemu z klubowiczy czegoś w niej zabrakło. Ewidentnie wszystkie te historie brzmią dużo lepiej opowiedziane na żywo okraszone urokiem osobistym aktora. Moim zdaniem nie wszyscy znani i lubiani powinni pisać lub dyktować autorom widmo, niestety nastała taka moda. W tym całym nalewie autobiografii naprawdę ciężko wyłuskać coś ciekawego. Książka dla prawdziwych fanów Zbigniewa Buczkowskiego.
     Spotkanie trwało trzy godziny.
     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 12 grudnia (sobota) 2015r. o godzinie 15:00. Porozmawiamy o książce Kapłan. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






Zbyszek Buczkowski
"Pisz pan książkę!"



     Lekturą listopada 2015 w Rawskim Dyskusyjnym Klubie Książki była wspominkowa książka Zbigniewa Buczkowskiego Pisz pan książkę! Kilka dni wcześniej odbyło się spotkanie z autorem, na które nie poszedłbym nawet, gdybym mógł, gdyż książkę już wcześniej przeczytałem i pytania, jakie ewentualnie miałbym do aktora, na pewno zepsułyby atmosferę.
     Zanim przejdę do samej książki, może najpierw ogólniejsza refleksja. Polska krajem geniuszy literackich! Każdy pisze książki od aktorów po aktorzyny, od polityków po politykierów. I każdy samodzielnie! Nie to co inne głupie nacje, które często ujawniają na okładce i stronie tytułowej skład spółki autorskiej celebryty, który daje nazwisko i treść, oraz murzyna, który daje pióro. Nasi są wszyscy literacko uzdolnieni. Nie potrzebują pomocy do pisania książek. A może są po prostu pozbawieni samokrytycyzmu i uczciwości? Oczywiście nie mam pojęcia, czy pan Buczkowski pisał sam, czy też z murzynem to ogólne odczucie, które mam pod wpływem zalewu podobnych produkcji, bo trudno to nazwać prawdziwą literaturą.
     Pisz pan książkę! to luźne, anegdotyczne niejednokrotnie wspomnienia znanego polskiego aktora Zbigniewa Buczkowskiego. Nad względami warsztatowymi nie ma się co rozwodzić poprawnie, ale po prostu miernie. Pozostaje treść. Tutaj zaczynają się schody.
     Oceniając autobiografię nie sposób nie odnieść się również do samej postaci autora, zarazem głównego bohatera. Jak nam się widzi Pan Buczkowski na podstawie jego własnego dzieła?
     Problemy zaczynają się już na samym początku, który jest wyraźną próbą pominięcia młodości, a jest ona przecież jednym z najistotniejszych elementów każdego życia. Niby wahał się nad wyborem drogi życiowej, ale o alternatywach zero, podobnie jak o czasach szkolnych. Na podstawie tej autobiografii można zaryzykować stwierdzenie, że aktorstwo, które też trafiło mu się przez przypadek, życie mu uratowało, tak jak Wałęsie skok przez płot.
     Zero rozterek, zero refleksji, a jeśli już, to na poziomie rozmów przy piwku. Książka za to wprost ocieka dumą i samozadowoleniem. Inna sprawa, że odpowiada to staremu przysłowiu o szczęśliwych, którego nie przytoczę, by nie straszono mnie znów sądami. Tym bardziej, że nie mam tego autorowi za złe, nawet mu tego trochę zazdroszczę. Nie kariery, ale samozadowolenia i bezkrytycyzmu. Inna sprawa, że zastanawiam się, ile w tym prawdy, a ile autopromocji. Jako aktor też bowiem jawi się w co najmniej dwuznacznym świetle. Co to za aktor, który po prostu pokazuje siebie; zawsze taki sam. To nawet nie aktor charakterystyczny takim była choćby Krystyna Zofia Feldman, która jednak potrafiła zagrać nawet mężczyznę. Czy pokazywanie siebie, albo własnego wyobrażenia o sobie, to aktorstwo?
     Co pan może załatwić? śpiewał niezapomniany Jan Kaczmarek. To chyba piosenka o panu Buczkowskim, który sam nazywa się załatwiaczem i nie widzi w tym niczego złego. Słowa takie jak korupcja, nepotyzm się go nie imają. W dodatku, czytając recenzje w Internecie, można dojść do wniosku, że ta choroba sięga dalej nikt zdaje się nie zauważać tej patologii. Buczkowski zwala to na tamte czasy, co jest totalnym zakłamaniem, gdyż o ile za komuny było to powszechne, to jednak w ukryciu i dyskretnie, a teraz otwarcie i jawnie. Za tej złej komuny, na którą wszystko autor zwala, można było bez żadnych znajomości dostać dobrą pracę, nawet w urzędzie, a teraz? Wystarczy ze zrozumieniem poczytać ogłoszenia o naborze, nawet na szeregowe stanowiska w najpodlejszych gminach. Ustawione pod konkretnych kandydatów, którzy i tak dostają gotowce z pytaniami i odpowiedziami. Ba nawet w przypadku prywatnych firm znośną pracę można najczęściej dostać tylko po znajomości lub po posmarowaniu. Tego chyba nie ma w żadnym cywilizowanym kraju. Owych rzeczy jednak autor nie widzi. Wpisuje się idealnie w nową polską tradycję tradycję autocenzury. Nie tyka dzisiejszych patologii, gdyż główną jego zasadą życiową było, co wielokrotnie podkreśla, by nikogo nie urazić.
     Narzeka, że za komuny załatwiano sprawy na telefon i po znajomości, a nie widzi, albo nie chce widzieć, że teraz załatwia się je na maila, w dodatku nie na zasadzie znajomości, tylko na Dyzmę. Postawa życiowa Buczkowskiego przypomina mi nieco przysłowie o cielęciu, które dwie matki ssie. Sam to zresztą dosłownie artykułuje, gdy pisze, że przy wyborze ról kierował się tym, by przede wszystkim nikogo odmową nie urazić. Nie walczył nawet o role ani w nich nie przebierał po prostu brał prawie wszystko, co mu oferowano.
     Zawsze szedł z prądem, i teraz też dziś narzeka na komunę i ujawnia przekręty z tamtych czasów, ale ani słowa o patologiach dnia dzisiejszego, których rozmiar jest dużo poważniejszy.
     Czy książka jest bezwartościowa? Wręcz przeciwnie. Jako nieodłączny syn bardzo poważnie zdegenerowanego moralnie narodu pisze w wielu miejscach prawdę, którą się wręcz chlubi, choć uczciwy człowiek uznałby te karty za haniebne.
     Bez krępacji szczyci się tym, jak z kolegami brał udział w sprzedaży grafik z podrobionymi podpisami czy jak wciskał muzykom podrabiane markowe gitary jako oryginalne. Z nostalgią wspomina znajomego oszusta matrymonialnego, o którego działalności wiedział, i u którego się gościł, ale nawet do głowy mu nie przyszło, by o jego przestępczym procederze powiadomić organa ścigania. To był po prostu wspaniały kumpel.
     Za świetny uczynek uważa postępek mamusi, która przed wczasami poszła do miejscowego mafioza i postawiła mu wódkę, by ochraniał jej mieszkanie. I Buczkowski szczyci się, że sąsiedzi po powrocie z wakacji swe mieszkania zastali okradzione, a oni nie. Tak właśnie rodziła się polska mafia, ale tego autor nie widzi. Nie potrafi, albo nie chce zauważyć. Podobnie jak zdecydowana większość jego czytelników, co potwierdzają recenzje w Internecie.
     Wypaczoną moralność autora, tak polską w swej istocie, wyraźnie widać w scenie na transatlantyku, gdzie serwowano za słabe drinki. Podoba się Buczkowskiemu, że Polacy przemycili alkohol na statek i uważa to za świetną rzecz, wręcz za zasługę. Potem gani burdy, które z tego wynikły, ale nie wini za to przemyconej wódki i złamania przepisów, tylko słabe głowy niektórych. Jakie to polskie!
     To skrzywienie moralne autora, który jak większość rodaków w mniejszym lub większym stopniu, zapewne podświadomie, wpisuje się w kulturę więzienną, wychodzi książce na dobre. Bez skrępowania, a nawet z dumą, opisuje fakty, które ktoś świadomy ich moralnego wydźwięku pominąłby milczeniem. Ksiądz wraz z nim za głębokiej komuny obżerający się bez miary i chlejący do upadłego z trzonem ówczesnej komunistycznej władzy. Nacjonalizmy osiedlowe i kodeksy honorowe rodem z więzienia. Obcy pałętający się po kabinie pilotów samolotu, który rozbił się w Lesie Kabackim w 1987. Luksusowe wycieczki po całym świecie. Wszędzie po znajomości, nawet do knajpy.
     Ta bezrefleksyjność, jak wspomniałem, wychodzi książce na dobre, gdyż pomimo stronniczych komentarzy ukazuje, jak naprawdę było za komuny, choćby we fragmencie o ówczesnych dzielnicowych. A propos ilu z Was widziało swojego dzisiejszego dzielnicowego w podległym mu terenie?
     Autor cały czas narzeka na komunę, która uczyniła go gwiazdą i umożliwiła styl życia dla zwykłego Polaka nie będący i dzisiaj nawet w sferze marzeń. Cały czas powtarza, że takie były czasy. Szkoda, że nie zauważa, że wtedy normalny i uczciwy Polak nie miał większego problemu ze znalezieniem dobrej pracy, co jest przeciwieństwem dnia dzisiejszego, i że wielu ludzi zrobiło kariery bez łapówkarstwa, nepotyzmu, wchodzenia w układy wzajemnych przysług, co dziś jest niemożliwe.
     Szkoda, że tak mało jest zdrowych elementów naprawdę humorystycznych, jak numer ze ślubem (kto czytał, ten wie). Ale może na tym polega tragedia załatwiacza?
     Ciemne czasy komunistyczne tak takich właśnie sformułowań autor używa, jednocześnie nie widząc żadnych problemów dnia dzisiejszego, a we mnie rodzi się przekorne pytanie, czy wtedy w Polsce nie było łatwiej być uczciwym człowiekiem niż teraz?
     Najsmutniejsza dla mnie była nie lektura samej książki, ale tego, co internauci o niej wypisują. Natchnęła optymizmem!!! To naprawdę mnie przeraża.
     Do poznania tej książki, ani tym bardziej do jej zakupienia, nikogo broń boże nie zachęcam; jest tyle wartościowszych pozycji na rynku i w bibliotekach! Z drugiej jednak strony nie uważam, by była całkiem bezwartościowa. Paradoksalnie, w sposób przez autora pewnie nie zamierzony, jest interesującą pozycją ze względu na te fragmenty, o których autor nawet nie pomyślał, że można je inaczej oceniać i interpretować niż on. W tych miejscach jego szczerość ukazuje cenne obrazki z realiów PRL-u, środowiska aktorskiego tamtych czasów i w ogóle cwaniactwa warszawskiego. Dla socjologa czy psychologa jest to ciekawy przyczynek do rozmyślań o dziejach Polski - obraz erozji moralnej społeczeństwa polskiego, nadwyrężonego już serią klęsk, które skończyły się zaborami, Wojną Światową i okupacją w czasie IIWŚ. Społeczeństwa pod wpływem komuny, która stała się wstępem do tragedii, gdy zachłysnęło się ono kapitalizmem. A dla pozostałych, zwykłych czytelników? - Nie warto szukać na siłę, ale jak się nie ma co innego, albo już się znalazło Buczkowskiego na półce można przeczytać

Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka
Woj. łódzkie



20.11.2015


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Spotkanie ze Zbigniewem Buczkowskim 18.11.2015r.

     Pięćdziesiąt osób, które zdecydowało się przybyć na spotkanie ze znanym i lubianym aktorem Zbigniewem Buczkowskim nie było zawiedzionych. W sali konferencyjnej Miejskiej Biblioteki Publicznej Pan Zbyszek we wspaniały sposób opowiedział o sobie i swojej pracy. Nie zabrakło anegdot oraz części muzycznej, Pan Zbyszek zanucił kilka piosenek w tym kultowe Sibą, sibą !!! Publiczność była zachwycona. Spotkanie promowało książkę Pana Zbigniewa pt. Pisz pan książkę ! i można było ją zakupić. Na koniec Pan Zbigniew oczywiście podpisywał swoją autobiografię, a kolejka po podpis była naprawdę długa. Jedna z wielbicielek przyniosła nawet swojemu ulubionemu aktorowi słoik miodu na długie jesienne wieczory. Spotkanie toczyło się we wspaniałej przyjacielskiej, by nie rzec rodzinnej atmosferze. I tak niewiadomo kiedy prawie dwugodzinna rozmowa dobiegła końca. Dziękujemy Zbigniewowi Buczkowskiemu za przyjęcie zaproszenia i miejmy nadzieję do zobaczenia raz jeszcze.
     Było to dziewiąte spotkanie organizowane przez rawski Dyskusyjny Klub Książki. Po tak wspaniałych osobach jak: Antoni Libera; Marek Krajewski; Andrzej Pilipiuk; Michał Ogórek; Lech Dyblik; Jerzy Bralczyk; Andrzej Stasiuk; Wojciech Jagielski reprezentujących różne gatunki literackie i profesje nadszedł czas na piszącego aktora Zbigniewa Buczkowskiego. Kolejne spotkanie w ramach DKK już za rok.
     Dyskusyjnym Klubom Książki patronuje Instytut Książki, który współfinansował to spotkanie.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho


 


23.11.2015


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z siedemdziesiątego dziewiątego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 17.10.2015r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej. W spotkaniu brało udział 9 osób. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 14 członków. Rozmawialiśmy o książce "Morfina" Szczepana Twardocha.
     Nasze kolejne spotkanie zaczęło się od odśpiewania STO LAT, naszej najmłodszej klubowiczce Weronice która kończyła osiemnaście lat. Weroniczko raz jeszcze dużo miłości, samych sukcesów w życiu i książek które będziesz pamiętała do sto osiemnastych urodzin :)
     Następnie jak to naszych spotkaniach bywa przeszliśmy do dyskusji o naszej kolejnej lekturze czyli Morfinie Szczepana Twardocha. Jest to młody autor, zaledwie 36 lat ale w swoim dorobku ma już siedem powieści oraz mnóstwo opowiadań. Jego twórczość była, także niejednokrotnie doceniana m.in. Paszportem Polityki w 2013r., właśnie za "Morfinę". Doszliśmy więc do wniosku, że i w rawskim Klubie najwyższa pora zapoznać się z jego twórczością.
     "Morfina" nie jest książką łatwą i odnosi się to do treści, języka jak i konstrukcji powieści.
     I tak poznajemy Konstantego Willemanna, bohatera książki a właściwie antybohatera. Konstanty jest jak to ujął Radek synem Polki i Niemca, arystokratą po mieczu, bogaczem po matce, bawidamkiem i playboy-em z wyboru, wykreowany przez matkę na Polaka, przebył ze swym 9 Pułkiem Ułanów kampanię wrześniową w polskim mundurze. Zdobywszy za udział w wojnie stosowne odznaczenie, wrócił do żony oraz syneczka do okupowanej Warszawy-. I co dalej, no właśnie. Tu zaczyna wręcz znakomite ukazanie ludzkiego charakteru. Co kieruje naszym życiem, jakie mamy ideały i czy mamy je w ogóle, jaki wpływ mają na nas ludzie z najbliższego otoczenia?. Twardoch w mistrzowski sposób prowadzi nas po umyśle głównego bohatera, targanego przeróżnymi rozterkami. Akcja książki osadzona jest w pierwszych miesiącach wojny co daje dodatkowy smaczek tej powieści.
     Jeżeli chcecie upewnić się czy warto przeczytać Morfinę Szczepana Twardocha zapraszam do lektury recenzji naszego klubowego kolegi Radka. Jak dla mnie naprawdę watro, tylko trzeba zarezerwować sobie na nią trochę więcej czasu, ale zapewniam Was, że nie będzie to czas zmarnowany.
     Spotkanie trwało około trzech godziny.
     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 21 listopada (sobota) 2015r. o godzinie 15:00. Porozmawiamy o książce Pisz pan książkę ! Zbigniewa Buczkowskiego. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!
     

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






Szczepan Twardoch
Morfina



     Lekturą października w moim, czyli rawskim, Dyskusyjnym Klubie Książki była Morfina Szczepana Twardocha. Nazwisko autora nic mi nie mówiło, nie śledzę wszak wieści z rynku wydawniczego, rankingów sprzedaży i innych elementów gry marketingowej uprawianej wokół książki w Polsce. Wziąwszy tę grubą, bardzo grubą książkę do ręki, zastanawiałem się, czy to kolejna wydmuszka przy pomocy odpowiednich nakładów wykreowana na bestseller, czy też perełka w rodzaju Wyspy Klucz lub Czarnego ogrodu*. Oczywiście mogłem zajrzeć do Internetu i poczytać recenzje, ale nauczony doświadczeniem wiedziałem, że często rozmijają się z moimi ocenami, zwłaszcza te spisane w podzięce za darmowy egzemplarz do recenzji. Jak zwykle więc postanowiłem dać książce szansę, by przemówiła sama za siebie.
     Gdy tylko pierwszy raz spojrzałem na okładkę, z taką niby niepozorną i banalną, ale jednak intrygującą grafiką, oraz zważyłem ciężar tomiku i uwzględniłem implikacje tytułu, wiedziałem, że to nie będzie rzecz do połknięcia w jeden lub dwa dni. Odłożyłem więc na bok wszystkie inne zaplanowane lektury i napocząłem Morfinę. I to była słuszna decyzja, gdyż jak się okazało, jest to jedna z tych powieści, które wymagają poświęcenia im odpowiedniej ilości czasu, których nie da się przeczytać szybko, ale jeśli się do niej podejdzie uczciwie, to odwdzięczy się jak rzadko która.
     Jest październik 1939 roku. Okupowana Warszawa, która jeszcze nie zrozumiała, co oznacza słowo okupacja. Konstanty Willemann, syn Polki i Niemca, arystokrata po mieczu, bogacz po matce, bawidamek i playboy z wyboru, wykreowany przez matkę na Polaka, przebył ze swym 9 Pułkiem Ułanów kampanię wrześniową w polskim mundurze. Zdobywszy za udział w wojnie stosowne odznaczenie, wrócił do żony oraz syneczka w Warszawie i... No właśnie, co dalej ze sobą począć?
     Sytuacja protagonisty jest wielce złożona i pełna dylematów. Pierwszym, przynajmniej chronologicznie, jest matka. Rozpieszczała syneczka i nadal to czyni, za niego podejmując wszelkie istotne decyzje i wciąż prowadząc go na zwykle luźnej, niemniej niezwykle skutecznej, gdy trzeba, smyczy; smyczy finansowej. Funduje mu wszystko, nawet samochody, i Kostek nigdy się pracą nie skalał. Ona uczyniła go Polakiem, choć równie dobrze mógł być Niemcem. Uczyniła go bezwolnym, a on rozwinął się dalej w tym kierunku. Stara się robić to, czego się od niego oczekuje zdobyć żonę, spłodzić syna, pójść na wojnę, ale sam, tak od siebie, niczego nie chce. Nawet morfiny, prostytutek i romansów, bez których trudno mu się obyć, też tak do końca, też tak naprawdę, na innym poziomie, nie chce. No chciałby świętego spokoju i żeby wszystko było tak jak przed wojną, żeby nikt niczego od niego nie żądał. Tyle tylko, że świat się zmienił i nie jest to już możliwe. Ta sytuacja, ta konieczność dokonywania wyborów, których dokonywać nie chce, ten przymus wykazywania się aktywnością, której w głębi siebie nie czuje, ale której pożąda otoczenie, męczą go coraz bardziej.
     Konstanty, jak to zwykle w jego przypadku, nie jest w stanie podjąć decyzji co do dalszego w swym życiu postępowania, skoro nie może prowadzić już dalszego, beztroskiego bytu, ale poddaje się wpływom i oczekiwaniom innych. Nawiązuje kontakt z Muszkieterami, organizacją podziemną do dziś budzącą zagorzałe spory historyków, a raczej to organizacja nawiązuje kontakt z Kostkiem. Co z tego wyniknie, ani jak się ułożą skomplikowane związki protagonisty z kobietami i używkami, tego oczywiście nie zdradzę.
     W Morfinie autor zastosował ciekawy chwyt płynne przechodzenie narratora pierwszoosobowego między postacią głównego bohatera i bliżej nieokreślonego bytu w rodzaju Anioła Stróża (płci żeńskiej), który jednak nawiasem mówiąc ze swych obowiązków wywiązuje się słabo. Czasami pojawiają się też byty pośrednie, a całość jest dość oryginalnym sposobem na oddanie stanu umysłu niszczonego przez morfinę i alkohol oraz pokonanie ograniczeń narracji w pierwszej osobie przez skorzystanie z wszechwiedzy narratora zewnętrznego. To ostatnie pozwala wykroczyć poza ramy czasowe zdarzeń samej powieści i w drodze dygresji tego niematerialnego ducha opowiedzieć o losach postaci pobocznych, które same z siebie już w opowieści by się nie pojawiły.
     Warsztat literacki Szczepana Twardocha nie budzi najmniejszych zastrzeżeń. Jest nawet lepiej; jest oryginalny i ma specyficzny sznyt. Proza rytmiczna, transowa, dopasowana do przyjętej konwencji, pozwalająca czytelnikowi przejść ze zwykłej perspektywy w świat narkomana i alkoholika, w którym rzeczywistość i ułuda mieszają się we wciąż zmieniających się proporcjach.
     Dla osób, których brzydkie słowa odrzucają, nie będzie to lektura strawna. Nie mam jednak tego autorowi za złe, gdyż uważam, że o pewnych rzeczach nie można pisać nie używając wulgaryzmów. Pole bitwy, na którym ranni i umierający krzyczą tylko Matko i Chryste, na którym nikt nie wyje niczym zwierzę i nie klnie gorzej niż szewc jest równie realne, co alfons w zaułku przemawiający do prostytutki salonowym językiem. Pisanie przy pomocy słownika ocenzurowanego mieszczańską, katolicką lub jakąkolwiek inną pruderią jest dopuszczalne w pewnej konwencji; nie razi w Potopie czy Czterech Pancernych, gdyż te kanony są krańcowo odległe od opisywania rzeczywistości, ale takie rzeczy poza określonymi wyjątkami tchną sztucznością i infantylnością. Twardoch i tak litościwie się obszedł choćby z wojskowymi, bo jak brzmi język wojaków, wie każdy, kto choćby przechodził odpowiednio często koło koszar.
     Intryga to właściwie opowieść o pierwszych dniach okupacji Stolicy i Polski, za co wielka chwała autorowi, gdyż to moment nieczęsto tak odważnie i z wyczuciem ukazany. Niepewność, nadzieja, niewiedza, złudzenia...
     A o czym jest ta powieść, co jest w niej wątkiem dominującym? O przegranej wojnie i postawach, które ona uruchamia. Oczywiście również o okupacji i walce o wolność. Ale czy nie ważniejsze jest poszukiwanie własnej tożsamości przez bohatera? A może o rolach społecznych, które przyjmujemy, nie zawsze z własnej woli i często nie do końca świadomi konsekwencji? O rolach, które gramy, i które są równocześnie niejednokrotnie krańcowo odmiennie oceniane przez różne osoby zależnie do tego, w jakich rolach one nas postrzegają i jakie uważają za postulowane? A może o wpływie okoliczności i środowiska na podejmowane przez nas decyzje? A czy mniej ważny jest dylemat kto gorszy, pusty bohater czy zaślepiony ideowiec? Nie wiem. Jest po trochu o tym wszystkim i o wielu innych jeszcze rzeczach. Twardoch raczej stawia pytania, niż daje odpowiedzi, ale niewielu rodaków takie pytania stawia, o szukaniu odpowiedzi nie wspominając.
     W powieści roi się nie tylko od różnych wątków, które można rozpatrywać z odmiennych punktów widzenia i oceniać uwzględniając różnorodne aspekty. Jest w niej też pełno zaskakujących perełek skojarzeniowych i innych, często pewnie w ogóle przez autora niezamierzonych. Pojawia się na przykład piekielna choroba ubogich noma. Jakież było moje zdziwienie, gdy po wklepaniu tego hasła w google stwierdziłem, że jest to słowo z ochotą wykorzystywane w nazwach firm, nawet restauracji i winiarni, nie tylko polskich zresztą. To tak, jakby ktoś nazwał bar Rozwolnienie albo klinikę dla dzieci Syfilis.
     Bardzo interesująco autor zajął się również tematami damsko-męskimi, konkretnie zderzeniem małżeństwa i rozwiązłości obyczajów. Cenne jest również to, iż jedna z bardziej znaczących dla konstrukcji dzieła postaci, czyli ojciec protagonisty, bohater wojenny, odnosi na wojnie rany, które nie tylko czynią go potworem, ale w dodatku pozbawiają męskości. To ważna opozycja wobec schematu królującego w naszej rodzimej literaturze, w której na wojnie albo zostaje się bohaterem, albo ginie, ewentualnie bohatersko ginie, ale nie ma miejsca na takie rzeczy jak kalectwo, zwłaszcza kalectwo odrażające lub odczłowieczające. Gdyby świadomość wysokiego prawdopodobieństwa takiego właśnie obrotu rzeczy była większa, pewnie mniej byłoby chętnych do kolejnej pięknej wojny.
     Najważniejszą chyba jednak rzeczą, która kojarzy mi się z rzeczywistością opisaną we wspomnianym już prześwietnym Czarnym ogrodzie, jest obowiązkowość patriotyzmu, która jest zarazem jednym z leitmotivów Morfiny. Większości Polaków urodzonych z matki-Polki-katoliczki i takiegoż samego ojca nawet nie przyjdzie do głowy zastanawiać się nad tym, co to znaczy być Polakiem i co to takiego patriotyzm. Ten ostatni wydaje im się jedynie słuszny, obowiązkowy i święty. Głębię infantylności tego światopoglądu ukazuje fikcyjny protagonista Morfiny, a jeszcze bardziej rzeczywiste postacie z Czarnego ogrodu. Kim jest ktoś urodzony z rodziców polsko-niemieckich? Polakiem czy Niemcem? Kogo ma zabić w ramach realizacji patriotyzmu matkę czy ojca, gdy każde z nich też zechce realizować swój patriotyzm? A jeśli jest dwóch braci i mają decyzją administracyjną nadane odmienne narodowości i obywatelstwa, to też mają się nienawidzić? Tych pytań bijących w istotę źle pojmowanego patriotyzmu, których większość Polaków nawet sobie nie uświadamia, gdyż urodzili się, żyją i umrą w monolicie narodowościowym, nigdy dość.
     Szczepan Twardoch poprzez Morfinę pokazuje się jako znaczące nazwisko w polskiej literaturze i jeśli trafię na następne jego książki, sięgnę po nie z ciekawością. Mogłaby być Morfina szczepionką na źle rozumianą polskość i patriotyzm, gdyby nie to, że szczepionka jest skuteczna podana przed infekcją, a nie wtedy, gdy choroba osiągnie już stadium ogólnoustrojowej reakcji zapalnej.
     Szczególnie pouczająca była zaś dla mnie... lektura recenzji w Internecie. Ta książka, niczym kij wsadzony w mrowisko, zamieszała w mózgach czytelników (nawet jeśli sami się do tego nie przyznają) i obnażyła prawdziwe oblicze polskiego humanizmu, tolerancji i szacunku dla drugiego człowieka. Słowo, którym najczęściej określa się głównego bohatera, i to niezależnie od tego, czy recenzent odnosi się do niego z sympatią, czy bez, jest... ŚMIEĆ!
     To prawdziwy obraz polskiego społeczeństwa i jego prawdziwa samoocena. Tym bardziej przerażająca, że wyrażona, bądź co bądź, przez opiniotwórcze elity intelektualne. I to w kraju, w którym mamy największy na świecie pomnik Chrystusa, dla którego głównym przykazaniem było przykazanie miłości.
     ŚMIEĆ! A dla mnie to hańba!

Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka
Woj. łódzkie



20.11.2015


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z siedemdziesiątego ósmego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 26.09.2015r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej. W spotkaniu brało udział 11 osób. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 14 członków. Rozmawialiśmy o książce Ziemie niczyje Macieja Paterczyka.
     W dobie informacji o wałbrzyskim pociągu skarbów zrabowanych podczas II WŚ, książka Macieja Paterczyka znakomicie wpisuje się tematem w ówczesne odkrycie i wydawałby się, jest znakomitym wyborem do przeczytania jak i dyskusji. Dlaczego ?. Otóż Ziemie niczyje to powieść opisująca losy trzech szabrowników, których poznajemy w 1945 roku gdy II Wojna Światowa dobiega końca. Wojska radzieckie dochodzą pod zachodnia granicę Polski, gdzie w opuszczonych w pośpiechu przez Niemców miasteczkach Brodacz, Chudy i Chłopiec upatrują swej szansy na wzbogacenie i spokojny los po wojnie. Są dobrze zorganizowani, skradzione dobra zakopują, tworząc mapę skarbów, unikają ludzi i głównych szlaków. Sytuacja komplikuje się gdy poznają Dziewczynę, która przypadkowo dowiedziała się gdzie Niemcy planują ukryć zrabowane dzieła sztuki. Dziewczyna namawia ich do tego by w imię wyższych wartości odzyskać dobra narodowe. Itak wyruszają razem podróż
     Dyskusja była dość ekscytująca, ale niestety w głównej mierze poszła w kierunku wypunktowania niedociągnięć. Zgodnie uznaliśmy, że autor na powieść miał znakomity pomysł, zabrakło chyba trochę warsztatu i konsekwencji. Paradoksalnie, pomimo wielu niedociągnięć i braku pomysłu na rozwinięcie fabuły Ziemie niczyje czyta się dobrze. Niestety ,nie jest to książka która na długo zapadnie w naszej pamięci, raczej pozostawi pewien niedosyt. Aczkolwiek zakończenie
     Resumując, powieść Macieja Pterczyka jest lekturą na jeden góra dwa wieczory gdy naprawdę nie mamy już nic innego pod ręką. Więcej w recenzji napisanej przez naszego klubowego kolegę Radka Magierę.
     Spotkanie trwało ponad dwie godziny.
     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 17 października (sobota) 2015r. o godzinie 15:00. Porozmawiamy o książce Morfina Szczepana Twardocha. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






Maciej Paterczyk
Ziemie niczyje



     Lekturą września 2015 w moim, czyli rawskim, oddziale Dyskusyjnego Klubu Książki była powieść Ziemie niczyje Macieja Paterczyka. Nazwisko autora kompletnie mi nieznane, oficyna poważna, więc zasiadłem do lektury po równi pełen nadziei, co i obaw.
     Kończy się II Wojna Światowa. Trójka polskich szabrowników Brodacz, Chudy i Chłopiec poszukują opuszczonych bogatych domów, które okradają, a zdobyte w ten sposób skarby chowają w kryjówkach, do których zamierzają wrócić po wojnie, gdy wszystko się unormuje. W ten sposób nie obciążają się łupami i nie noszą przy sobie dowodów winy. Starają się poruszać w przestrzeni między przemieszczającymi się frontami, które wkroczyły już na ziemie przed wojną niemieckie. Ich strategia, by unikać ludzi, nie tylko tych uzbrojonych, i eksplorować jedynie opuszczone miejsca, sprawdza się doskonale do czasu, gdy do ich grupy dołącza Dziewczyna. Warszawianka z konspiracji, złapana przed Powstaniem i wywieziona do domu publicznego do Niemiec, skąd udało jej się uciec, opowiada im o wielkim skarbie, który znajduje się w Szczecinie. Udaje jej się nakłonić szabrowników, by zmienili plany i skierowali się do grodu zwanego jeszcze wówczas Stettinem. Co się będzie działo dalej, tego tradycyjnie nie zdradzę.
     Rozpoczynając lekturę i przez pierwszą jej część, do czasu pojawienia się Dziewczyny, byłem niezwykle ukontentowany. Proza potoczysta, wciągająca, lekkostrawna, prosta, ale bez infantylności. Miałem też nadzieję na pewnie głębsze wartości, jak choćby chwycenie się za bary z tematem dezerterów i maruderów, który w naszej rodzimej literaturze prawie nie występuje. Nieśmiało modliłem się o to, by autor miał odwagę zrobić coś naprawdę odważnego, jak choćby uśmiercić wszystkich głównych bohaterów nie w wyniku intrygi czy nieudanej akcji, ale w następstwie przypadkowych całkowicie okoliczności. Zabłąkana kula, mina założona na drodze przez Bóg wie kogo, zatrute jadło, zapalenie płuc. To byłoby prawdziwe oddanie realiów wojennych. Pokazanie, że nie można sobie zaplanować przeżycia wojny, a śmierć nie przebiera. Mogłaby być też jakaś zbrodnia polskich żołnierzy na cywilach, bo jak dotąd jesteśmy chyba jedyną armią świata, która się czegoś takiego w literaturze nie dorobiła. Niestety, od momentu, gdy pojawia się Dziewczyna, wszystko się sypie.
     Postacie trójki protagonistów, naszkicowane dość ogólnikowo, ale dające wrażenie spójnych psychologicznie konstrukcji, zachowują się i reagują na zmienne okoliczności oraz warunki przekonująco i realistycznie. Gdy jednak wkracza między nich Dziewczyna, zaczynają się rozdźwięki między tym, czego można się spodziewać, co wynika z już uzyskanych o męskiej trójce informacji, a tym, co serwuje autor.
     Powieść niewielka objętościowo, a jednak zawiera sporo błędów wszelkiej maści, zwłaszcza po pierwszych kilkudziesięciu stronach, które są naprawdę niezłe. Maruderzy uzbrojeni w granatniki (sic!), kwiatki językowe w stylu
     ...dół ciał, którzy byli...
     są najmniejszym problem, choć po pewnym czasie zaczynają przeszkadzać w odbiorze i wczuciu się w świat przedstawiony. Dużo bardziej dotkliwe, bo tworzące fałszywy obraz realiów wojennych, są pewne istotne elementy fabuły. Dziewczyna wywieziona do burdelu dla niemieckich żołnierzy, w którym zdobywa informacje o skarbie, od korzystających z jego usług konwojentów. Jak się ma to do faktu, że Niemieckich żołnierzy korzystających z usług polskich prostytutek karano bardzo surowo; normą był bilet na front wschodni? Poza tym sam pomysł wyprawy do Szczecina... Łatwo zrozumieć infantylność tego wątku, gdy spróbujemy wyobrazić sobie odwrotną sytuację Niemców próbujących wejść w 1939 do Warszawy przed swoją armią, by ukraść z niej skarby z muzeów czy prywatnych kolekcji. Bez znajomości języka, bez pomocy z wewnątrz... Bardzo, bardzo słabe.
     Nawet na okładce znajdujemy kwiatek wydawca klasyfikuje Ziemie niczyje jako thriller. Dla mnie thriller i opowieść wojenna to zbiory rozłączne.
     Jak widać z powyższego, powieść wymyka się jednoznacznej ocenie. W pewnych aspektach, zwłaszcza w pierwszej połówce, którą czyta się naprawdę z dużą dozą przyjemności, zasługuje na wysoką ocenę, ale w innych, szczególnie w końcówce, trzeba by dać notę bardzo, bardzo niską. Co do peanów na jej cześć, które można znaleźć w internecie, to przypomina mi się sprawa z popularnonaukową książką Republika Piratów. Po jej lekturze odmówiłem napisania pozytywnej recenzji z uwagi na kardynalne błędy merytoryczne, ale znaleziono takich, którzy w zamian za darmowy egzemplarz widzieli w niej tylko pozytywy. Co więc począć z Ziemiami niczyimi?
     W naszym klubie opinie były z reguły zbieżne, choć argumenty odmienne, co jest dodatkowym potwierdzeniem mojego zdania, iż książkę tę można odbierać bardzo różnie. Podsumowując powiedziałbym, iż jest to powieść niespełnionych nadziei. Autor miał świetny pomysł, zaczął dobrze, ale potem się pogubił. Dla mnie czas poświęcony na jej lekturę, a czyta się ją bardzo szybko, zwłaszcza na początku, nie był czasem straconym. Nie mam jednak sumienia polecać jej komukolwiek, skoro jest tyle pozycji nieporównanie lepszych pod każdym względem, że na ich przeczytanie i tak najdłuższego nawet żywota nie starczy.

Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka
Woj. łódzkie



13.10.2015


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z siedemdziesiątego siódmego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 13.06.2015r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej. W spotkaniu brało udział 7 osób. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 14 członków. Rozmawialiśmy o książce "Czarny ogród" Małgorzaty Szejnert.
     Nasze ostatnie przedwakacyjne spotkanie upłynęło po raz kolejny pod znakiem reportażu. Trzeba od razu dodać nie byle jakiego reportażu bowiem czytaliśmy "Czarny ogród" Małgorzaty Szejnert. Cesarzowa tego gatunku, bo tak Ją nazwaliśmy po dyskusji nad "Wyspą klucz" ponownie nas nie zawiodła. "Czarny ogród" nie jest prostą lekturą ale naprawdę warto poświęcić na nią swój czas. Najlepiej opisać tę książkę słowami Kazimierza Kutza pod którymi i my się w pełni podpisujemy Czarny ogród to historia spółki Giesche, historia Niemiec, Śląska i Polski, historia powstawania Giszowca i Nikiszowca, a co najważniejsze - historie kilku wybranych rodów z Giszowca, które przewijają się i krzyżują przez paskudny wiek XX. Powstało imponujące dokonanie sztuki dziennikarskiej, zachwycająco bogate, zawsze konkretne, ale obiektywne.
     "Nagromadzenie wiedzy, obfitość faktów i całego gąszczu pogranicznych losów ludzi - a zwłaszcza talent autorki - zapierają dech. Książka pani Szejnert da się przyrównać do olbrzymiego meteorytu, który spadł na naszą ziemię. To z całą pewnością dzieło życia" autorki. Dla mnie to arcydzieło w zbiorze śląskiej tematyki, które ukazuje autentyczną magię Górnego Śląska i mądrą filozofię długiego trwania jego mieszkańców .
     Spotkanie trwało trzy godziny.
     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 26 września (sobota) 2015r. o godzinie 15:00. Porozmawiamy o książce Ziemie niczyje Macieja Paterczyka. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






Małgorzata Szejnert
"Czarny ogród"



     Lekturą przewidzianą w rawskim DKK* była książka Małgorzaty Szejnert Czarny ogród. Ponieważ, również dzięki Klubowi, miałem okazję już wcześniej poznać niesamowitą książkę tej autorki Wyspa Klucz, która mimo iż jest opracowaniem historycznym wciągnęła mnie, zachwyciła i oczarowała bardziej niż wiele uznanych dzieł Wielkiej Literatury, więc nieśmiało miałem nadzieję, że i tym razem tak będzie. Zostawiłem sobie na przeczytanie Czarnego ogrodu około tygodnia i okazało się, że był to błąd. Wielki błąd. Nie tylko, że nie zdążyłem na czas, co zdarzyło mi się po raz pierwszy od wstąpienia do DKK, to cała lektura zajęła mi... ponad miesiąc. Dlaczego?
     Oczywiście nie bez wpływu na to był wybuch pięknego lata, wytęsknionej dla ciepłoluba pory roku, umożliwiającej cudowne spacery i inne wycieczki. Głównym jednak powodem była sama książka. Jak to możliwe, że Czarny ogród zabrał mi więcej czasu niż Pismo święte i Trylogia Sienkiewicza razem wzięte?
     Kazimierz Kutz** (podobno, bo widziałem już bardzo różne wersje tego tekstu, choćby tę na LC***, zawierającą zarówno identyczne, jak całkiem odmienne fragmenty niż na okładce mojego wydania, również podpisane jego nazwiskiem) napisał:
     Czarny ogród to historia spółki Giesche, historia Niemiec, Śląska i Polski, historia powstawania Giszowca i Nikiszowca, a co najważniejsze - historie kilku wybranych rodów z Giszowca, które przewijają się i krzyżują przez paskudny wiek XX. Powstało imponujące dokonanie sztuki dziennikarskiej, zachwycająco bogate, zawsze konkretne, ale obiektywne.
     Nagromadzenie wiedzy, obfitość faktów i całego gąszczu pogranicznych losów ludzi - a zwłaszcza talent autorki - zapierają dech. Książka pani Szejnert da się przyrównać do olbrzymiego meteorytu, który spadł na naszą ziemię. To z całą pewnością dzieło życia autorki. Dla mnie to arcydzieło w zbiorze śląskiej tematyki, które ukazuje autentyczną magię Górnego Śląska i mądrą filozofię długiego trwania jego mieszkańców.
     I pod każdym słowem tego posumowania bym się podpisał, ale pod jednym warunkiem że trzeba dopisać dużo więcej. Powyższe bowiem wyjaśnia mniej więcej, dlaczego Czarny ogród stał się podobno opracowaniem wręcz kultowym nie tylko dla Ślązaków, ale w ogóle dla ludzi związanych z tym regionem lub zainteresowanych jego dziejami. Nie wyjaśnia jednak dlaczego wręcz zafascynował mnie, który z przymrużeniem oka spogląda na takie lokalne sprawy, a na ludzkie decyzje i losy na tle procesów społecznych patrzy po części tak, jak biolog na różnorodne zachowania zwierząt w zmiennych warunkach środowiska. Nie wyjaśnia dlaczego ta książka musi usidlić każdego, kto lubi wiedzieć.
     Z reguły książki historyczne zalatują nudą, o ile nie dotyczą tematów, które byłyby dla czytelnika interesujące same z siebie, choćby w formie powieści czy filmu wojny, zbrodni, namiętności, skarbów czy władzy. Z tego też między innymi powodu nie zgadzam się z obiegowym sloganem, że historycy są w stanie nauczyć przeciętnego człowieka czegokolwiek dla niego pożytecznego. Historia nie potwierdza, by sami potrafili wyciągać z niej wnioski na swój własny użytek. Historie państw i ich władców, polityków czy wielkich wodzów nie mają żadnej wartości jako nauka dla ludzi, których losem ma być zwykłe życie. Jak choćby w czasie holocaustu, kiedy polscy ani nawet żydowscy historycy czy inni wykształceni ludzie, obuczeni w historii, wcale nie prognozowali swych losów i nadciągających niebezpieczeństw lepiej niż ciemny chłop granatem od pługa oderwany. Oni się nawet nad tym nie zastanawiali ani do dziś nie zastanawiają, wciąż przedkładając nad pytanie o brak zdolności do antycypacji własnej realnej sytuacji życiowej choćby profesorów krakowskich czy lwowskich w 1939*** problemy decyzyjne Napoleona czy Cezara. Małgorzata Szejnert pokazuje inne opracowanie historii, niezwykle wartościowe dla każdego, od zainteresowanych socjologią i psychologią społeczną, po zwykłych ludzi, którzy chcą wiedzieć co inni im podobni robili, gdy świat się walił. Jakie podejmowali decyzje i dlaczego. Jak ich działania przedstawiała potem oficjalna historia i dlaczego te poglądy się zmieniały oraz w jaki sposób. Tak jak w Wyspie Klucz osią dzieła jest miejsce i związana z nim sytuacja. Tam była to wyspa będąca wrotami do Ameryki i instytucja będąca zamkiem w tych drzwiach. W Czarnym ogrodzie są to miejscowości Giszowiec i Nikiszowiec, stworzone niczym dwa ogrody w różnych konwencjach, ale służące temu samemu panu przemysłowi wydobywczemu i siły, które powołały je do życia.
     Historia Giszowca i Nikiszowca w tradycyjnym, łatwym ujęciu, bezwartościowym dla szerszego ogółu, byłaby zbiorem dat i faktów okraszonym życiorysami co sławniejszych osób z nimi związanych oraz tezami patriotycznymi odpowiednimi dla planowanego odbiorcy czy wydawcy. Małgorzata Szejnert sięga po cały przekrój społeczny postaci zaludniających rejon przez cały czas jego rozwoju, od osób najbardziej znaczących po najmniej historyczne. Od bogaczy i fundatorów, biznesmenów i kupców, przez inżynierów i majstrów, aż do szeregowych robotników i gospodyń domowych. Każdy, o kim zachowały się jakiejkolwiek informacje, może się znaleźć w takiej opowieści, bo każdy miał swój udział w kształtowaniu jej tematu, choćby nawet nic nie robił, tylko umarł przy porodzie. I podobnie jak w Wyspie Klucz, autorka wykonała gigantyczną pracę starając się pociągnąć do końca dzieje każdego, kto choć raz pojawił się na kartach dziejów Giszowca i Nikiszowca, co daje unikalne spojrzenie na powiązanie między kolejami losów państw, narodów i przywódców oraz tych, których zwykle historycy nie postrzegają inaczej jak liczby szarych, zwykłych ludzi.
     Wielką zaletą, jak widzę będącą znakiem firmowym Małgorzaty Szejnert, jest odstąpienie od wszelkich ocen, wartościowana, sympatii czy tym bardziej nienawiści. Mówią fakty, wydarzenia, związki przyczynowo skutkowe. Nawet przypadki mają swoją wymowę. Gdyby usunąć z okładki nazwisko autorki nie można by na podstawie treści określić kto stworzył to monumentalne, zdradzające ogrom włożonej pracy dzieło. Niemiec? Polak? Ślązak?
     Już zaczynacie przeczuwać, dlaczego lektura zajęła mi tyle czasu? Każdy fakt, każdy drobiazg ma swoje znaczenie. Nie tylko w aspekcie historycznym, przyczynowo skutkowym, ale i w dalszych konotacjach. Diabeł tkwi w szczegółach, a drobiazgów Czarnym ogrodzie bez liku. I każdy może wywołać refleksję, skojarzenie, olśnienie. Oczywiście u każdego może być ono inne. Zaprzeczyć jednym ogólnie lansowanym tezom, poprzeć inne. To właśnie prawdziwa historia. Tyle jest historii, ilu jest ludzi.**** Ale by nauczyć się je widzieć, trzeba poświęcić czas na dostrzeganie i rozumienie znaczenia szczegółów. Inaczej na zawsze pozostaniemy rozdarci - czy Ślązacy to Polacy, czy Niemcy?
     Czarny ogród praktycznie nie serwuje żadnych odpowiedzi na żadne pytania, ale daje ogrom materiału do udzielenia sobie wielu, wielu odpowiedzi na bardzo różnorodne dylematy. Refleksje, skojarzenia i wnioski mogą być niezwykle odległe od głównego tematu, ale czyż nie świadczy to o bogactwie tego niezwykłego ogrodu?
     Opatrzona stylową, nawiązującą do klimatu regionu okładką księga jest niezwykle cennym przyczynkiem do tematu w Polsce rozumianego z reguły infantylnie. Patriotyzm, ojczyzna... Co to jest? Dla mieszkańców ziem, w których narodowość była jednością z państwowością, bo okupacja czy nawet zabory były tylko tym właśnie, okupacją i zaborami, a nie zmianą państwowości, sprawa może wydawać się prosta jestem Polakiem, bo urodziłem się w Polsce z matki i ojca Polaka, dziada i babki, wuja i ciotki. Ale to tylko pozór. Co jeśli ktoś ma matkę Polkę, która urodziła się w Niemczech, ojca Niemca, który urodził się Polsce, a w dodatku oboje uważają się za Ślązaków? Co jeśli patrząc po sąsiadach widzi, iż ślepy przypadek różnica jednego lub kilku lat w dacie urodzenia lub kilku kilometrów w miejscu urodzenia może decydować o przynależności do jednego lub innego państwa a nawet narodu? Czy to nie nasze wewnętrzne przekonanie powinno to określać? I refleksja do ilu ludzi dociera, że przypadek decyduje, czy wierzą w Jezusa, czy w Allacha? Wszak przypadek decyduje, że urodzili się pod wpływem kultury chrześcijańskiej, a nie muzułmańskiej. Wyjątkami są objawienia chrześcijańskie w świecie muzułmańskim i odwrotnie, ale ilu ludzi dopuszcza do siebie te oczywiste fakty i ich wymowę? Podobnie jest z patriotyzmem, zdradą, ojczyzną i narodowością, a pięknie pokazują to fakty, których w Czarnym ogrodzie urodzaj niezwykły.
     Szczególnie zaskoczyły mnie relacje o przymusowych (i ochotniczych) wyjazdach na roboty do Niemiec w czasie wojny, które rzuciły całkiem nowe światło na znane mi osobiście z pierwszej ręki świadectwa, które dotąd uważałem za wyjątkowe.
     Ciekawostką, ale niezmiernie ważką, jest choćby casus maści konia gen. Szeptyckiego podczas objęcia Górnego Śląska przez Wojsko Polskie jako przyczynek do podważanej przez socjologów wiarygodności świadków uznawanej powszechnie za tym większą, im więcej jest zgodnych świadectw.
     Wbrew pozorom historia nie jest martwa. Znajdujemy w tomiszczu wiele danych pozwalających analizować choćby kierunek i charakter rozwoju polskiego dzisiejszego kapitalizmu, postaw społecznych, zachowań indywidualnych, itd.
     Niektóre dane, które napotkamy w trakcie lektury, w pierwszej chwili zdają się szokować, jak choćby to, że średnia życia w Giszowcu w 1923 roku wynosiła... 17 lat. Potem dostajemy wyjaśnienie, ale jeśli poświęcimy książce więcej czasu, może dojdziemy i do dalszych wniosków, które mogą się okazać w ogóle niespodziewane nawet dla autorki.
     Wręcz złośliwym komentarzem wobec naszej dzisiejszej rzeczywistości i pomysłów ludzi obecnie rządzących Polską mogą być choćby wzmianki o prorodzinnej polityce koncernu Giesche czy jego systemie kar. A takich perełek jest tyle, że nie sposób ich tu wszystkich choćby nawet wspomnieć.
     Przy tym wszystkim nie brak i wątków wręcz filozoficznych, ogólnoludzkich, jak choćby niezwykle mądra myśl Jana Pawła II na temat pracy i dystrybucji dóbr z niej pochodzących, która na pewno nie przejdzie przez gardło nikomu w mass mediach dzisiejszej demokratycznej Polski, czy piękny napis na frontonie kamienicy przy ul. Ring 20 we Wrocławiu
     CUR VITA LANGUIDEO DURATURA
     CUR VITA STRENUUE PERITURA *****
     Można tak w nieskończoność. Przeplatające się losy ludzkie, skojarzenia łączące różne fakty, krzyżujące się ponad czasem i pokoleniami, pytania i odpowiedzi, refleksje... A wszystko to podane w pięknej polszczyźnie, wyważonej, ciepłej, naprawdę kulturalnej, bo takie właśnie słowo najbardziej chyba jej charakter oddaje, która dla czytelnika jest ucztą nie mniejszą niż język Sienkiewicza. W dzisiejszych czasach badziewia obejmującego również język pisany to naprawdę ewenement . W dodatku w bądź co bądź literaturze faktu, naukowej, historycznej, ale to już chyba znak firmowy autorki, podobnie jak rzetelność, dociekliwość i uczciwość.
     Jak już wspomniałem, okładka prezentuje się idealnie. Klimat, historia, region i symbole tytułu. Pracy wydawniczej w środku też nie sposób zarzucić niedbałość znalazłem dosłownie pojedyncze ślady działalności chochlika drukarskiego. Niestety, jako miłośnika starych fotografii zawiódł mnie mały rozmiar zamieszczonych zdjęć, choć ich ilość i dobór są absolutnie zadowalające. Inna sprawa, że gdyby były większe, dłużej bym się nimi delektował i pewnie bym jeszcze książki nie skończył. Ponarzekać muszę natomiast zdecydowanie na umieszczenie na końcu książki i podpisów do zdjęć, i przypisów (nie tylko bibliograficznych), i Grządek Domowych (rozpiska rodów występujących w opracowaniu). Cztery zakładki w jednej książce, by swobodnie przemieszczać się między treścią, przypisami, podpisami i Grządkami, to zdecydowanie zły pomysł.
     Nauczony doświadczeniem przestrzegam przed sięganiem po tę książkę, jeśli nie możecie poświęcić jej odpowiedniej ilości czasu. Jest jak wyborne wino, które trzeba smakować bez pośpiechu, w odpowiednim kieliszku, towarzystwie i otoczeniu. Pewnie, że można je wychlać z gwinta w bramie, ale na pewno nie będzie wtedy smakować tak samo. Poczekajcie na odpowiedni czas, a wtedy wspomnijcie, że polecam Wam Czarny ogród absolutnie i z pełnym przekonaniem. Już dawno nie czytałem niczego aż tak dobrego

Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka
Woj. łódzkie



     * Dyskusyjny Klub Książki
     ** Kazimierz Julian Kutz (ur. 16 lutego 1929 w Szopienicach) polski reżyser filmowy, teatralny i telewizyjny, scenarzysta filmowy
     *** LubimyCzytać.pl
     **** W 1939 w Krakowie wyższa kadra naukowa stawiła się licznie na zebranie zarządzone przez władze okupacyjne i została aresztowana, we Lwowie biernie czekała na aresztowanie w swych miejscach zamieszkania. Inteligencja i znajomość historii nie pomogły profesorom w podjęciu jedynie słusznej decyzji - o ucieczce.
     ***** Moje ulubione sformułowanie zaczerpnięte z filmu Homeless to Harvard: The Liz Murray Story
     ****** Dlaczego trwa tak leniwie
     Dlaczego tak chyżo przemija


25.09.2015


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z siedemdziesiątego szóstego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 16.05.2015r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej. W spotkaniu brało udział 9 osób. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 14 członków. Rozmawialiśmy o książce Bracia z Vestland Jana Guillou.
     Tę lekturę na majowe spotkanie zaproponował jeden z klubowiczy, Radek. I od razu powiem, że był to strzał w dziesiątkę Jest to pierwsza cześć trylogii zatytułowanej - Złoty wiek. Autora większość z nas kojarzyła z powieści Zło oraz cyklu Krzyżowcy. Jan Guillou jak się okazuje nie przestaje nas zadziwiać różnorodnością tematów. Tym razem przenosi nas w początek XX wieku do Norwegii, Niemiec oraz Afrykańskich kolonii. Jest to czas rozkwitu technicznego, budowy kolei, narodzin przemysłu. Historia trzech braci, dyplomowanych inżynierów, w sposób nierozerwalny z tym wszystkim się wiąże. Każdy z nich podjął się honorowego zobowiązania. Niestety jak często się okazuje życie pisze nam inny scenariusz niż ten który sobie zaplanowaliśmy, a miłość wyznacza nam całkiem nowe ścieżki
     Książka ta jest wprost magiczna, nie można się od niej oderwać, czyta się ją znakomicie. Tło historyczne oddane w sposób mistrzowski jak u Eco, życie oraz oddanie charakteru danej epoki jak u Dołęgi-Mostowicza zaś klimat jak u Zafona a to wszystko w jednym - Bracia z Vestland Jana Guillou. Crme de la crme powieści obyczajowej. Dodam tylko, że już zapadła jednogłośna decyzja by w rawskim DKK doczytać dwie pozostałe części cyklu, czy potrzeba lepszej rekomendacji :)
     Spotkanie trwało trzy godziny.
     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 13 czerwca (sobota) 2015r. o godzinie 15:00. Porozmawiamy o książce Czarny ogród Małgorzaty Szejnert. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






Jan Guillou
"Bracia z Vestland"



     Chyba nie jestem typem fana. Chyba nie potrafię się w nikogo ani w nic zapatrzeć do końca i bezkrytycznie. Na pewno jednak Jan Guillou, najprawdopodobniej najpopularniejszy pisarz szwedzki, jest od dawna moim ulubionym autorem, choć w naszym kraju nie od razu zdobył poczytność. Cykl książek o szwedzkim super agencie Carlu Hamiltonie rozpoczynający się powieścią Coq Rouge od razu podbił me serce i tak już pozostało wszystkie u nas wydane odsłony tej serii uważam za niezwykle udane. Gdy Guillou zmienił totalnie profil swej twórczości wydając czteropowieściowy cykl Krzyżowcy, byłem w szoku, gdyż pomimo diametralnej zmiany czasu, w którym osadził nowe powieści, i oryginalnych, odpowiednich do nich rysów psychologicznych postaci, jednym słowem totalnie nowego pola do popisu, podbił mnie ponownie. Krzyżowcy trafili na półkę z ulubionymi książkami obok wyczynów hrabiego Hamiltona i niezwykle oryginalnej powieści Zło.
     Gdy dowiedziałem się, że Jan Guillou w najnowszej powieści Bracia z Vestland znów podjął wyzwanie, jakim niewątpliwie jest kolejna zmiana epoki, w której osadza się utwór literacki, byłem pełen niepewności, czy i tym razem podoła. Tak więc, gdy tylko egzemplarz Braci, pierwszej powieści składającej się na trylogię Złoty wiek, wpadł w moje ręce, zabrałem się do lektury, by jak najprędzej rozstrzygnąć co było uzasadnione - obawy czy nadzieja.
     Książka w wersji z twardą okładka oraz szytym grzbietem prezentuje się bardzo solidnie i można liczyć na to, że będzie długo służyć. Wewnątrz brak jakichkolwiek ilustracji, co moim zdaniem jest zaletą przy lekturze odwołującej się do wyobraźni czytelnika. Szata graficzna okładki nawiązuje zarówno do polskiego tytułu, jak i oryginalnej wersji językowej (Brobyggarna czyli Remont mostów za automatycznym tłumaczem Google). Symptomatyczne jest, iż nasi rodzimi marketingowcy uznali, że tytuł wiążący się z mostami i remontami w naszym kraju nie będzie chwytliwy, najprawdopodobniej całkiem słusznie zresztą, w Szwecji zaś nie przeszkodził w zajęciu pierwszych miejsc na listach popularności. Daje do myślenia.
     Szkoda, że w pierwszym wydaniu znalazło się kilka literówek i innych błędów, najzupełniej niepotrzebnie trochę psujących lekturę, nawet takich, których na chochlika drukarskiego zrzucić nie można, jak choćby pomylenie menażki z manierką. Muszę też wspomnieć o jakiejś mętności stylu, która mnie zastanawiała w pierwszych rozdziałach książki, a za którą, jak przypuszczam, ponosi winę któryś z tłumaczy. Proza Guillou zawsze charakteryzowała się wyjątkową jasnością, klarownością i jednoznacznością, a tu takie coś. Na szczęście ten niewielki dyskomfort mija w trakcie dalszej lektury styl wyraźnie się poprawia. Szkoda jeszcze, że w książce, o pokaźnej przecież objętości, nie znalazło się miejsce na tłumaczenie obcojęzycznych wstawek czy coś tak banalnego, ale jednak przydatnego, jak spis treści.
     Uwielbiam klimaty skandynawskich sag takich jak niegdyś wielce popularny Rudy Orm. Nawet Krystyna córka Lavransa urzekła mnie, choć kilka razy przy niej usnąłem. Guillou wielce mnie zachwycił Krzyżowcami, w których cudownie ożenił klimat rodem z legend o Wikingach z opowieścią o powstaniu państwa szwedzkiego. Tym razem, w Braciach z Vestland, zafundował nam sagę o biednej rodzinie norweskich rybaków, którą okrutne morze nagle pozbawia głowy, czyli ojca i żywiciela. Saga ta jednak nie rozpoczyna się w zamierzchłych czasach, a Na początku wieku XX! Co najdziwniejsze, jakoś w te całkiem nowożytne przecież czasy udało się wpleść to coś, co stanowi o specyfice opowiadań o skandynawskich herosach. Jak się potoczą losy trójki młodych chłopców półsierot i ich matki nie będę oczywiście zdradzał. Powiem tylko, że poznamy wymagające wielkiego hartu ciała i ducha warunki budowy pierwszych kolei w Afryce i mroźnej Norwegii. Zobaczymy jak wyglądały realia świata przed I wojną światową w oczach Skandynawów z północy, jak funkcjonowało społeczeństwo Norwegii, Niemiec i Niemieckiej Afryki z tamtych czasów. Przygody i wielkie miłości, jakie spotkają trójkę naszych bohaterów, już same w sobie wystarczyłyby na solidną powieść. Nie jest to jednak pozycja godna polecenia osobom szukającym lekkiej, bezmyślnej lektury pełnej tylko i wyłącznie przygód. Ci mogą się nawet poczuć znudzeni, gdyż wielką zaletą, którą z kolei docenią wszyscy inny, jest rys pokrewny szwedzkiej szkole kryminału społecznego, czyli ukazanie problemów i patologii ówczesnego społeczeństwa. Nie bez aluzji do czasów dzisiejszych.
     Początek wieku XX był czasem wielkich nadziei, w głównej mierze związanych z gwałtownie przyspieszającym rozwojem nauki i techniki. Pewna pozorna naiwność tych wyobrażeń jutra widziana oczami ówczesnych ludzi jest oddana tak wspaniale, iż może nawet śmieszyć. Do czasu, gdy najdzie nas refleksja, iż niewiele się w tej materii nauczyliśmy i nic się tak naprawdę nie zmieniło. Widać wyraźnie, i w powieści, i dzisiaj, że nadzieje na ulepszenie świata zawiodły, gdyż tylko nieliczni dorośli do rewolucji w nauce, technice i technologii, a rozwój społeczny też nie nadążył za tymi zmianami. Rozdźwięk między najbiedniejszymi a najbogatszymi zamiast się zmniejszyć, wciąż rośnie.
     Guillou świetnie oddaje realia epoki i ukazuje, że rzeczy, które wydają się nam oczywiste od zawsze, nie zawsze takimi były. Szokuje choćby opis szeregowych latryn stojących na podwórkach miejskich kamienic i przypominających dzisiejsze szeregowe garaże, z tym, że z garaży korzysta jeden samochód, a z każdego z tych kibelków korzystały wspólnie dwie rodziny. Z drugiej strony powieść ukazuje nam, iż pośród mnóstwa rzeczy, które się zmieniły, są i takie, które zmianom nie uległy, i zwłaszcza do tych ostatnich pasuje słówko niestety. Z tej kategorii szczególnie pięknie wytknięte są stare jak świat warunki wejścia do kręgów władzy i wielkiego biznesu, czyli znajomość mechanizmów robienia pieniędzy i kultywowanie wielowymiarowej obłudy.
     Jedną z rzeczy, które uwielbiam u skandynawskich pisarzy jest to, iż w ich twórczości widać, jak w żadnej innej, że Europa wcale nie jest jednolita. Nawet w sferze stereotypów. Finlandia w której uważa się Niemców za naród drobnych hotelowych złodziei (Anioły Śniegu pióra Thompsona Jamesa) jest bardzo oryginalna, ale i Szwecja niewiele jej ustępuje. Już kilkakrotnie w powieściach szwedzkich autorów znalazłem wplecione dygresje o zdecydowanie negatywnej ocenie amerykańskiej wersji demokracji i Guillou również nie zostawia na nich suchej nitki uważając Amerykanów za naród prymitywny i gotowy do każdej podłości. W dodatku wszystkie zarzuty, jakie stawia ich dorobkowi i wkładowi w historię ludzkości niestety są prawdziwe. Dużo bardziej szokujące dla polskiego czytelnika mogą być jednak notki, jakie wystawia innym nacjom - Anglikom, a zwłaszcza najpodlejszym z podłych, czyli Belgom.
     Przy okazji tego wątku zrodziło się we mnie przekorne pytanie refleksja. Dlaczego komunizm i faszyzm są zakazane i potępiane, a monarchia nie? Wszak Leopold II władca Belgii, mając do dyspozycji nieporównywalnie mniejsze środki niż Stalin i Hitler zdołał wymordować porównywalną liczbę ludzi. I nikt nie wypomina Belgom tej historii tak jak Niemcom czy Rosjanom.
     Jak przystało na prawdziwego skandynawskiego mistrza pióra społecznego, mamy tych wątków społecznych i socjologicznych całe mnóstwo. Piękne jest choćby podkreślenie, iż są różne rodzaje inteligencji i mądrości, a człowiek wybitny w jednych dziedzinach może być wręcz infantylny w innych, o naiwności młodości nie wspominając.
     Dla mnie osobiście nie brak smutnych refleksji z tej lektury. Ogólnych, jak choćby przemiana uczciwych, dobrych ludzi w bezduszne maszynki do zabijania i zarabiania pieniędzy, dokonująca się pod wpływem Sytuacji i Systemu, jak by to określił Zimbardo, czy szczególnych, polskich, jak choćby to, że już od wieków społeczeństwa takie jak skandynawskie były skłonne do planowania i inwestowania na wiele lat naprzód w oczekiwaniu na odroczone gratyfikacje, co u nas niestety jest dalej domeną literatury science fiction.
     Przemyśleń o czasie jest więcej. Szczególne trafne jest ukazanie, jak warunki wpływają na jego postrzeganie. Perełką jest porównanie, dosłownie, życia norweskich robotników kolejowych do życia w więzieniu, ze względu na ich mentalne uwięzienie w czasie teraźniejszym.
     Ciekawe jest też spojrzenie na moralność różnych nacji z ich punktów widzenia. Jak choćby to, że w Niemczech normalne było, iż studenci korzystają z burdeli, u nas zaś było to, i jest, zdecydowanie naganne, odwrotnie niż uwiedzenie porządnej panny czy mężatki, co mężczyźnie przydaje nawet pewnego rodzaju powodu do dumy.
     Sposób, w jaki autor przenosi nas w klimaty norweskiej północy i niemieckiej Afryki przywodzi na myśl najlepsze pozycje literatury podróżniczo-awanturniczej. Klasa sama w sobie. A dla mnie subiektywnie prawdziwą perełką i dowodem na wyjątkową wszechstronność pisarza jest opis cesarskich regat w Kilonii. Wątki marynistyczne są wyjątkowo zdradliwe dla wszystkich autorów spoza tego gatunku, a to, co zaserwował Guillou jest wręcz porywające, zwłaszcza dla każdego, kto posmakował, w realu lub choćby literaturze, co to atmosfera regat, wycie wiatru w sztormie i trzask dartych przez szkwał żagli.
     Jak już pewnie się zorientowaliście, kolejna książka trafiła na moją półkę z ulubionymi, do których systematycznie powracam. Polecam gorąco każdemu, choć pewnie nie każdemu musi się spodobać. Jeszcze takiej nie napisano. Warto jednak, by każdy sam się przekonał i ocenił po swojemu.

Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka
Woj. łódzkie



25.05.2015


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z siedemdziesiątego piątego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 25.04.2015r. w sali czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej. W spotkaniu brało udział 6 osób. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 14 członków. Rozmawialiśmy o książce Cmentarz w Pradze Umberto Eco.
     Spotkanie to miało trochę nietypowy przebieg. W związku z tym, iż wszystkie egzemplarze książki trafiły w ręce moich klubowiczy a każdy przeczytany egzemplarz wędrował do kolejnej osoby, gdy nadszedł czas spotkania okazało się, że jedyną osobą bez lektury jestem ja. Taki urok dużego klubu. Postanowiłem więc, że poproszę moich przyjaciół, by zachęcili mnie lub zniechęcili do przeczytania powieści Umberto Eco pt. Cmentarz w Pradze. Po pierwszych wypowiedziach zrozumiałem, że nie znajdzie się osoba w rawskim DKK, która by próbowała mnie w jakikolwiek sposób zrazić do naszej kwietniowej lektury. Wspaniałe tło historyczne, znakomity język, wyraziste postaci oraz ciekawa intryga to cechy które wyróżniają kolejną powieść Eco. Wszyscy zgodnie stwierdzili, iż pisarstwo Umberto Eco chyba nie jest dla początkującego czytelnika. Trzeba mieć pewien bagaż czytelniczy i trochę wiedzy lub chociaż chęci do jej pogłębienia by zmierzyć się z tą powieścią. Reasumując, mnie moi klubowicze podczas dyskusji przekonali, zaś ja zachęcam Was do przeczytania naszej recenzji i oczywiście do zmierzenia się z książką Umberto Eco.
     Spotkanie trwało trzy godziny.
     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 16 maja (sobota) 2015r. o godzinie 15:00. Porozmawiamy o książce Bracia z Vestland Jana Guillou. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho



Umberto Eco
"Cmentarz w Pradze"



     Niektórzy powiedzą, iż wstyd się przyznać, że dotąd moje kontakty z twórczością Umberto Eco ograniczały się od kilkukrotnego obejrzenia głośnej ekranizacji Imienia Róży, ale ja do wstydliwych nie należę. Jakoś nie było mi z powieściami Eco po drodze, ale dzięki mojemu klubowi DKK zmieniło się to, gdyż lekturą kwietnia 2015 był w nim Cmentarz w Pradze.
     Wydanie, które trafiło w me ręce, w solidnej twardej okładce i z klimatyczną grafiką na obwolucie, sugerowało interesującą zawartość na niebanalnym poziomie. Z drugiej strony, postać widniejąca na froncie kojarzyła mi się z kanonem płaszcza i szpady, za którym zbytnio nie przepadam, a tytuł kompletnie nie brzmiał dla mnie intrygująco. Nie wiedząc więc, czego się w gruncie rzeczy spodziewać, rozpocząłem lekturę.
     Protagonistą powieści jest Simonini, syn Francuzki i zafascynowanego Garibaldim Włocha o demokratycznych zapatrywaniach. Wychowuje się jednak pod przemożnym wpływem dziadka, fanatycznego antysemity i konserwatysty. Zrządzenia losu sprawiają, że zostaje fałszerzem, w czym okazuje się prawdziwym geniuszem, a z czasem równie utalentowanym prowokatorem i zabójcą. Pracuje dla każdego, kto płaci, kto dobrze płaci. Opowieść o perypetiach jego żywota, przypadającego na burzliwy wiek XIX, ukazuje nam tak znane i dramatyczne wydarzenia jak walki o zjednoczenie Włoch czy rewolucyjne wrzenie we Francji. Pojawiają się głośne wątki tamtych czasów, choćby Afera Dreyfusa czy powstanie Protokołów Mędrców Syjonu. Osoba głównego bohatera jest jedyną fikcyjną z mnóstwa znaczących postaci, którymi Umberto Eco zaludnił karty powieści. Fabuła jest niezwykle mocno oparta w faktach historycznych, a luki między nimi wypełnione zostały fikcją literacką z takim kunsztem, że bez natężonej uwagi i konkretnej wiedzy niełatwo wytyczyć granicę między nimi. No właśnie. Wszystko to brzmi pięknie, ale jak się to czyta?
     Warsztat pisarski na poziomie mistrzowskim i nie można mu niczego zarzucić. No właściwie zawsze można każdemu coś zarzucić. W tym wypadku dość często podnosi się wulgaryzmy. Ja jednak uważam, że te akurat zarzuty są wyraźnie infantylne, podobnie jak powieści wojenne, opowieści o piratach, czy innych podobnych wydarzeniach i środowiskach, w których bohaterowie posługują się językiem literackim i używają słów, których naprawdę nawet by nie zrozumieli. Wulgarni ludzie i ludzie w określonych okolicznościach używają wulgarnego języka. Sam jednak miałem zastrzeżenia, choćby wobec męczących szczegółowością detali kulinarnych czy zajmującego ponad pół strony wymieniania oficjalnych tytułów wielkiego mistrza loży masońskiej. Na szczęście zaletą rozmów o książce z żywymi ludźmi jest luźniejsza i szybsza wymiana wrażeń, niż choćby za pośrednictwem Internetu, więc porównując swoje myśli z odczuciami innych, dla których te tasiemcowe niuanse kulinarne były zaletą, doszedłem do sedna.
     Cmentarz w Pradze jest lekturą niezwykle wymagającą. Nie nadaje się na propozycję dla odbiorcy dopiero rozpoczynającego swoje spotkanie z czytelnictwem, ale nawet od wyrobionego książko luba żąda, by poświęcić się tylko jej. Nie czytać jej z doskoku, czy drugim okiem oglądając telewizję. Bogactwo szczegółów w każdym aspekcie wymaga, by przeskoczyć ponad ograniczeniami własnych zainteresowań i w pełni smakować wszystkie aspekty tej złożonej literackiej konstrukcji. Ja za pierwszym razem podszedłem do niej zbyt lekko, doceniłem więc to, co mnie pasjonuje samo z siebie, czyli wątki psychologiczne i socjologiczne, historyczne i polityczne, a nużyły mnie obce moim fascynacjom niuanse sztuki kulinarnej. Tymczasem wszystko w budowie tej powieści ma swoje miejsce, co łatwo zrozumieć próbując sobie ją wyobrazić bez któregoś elementu.
     Nie jest na pewno dzieło Umberto Eco powieścią przygodową, choć żywot protagonisty zawiera tyle dramatycznych wydarzeń, że na taką by wystarczyło. Szczególna konwencja w jakiej książkę napisano, a której idei tutaj nie zdradzę, wyraźnie wskazuje, że nie o afery czy sensacje w niej chodzi. Nawet nie o to, by była to powieść historyczna, choć jest nią niewątpliwie.
     O czym więc jest, lub też czym jest? W moim odczuciu jest przesłaniem i przestrogą. Przede wszystkim przestrogą przed siłą, uniwersalnością i użytecznością nienawiści. Głównego bohatera najczęściej definiuje się jako antysemitę. Ale on nie jest antysemitą; on nienawidzi wszystkich. Zwróćmy uwagę, jak definiuje znienawidzonego Żyda. Opisując go używa porównań z innymi narodami wyraźnie ukazujących, że nimi też pogardza. Nienawidzi też masonów i jezuitów, i Bóg wie kogo jeszcze. Inna sprawa, że w życiu też tak często bywa antysemita, ksenofob lub inny -fob, jest zwykle nosicielem jeszcze wielu innych odmian nieuzasadnionej, uogólnionej wrogości. Taka bezmyślna, ideowa nienawiść nie do konkretnego człowieka, ale do zdehumanizowanej etykiety, jest świetnym narzędziem i jest bardziej zaraźliwa niż broń biologiczna. Tutaj pojawia się profesja Simoniniego, czyli fałszerstwo i prowokacja. Na hasło teoria spiskowa reagujemy niczym na ostrzeżenie, że ktoś jest niespełna rozumu. Tymczasem często mianem teorii spiskowych określa się wydarzenia lub elementy wydarzeń, które faktycznie miały miejsce, co odbiera siłę nauczce, jaką wiedza o nich powinna nieść. Z drugiej strony, elementem prawdziwych spisków było często tworzenie owych teorii spiskowych jako specyficznych narzędzi polityki, władzy i socjologii, jak choćby wspomniane już Protokoły Mędrców Syjonu. Mam wrażenie, że wielu czytelnikom, szczególnie w Polsce, ucieka puenta w postaci stwierdzenia zawartego w zakończeniu książki:
     Powiedzmy sobie otwarcie: Simonini jeszcze obraca się wśród nas.
     Wolimy myśleć, że prowokatorzy gotowi na żądanie wywołać każdą masakrę i fałszerze gotowi sfałszować każde świadectwo byli tylko w XIX wieku i przymykamy oczy na to, że od Powstania Warszawskiego rozpoczętego sfałszowanym meldunkiem* do inwazji USA na Irak rozpoczętej od sfałszowanych danych o posiadaniu przezeń broni masowego rażenia, wciąż mamy dowody na to, że Simonini jest wśród nas i, podobnie jak w powieści, nigdy nie odpowiada za swe zbrodnie.
     Jest również Cmentarz w Pradze ostrzeżeniem przed patriotyzmem jako wdzięcznym narzędziem do szerzenia nienawiści, bez którego nie można sobie wyobrazić nowożytnych wojen; wojen narodów, a nie władców. Nie chodzi tutaj o patriotyzm objawiający się w gotowości do pozytywnej pracy na rzecz własnego kraju czy narodu, a o znacznie powszechniejsze użycie tego słowa, czyli gotowość do zabijania i dania się zabić w imię interesów tych, którzy patriotyzm uważają za takie właśnie narzędzie władzy:
     ...patriotyzm to ostatnie schronienie łajdaków; ludzie bez zasad moralnych owijają się zwykle sztandarem, a bękarty powołują się zawsze na czystość swojej rasy. Narodowa tożsamość to jedyne bogactwo biedaków, a poczucie tożsamości oparte jest na nienawiści - na nienawiści wobec tych, którzy są inni. Należy podsycać nienawiść, jest cnotą obywatelską. Wróg to przyjaciel ludów. Potrzeba zawsze kogoś, kogo się nienawidzi, aby dzięki temu uzasadnić własną nędzę.
     Oczywiście jest w tej książce wiele jeszcze innych aspektów, które zmuszają do myślenia, zachęcają do poszerzenia własnej wiedzy (już poza tą lekturą), do krytycznego i racjonalnego myślenia o rzeczach, które aż nazbyt często przyjmujemy na wiarę.
     Nie zachęcam do tej lektury nikogo, który nie przeczytał w życiu przynajmniej stu książek (nie licząc podręczników) i kto nie jest gotowy przez pewien czas poświęcić się tylko i wyłącznie jej; bez telewizora czy radia w tle, bez zbyt długich przerw czy innych lektur w międzyczasie. Pozostałym polecam absolutnie szczerze i gorąco.

Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka
Woj. łódzkie


* meldunek pułkownika Antoniego Chruściela o rozpoczęciu walk oddziałów sowieckich na Pradze


25.04.2015


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z siedemdziesiątego czwartego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 14.03.2015r. w sali konferencyjnej Miejskiej Biblioteki Publicznej. W spotkaniu brało udział 10 osób. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 14 członków. Rozmawialiśmy o książce Zero, zero, zero Roberta Saviano.
     Po przeczytaniu Gomorry spodziewaliśmy się, że Savino wciągnie nas po raz drugi w niezwykły, niebezpieczny i mroczny świat mafii. Tymczasem po powieściowo napisanej pierwszej książce, którą czyta się znakomicie w nasze ręce trafił raport, masą danych liczbowych, miejsc, nazwisk. Poruszamy się po m.in. Meksyku, Kolumbii, Boliwii i przez to wszystko czyta się to okropnie. Autor zalewa nas tym wszystkim, nadmiar informacji i koligacji powoduje w czytelnikach pewien rodzaj dezorientacji. Szkoda, ponieważ gdybyśmy dostali to wszystko podane w formie Gomorry byłoby to mega ciekawe. Świat narkotykowej mafii, formy przerzutów, korupcja. Niestety jak mówi przysłowie Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki a w tym przypadku bardziej nikt nie wpuści Cię do niej, wcześniej Saviano poznał ten świat od środka teraz napisał tak jak wspomniałem znakomity raport dla policji i prokuratury. Reasumując, książka dla zainteresowanych tym tematem.
     Spotkanie trwało trzy godziny.
     Wszystkie informacje na temat rawskiego DKK zamieszczane są na stronie internetowej biblioteki (www.rawamaz.e-bp.pl) w linku o tej samej nazwie. Kolejne spotkanie zaplanowane jest 25 kwietnia (sobota) 2015r. o godzinie 15:00. Porozmawiamy o książce Cmentarz w Pradze Umberto Eco. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






Roberto Saviano
"Zero zero zero. Jak kokaina rządzi światem"



     Lekturą marca 2015 w rawskim DKK* była książka Zero zero zero Roberta Saviano. Jakiś czas temu na klubowym warsztacie gościł prześwietny dokument utrzymany w oryginalnej formie świadectwa, czyli osławiona Gomorra tego autora, więc obiecywałem sobie i tym razem prawdziwą ucztę czytelniczą
     Już od pierwszych stron miałem wrażenie, że to nie ten sam autor. O ile Gomorra wciągała, wręcz zniewalała czytelnika, i pomimo dużej ilości faktów czytało się ją szybko, to przy Zero zero czytelnik co chwilę się zacina. Pod względem stylistycznym Gomorra nie aspirowała do literatury wysokich lotów, ale też nie prowokowała do krytycznych uwag w tym względzie. Wszystko było podporządkowane głównemu celowi, czyli przesłaniu, które niosła, i wypadło to bardzo profesjonalnie. Tym razem mamy do czynienia z jakimiś ciągotkami ku barokowym wręcz językowym zdobieniom, niestety nie tylko że niezbyt z reguły udanym, to miejscami wręcz tak żałosnym, iż trudno dociec co artysta miał na myśli. Momentami mamy nawet do czynienia z fragmentami godnymi humoru zeszytów, a w innych to zwykły bełkot. Czy to Saviano tak się odmienił, czy też zasługa innego tłumacza? Nie potrafię rozstrzygnąć. Na szczęście tragicznie jest tylko momentami.
     Gomorra, porównania nasuwają się same z siebie, miała wyraźną główną tezę nowoczesna mafia rodem z Neapolu, której idea ogarnia powoli cały świat, to nie hierarchiczna i skodyfikowana organizacja la don Corleone, ale luźna sieć doraźnych, przenikających się biznesów różnego kalibru, w której jedynym kryterium jest zysk. Zysk, który jest ostatecznym miernikiem, gdy trzeba uzasadnieniem, gdy trzeba rozgrzeszeniem. Zysk, który sprawia, że z nielegalnymi biznesami łączą się legalne, a mafia niczym nieoperacyjny rak przerasta rynek, gospodarkę, politykę i struktury państwa. I tu dochodzimy do głównego zarzutu wobec Zero zero, przy którym wpadki stylistyczne są mało ważne. Główne przesłanie, które w Gomorze było czytelne i jasne, tym razem ucieka, rozmydla się, trzeba go naprawdę usilnie się doszukiwać, co wcale nie jest łatwe.
     W omawianej książce Saviano ukazuje nam potęgę narkobiznesu, która ucieka świadomości większości ludzi, rządów i społeczeństw oraz zagrożenia, które wynikają z ciągłego wzrostu tej branży. Jedynej, która nie obawia się kryzysów, dewaluacji, wojen i zmian prawnych. Opisuje nam historię, która do tego doprowadziła, a więc dzieje karteli z Ameryki Południowej, jak również rolę Stanów, które nie zawsze były ikoną antynarkotykowej krucjaty. Z natury rzeczy książka pełna jest więc przykładów bestialstwa i okrucieństwa szokującego większość czytelników. To przykuwa uwagę jednych odbiorcóww, a blokuje percepcję innych. I rzeczy ważne uciekają.
     Wydawać by się mogło, że Zero jest zaprzeczeniem tez Gomorry narkobiznes, zwłaszcza na wysokich szczeblach, to klasyczna mafia o wyraźnych strukturach i podziale władzy. Niełatwo zauważyć, że to dotyczy tylko pionu od producenta to dystrybutora. Cała reszta, reszta tylko z nazwy, bo w rzeczywistości równie niezbędna jak sam towar, to już schemat luźnych biznesów, najczęściej zalegalizowanych, mających na celu pranie pieniędzy a także wykonywanie innych zadań, bez których całość funkcjonować by nie mogła. Tutaj widzimy już rzeczywistość znaną z Gomorry uczciwych przedsiębiorców, sędziów, urzędników i bankierów, którym w razie wpadki nawet nie można zarzucić udziału w zorganizowanej przestępczości, gdyż jedynie doraźnie ulegli złu. A jednak bez ich pomocy to zło istnieć by nie mogło. To jednak jakoś ucieka pod natłokiem opowieści o narcos.
     Brak struktury, która prowadziłaby czytelnika i porządkowała książkę oraz nadawała jej wymowę jest wielkim niedostatkiem, który sprawia, iż prawie niczym nie różni się ona od zbioru mniej lub bardziej luźno połączonych ze sobą notatek prasowych wrzuconych do pudełka z nadzieją, że czytelnik sam wyciągnie z nich wnioski. Książka przypomina kogoś, kto z chęci podania rozmówcy wszelkich możliwych dowodów jednocześnie zaprzepaszcza szansę na to, by wyartykułować to, co chce nimi udowodnić, gdyż przytłoczony masą faktów odbiorca nie jest już w stanie ogarnąć ich wymowy.
     A jaka jest wymowa Zero zero zero? Zasadniczo taka, że po epokach złota i korzeni, ropy i innych, nastała epoka kokainy i syntetycznych narkotyków. To rynek, który odgrywa z każdym rokiem większą rolę w światowej, a zwłaszcza zachodniej gospodarce, który może decydować o wyjściu, lub nie, obronną ręką z kryzysu, który powoduje erozję podstaw demokracji i państwowości, przez co w konsekwencji może być większym zagrożeniem dla naszego świata takiego, jakim go znamy, niż islam czy hegemonistyczne dążenia Rosji albo Chin.
     Pomimo więc wszystkich swych wad, jest nowa książka Roberta Saviano niezwykle wartościowa. Porusza tematykę raczej pomijaną w dzisiejszych mediach, a mogącą w niedalekiej przyszłości stać się jednym z najważniejszych problemów Zachodu. Szkoda, że Saviano ledwo to zasygnalizował na samym końcu, tak lekko, że większość zmęczonych czytelników w ogóle tej puenty nie zauważa.
     Narkotyki są w biznesowym sensie jak alkohol. Do czego prowadzi prohibicja Stany Zjednoczone już przerabiały. Szkoda tylko, że nikt nie wyciąga z tej nauczki wniosków. Prawie wszystkie państwa, za nielicznymi wyjątkami, prowadzą z góry przegraną wojnę próbując walczyć z nielegalnym rynkiem narkotyków. Stany odstąpiły od prohibicji zanim mafia stała się silniejsza niż samo państwo. Pytanie, które mi się nasuwa, to czy ten moment już nie minął, jeśli chodzi o narkotyki? Czy aby same lobby przemysłu narkotykowego nie jest zainteresowane w utrzymaniu jego nielegalności? To powoduje straty i zagrożenie, ale zarazem zapewnia stopę zysku, której nie oferuje żaden inny produkt ani żaden inny biznes na świecie.
     Dlaczego taki tytuł książki? Niektórzy wiedzą, ale tym, którzy nie, nie zdradzę. Niech doczytają sami.
     Zero zero zero jako gotowe opracowanie, jako kompletny i skończony dokument, wypada bardzo słabo. Ta książka nie jest też dla smakoszy z aspiracjami do delektowania się Wielką Literaturą Piękną ani nie poprawi nikomu samopoczucia. Jednak jako kopalnia faktów oraz interesujących ciekawostek i materiału do przemyśleń, jako zbiór pytań domagających się odpowiedzi i dylematów moralnych do rozstrzygnięcia, jest pozycją niezwykle wartościową i absolutnie wartą poznania dla wszystkich, którzy lubią wiedzieć i rozumieć, więc polecam ją każdemu gorąco

Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka
Woj. łódzkie


19.03.2015


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z siedemdziesiątego trzeciego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 21.02.2015r. w sali konferencyjnej Miejskiej Biblioteki Publicznej. W spotkaniu brało udział 10 osób. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 14 członków. Rozmawialiśmy o książce Śpiewaj ogrody której autorem jest Paweł Huelle.
     Ostanie spotkanie w naszym DKK było wyjątkowe. Instytut Książki ponownie docenił naszego klubowicza, Radosława Magierę, przyznając mu tytuł Superrecenzenta 2014 roku. Prestiżowy tytuł i nagroda trafiła w ręce naszego klubowego z czego jesteśmy niezmiernie dumni. Recenzje Radka zwyciężały trzykrotnie w kategorii recenzja miesiąca, Więzień nieba C.R. Zafon ; Wyspa klucz M. Szejnert oraz Zabić drozda Harper Lee . Nagrodą za recenzje miesiąca są książki, zaś za tytuł SUPERRECENZENTA Radosław Magiera otrzymał pięknego złotego (chodzi o kolor J ) iPoda Shuffle z logo Instytutu Książki. Tak brzmiało uzasadnienie decyzji jury Instytutu: Za czasami drapieżne i ironiczne, lecz zawsze pełne celnych uwag i dobrze skonstruowane recenzje, w których autor potrafić stopniować napięcie do ostatniego akapitu. My się bardzo cieszymy i gratulujemy Radkowi, zaś ja osobiście mam nadzieje, że liczba pisanych recenzji w naszym Klubie wzrośnie J
     Nieskromnie dodam, iż jest to siódme wyróżnienie dla Rawskiego DKK !!!
     Po gratulacjach nadszedł czas na clou naszego spotkania, czyli na dyskusję o powieści Pawła Huelle Śpiewaj ogrody. Po znakomitej ostatniej lekturze (Ciemno, prawie noc Joanny Bator) nasz czytelniczy apetyt został pobudzony do maksimum. Daniem głównym do zaspokojenia go, miała być właśnie książka Pana Pawła. Zapowiadało się nieźle, że zacytuję naszego superrecenzenta Śpiewaj ogrody to dość luźna opowieść w kanonie narracji pierwszoosobowej napisana w formie wspomnień młodego chłopca, Polaka. Narrator jest tylko rejestratorem oraz przekaźnikiem tego co widzi i słyszy. Żadną miarą nie jest on głównym bohaterem powieści. Wiodących postaci jest kilka Greta, Niemka, która pozostała w Polsce po przyłączeniu Gdańska do macierzy, jej mąż zafiksowany na punkcie zaginionej opery Wagnera, woźnica Bieszke wprowadzający wątek historii narodowości kaszubskiej w trudnych czasach po- i wojennych. Głównych elementów fabuły też jest kilka, od muzyki, szczególnie Wagnerowskiej, przez narodowe perypetie przedstawicieli różnych nacji w czasach przed, po i w trakcie II Wojny Światowej, aż po seryjne zabójstwa na tle seksualnym. . Ile tu tego, autor chyba niestety nie podołał wielowątkowości swojej powieści. Każda z historii jest przez to niekompletna, niedopowiedziana Co do języka, Śpiewaj ogrody to zbiór pięknych zdań ale niestety bez ducha. Jedyny fragment który budzi jakiekolwiek emocje to historia francuskiego seryjnego mordercy, niestety nie rozwinięty, zagubiony gdzieś w meandrach ulic Gdańska i terminologii muzycznej. Książka musi budzić jakieś emocje a nie być zbiorem tego co w dobrej powieści powinno się zawierać. Śpiewaj ogrody Pawła Huelle w oczach klubowiczy wypadło przeciętnie, krótko mówiąc można przeczytać ale jeżeli macie na podorędziu coś ciekawszego
     Spotkanie trwało ponad trzy godziny.
     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 14 marca (sobota) 2015r. o godzinie 15:00. Porozmawiamy o książce Zero, zero, zero Roberta Saviano. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






Paweł Huelle
"Śpiewaj ogrody"


     
     Książka śpiewaj ogrody pawła huelle była lekturą przewidzianą na luty 2015 roku w moim, czyli rawskim, oddziale DKK*. I dobrze, gdyż sam bym po nią nie sięgnął. Odrzucało mnie pisanie małą literą tytułu i nazwiska oraz imienia pisarza. To dla mnie sztuczny i niesmaczny chwyt marketingowy, w dodatku chybiony, ale skoro taka maniera się autorowi podoba, pozwolę sobie zawsze tak jego godność odtąd zapisywać. Szata graficzna też nie w moich klimatach, podobnie jak kanon prezentowanej na okładce urody. Skoro jednak lektura obowiązkowa, to trzeba przeczytać.
     Po nie najlepszym wrażeniu, jakie wywarła na mnie okładka, zaraz na pierwszych stronach ubodło mnie złe tłumaczenie z kaszubskiego i nie rozszyfrowane skróty. Nie odebrałem tego jako braku kompetencji autora, raczej jako niechlujność i lekceważenie czytelnika. Potem było już nieco lepiej.
     Śpiewaj ogrody to dość luźna opowieść w kanonie narracji pierwszoosobowej napisana w formie wspomnień młodego chłopca, Polaka. Narrator jest tylko rejestratorem oraz przekaźnikiem tego co widzi i słyszy. Żadną miarą nie jest on głównym bohaterem powieści. Wiodących postaci jest kilka Greta, Niemka, która pozostała w Polsce po przyłączeniu Gdańska do macierzy, jej mąż zafiskowany na punkcie zaginionej opery Wagnera, woźnica Bieszke wprowadzający wątek historii narodowości kaszubskiej w trudnych czasach po- i wojennych. Głównych elementów fabuły też jest kilka, od muzyki, szczególnie Wagnerowskiej, przez narodowe perypetie przedstawicieli różnych nacji w czasach przed, po i w trakcie II Wojny Światowej, aż po seryjne zabójstwa na tle seksualnym. No właśnie.
     Zwykle wielowątkowość uznaję za zaletę, ale tylko wtedy, gdy wynika ona logicznie z innych aspektów dzieła literackiego i tworzy spójną całość z innymi elementami. Tym razem jednak tak nie jest. Choć postacie są zarysowane przekonująco i z prawdziwym kunsztem, to niektóre z nich sprawiają wrażenie wzbogacania powieści na siłę, niczym po lekturze poradnika typu jak stworzyć bestseller w pięć minut. Szczególnie postać i perypetie francuskiego seryjnego mordercy, które byłyby dobrym materiałem na samodzielną powieść, są wyraźnym dysonansem w porównaniu do reszty książki o zdecydowanie innym charakterze.
     Dla niektórych głównym wątkiem, który zabiera niezwykle wiele miejsca i przesłania świetną warstwę historyczno-obyczajową oraz urokliwy, miejscami dramatyczny, miejscami nostalgiczny klimat gdańskich wspomnień, jest muzyka Wagnera i proces tworzenia. Niestety, w mojej ocenie tutaj właśnie autor poległ na całej linii. Epatuje czytelnika technikaliami mającymi sugerować wielką wiedzą muzyczną, na co wielu daje się złapać, choć dociekliwi mogą to wszystko wyczytać w Internecie. Wystarczy jednak porównać wersję w wykonaniu huelle, drętwą i suchą, prawdopodobnie kompletnie niestrawną dla czytelnika niesiedzącego w temacie, z wizją malarskiego procesu twórczego, który ukazał Stephen King w swej powieści Ręka mistrza, wręcz porywającą nawet odbiorcę, który dotąd miał co najwyżej blade pojęcie o malarstwie, by zobaczyć przepaść między tym, co huelle stworzył, a tym, czego byśmy oczekiwali.
     Śpiewaj ogrody ma aspirację do Wielkiej Literatury. Szkoda, że nie bardzo uzasadnione. Taki styl:
     Kula trafiła w łydkę mego ojca.
     za moich czasów był powodem do śmiechu nawet przy ocenianiu prac uczniów późnych klas szkoły podstawowej i nigdy się nie dam przekonać, że można wybaczyć podobne wpadki profesjonaliście, który ma w dodatku do pomocy cały zespół ludzi współtworzących finalny produkt wydaną książkę.
     Gdyby to słowo często się przejawia, gdy analizuję me wrażenia po skończonej lekturze śpiewaj ogrody. Gdyby autor się ograniczył do klasycznej powieści historyczno-obyczajowej, może nie miałby ułatwionej akcji marketingowej, ale w dłuższym okresie czasu powieść pewnie lepiej by się obroniła w rankingu wartościowych pozycji. Gdyby odważył się na bardziej wnikliwe obserwacje społeczne i socjologiczne z okresów wielkich przemian, zamiast podłączać się pod etos górników i stoczniowców, pod stereotypy i antykomunistyczną propagandę, może zdołałby stworzyć coś wartościowego dla przyszłych pokoleń. Gdyby...
     A wielka szkoda, gdyż rzecz jest do przeczytania, nawet do miłego przeczytania. Uważny czytelnik znajdzie obok myśli trywialnych i płytkich haseł również dociekliwe uwagi i głębokie refleksje, ale ta konieczność oddzielania ziarna od plew...
     Jak ktoś gdzieś kiedyś powiedział lub napisał, nie pamiętam kto i gdzie, ale bardzo mi się to spodobało, zabrakło też klucza, którym jest umiejętne przetworzenie elementów własnej rzeczywistości na obraz jednostkowy i uniwersalny zarazem. Wszystko się rozmyło, pogubiło. Obraz utracił ostrość, a refleksje jednoznaczność i prawość. W dążeniu do stworzenia hitu wydawniczego przepadła szansa na eksportowalność, na książkę, która pokaże innym narodom polskie widzenie świata w skomplikowanych momentach historii. Bardzo tego żałuję

Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka
Woj. łódzkie


19.02.2015


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z siedemdziesiątego drugiego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 17.01.2015r. w sali konferencyjnej Miejskiej Biblioteki Publicznej. W spotkaniu brało udział 8 osób. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 12 członków. Rozmawialiśmy o książce Ciemno, prawie noc której autorką jest Joanna Bator.
     Tym razem w rawskim DKK książka z polecenia naszej klubowej koleżanki Sylwii - Ciemno, prawie noc. Joanna Bator jest laureatką Nagrody Literackiej Nike właśnie za tę książkę. Nasza przygoda z powieściami nagradzanymi jest dość bogata, lecz jak pokazały dyskusje, nasze zdanie na ich temat było często rozbieżne z decyzją kapituły danej nagrody. W bieżącej chwili, czyli po przeczytaniu tej książki, możemy śmiało powiedzieć, iż Pani Joannie Bator w pełni się ta nagroda należała !!!
     Ciemno, prawie noc jest praktycznie książką doskonałą, znakomity styl i język a treść crme de la crme. Joanna Bator akcję swojej powieści umieszcza w Wałbrzychu, to jej rodzinne miasto, oraz w pobliskim Zamku Książ. W Ciemno, prawie noc mamy wszystko i wspaniały opis społeczeństwa, intrygę kryminalną a wszystko to w mistycznej aurze pereł księżnej Daisy i jej kociar. Akcja rozgrywa się na przełomie ponad 70 lat, od czasów II Wojny Światowej do współczesności. Każdy kolejny element jest wprowadzany przez autorkę z pełną świadomością. Wszystkie wątki prowadzone są jednocześnie by spotkać się we wspaniałym zakończeniu. Kolejne historie oświetlają drogę, w momencie w którym moglibyśmy się zgubić pojawia się rozdział z opowieścią która wnosi kolejne fakty ułatwiające zrozumienie sensu w tej niebanalnej i mocnej literaturze. Cała książka jest ubarwiona przepięknymi słowotworami, Joanna Bator bawi się językiem w sposób mistrzowski a rozdziały w kształcie forum internetowego cudo. Ciemno, prawie noc Joanny Bator to magia - Zafona, intryga Krajewskiego, życie Hłaski. Gorąco zachęcamy całym naszym czytelniczym sercem !!!
     Spotkanie trwało ponad trzy godziny a dyskusja była godna przeczytanej powieści.
     Wszystkie informacje na temat rawskiego DKK zamieszczane są na stronie internetowej biblioteki (www.rawamaz.e-bp.pl) w linku o tej samej nazwie. Kolejne spotkanie zaplanowane jest 21 lutego (sobota) 2015r. o godzinie 15:00. Porozmawiamy o książce Śpiewaj ogrody Pawła Huelle. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






Joanna Bator
Ciemno, prawie noc



     Chyba każdy książkolub, czyli lubiący czytać, nie mylić z lubiącymi posiadać książki, po pewnym czasie dorabia się własnego algorytmu, według którego dobiera sobie lektury. Jedni polują na literaturę ambitną, drudzy na nowości, trzeci mają swój ulubiony gatunek, a jeszcze inni kierują się odmiennymi, sobie tylko wiadomymi, a często i nieuświadomionymi upodobaniami. To niestety ogranicza, a trudno się wyrwać z okowów własnych preferencji. Tym bardziej, jeśli kolejne próby sięgnięcia po coś nowego kończą się zawodem. Dyskusyjny Klub Książki jest świetnym lekiem na to swoiste czytelnicze skostnienie. Raz w miesiącu klubowicze są zmuszeni przeczytać wybraną przez ich oddział lekturę, często taką, po którą nie tylko sami by nie sięgnęli, ale nawet by jej nie tknęli, gdyby dostali w prezencie. To jedna z wielu zalet klubów dyskusyjnych, w których spotykają się żywi ludzie.
     Lekturą stycznia 2015 roku w Rawskim DKK była powieść Joanny Bator Ciemno, prawie noc. Nie powiem, żebym się do tej książki palił. Wiedziałem, że autorka znana i nagradzana, ale już tak to u nas bywa, że nie zawsze co polskie i wychwalane, to od razu dobre. No, ale w końcu wziąłem do ręki to dość opasłe tomisko, ponad pół tysiąca stron bez ilustracji, i się zaczęło.
     Początek nie był zachwycający. Narrator pierwszoosobowy, tożsamy z reporterką Alicją Tabor, która jest główną bohaterką powieści, sugeruje iż jej przemyślenia, a zwłaszcza wrażenia i sposób widzenia świata, są skojarzone z prezentowanymi przez autorkę. W tym świetle budził mój sprzeciw sposób, w jaki odmalowano realia robotniczego Wałbrzycha, w którym akcję opowieści umiejscowiono, klimat w jakim odmalowano choćby podmiejskie pociągi pracownicze i ludzi nimi podróżujących, które ja pamiętam zupełnie inaczej. Nie spodobało mi się również, iż autorka zbytnio generalizuje i powiela pewne schematy nadając im status prawd ostatecznych. Jednocześnie jednak już od pierwszych stron było w tej lekturze coś, co wskazywało, że nawet gdyby nie była obowiązkową pozycją w menu DKK, i tak czytałbym dalej.
     Konstrukcja intrygi wydaje się w swych zarysach prosta i nieco szablonowa; na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie, iż nie rokuje na nic interesującego. W Wałbrzychu zaczynają ginąć dzieci i to jest głównym powodem przyjazdu do miasta Alicji, zamierzającej napisać reportaż na ten temat, a w nieśmiałych marzeniach, przy okazji, rozwiązać tę zagadkę. Okazuje się jednak, że to tylko szkic, który pisarka wypełnia wielowątkową, mistrzowsko wręcz skomponowaną fabułą, w której każdy element ma swe miejsce i cel.
     Mocną stroną całości jest mroczny klimat, przypominający wstępne części najlepszych horrorów, na szczęście bez infantylnych potworów i nadprzyrodzonych emanacji. Staje się on perspektywą podkreślającą napięcie społeczne związane z zaginięciami dzieci na które nakładają się bezrobocie i jego następstwa, napięcia religijne i obyczajowe oraz tendencje rasistowskie.
     Umiejętnie wpleciony w dzisiejszą historię wątek tajemniczej przeszłości zamku Książ i legendy o zaginionych perłach jego ostatniej właścicielki, księżnej Daisy* oraz poszukiwań legendarnego skarbu sprawiają, iż teraźniejszość staje się tylko momentem oddzielającym przeszłość od przyszłości i nadaje przeszłości kluczową rolę w kształtowaniu tego, co ma nadejść.
     Liczne są elementy powieści gotyckiej, momentami bliższej powieści historycznej, momentami z rysami terror nowel. Splecione są w mistrzowsko dopasowanych proporcjach ze współczesnym wątkiem kryminalnym. Ważną rolę odgrywa także historyczne oraz teraźniejsze celnie ukazane tło społeczne, całość zaś daje oryginalną i niepowtarzalną atmosferę, jakiej próżno szukać u innych autorów.
     Powieść podejmuje ważkie problemy moralne. Walka dobra ze złem, pytanie o przyczyny zła, o następstwa zła doznanego lub wyrządzonego w przeszłości. Bardzo ciekawym i udanym zabiegiem jest wprowadzenie kotojadów jako konkretyzacji zła wnikającego w ludzkie serca i zatruwającego ludzkie dusze. Jednak po pierwsze nie wszystkie złe i przerażające rzeczy, jakich czytelnik jest świadkiem, są spowodowane przez kotojady, jak choćby otoczka religijnego szaleństwa, które dotyka miasto, co burzy zależność między kotojadami a złem. Po drugie, co znacznie ważniejsze, wprowadzenie kotojadów, choć stoi w opozycji do tradycyjnego zachodnio-chrześcijańskiego pojmowania przyczyn zła, bazującego na infantylnym pojmowaniu wolnej woli oraz wolności wyboru, którym nauka już dawno zaprzeczyła, to jednocześnie powiela ten sam błędny sposób pojmowania świata i utrwala wrażenie, że zło to coś zewnętrznego. Zło to coś, co przynoszą źli ludzie, złe czasy i złe miejsca. A to bardzo szkodliwe przekonanie pozwalające dobrym ludziom czynić zło w przekonaniu, że dalej pozostaną dobrymi. Przekonanie, które pozwala się plenić złu pod płaszczykiem przekonania o naszej prawości.
     Książka w odbiorze jest o tyle łatwa, iż czyta się ją dość szybko, jest niewątpliwie wciągająca i naprawdę warsztatowo wyjątkowo dobrze napisana. Pomysł ze zlepkami słownymi na oddanie mamrotania dewotek i innych nawiedzonych jest zabiegiem niezwykle interesującym. Jednocześnie jednak jej przesłanie nie jest jasne i niewyrobionego czytelnika może sprowadzić na manowce, utwierdzając szkodliwe stereotypy i przekonania z takich dziedzin jak psychologia społeczna czy socjologia lub etyka. Nie polecałbym więc tej powieści młodemu czytelnikowi ani komuś szukającemu tylko i wyłącznie rozrywki. To zdecydowanie pozycja dla kogoś, kto pragnie impulsu do licznych poważnych refleksji i przemyśleń, nie tylko wprost, ale i przez negację tego, co przeczyta. Powieść bardzo interesująca i warta polecenia, ale niestety nie dla każdego

Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka
Woj. łódzkie

* Księżna Maria Teresa Oliwia Hochberg von Pless, ur. jako Mary Theresa Olivia Cornwallis-West, nazywana Daisy lub Sisi (ur. 28 czerwca 1873 w Ruthin, zm. 29 czerwca 1943 w Wałbrzychu)


19.01.2015


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z siedemdziesiątego pierwszego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 22.12.2014r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej. W spotkaniu wzięło udział 8 osób. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 12 członków. Rozmawialiśmy o książce Berek której autorem jest Mariusz Szczygielski.
     Na koniec roku książka Mariusza Szczygielskiego z cyklu Kronik Nierówności zatytułowana Berek. To nasze pierwsze spotkanie z literaturą a właściwie powieścią gejowską, tak przynajmniej jest ona nazywana. Mariusz Szczygielski zdeklarowany homoseksualista, partner życiowy Tomasza Raczka, syn jednej z wokalistek zespołu Filipinki. Na co dzień pisarz, dziennikarz oraz grafik. Co nas skłoniło do sięgnięcia po tę książkę, otóż czysty przypadek. Potrzebowaliśmy do Klubu książki lekkiej, zabawnej i łatwej w odbiorze. Co jakiś czas trzeba złapać oddech, mieliśmy to zrobić przy Pochłaniaczu ale niestety dostaliśmy tylko zadyszki. Jak większość z nas twierdziła na spotkaniu, nikt sam z siebie po tę pozycję by nie sięgnął. Ale od czego jest Klub Książki. I tak oto po raz kolejny klubowicze mieli możliwość poznać coś nowego i jak się okazało, nie banalnego. Berek jest całkiem zręcznie i zabawnie opowiedzianą historią konfliktu pomiędzy Anna Lewandowską, dewotką reprezentującą subkulturę J tz. moherowych beretów oraz młodym gejem i zarazem sąsiadem wspomnianej. Obie postaci, wydawałoby się z totalnie różnych światów. Jednak w miarę czynienia sobie kolejnych złośliwości i w miarę poznawania obojga, okazuje się, że mają ze sobą wiele wspólnego. Oboje szukają i potrzebują tego co większość z nas miłości. Nie chcę zdradzać szczegółów, powiem tylko, że książkę Mariusza Szczygielskiego czyta się bardzo dobrze, narracja powieści jest prowadzona sprawnie i szybko, dużo dialogów i scenek sytuacyjnych wywołujących uśmiech. Jak zwrócił uwagę Radek, na wyróżnienie zasługuje piękny opis schroniska dla psów oraz opis szczegółów anatomicznych, bez podtekstów, których żaden hetero tak wspaniale by nie opisał, po prostu nie ta wrażliwość i sposób postrzegania. Krótko mówiąc POLECAMY !!!

     Spotkanie trwało około trzech godziny.

      Wszystkie informacje na temat rawskiego DKK zamieszczane są na stronie internetowej biblioteki (www.rawamaz.e-bp.pl) w linku o tej samej nazwie. Kolejne spotkanie zaplanowane jest 17 stycznia (sobota) 2015r. o godzinie 15:00. Porozmawiamy o książce Ciemno, prawie noc Joanny Bator. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






Marcin Szczygielski
Berek



     Po powieść Berek, pióra znanego polskiego pisarza, dziennikarza i grafika Marcina Szczygielskiego sam raczej bym nie sięgnął. Nie dlatego, że mam cokolwiek przeciwko gejom, a taką orientację seksualną preferuje pan Marcin, ale po prostu nie biegam za reklamowanymi produkcjami literackimi; zwłaszcza krajowymi. Szanując swój czas, w morzu dostępnych do mego wyboru publikacji, celuję w te, które w moim mniemaniu dają dużą szansę na pożądaną przeze mnie dobrą rozrywkę i odpoczynek, unikając ryzyka tkwiącego w ostatnich objawieniach, przez co literaturę ambitną, nowości i inne podobne projekty nieczęsto wybieram. Tak się jednak złożyło, że Berek opatrzony przedmową Tomasza Raczka (znanego publicysty i partnera życiowego Szczygielskiego) był grudniową lekturą naszego oddziału DKK.
     Osią intrygi w powieści Szczygielskiego jest konflikt sąsiedzki pomiędzy Anną Lewandowską, opuszczoną przez córkę starszą samotną kobietą i dużo młodszym Pawłem rozpaczliwie poszukującym wielkiej miłości. Skrzętnie skrywanym sekretem Anny, obecnie reprezentującej moherowe berety i dewocję podszytą erotycznymi podtekstami, jest jej przeszłość. Lewandowska to nawrócona cudzołożnica - ma za sobą gorący, wyuzdany romans z żonatym mężczyzną, po którym na pamiątkę pozostała jej córka Małgosia, która ostatnio się od niej odsunęła. Paweł z kolei to ujawniony homoseksualista, często gęsto sprowadzający do swego mieszkania przygodnie spotkanych partnerów, z którymi uprawia ostry seks, którego odgłosy, przenikające przez wspólną ścianę oraz otwarte okna, burzą krew cnotliwej i bogobojnej sąsiadki.
     Już z powyższego widać, że nie jest Berek kolejnym beznadziejnym gniotem firmowanym znanym nazwiskiem, ale opowieścią ukazującą obok aktualnych również ponadczasowe społeczne problemy; tolerancja, a raczej jej brak, czy samotność w czasach, które jak żadne inne dotąd dostarczyły narzędzi pozwalających ją zwalczyć, ale paradoksalnie, jeszcze ją nasiliły.
     Jednym z pierwszych znaczących momentów lektury jest pornograficznie wręcz konkretna scena seksu gejowskiego. Jako zadeklarowany hetero, w tym momencie obawiałem się, że książka będzie czymś w tym właśnie rodzaju; na szczęście się omyliłem. Przy okazji okazało się, iż członkowie DKK, przynajmniej mojego, stanowią zaprzeczenie nietolerancyjnego obrazu całości polskiego społeczeństwa nikogo ten i podobne fragmenty nie skłoniły do odrzucenia książki. I bardzo dobrze, gdyż wyszło na to, iż sceny tego typu stanowią świadomy element kompozycji powieści i bez nich byłaby ona wręcz niekompletna. Ukazuje jak wpływ presji społecznej może degenerować pewne zachowania; jak konieczność ukrywania się powoduje niemożność pozytywnego społecznie poszukiwania partnerów do stałych związków i wypaczenie tych dążeń w serię jednorazowych seksualnych ekscesów.
     W miarę postępów lektury poznajemy inne oblicze homoseksualizmu ukazujące miłość gejowską nie mniej pełną uczucia i pozytywnych wartości niż normalna. Delikatny i subtelny, ale pełen potężnego i głębokiego uczucia opis seksualności męskiej dłoni, choć krótki, to wręcz wirtuozeria prozy miłosnej i niełatwo znaleźć podobnie mistrzowski fragment w klasycznej prozie wypełnionej związkami heteroseksualnymi..
     Poza naprawdę niezłą warstwą obyczajową w Berku znajdziemy sporą dozę zdrowej filozofii, rozważań o szczęściu, sensie życia, tematach ważnych od zawsze i na zawsze.
     Nie byłbym sobą, gdybym nie ponarzekał, choć tym razem, dzięki rozmowie o książce w ramach DKK wiem, że i innym pewne rzeczy się nie podobały. Całkiem niepotrzebne są w moim odczuciu elementy nadprzyrodzone rodem z Kinga, których celu nie widzę. Trzeba też zwrócić uwagę na fałszywe przekonanie lansowane w powieści (być może w sposób przez autora niezamierzony i nieuświadomiony), iż istnieje ostra granica między osobowością hetero i homoseksualną, czy skojarzenie między zamiłowaniem do SF i tendencjami homoseksualnymi.
     Muszę tutaj jednak od razu zaznaczyć, iż pomimo tych i innych minusików książka jest lekturą zadziwiająco lekkostrawną i nad spodziewanie wartościową. Berek pełen jest humoru naturalnie i subtelnie wplecionego w powieściowe tworzywo, zdradza bystrego obserwatora piętnującego patologie elit (krytyka służby zdrowia) i podnoszący ważkie życiowe kwestie. Prawdziwą zaś perłą jest opis schroniska dla zwierząt i interakcji między psami a ludźmi. Ten wątek chwyta za serce i porusza każdego chyba czytelnika. Choćby dla niego warto po Berka sięgnąć. Prawdziwa poezja prozą pisana.
     Po tym nie pozostaje mi już nic innego, jak tylko zaprosić wszystkich do poznania tej wyjątkowej książki. Nie jest bez wad, ale bez wątpienia warta jest polecenia.

Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka
Woj. łódzkie


22.12.2014


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Wojciech Jagielski 20.11.2014r. MBP/DKK

     Na zaproszenie rawskiego DKK do naszej biblioteki zawitał znany reportażysta i korespondent wojenny Wojciech Jagielski. Było to już ósme spotkanie w ramach działającego przy MBP Klubu Książki. Staramy się by zaproszeni goście reprezentowali różne style i gatunki literackie. Po kilku przeczytanych w Klubie reportażach takich autorów jak, Kapuściński, Szejnert, Hugo-Bader, Szczygieł czy Wojciech Jagielski pomyśleliśmy, że miło by było spotkać się z przedstawicielem właśnie tego gatunku. Okazało się, że nasze zaproszenie przyjął ostatni z wymienionych, znakomity dziennikarz a zarazem pisarz Wojciech Jagielski. Na spotkanie przybyło około pięćdziesięciu osób w tym pięciu klubowiczy. Pan Wojciech nie zawiódł zebranej w sali konferencyjnej MBP publiczności barwnie opowiadając o pracy dziennikarza wojennego jak i przygodach z tym związanych. Dowiedzieliśmy się jak wyglądają przygotowania do wyprawy i na jakie trudności, bohater naszego spotkani napotykał. Nie brakowało pytań od czytelników dotyczących krajów odwiedzanych przez Jagielskiego. I tak na dwie godziny przenieśliśmy się za sprawą znakomitego daru opowiada naszego gościa m.in.do Ugandy, RPA, Czeczeni, Gruzji. Wojciech Jagielski to profesjonalista z niesamowitą pasją, którego mam nadzieję uda się jeszcze spotkać.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho




GALERIA



1.12.2014


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z siedemdziesiątego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 22.11.2014r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej. W spotkaniu brało udział 11 osób. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 15 członków. Rozmawialiśmy o książce Pochłaniacz której autorką jest Katarzyna Bonda.
     Po trochę poważniejszych tytułach z gatunku prozy czy reportażu postanowiliśmy dać sobie trochę oddechu sięgając po kryminał. Nasze dotychczasowe doświadczenia z książkami kryminalnymi są bardzo pozytywne, jak na razie nie zawiedliśmy się lecz zawsze musi być ten pierwszy raz. Ale nie uprzedzajmy faktów. Krajewski czy Świetlicki przypadł do gustu rawskim klubowiczom. I tak do naszego Klubu trafiła Bonda, Katarzyna Bonda wraz ze swoją najnowszą powieścią rozpoczynającą cykl z profailerem Saszą Załuską pt.Pochłaniacz. Po zapoznaniu się z informacjami o autorce oraz recenzjami tego kryminału oczekiwania były dość spore. Katarzyna Bonda została bowiem okrzyknięta królową polskiego kryminału. Zygmunt Miłoszewski wystawiając taką opinię musiał chyba kierować się bardziej sympatią do koleżanki niż jej twórczością. Niestety balon nadmuchany nadziejami klubowiczy pękł pozostawiając po sobie strzępy z których już nic nie da się poskładać.
     Tak więc na sobotnim spotkaniu rozpoczął się lincz książki Pani Katarzyny. Radek jak zawsze znakomicie przygotowany znalazł mnóstwo błędów, typu Mężczyzna stał już w progu, w ręku miał drąg wyższy od niego samego. Wyciągnął solidny topór i ociosał go z gałęzi. Takich przykładów można by przytoczyć naprawdę więcej (patrz recenzja), rejestr błędów to kartka formatu A4 zapisana od góry do dołu. Ale to jeszcze można by wybaczyć, klubowicze niejednokrotnie podkreślali, że jeżeli powieść broni się treściowo pewne wpadki można wybaczyć. Niestety w tym kryminale leży wszystko, od intrygi przez napięcie a kulminacja, cóż .. Kryminał to nie łatwy gatunek, budowanie napięcia które nie pozwala czytelnikowi odejść od książki a każdą kartkę przewraca drżącymi dłońmi zastanawiając się co będzie dalej. W Pochłaniaczu jest wszystko przewidywalne, książka jest zbyt mocno rozbudowana. Kolejne wątki miast dostarczyć nowych emocji zacierają sedno sprawy a finał tej intrygi miast nas zrzucić z fotela powoduje uśmiech na twarzy, że nareszcie dobrnęliśmy do końca i możemy zacząć czytać coś nowego. Niestety z żalem musze stwierdzić, oczekiwania były niestety na wyrost, iż szkoda czasu na tę książkę, nasza przygoda z Katarzyną Bonda i Saszą Załuską dobiegła końca, jak chcecie przeczytać dobry kryminał sięgnijcie po Krajewskiego czy Simona Becketta crme de la crme tego gatunku.
     Spotkanie trwało ponad trzy godziny.
     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 20 grudnia (sobota) 2014r. o godzinie 15:00. Porozmawiamy o książce Berek Marcina Szczygielskiego. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






Katarzyna Bonda
Pochłaniacz



     Kiedy dowiedziałem się, iż listopadową lekturą w naszym DKK będzie Pochłaniacz Katarzyny Bondy miałem nadzieję na dobrą, jeśli nie bardzo dobrą lekturę. Znów, jak głupi, uwierzyłem w pozytywne recenzje i nie ukrywam, że pomyślałem, iż miano królowej polskiego kryminału, nadane autorce przez Zygmunta Miłoszewskiego, nawet jeśli nieco na wyrost, pewnie zagwarantuje przynajmniej dobrą rozrywkę.
     Profilerka Sasza Załuska po siedmiu latach pracy w Instytucie Psychologii Śledczej w Huddersfield postanawia wrócić do Polski. Wkrótce otrzymuje zlecenie od dawnych mocodawców z polskiej policji. Trop w sprawie prowadzi do początku lat dziewięćdziesiątych, a zagadka wydaje się związana z mafią, która w tamtych czasach trzęsła Trójmiastem. Kim teraz są mafioso i jego ludzie? Czy morderstwo dokonane przed laty będzie kluczem do wyjaśnienia współczesnej zbrodni?
     Skorumpowani policjanci, młodzieńcze błędy, dramatyczne decyzje, które mają wpływ na całe dalsze życie. Czy naprawdę można odnaleźć zabójcę, gdy zapach jest jedynym dowodem?.
     Tyle mówi nam notka na okładce. I to by było na tyle, jeśli chodzi o fabułę, gdyby nie trzeba było dodać, że jest ona na siłę rozdęta, a poszczególne wątki nienaturalnie splecione, co sprawia wrażenie sztuczności i uatrakcyjniania intrygi za wszelką cenę.
     Styl... O wartościach literackich lepiej nie wspominać. Ja nie widzę tu żadnych. Beznadziejny język Pochłaniacza Bondy dzieli prawdziwa przepaść choćby od kryminałów Marka Krajewskiego, który co prawda sam mówi o sobie, że jest tylko dobrym rzemieślnikiem, ale którego warsztatowi literackiemu absolutnie niczego nie można zarzucić. Do natchnionych dzieł wielkiej prozy tej produkcji pani Bondy nie ma nawet co porównywać. Oczywiście maniera literacka to rzecz gustu może się podobać lub nie, ale styl i ewidentne błędy, to już całkiem inna sprawa. To samo dotyczy wszystkich innych aspektów powieści warstwy merytorycznej, postaci, związków przyczynowoskutkowych, itd.
     Z notki na wewnętrznej stronie okładki dowiadujemy się, iż autorka jest pisarką, scenarzystką i dokumentalistką specjalizującą się w tematyce kryminalnej. Wykłada również w szkole kreatywnego pisania. I właśnie tak wygląda ta powieść, jakby ktoś wziął wszystkie przykazania z podręcznika jak napisać bestseller w pięć minut i na siłę upchnął je w jednej powieści, bez ładu i składu wciskając jednocześnie wszystkie zalecane elementy.
     Protagonistka profilerka, gdyż to teraz modne. Tylko czym zajmuje się profilerka w sprawie pojedynczego zabójstwa? Temat osmologii w kryminalistyce bardzo ciekawy, ale też nie stał się motorem napędzającym powieść, jakim jest choćby antropologia sądowa u Becketta. Tytułowy wątek pełni rolę szczątkową i znów jakby na siłę wciśniętą na zasadzie nigdy za wiele grzybów w barszczu. Zasada niestety poroniona. Może mimo wszystko dałoby się Pochłaniacz przeczytać z jakim takim zadowoleniem i odłożyć po skończonej lekturze do kosza z napisem sztampa i kicz, gdyby nie karygodne wręcz błędy.
     Jak to jest, że w Polsce królowej polskiego kryminału uchodzą rzeczy, za które wypracowanie ucznia szkoły podstawowej zostało by napiętnowane bezlitośnie?
     Mężczyzna stał już w progu, w ręku miał drąg wyższy od niego samego. Wyciągnął solidny topór i ociosał go z gałęzi. Humor zeszytów! Może to wina tłumacza? Opss... nie ma go na liście płac. A takich kwiatków, które powinny wzbudzić salwy śmiechu nawet wśród nieletnich, jest więcej. Elokwencja na siłę prowadząca do durnoty. I gdyby chodziło tylko o warsztat literacki...
     Główna bohaterka, bądź co bądź psycholog, by zachować poufność swego miejsca zamieszkania, każe się wieźć nie na sąsiednią przecznicę, a prosto pod dom i mówi kierowcy, że tego kursu nigdy nie było, po czym daje mu napiwek w wysokości potrójnej należności za usługę. Robi więc wszystko, by ją zapamiętał i umiał podać adres. Żenada.
     Policja jest w stanie ustalić pochodzenie dorobionej wkładki. Jakież to dokumenty kryminalne i jakiej wiarygodności tworzy pani Bonda, która choć korzystała z pomocy autorytetów, dla których podziękowania zajmują ponad dwie strony na końcu książki, wali takie wpadki merytoryczne i nie potrafi odróżnić klucza od wkładki. A może to i sprawka owych autorytetów?
     Gdybyż to były tylko wpadki kryminalistyczne. Tych z życia codziennego, matematyki na poziomie podstawówki, języka polskiego na poziomie gimnazjum, czy innych równie trywialnych dziedzin, nawet cerowania skarpet, jest tyle, że nie będę ich tu nawet przytaczał. W dawnych czasach literat po takim eksperymencie szedł w ciemny kąt i strzelał sobie w głowę albo wyjeżdżał do Afryki.
     Gdyby chodziło tylko o wiedzę teoretyczną ściśle, to jeszcze byłby mały problem. Najgorsze, że ludzie, jak wskazują liczne recenzje, czytają i się zachwycają. Czytają, jak Sasza Załuska przy prędkości 140 km/h bierze zakręt na szklance (Kubica wysiada!), a wpadając w poślizg wychodzi z niego wrzucając luz (nie mylić z wrzuceniem sobie na luz)!. Skoro taka jest świadomość zasad jazdy samochodem u osoby bądź co bądź wykształconej i obytej oraz wspieranej przez ekspertów, to co mówić o ciemnych masach, które to czytają i przyswajają. Jak ma być dobrze na naszych drogach? Tego typu szkodliwej wiedzy o konkretnych życiowych konsekwencjach znajdziemy w powieści więcej.
     Można się tak znęcać jeszcze długo. Po skończonej lekturze, będąc niejako w szoku, zastanawiałem się, czy to ja nie przystaję do tego kraju? Czy naprawdę nikt nie ma odwagi krzyknąć:
     - Królowa jest naga!
     Na zebraniu DKK okazało się jednak, że nie było na nim nikogo, kto by Pochłaniacza bronił. Najbardziej pozytywną oceną byłą taka, iż czytelniczka książkę przeleciała i nic z niej nie pamięta. Nasuwa się więc pytanie, co kieruje tymi wszystkim recenzentami internetowymi, którzy pieją peany na cześć pani Bond. Temat wiarygodności recenzji, zwłaszcza w polskich realiach, to jednak temat na osobny felieton, a pewną nadzieję daje fakt, iż jednak w tej masie zachwytów kilka przykładów rzetelnej krytyki znalazłem. Z drugiej strony rzecz biorąc, głosy te giną w masie nieuzasadnionych pochwał. Jakoś tak jest w tym kraju, że jak ktoś w nim został uznał za swego, to choćby plótł głupoty jak Sikorski o rozbiorze Ukrainy, i tak królem lub królową pozostanie, a jak nie włączy się w towarzystwo wzajemnej adoracji, to kariery nie zrobi, przynajmniej tej masowej i medialnej. Nie można się więc dziwić, że polska literatura, poza nielicznymi wyjątkami, jest nieeksportowalna, przynajmniej jako dzieła wyższych lotów.

Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka
Woj. łódzkie


23.02.2014


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z sześćdziesiątego dziewiątego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 25.10.2014r. w kawiarni Cafe Młynek. W spotkaniu brało udział 8 osób. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 12 członków. Rozmawialiśmy o książce Trębacz z Tembisy. Droga do Mandeli której autorem jest Wojciech Jagielski.
     Po trochę dłuższej niż zwykle przerwie nasz klub ponownie się spotkał, by tym razem porozmawiać o reportażu Wojciecha Jagielskiego zatytułowanym Trębacz z Tembisy. Droga do Mandeli.
     Lecz zanim przeszliśmy do dyskusji miałem ponownie przyjemność przekazać Radosławowi Magierze dwie kolejne nagrody z Instytutu Książki. Dwie recenzje, Zabić drozda Harper Lee oraz Więzień nieba C.R. Zafona, napisane przez naszego kolegę z Klubu zostały docenione przez jury z Instytutu. Jest to już piąta nagroda dla rawskiego Klubu, jak dotąd otrzymaliśmy cztery wyróżnienia za recenzje miesiąca oraz tę najważniejszą za recenzję roku !!!.
     Ale wracając do książki, nie jest to pierwsze spotkanie rawskich klubowiczy z reportażem, po bardzo dobrze przyjętych książkach Kapuścińskiego, Szczygła i Małgorzaty Szejnert którzy zasługują w pełni na miano mistrzów tego gatunku i trochę mniej entuzjastycznie omawianego Hugo-Badera, nadszedł czas na Wojciecha Jagielskiego. Jagielski jest absolwentem Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW, pisarzem który był wielokrotnie nagradzany, także z tym większą ochotą i ciekawością sięgnęliśmy po jego najnowsze dzieło. Tematyka wydaje się być znakomita, Republika Południowej Afryki, apartheid czy w końcu sam Nelson Mandela, o którym większość z nas słyszała ale chyba nie do końca wiemy cóż tam się wydarzyło i jaką rolę w tym wszystkim odegrał właśnie ten jeden z przywódców ruchu przeciw osobnemu rozwojowi społeczności różnych ras. Przy okazji, a właściwie należałoby powiedzieć równolegle poznajemy historię twórcy wuwuzeli Freddiem Saddamie Maake. Osobie zafascynowanej Mandelą ale również kimś, jak sam o sobie mówi, kto znalazł swoje miejsce na ziemi. Dźwięk wuwuzeli mam do tej pory w pamięci po rozgrywanych w RPA MŚ w piłce nożnej. Niestety mnie jak i klubowiczom ten reportaż na długo w pamięci nie pozostanie. Nie wiem czy wygłodniali dyskusji klubowicze wzięli na żer książkę Jagielskiego, ale znaleźli chyba wszystkie niedociągnięcia reportażysty. Swoją droga nie byłby się do czego przyczepić gdyby Trębacz z Tembisy był materiałem bardziej dogłębnym i spójnym. Stylistycznie, także niestety nie powala na kolana. Prócz kilku informacji nie odnajdujemy właściwie w tej pozycji niczego ciekawego, zaś skoki w miejscach i czasie nie ułatwiają czytelnikowi czytania. Z drugiej strony reportaż ten cechuje jedno ważne przesłanie, o odnalezieniu własnej drogi którą będziemy konsekwentnie kroczyli przez życie pomimo trudności i konsekwencji wyboru. Niemniej zachęcamy do lektury i wyrobienia sobie własnego zdania o Trębaczu z Tembisy. Droga do Mandeli Wojciecha Jagielskiego.
     Spotkanie trwało ponad trzy godziny.
     Wszystkie informacje na temat rawskiego DKK zamieszczane są na stronie internetowej biblioteki (www.rawamaz.e-bp.pl) w linku o tej samej nazwie Kolejne spotkanie zaplanowane jest 22 listopada (sobota) 2014r. o godzinie 15:00. Porozmawiamy o książce Pochłaniacz Katarzyny Bonda i spotkanie to odbędzie się już w naszej ukochanej bibliotece !!!. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






Wuwuzela i Mandela
Wojciech Jagielski
Trębacz z Tembisy. Droga do Mandeli.
Wydawnictwo Znak Kraków 2013



     Październikową lekturą w Rawskim DKK była książka Wojciecha Jagielskiego Trębacz z Tembisy. Droga do Mandeli. Z twórczością tego autora, absolwenta Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW, wielokrotnie nagradzaną, dotąd się nie spotkałem, dlatego po książkę sięgnąłem z ciekawością i dużymi nadziejami.
     Okres przemian ustrojowych w Republice Południowej Afryki, odejście od apartheidu, dojście do władzy Mandeli, jest niezwykle interesujący z wielu punktów widzenia; historyka, socjologa, psychologa, politologa, czy po prostu człowieka, który lubi wiedzieć. Jagielski sięgając po ten temat obiecywał wiele. Tym bardziej, że nie ograniczył się tylko do wrażeń i obserwacji z tego burzliwego okresu w dziejach RPA, ze swoich działań, jakie podejmował, by spotkać się z Mandelą oraz przeprowadzić z nim wywiad. Wątki wiodące nakładają się na opowieść o Freddiem Saddamie Maake, fanatycznym kibicu piłki nożnej, znanym głównie jako twórca wuwuzeli, co wnosi do całości powiew świeżości i oryginalność spojrzenia. Wszystko to przeplata się ze wspomnieniami autora z wcześniejszych wojaży po świecie, z innych konfliktów wojennych. Zamierzenie ambitne, koncepcja ciekawa, lecz...
     Już niemal od pierwszych stron uważny czytelnik zaczyna mieć wątpliwości... Wszystko to wydaje się jakieś takie płytkie, trywialne, wręcz infantylne momentami. Obserwacje jakby czynione przez brudne czy zaparowane szkło. Nieostre. Mydlane, jak mówią w świecie fotografii. Jakby tego było mało, już na 28 stronie pierwsza wyraźna wpadka - czytamy, iż Wyspa Fok, na której więziono Mandelę, oddzielona jest od stałego lądu przez kilkanaście kilometrów lodowatych wód Atlantyku. Polecam rzut oka na dokładną mapę regionu i dane o temperaturze wody. Takich błędów jest więcej, jak choćby trupy bojowników wciąż krwawiące z ran jeszcze po tym, jak je zniesiono z miejsc, gdzie zginęli. Te ewidentne przekłamania, które zauważamy w sprawach prostych i ewidentnych, nie pozwalają na zawierzenie autorowi w momentach, które mogłyby być naprawdę interesujące, a których sprawdzenie nie jest już takie proste.
     Tak się składa, że te same wydarzenia, a nawet niektóre wręcz sceny, głównie z bratobójczych walk w RPA, które wspomina Jagielski, były tematem prześwietnej wręcz książki Bractwo Bang Bang. Migawki z ukrytej wojny (The Bang-Bang Club) Grega Marinovicha i Joo Silvy. I niestety, w porównaniu do porażającego autentyzmu tej ostatniej, bijącej z niej wrażliwości autorów, cierpienia ofiar, które wręcz dotyka czytelnika, opowieść naszego rodaka wydaje się tym bardziej miałka, płytka, a w dodatku rozchodzi się stylistycznie niczym przypadkowe kawałki różnych materiałów połączone jedynie fastrygą.
     Gdyby tylko o to chodziło, można by powiedzieć, że to kolejne bajana w stylu Zagłoby, podobne do produkcji Jacka Hugo-Badera zatytułowanej W rajskiej dolinie wśród zielska, o której również nie tak dawno pisałem, choć chyba ta ostatnia przynajmniej stylistycznie stoi na dość dobrym poziomie. Problem w tym, że Jagielski, na podstawie treści jego książki, wydaje się człowiekiem, którego sposób postrzegania i myślenia wydaje się zmanipulowany przez komunizm.
     Cytując ewidentnie sławiące ideologię Wielkiego Brata wypowiedzi innych osób nie tylko, że nie opatruje ich żadnym komentarzem, to wręcz zabarwia sympatią. Jako przedstawiciel narodu, który jak żaden inny powinien pamiętać, że komunizm był jeszcze gorszy niż faszyzm, o ile w ogóle można to wartościować, autor wyraża swe sympatie co najmniej w dziwny sposób. Bez zażenowania wspomina, iż nosił koszulkę z podobizną Che*, choć w Polsce propagowanie komunizmu, tak jak faszyzmu, jest zabronione. Ciekawe czy koszulkę z podobizną Hitlera też uznałby za fajną? Wydźwięk tej książki, ten wynikający nie tyle z faktów, co ze sposobu ich przedstawiania i lokowania osobistych sympatii, jest idealnym przykładem na to, co w swej fenomenalnej pracy Wielkie kłamstwa Ameryki obnaża Diana West. Na trwałe zmiany w świadomości, jakich komunistyczna propaganda i agenci wpływu dokonali w mentalności i umysłowości całego Zachodu, a zwłaszcza wśród jego main streamowych elit. Zatarcie granicy między dobrem a złem, prymat założonego wydźwięku wypowiedzi nad trzymaniem się faktów, brak oparcia wniosków na faktach, relatywizm moralny i granicząca z absurdem poprawność polityczna.
     A szkoda, gdyż wiele elementów, tam, gdzie Jagielski trzyma się konkretów, jest bardzo cennych dla czytelnika, ale tylko takiego, który ma już pewną wiedzę i dużą dawkę krytycyzmu, pozwalające oddzielić ziarno od plew. Można nawet w trakcie lektury doznać refleksji dotyczących polskich aktualności, choć od realiów RPA Mandeli dzieli nas i czas, i tysiące kilometrów.
     Mandela, czarnuch** w państwie apartheidu, zdołał bez żadnej pomocy, z pensji gońca, utrzymać się w mieście i jeszcze stać go było na studia. Czy dziś, w XXI wieku, w demokratycznej Polsce równych szans, młody człowiek może dokonać takiej sztuki przyjechać do dużego miasta bez żadnych kwalifikacji, podjąć pracę, utrzymać się i studiować?
     Wspólna Pokojowa Nagroda Nobla dla Mandeli i odpowiedzialnego za okrutne zbrodnie de Klerka, którzy do spółki sfałszowali wybory i pod stołem podzielili się władzą. Czy to nie ciekawy wątek pod kątem zbliżających się wyborów?
     To pomieszanie elementów wartościowych z beznadziejnymi, a nawet wręcz szkodliwymi, ten styl niezwykle mierny i płytkość obserwacji oraz miałkość refleksji, sprawiają, iż książka raczej nie sprawi nikomu radości z lektury. Uważnemu i krytycznemu odbiorcy może dać wiele, pod warunkiem, że nie odrzuci go brak wartości artystycznych, ale będzie to w większej mierze zasługą pracy czytelnika nad tekstem, niż autora nad jego napisaniem. Z kolei dla pozostałych, czyli dla większości, lektura może być kolejnym etapem porzucania dawnego, opartego na faktach sposobu wnioskowania, indoktrynacji wartościami komunistycznymi, które niepostrzeżenie weszły do kanonu zachodniej popkultury i żyją samodzielnym dalszym życiem wciąż bardziej ją degenerując oraz mieszając dobro ze złem. Tej większości polecam więc inne książki o podobnej tematyce, jak choćby o niebo bardziej wartościową pod każdym względem, wspomnianą już pozycję Bractwo Bang Bang.

Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka
Woj. łódzkie


* Ernesto Rafael Guevara de la Serna, znany jako Che Guevara, ps. Fernando Sacamuelas
** używam tego określenia by oddać jego ówczesną pozycję społeczną, a nie mój pogląd na sprawy rasowe


23.02.2014


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z sześćdziesiątego szóstego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 26.04.2014r. w restauracji "Klimaty" nad rawskim zalewem i było po raz kolejny naprawdę klimatycznie. W spotkaniu brało udział 6 osób. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 12 członków. Rozmawialiśmy o książce "Afery i skandale Drugiej Rzeczypospolitej" Sławomira Kopra.
     Po krótkiej przerwie spowodowanej drobnymi trudnościami logistycznymi z dostawą książek Nasz Klub ponownie spotkał się na literackim poddaszu w restauracji "Klimaty". Pogoda była iście książkowa (lało jak z cebra) tym przyjemniej było zasiąść przy kubeczku doskonałej gorącej i aromatycznej kawy czy herbaty by porozmawiać o naszej kolejnej lekturze.
     "Afery i skandale Drugiej Rzeczypospolitej" Sławomira Kopra to zbiór ciekawych, choć często nieco zapomnianych lub pomijanych faktów, zdarzeń z okresu międzywojennego. Nie czytaliśmy niczego podobnego w naszym Klubie, a i większość z nas nie czytała nic innego Pana Kopra tym ciekawsza zapowiadał się dyskusja. Obserwując popularność jaką autor osiągnął w ostatnim czasie spodziewaliśmy się czegoś naprawdę ciekawego. I tu rozpoczął się pierwszy poważny spór. Oponenci zarzucili, iż książka ta jest napisana przeciętnie stylowo i jest zbiorem kilku informacji mniej lub bardziej znanych z tego okresu, od razu powiem, że byłem po drugiej stronie barykady. Co do pierwszego argumentu czyli języka, nie było żadnych powodów by podejmować polemikę. Z pokorą należało przyjąć go za słuszny, książka napisana jest przeciętnie, język jest prosty (lecz nie prostacki), dużo powtórzeń a skład zdań pozostawia wiele do życzenia. To jest strona techniczna, autor z wykształcenia jest historykiem a nie literatem także myślę, że można mu to wybaczyć, ponieważ książkę czyta się płynnie a informacje w niej zebrane są po prostu atrakcyjne i zajmujące. Powtarzałem to już niejednokrotnie, że najważniejsza jest treść, ponieważ najgorsza, najnudniejsza powieść ubrana w piękne słowa i kwieciste zdania pozostanie literackim gniotem lub podręcznikiem do języka polskiego. Tak jak wspomniałem autor jest historykiem i jak się okazuje jest dobry w tym co robi. Dotarł do kilku "smaczków" które wnikliwy czytelnik bez problemu wyłuska. Odnalezienie ich na pewno zabrało mu trochę czasu, co się ceni, zaś podane informacje są zgodne z innymi źródłami, krótko mówiąc błędów brak, kolejny plus. Następnym zarzutem był brak podłoża socjologicznego dwudziestolecia międzywojennego. Przyznam się, że jednym z moich ulubionych pisarzy jest Dołęga-Mostowicz, jego twórczość przypada właśnie na czasy Drugiej Rzeczypospolitej, wszystkie jego powieści powstały w tym czasie, także jak ktoś chce poznać klimat tej epoki to nie ma lepszego źródła niż książki Tadeusza Dołęgi-Mostowicza (które z całego mego czytelniczego serca polecam), zaś ta książka, takie odniosłem wrażenie wraz z pozostałymi klubowiczami, ma być zalążkiem, zachętą do samodzielnego zgłębienia swojej wiedzy o tym okresie. Notabene Dołęga-Mostowicz pojawia się w "Aferach i skandalch ". A jeżeli literatura pobudza nas do myślenia i prowokuje do dalszej samodzielnej inicjatywy, to jest ona co najmniej w moim mniemaniu dobra. Ponad to dla osób które, nigdy by nie sięgnęły po książkę historyczną przekaz Sławomira Kopra jest czytelny i stanowi znaczący zalążek ich wiedzy o danym temacie. Tak właśnie jest z książką Sławomira Kopra, że nie da się przejść obok niej obojętnie, "Afery i skandale Drugiej Rzeczypospolitej", polecamy.
     Spotkanie trwało ponad trzy godziny.
     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 17 maja (sobota) 2014r. o godzinie 15:00. Porozmawiamy o książce "Wyspa klucz" której autorką jest Małgorzata Szejnert. Ponownie mamy zamiar odwiedzić restauracje "Klimaty" nad rawskim zalewem. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!
Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






"Afery i skandale Drugiej Rzeczypospolitej"
Sławomir Koper



     Szczerze mówiąc, sam pewnie nieprędko bym po tę książkę sięgnął, gdyż afer mamy w naszym kraju obfitość o dowolnej porze dnia i nocy, a skandale pozostawiam miłośnikom mediów w rodzaju Pomponika . Dla mnie wystarczającym skandalem jest obraz dzisiejszej Polski. Tak się jednak złożyło, że komórka DKK*, do której mam przyjemność należeć, zafundowała sobie tę pozycję na lekturę kwietnia, w związku z czym musiałem się z nią zmierzyć. I dzięki Bogu!
     Sławomir Koper jest z wykształcenia historykiem i w swoich książkach przedstawia głównie fakty mniej znane, przez co w moim odczuciu wcale nie mniej ważne, albowiem diabeł, również w historii, tkwi zwykle w szczegółach. Drobiazgi i konkrety, przez swą namacalność i obrazowość, częstokroć przeciwstawiają się lansowanym powszechnie sądom i dają szansę na wyrobienie sobie własnego zdania oraz zerwanie ze stereotypami. Nie wspomnę o Efekcie Motyla, którego piękne są w historii przykłady, a który podkreśla wagę drobnostek i faktów odległych od wielkich wydarzeń zarówno w czasie jaki i przestrzeni.
     W niniejszej publikacji pisarz bierze na tapetę dwudziestolecie międzywojenne. Nie jest to praca przekrojowa, raczej migawki z tego okresu, za to przedstawione maksymalnie namacalnie, konkretnie i szczegółowo. Wiele mniej znanych faktów, ciekawostek, niejednokrotnie dla większości czytelników wręcz szokujących.
     Historia jest nauką. Lecz słowem nauka określa się różne rzeczy. Od matematyki z jednej strony, po teologię z drugiej. Ba, są nawet kraje, gdzie można uzyskać stopnie naukowe z zakresu takich "nauk" jak astrologia. Przepaść pomiędzy najpoważniejszymi i najbardziej żenującymi jest tak olbrzymia, iż powinny istnieć osobne słowa na ich określenie, albowiem istniejące terminy "paranauka" czy "pseudonauka" nie oddają w pełni braku wiarygodności, nieweryfikowalności i podatności na manipulację pewnych dziedzin wiedzy określanych mianem nauki. Historia ma to do siebie, że czasami sprawia wrażenie, iż leży gdzieś w przepaści między naukami ścisłymi, a pseudonaukami. Matematyka jest jedna niezależnie od wyznania (choć Kościół nie byłby sobą, gdyby nie próbował nadawać jej kształtu dla niego pożądanego), narodowości czy obywatelstwa. Historia jest bliższa teologii każda większa społeczność ma swoje spojrzenie na dzieje świata i niejednokrotnie poglądy te różnią się zasadniczo. Ba, można nawet pójść dalej i przytoczyć moje ulubione powiedzenie, iż "tyle jest historii, ilu ludzi"**. To wcale jednak nie znaczy, by historia była nieciekawa lub bez znaczenia. Wręcz przeciwnie, pomimo relatywności, niejednoznaczności, jest fascynująca i ma wielkie znaczenie zarówno dla jednostek, jak i całych społeczeństw. Skoro tak, to historia jest nauką, specyficzną, ale pełnoprawną.
     Po co taki przydługi wstęp? No cóż. Matematykom czy fizykom nie przyszłoby do głowy w książce popularnonaukowej omawiać tabliczkę mnożenia, rachunek różniczkowy czy całki. Od tego są podręczniki. Niestety wielu historyków robi ten błąd i wciąż od nowa w kółko mieli te same informacje, które uważny uczeń powinien przyswoić jeszcze przed maturą. Szczególnie powtarzają się publikujący opracowania związane z II wojną światową. Na szczęście Sławomir Koper kroczy swoją własną drogą. Sięga do drobiazgów, do szczegółów, które nie tak łatwo byłoby odszukać samodzielnie bez poświęcenia na to większej ilości czasu i wplata je w obraz mniej lub bardziej znany, raczej jednak mniej, gdyż tym razem chodzi o dwudziestolecie międzywojenne. Okres, o którym wyobrażenia, stereotypy i propaganda zastępują wiedzę.
     Szkoda, że literackich walorów trudno się w Aferach i skandalach Drugiej Rzeczypospolitej doszukać. To jednak częsta bolączka literatury popularnonaukowej i należy się cieszyć, iż poza kilkoma miejscami, gdzie warsztat wyraźnie szwankuje, da się to czytać z przyjemnością. Zanim przejdę do treści, uwaga o wydaniu, które miałem w ręce. Szata graficzna okładki i ilustracje (kultowa sepia) są idealnie dobrane do epoki, której rzecz dotyczy i ułatwiają dostrojenie się do atmosfery tamtych czasów. Niestety czcionka też jest w tym odcieniu. Mnie to specjalnie nie przeszkadzało, ale nietrudno sobie wyobrazić, że dla wielu osób z wadą wzroku będzie to znaczącym dyskomfortem. Inna sprawa, że i tak daleko książce do szaleństwa kolorowego druku znanego choćby z miesięcznika Wiedza i Życie, ale trzeba o tym wspomnieć, gdyż to moim zdaniem nieudany eksperyment.
     Już po spisie treści widać, że opracowanie dotyka różnych aspektów rzeczywistości przedwojennej Polski. Mamy zabójstwa polityczne i inne aspekty patologii władzy Zbrodnia w Zachęcie, Zaginięcie generała Zagórskiego, Brześć, Zamach na Pierackiego i Bereza Kartuska oraz Ostatni zajazd na Litwie. Jest rozdział typowo kryminalny Sprawa Gorgonowej. Biznesowa Afera Żyrardowska i bardziej obyczajowe Kampanie Boya-Żeleńskiego, Małżeństwo prezydenta i Samobójstwo premiera. Jednak ten podział tematyczny jest pozorny. W aferze biznesowej mamy publiczne zabójstwo, w tle przemocy politycznej jest biznes i nawet w wątku kryminalnym dominuje polityka. Są to bowiem różne emanacje tego samego problemu podwójnej moralności. Kraju, gdzie co innego się publicznie mówi i wyznaje, a co innego robi.
     Jak pisze Sławomir Koper "Każdy ustrój, każdy kraj i każda epoka miały swoje afery i skandale." Nie będzie to jednak żadnym objawem polskocentryzmu, jeśli powiem, że nasze są w wielu wymiarach wyjątkowe, nawet na skalę światową, co na przestrzeni dziejów zauważyło mnóstwo znanych ludzi z kraju i zagranicy.
     Część czytelników może stwierdzić, iż książka jest nieobiektywna, stronnicza. Ja się z tym absolutnie nie zgodzę. Historia zawsze jest nieobiektywna i stronnicza. Wiele zależy od tego, kto komu ją opowiada. A mimo tego autor, poza wyraźnie osobistym stosunkiem do bolszewików, stara się nie wypowiadać swoich własnych sądów. To wymowa faktów sprawia, iż czytelnik może czuć się zmuszony do wniosku, że ta sławiona przez media i polityków Polska przedwojenna wcale taka piękna nie była. Oczywiście publikacja jest opatrzona przypisami i bibliografią, lecz nie jest to tak porażający poziom udokumentowania jak w Akcji Ocalenie Marka Aaronsa i Johna Loftusa.
     Może i dobrze, że autor powstrzymuje się od własnych wniosków i pozostawia to czytelnikowi. Tam bowiem, gdzie to robi, nie popisuje się wielką przenikliwością niestety. Jak przy sprawie Gorgonowej, gdzie kończy stwierdzeniem, iż przy dzisiejszej technice sprawa ta bez problemu zostałaby jednoznacznie wyjaśniona. Wypada więc przypomnieć, że przy najgłośniejszych sprawach kryminalnych naszej Polski popełniano błędy, które byłyby karygodnymi nawet w wykonaniu przedwojennego wsiowego stójkowego, co skutkowało tym samym, czym w przypadku Gorgonowej. Zabójstwo Papały czy Jaroszewiczów są najlepszymi przykładami.
     Na szczęście, jak już wspomniałem, autor mało wnioskuje, a więcej podaje. I jest to wielce wartościowe danie, choć zaprawione goryczą.
     Nie będę omawiał bliżej poruszanej tematyki, wspomnę tylko o kilku smaczkach.
     Relatywizm historii. Jeśli ktoś, by nakarmić siebie i rodzinę, napada na banki i pociągi z pieniędzmi, jeśli ściąga haracz z restauracji i sklepów, to jest bandytą, mafiozem i zbrodniarzem. Jeśli to samo robi dla finansowania swej partii, to jest bohaterem, pod warunkiem oczywiście, że zdobędzie i utrzyma władzę. Ciekawe, czy ofiarom robi to różnicę?
     Nasi okupanci to tytuł jednego z podrozdziałów książki nie bez kozery kojarzący mi się od razu z moim postem sprzed kilku lat Czarna okupacja, który wcale nie stracił na aktualności. Chwała panu Koprowi, że odważył się ukazać jak Kościół rządził się w Polsce przed wojną i unaocznienie, że o ile rola jego w czasach rozbiorów była dla Polaków nieoceniona, to po odzyskaniu niepodległości stała się haniebna. Na takie rzeczy, jakie Kościół wyprawiał w II Rzeczypospolitej nie mógł sobie pozwolić w żadnym innym kraju świata, a że w Polsce mógł, więc sobie pozwalał. Mieliśmy nawet osobny zestaw grzechów śmiertelnych. I czytelnik od razu zauważa, że sytuacja się powtarza. W czasach komuny Kościół był wsparciem, a teraz Nie dalej jak przed tygodniem czy dwoma Abp Hozer stwierdził, że w Polsce wszyscy powinni płacić na Kościół. Oczywiście na katolicki, bo mu nawet do głowy nie przyszło, że są w Polsce jeszcze inne. Gdyby takie słowa padły w jakimkolwiek innym kraju, mielibyśmy nowego świętego, w dodatku męczennika, bo by go ukrzyżowano. A u nas? .
     Historia Żyrardowa fascynująca miniaturka i przepowiednia stylu przemian ustrojowych Polski, które nastąpiły prawie wiek później.
     Wiara polityków. By w przedwojennej Polsce uzyskać rozwód (unieważnienie małżeństwa) trzeba było tak wiele zapłacić Kościołowi, że nie stać było na to nawet wielu znanych osobistości. Wystarczyło jednak zmienić wiarę. "Z tego powodu dwukrotnie zmieniał religię Józef Piłsudski, podobnie postąpili Bolesław Wieniawa-Długoszowski czy Józef Beck. W przypadku generała Gustawa Orlicza-Dreszera właściwie trudno ustalić, jakiego był wyznania w różnych okresach." Mistrzem zaś był prezydent Mościcki, którego utrzymanie kosztowało państwo więcej niż utrzymanie prezydenta Francji czy nawet USA. Najpierw uzyskał zgodę Watykanu na poślubienie bliskiej krewnej (ich rodzice byli rodzeństwem), a po jej śmierci, przed upływem wymaganej przez Kościół żałoby, uzyskał zgodę na ślub kościelny z rozwódką. Ciekawe kto z nas szaraczków, nawet dziś, w XXI wieku, uzyskałby zgodę Kościoła na takie hece?
     Bereza i obozy koncentracyjne. W naukach ścisłych, a nawet w kilku innych, zanim się o czymś zacznie rozmawiać, ustala się definicję. Historycy spierają się o to, czy była Bereza obozem, czy też nie, tylko definicji jednoznacznej zapomnieli stworzyć. Przy okazji naszła mnie refleksja o "polskich obozach koncentracyjnych". Skoro fabryka Opla zbudowana przez Niemców, za ich pieniądze, będąca ich własnością i przez nich zarządzana, jest według naszych obecnych mediów i władz "polską fabryką samochodów" tylko dlatego, że się znajduje w Polsce i zatrudnia również Polaków, to czemu te same media i te same władze tak się oburzają na zwrot "polskie obozy koncentracyjne"?
     Stop. Dosyć tego, bo zaraz wyjdzie druga książka na temat pierwszej. Prawie każdą ciekawostkę z Afer i skandali można rozwinąć, skomentować, wskazać na następstwa, analogie, różnice. Każdy to jednak musi to zrobić we własnym zakresie. Autor pozostawił to czytelnikowi i chwała mu za to. Jest to jednak zarazem przyczyna powodująca, iż nie jest to lektura dla każdego. Nie jest to lektura dla wierzących. Nie, nie mam na myśli wierzących w Boga. Tych, pomimo milionów składających publiczne zapewnienia, jest tak naprawdę niewielu. Mam na myśli wierzących w pewne schematy, stereotypy, w czarno-biały obraz świata. Wierzących zamiast myślących. Wierzących, że jak ktoś został uznany za świętego, to nie mógł być szują, że jak za męża opatrznościowego, którego dobre imię chronione jest ustawą, to nie był zwykłą mściwą kanalią, tyle, że obdarzoną pewnymi wyjątkowymi zdolnościami, itd.
     A wrażenia całościowe? Z każdym nowym skrawkiem wiedzy o Polsce międzywojennej coraz bardziej dręczy mnie pytanie, czy gdyby nie było wojny, podwójnej okupacji i wszystkich jej skutków, czy wtedy przypadkiem Polska nie byłaby jeszcze gorszym krajem niż teraz? Ale to tylko takie moje rozmyślania. Na pewno w każdym czytelniku, który uważnie przeczyta całą książkę, wzbudzi ona inne myśli i inne refleksje. Dlatego polecam ją wszystkim. Demokracja to różnorodność, jedność to dyktatura. Afery i skandale Drugiej Rzeczypospolitej to wiedza i konkrety z tak minimalnym komentarzem autora, jak to tylko możliwe w historii, która przecież głównie na komentarzu stoi.
     Jaszcze raz polecam
Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka
Woj. łódzkie


23.02.2014


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z sześćdziesiątego piątego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 22.02.2014r. w restauracji "Klimaty" nad rawskim zalewem i było naprawdę klimatycznie. W spotkaniu brało udział 11 osób. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 12 członków. Rozmawialiśmy o książce "Satynowy magik" Waldemara Łysiaka
     Ostanie spotkanie w naszym DKK było wyjątkowe. Instytut Książki wybrał najlepszą recenzję minionego roku napisaną przez członka Dyskusyjnego Klubu Książki. Prestiżowy tytuł i nagroda trafiła w ręce naszego klubowego kolegi Radosława Magiery. Radek zwyciężył najpierw w kategorii recenzja miesiąca a następnie z tych literackich osądów komisja złożona z pracowników Instytutu Książki wybrała recenzje roku 2013. Tak brzmiało uzasadnienie: - w kategorii czytelnicy dorośli wygrywa, Radosław Magiera z DKK w Rawie Mazowieckiej za recenzję książki "Hollywood" Charlesa Bukowskiego "za osobistą, przemyślaną, subiektywną, ale uzasadnioną opinię dzieła i za stylistyczny warsztat". My się bardzo cieszymy i gratulujemy Radkowi, ja osobiście mam nadzieje, że liczba pisanych recenzji w naszym Klubie wzrośnie J
     Podczas naszego klubowego spotkania w Restauracji "Klimaty" nagrodę wręczył Marek Jurowski który reprezentował Elżbietę Kalinowską która jest pomysłodawczynią i inicjatorką stworzenia Dyskusyjnych Klubów Książki. Z Łodzi przyjechała Kinga Siekierska Koordynator wojewódzki DKK.
     Po tej wspaniałej uroczystości przeszliśmy do rozmowy o naszej książce, bo jak się okazało klubowicze nie chcą odpuścić rozmowy o lekturze. "Satynowy magik: Łysiaka przypadł do gustu rawskim miłośnikom dyskusji o literaturze. Znakomity język choć może trochę za uboga fabuła, poruszamy się po świecie sztuki, polityki, historii. Mnóstwo cytatów i odsyłaczy do konkretnych dzieł literackich czy malarskich. Tej książki nie da się przeczytać "płynnie" ponieważ co chwila jesteśmy prowokowani do sprawdzenia podanych w niej informacji. Gorąco zachęcamy do lektury "Satynowego magika" Waldemara Łysiaka.
     Spotkanie trwało ponad trzy godziny.
     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 26 kwietnia (sobota) 2014r. o godzinie 15:00. Porozmawiamy o książce "Afery i skandale Drugiej Rzeczypospolitej" której autorem jest Sławomir Koper . Ponownie mamy zamiar odwiedzić restauracje "Klimaty". Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!
Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho








Satynowy magik
Waldemar Łysiak



     "Satynowy magik" był moim pierwszym spotkaniem z twórczością Waldemara Łysiaka, znanego i uznanego polskiego pisarza i publicysty, z wykształcenia architekta, z zamiłowania napoleonisty i bibliofila. Nie można czytać wszystkiego, co modne i znane, więc muszę od razu przyznać, że ta książka nie była moim wyborem, a po prostu nie miałem innego wyjścia, gdy stała się lekturą lutego w naszym oddziale DKK*. Nie żebym miał coś do autora, ale po prostu mam inne priorytety i z reguły z własnego wyboru sięgam po odmienne działy literatury.
     Rzecz cała dzieje się w ostatnich latach przed wybuchem II Wojny Światowej. Młody Polak przybywa do fikcyjnego kurortu niemieckiego Germanshaven, który poszczycić się może nie tylko atrakcjami prozdrowotnymi, ale i elitarnym uniwersytetem. Na studia może pozwolić sobie tylko dzięki wsparciu finansowemu bogatego wuja, który jednak ma wobec niego sekretne, nieujawnione plany. Wśród braci studenckiej wyróżnia się Satin Retea bardzo majętny, choć niepewnego pochodzenia i postać wielce tajemnicza. Inteligentny, przebiegły, prowokator i więcej nie będę zdradzał. Fabuła, choć bardzo skromna, wiele by jednak straciła na przedwczesnym ujawnieniu, podobnie jak rozszyfrowanie Satina, które pozostawiam czytelnikom.
     "Satynowy magik" jest powieścią dygresyjną, w dodatku w wielu wymiarach. Fabuła to tylko podstawa do ukazania poglądów autora, bowiem subiektywne zaangażowanie pisarza jest wyraźnie widoczne, zwłaszcza w przemyśleniach na temat moralności, dobra i zła, seksu, płci i historii. Choć kuszenie przez złego i konsekwencje wchodzenia w układy ze złem oraz sprzedawania duszy za doraźne korzyści są zaakcentowane jako temat wiodący, książka aż roi się od wycieczek na pola sztuki, historii, polityki i krytyki katolicyzmu. Gęsto w niej od celnych sformułowań wprost nadających się na błyskotliwe cytaty i od przytoczonych cytatów z dorobku innych bardziej i mniej znanych osób. Znajdziemy też wiele ciekawostek z różnych dziedzin historii. Pod tym względem "Satynowy magik" przypomina mi mój ulubiony choć niestety zapoznany i zapomniany "Lamus ciekawostek" ubrany w powieściową formę. Do tego pisarz pokazuje się nam jako prawdziwy erudyta w pełnym i najlepszym znaczeniu tego słowa. Już samo to sprawia, iż książkę czyta się świetnie, choć nie da się jej czytać szybko. Zmusza do refleksji, zastanowienia i, nie ma co ukrywać, sprawdzania, czy autor się nie poślizgnął. Jednym słowem, powinno być świetnie, a jednak...
     Zrobiliśmy w klubie głosowanie i znacząca większość cenzurek w starej skali ocen (2 do 5) krążyła wokół czwórki. Była tylko jedna naciągana trójka koleżanka biegła w języku włoskim stwierdziła, iż we wstawkach obcojęzycznych rodem ze słonecznej Italii aż roi się od byków. Pozostali zarzucali autorowi między innymi wtórność w stosunku do wcześniejszych powieści. Ja tego ostatniego problemu nie miałem w końcu była to moja pierwsza lektura spod pióra Łysiaka. Zawiódł mnie jednak pewien rodzaj mizoginizmu, który wyraźnie wyziera z kart książki i który na kilometr pachnie jakimiś kompleksami. Oczywiście może to być zabieg celowy; prowokacja obliczona na wywołanie sprzeciwu czytelnika, ale inne aspekty każą w to wątpić. Kuszenie przez zło ukazane w "Satynowym magiku", przerabianie dobrych ludzi na złych, tylko z pozoru wydaje się perfidne. Temat chyba najważniejszy z tych, jakie stoją przed ludzkością, ale ewidentnie spłycony. W porównaniu do wyników eksperymentów psychologii społecznej "wyrafinowanie" Satynowego magika wygląda niczym cios widłami zadany przez pijanego chłopa przy opóźnionym o tydzień skutku działania kompetentnego truciciela. Podobnie jest z przemyśleniami politycznymi i innymi, które w jednych aspektach wydają się głębokie, a w innych wręcz infantylne. Owszem, jest to książka zmuszająca do myślenia, ale na pewno nie daje jasnego przekazu, pod którym mógłbym się podpisać.
     Nie pozostaje mi więc nic innego, jak stwierdzić, iż jest to pozycja warta przeczytania, mogąca dać wiele czytelnikowi poszukującemu rozrywki, pokazu wielkiej erudycji albo impulsów do nowych refleksji, ale zarazem absolutnie nieprzeznaczona dla niewyrobionego albo niezbyt dociekliwego odbiorcy. W przypadku osób nie potrafiących budować własnych koncepcji niezależnie od stanowiska autorytetów, osób, które potrafią tylko popierać albo odrzucać, też "Satynowy magik" dobrym wyborem chyba nie będzie. Jedni razem z rzetelnymi prawdami połkną sporo bardzo szkodliwych stereotypów, a inni odrzucą ważkie prawdy tylko dlatego, że w innym miejscu trafią na coś, z czym się nie zgadzają lub co obrazi ich uczucia. Jednak wszyscy, którzy myślą samodzielnie, znajdą sporo zadowolenia w tej lekturze, niezależnie od stopnia jej zgodności z ich własnymi przekonaniami.
     No i jeszcze jedno cieszę się, że dzięki tej książce poznałem Alesandro Magnasco vel il Lissandrino i zainteresowałem się jego twórczością. Już choćby dlatego nie żałuję, iż ją przeczytałem. Co za klimaty!

Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka
Woj. łódzkie


23.02.2014


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z sześćdziesiątego czwartego spotkania DKK w RawieMazowieckiej. Spotkanie odbyło się 01.02.2014r. tym razem nie w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej lecz w restauracji "Klimaty" nad rawskim zalewem i było naprawdę klimatycznie. W spotkaniu brało udział 7 osób. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 12 członków. Rozmawialiśmy o książce "Więzień nieba" Carlosa Ruiza Zafona.

     Noworoczne spotkanie DKK w nowej scenerii. Na czas remontu biblioteki nasz Klub musiał zaleźć nową siedzibę, po naradach postanowiliśmy udać się do restauracji "Klimaty" nad rawskim zalewem. Okazało się, iż była to jak najbardziej trafna decyzja. W mroźne sobotnie popołudnie, spotkaliśmy się w przytulnym, ciepłym wnętrzu "Klimatów" by zasiąść w pobliżu kominka i porozmawiać o długo wyczekiwanej książce. "Więzień nieba" Zafona, bo o nim mowa, to trzecia część z barcelońskiej sagi o rodzinie Sempre. Dwie poprzednie części "Cień wiatru" i "Gra anioła" znalazły się na liście naszych ulubionych książek a Carlos Ruiz Zafon dołączył do panteonu mistrzów pióra uwielbianych i podziwianych przez nasz klub. Autor pisząc pierwszą cześć cyklu postawił porzeczkę naprawdę wysoko, dlatego też nasze oczekiwania co do tej książki także były niemałe. Ale czy można zawieść się na Zafonie, który jest mistrzem w budowaniu niepowtarzalnego wręcz magicznego klimatu powieści. Czytanie jego książek to podróż która chcemy by trwała wiecznie. Nastrój, intryga, znakomity język po prostu majstersztyk kunsztu pisarskiego. Nie ma niczego, do czego można by mieć jakiś zarzut, no może jeden za mało, za krótko, krótko mówiąc chcemy jeszcze i to jak najszybciej. Rozmowa o "Więźniu nieba" także była czystą przyjemnością i ponownym delektowaniem się jego treścią.
     Kto jeszcze nie przeczytał, niech zrobi to jak najszybciej ponieważ to jedna z najlepszych książek literatury współczesnej, zaś my polecamy wam tę jak i pozostałe części całym naszym czytelniczym sercem.
     Obcowanie z dziełami Zafona to ponadwymiarowa przyjemność

     Spotkanie trwało około trzech godzin.

     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 22 lutego (sobota) 2014r. o godzinie 15:00. Porozmawiamy o książce "Satynowy magik" Waldemara Łysiaka . Ponownie mamy zamiar odwiedzić restauracje "Klimaty". Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






Carlos Ruiz Zafón
Więzień Nieba



     Kiedy w ostatniej chwili dowiedziałem się, iż lekturą omawianą na styczniowym spotkaniu naszego oddziału DKK* będzie "Więzień nieba" Carlosa Ruiza Zafóna, byłem bliski paniki. Nazwisko dość znane, ale w moim przypadku raczej ze słyszenia, gdyż z jego twórczością nie miałem się jeszcze okazji zapoznać. Recenzje bardzo pozytywne, co może równie dobrze świadczyć o wielkości dzieła, jak o pisaniu pod publiczkę wspartym dobrym marketingiem. Do tego świadomość, iż to trzecia powieść w cyklu, co niekoniecznie jest dobrym sposobem na rozpoczęcie jego poznawania. I jakby było mało, znaczna objętość podkreślana w różnych opiniach, nawet sygnowanych przez znanych krytyków. Na szczęście już po kilku stronach stwierdziłem, że to ostatnie jest zwykłym trickiem duża czcionka, rozrzutne formatowanie tekstu, ozdobne inicjały i inne podobne zabiegi sprawiają, iż książka wydaje się zawierać więcej tekstu, niż jest go w rzeczywistości. To, oraz podział na krótkie rozdzialiki o przemyślanie dobranej długości, wpasowane w tempo akcji oraz fabułę, sprawiło, iż powieść połyka się z łatwością, więc zdążyłem przeczytać w terminie.
     No właśnie książka łatwa do połknięcia. Podobnie jednak, jak w świecie kulinariów, nie jest to jednak synonim łatwostrawności.
     Atmosfera tajemniczości i mroku oraz przytłaczająca rzeczywistość Barcelony czasów faszyzmu splecione z życiem pragnącym się toczyć w normalnym rytmie miłości i młodości. Owa klimatyczność z kolei połączona z wartką akcją i demonami przeszłości mogącymi zniszczyć radość dnia dzisiejszego. Wszystko to sprawia, że większość czytelników, przynajmniej w czasie lektury, nie zauważa, że autor jednocześnie w ich podświadomości umieszcza swój komentarz do czasów i problemów, w których i z których nakreślona jest fabuła. Moralizuje po prostu. Moralizuje skrycie i podstępnie, indoktrynuje wręcz. Większość, tak przynajmniej można sądzić po recenzjach, które z reguły są pisane raczej na gorąco, koncentruje się na wątkach i aspektach najbardziej widocznych, najpłytszych; miłość, przyjaźń, nienawiść, przygody głównych bohaterów, więzienia i ucieczki, śluby i rozstania. Pytanie tylko, czy to, co w tle, na pewno trafia do podświadomości większości czytelników, a jeśli tak, to czy kiedykolwiek z niej do świadomości powraca.
     "Więzień nieba" nie jest bowiem tylko opowieścią o przygodach dwóch barcelońskich przyjaciół, Daniela Sempre i Fermina Romero de Torres, których łączy między innymi miłość do książek. Powieść ta jest również pacyfistycznym przesłaniem ukazującym, że każda wojna i każda rewolucja największe krzywdy przynosi porządnym, uczciwym ludziom, którzy chcą żyć i pracować w spokoju, nie budując swego szczęścia na krzywdzie innych, tylko na pracy swych rąk oraz umysłów, zależnie od posiadanych zdolności. Inna sprawa, że pisarz sam wykazuje się niekonsekwencją, gdyż rewolucję hiszpańską, poza realistycznymi okropieństwami samej walki rewolucyjnej, ukazuje jedynie poprzez tęsknotę za jej utraconymi w następstwie klęski ideałami. Wprost, w postaci wręcz gotowych do cytowania sentencji, autor deklaruje swój pełen obrzydzenia stosunek do patriotycznych haseł, sztandarów i symboli, które kanaliom wszelkich epok od wieków służą za narzędzia zniewolenia innych; tych porządnych. To samo Zafón odnosi i do dyktatury, w tym wypadku faszystowskiej. Ukazuje, iż każda patologia stosunków społecznych dzieląca ludzi na lepszych i gorszych, w imię czegokolwiek, a najczęściej jakiegoś wyższego dobra, zawsze poprzez stworzenie tej nierówności sprawia możliwość, by jedni mieli władzę nad życiem, życiem i śmiercią, innych. I bezwzględnie podkreśla, jak infantylne jest założenie, że tymi decydentami zostaną dobrzy, którzy oddzielą ziarno od plew. W takich sytuacjach zwykle na szczyty wchodzą najgorsi, którzy potrafią uczynić innym piekło na ziemi. Swoją drogą bardzo ciekawe, że większość czytelników tego nie zauważa w "Więźniu nieba". Czyżbyśmy potrafili zauważać to tylko w stosunku do komunizmu i nazizmu, ale już w stosunku do faszyzmu hiszpańskiego nie, choć pisarz dosłownie i bez ogródek nam to wykłada?
     Może jest temu winna po trosze perfekcja warstwy przygodowej opartej w dodatku na dość egzotycznych dla nas realiach. Pod tym względem książka jest bowiem prawdziwą ucztą czytelniczą. Co istotne, autor ukazuje się jako bystry, i co nawet ważniejsze, uczciwy obserwator rzeczywistości, który w fikcję wplata realia i okruchy historii oraz pilnuje, by własne poglądy nie zaprzeczyły faktycznym sytuacjom. Choć bije od niego antyklerykalizmem i uzasadnioną niechęcią do katolicyzmu, jedną z ważniejszych postaci pozytywnych powieści, moralnie silnych, jest ksiądz. Równocześnie postacie o ludzkich twarzach umieszcza nawet wśród strażników więziennych służących reżimowi, a niektórym więźniom wręcz humanizmu odmawia. Samo życie.
     Ze względu na wielopłaszczyznowość, której ledwo dotykam, gdyż nie chcę Was zanudzać, specyficzną aurę i mocną, wyrazistą fabułę oraz szybką akcję o cechach wręcz powieści sensacyjnej czy kryminalnej, oceny tej książki na pewno będą rozbieżne odpowiednio do aspektów, na których oceniający się skupią. Potwierdziła to dyskusja w naszym DKK, gdzie jedni uznali, że jest to najlepsza z trzech pozycji wydanych dotąd w serii "Cmentarz Zapomnianych Książek", a inni, że wręcz odwrotnie. W tej materii ja oczywiście zdania nie mam, z powodów wcześniej wyłuszczonych.
     Gdy delektowałem się lekturą "Więźnia nieba", bo tak to trzeba określić, nasunęły mi się refleksje. Nie tylko te o moralności, które narzucają się chyba każdemu czytelnikowi tej powieści, więc nawet o nich nie wspominam, ale te pod tytułem "Zafón a sprawa Polska". Choćby sprawa rozliczenia z przeszłością.
     Utalentowany Hiszpan w swej powieści wyraźnie ukazuje nam, iż jego rodacy przyjęli zasadę, że nie należy rozliczać dawnych krzywd, by dać młodym pokoleniom szansę na zachowanie czystych serc i dorastanie w szczęściu, w miłości, w normalnym społeczeństwie. Bez upiorów przeszłości, teczek SB i dziadków z Wehrmachtu. Ten spokój to wartość sama w sobie, cenniejsza niż rozliczenia i zemsta. To krańcowo odmienne rozwiązanie od choćby tego, które przyjęto w Niemczech, gdzie po zjednoczeniu rozliczono kogo się da i postawiono grubą kreskę. Na tle obu tych rozwiązań, niezależnie od tego, które uznamy za słuszne, Polska jawi się jako najbardziej zadżumiona alternatywa. W każdej szafie trupy i nikt nie wie w której jaki. Ile pokoleń po wojnie można jeszcze komuś zarzucać, że jego dziadek był w Wehrmachcie? O ile w ogóle ktoś moralny może komukolwiek czynić zarzuty za czyny dziadka, jakie by one nie były. Ile pokoleń po upadku komuny będzie się nadal wykorzystywać teczki i IPN w celu manipulowania rzeczywistością? Wiele krajów ma w swej historii ciemnie karty. Starają się jednak jakoś zakończyć te rozdziały i zacząć nowe. Lektura takich powieści takich jak "Więzień nieba"zawsze mnie trochę dołuje przypominając, że dla nas te drogi wydają się zamknięte.
     Na koniec muszę ponarzekać. Po wydawnictwie, o nazwie z takimi ambicjami, spodziewałbym się perfekcyjnego poziomu edytorskiego. Faktycznie dobór fotografii stanowiących szatę graficzną jest bez zarzutu. Gustowny, współgrający z tekstem i pytanie tylko, ile w tym zasługi naszego wydawcy. Duże zastrzeżenia budzi natomiast wyraźnie zauważalna ilość błędów edytorskich, od końcówek i innych drobnych błędów, aż po ewidentne wpadki, których na chochlika drukarskiego zrzucić nie można. "Okręt wojenny" to ewidentny pleonazm , a "dziesiątki tysięcy książek" w malutkiej rodzinnej księgarence to już prawdziwa jazda po bandzie. Na szczęście te potknięcia, choć dość liczne, nie są w stanie zepsuć przyjemności z lektury, aczkolwiek jest to przyjemność z tych, które są jak myślenie bolą. Oczywiście nasilenie tej ciemniejszej strony zależy od tego, jak głęboko się w materię powieści wgryziemy. Jeśli chcemy tylko dobrej i lekkiej rozrywki, potraktujmy ją jako powieść przygodową, romans czy sensację. Jeśli mamy ciągotki masochistyczne zwróćmy większą uwagę na tło polityczne, historyczne i społeczne takie, jakimi widzi je pisarz. Choćby na to, że w biednej, zacofanej Hiszpanii, niezaradnego profesorka i księgarza, którego nie stać nawet na opłacenie czynszu i światła, stać jednak na to, by się stołować w knajpie, a takiego, który zarobi na czynsz i energię, stać od razu i na to, by w restauracji jadać codziennie. Ile razy w tym roku nie byliście, ale stołowaliście się, w restauracji?
     Zachęcam wszystkich do lektury, ale do lektury bez powziętych z góry oczekiwań. Odkryjcie tą powieść samą dla niej samej, a wtedy odpłaci ona wam wrażeniami, jakie tylko naprawdę nietuzinkowe książki dać mogą. Może to rzecz trochę na jeden raz, ale za to ten jeden raz naprawdę warto

Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka
Woj. łódzkie


05.02.2014


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z sześćdziesiątego trzeciego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 21.12.2013r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej, brało w nim udział 10 osób W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 12 członków. Rozmawialiśmy o książce "W rajskiej dolinie wśród zielska" Jacka Hugo-Badera.
     To nasze pierwsze spotkanie w rawskim Klubie z reportażem i na wstępie mogę dodać, naprawdę udane. Zbiór ten powstał dla Gazety Wyborczej której dziennikarzem jest autor. Hugo Bader prowadzi czytelnika przez kraje byłego Związku Radzieckiego oraz Rosję. Spotyka się z ludźmi którzy stanowią żywą historię Rosji m.in. Lebiediew czy Kałasznikow. Znakomite rozmowy z weteranami wojny w Afganistanie czy Czeczenii. Obraz konfliktu Rosyjsko Czeczeńskiego widziany i pokazany oczyma matek szukających swoich zaginionych synów to prawdziwe "smaczki" tego zbioru. Niektóre historie może na wyrost ale czy nie takimi prawami się reportaż, którego barwna i stosunkowo krótka treść ma przykuć uwagę czytelnika na godzinę czy dwie im pozostać w pamięci. Hugo - Baderowi się to udaje, pomimo kilku błędów merytorycznych jego reportaże czyta się znakomicie.
     Spotkanie trwało około trzech godziny.
     Wszystkie informacje na temat rawskiego DKK zamieszczane są na stronie internetowej biblioteki (www.rawamaz.e-bp.pl) w linku o tej samej nazwie. Kolejne spotkanie zaplanowane jest 1 lutego (sobota) 2014r. o godzinie 15:00. Porozmawiamy o książce "Więzień nieba" C. R. Zafona. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






W rajskiej dolinie wśród zielska
Jacek Hugo-Bader
Wydawnictwo Czarne 2010
Wydanie II



     Grudniową lekturą oddziału DKK, do którego należę, był reportaż Jacka Hugo-Badera "W rajskiej dolinie wśród zielska". Ponieważ ostatnim klubowym reportażem był "Cesarz" mistrza Kapuścińskiego, więc do lektury przystąpiłem z zapałem, licząc na coś podobnego. Autor został wielokrotnie doceniony, między innymi dwukrotnie nagrodą Grand Press (w latach 1999 i 2003) i Bursztynowego Motyla (w 2010) oraz nominacjami do Nagrody Literackiej Gdynia i do Nagrody Nike, stąd moja nadzieja na wartościową, mądrą i bogatą poznawczo książkę wydawała się uzasadniona.
     "W rajskiej dolinie" jest zbiorem reportaży z terenów dawnego ZSRR publikowanych pierwotnie na łamach Gazety Wyborczej. Doskonałego warsztatu stricte literackiego pisarzowi odmówić nie można. Język barwny, plastyczny, obrazowy, a jednocześnie prosty, konkretny i szybki w odbiorze. Kolorytem nieodparcie, przynajmniej w moim odczuciu, przypominający gawędy imć pana Zagłoby. Idealne opowieści rodem z mocno podkolorowanych wspomnień przy kielichu. Sęk w tym, że to podobno reportaż.
     "reportaż (za słownikiem internetowym co prawda, ale jednak PWN)"
     Reportaż, a więc literatura faktu. Co więc powiedzieć na ewidentne bzdury, których nie można zrzucić ani na tłumacza, ani na chochlika (wszak to drugie wydanie książkowe, a wcześniej była jeszcze i publikacja w gazecie)?
     "Issyk-kul to najgłębsze i zarazem po andyjskim Titicaca najwyżej położone jezioro na świecie." Mistrzostwo świata. Ile ewidentnych przekłamań można zmieścić w jednym zdaniu? Ani pierwsze, ani drugie jezioro, nie jest ani najgłębsze, ani najwyżej położone na świecie. Jako nauczyciel z wykształcenia(!) i wykonywanego niegdyś zawodu, autor pewnie wie, że za taką wpadkę uczeń dostaje wieelką jedynkę. I to właśnie zaczyna zastanawiać i budzić refleksje. Po pierwsze, jeśli tak wygląda profesjonalizm i wiarygodność najlepszych polskich reportażystów, to co są warte teksty tych słabszych. Po drugie, jaki poziom reprezentują ci wszyscy recenzenci, krytycy i jurorzy, którzy tak ewidentnych gaf nie zauważają. Wszak, gdyby ktokolwiek je wytknął, na pewno zostałyby poprawione. Jest to niestety potwierdzenie, iż w naszym kraju wszelkie zaszczyty i nagrody rozdaje się między swoich nie zważając nawet na ewidentną niekompetencję. Wyśmiać to można ucznia w szkole, ale nie uznanego reportażystę. A rzeczy podobnych jest w książce więcej.
     "Wyjątkowo silny huragan" o prędkości () 15 m/s(sic!). Naprawdę ta Nike się należała przecież to aż 54 km/h, czyli 6-7 w skali Beauforta (prawidłowe nazewnictwo silny/bardzo silny wiatr). Huragan to 12 w tej skali, czyli wiatr o prędkości powyżej 117 km/h (powyżej 32.5 m/s). Bardziej obrazowe od liczb są skutki. 7 B praktycznie nie powoduje strat materialnych, a 12 B to klimat, który uwielbiają twórcy filmów katastroficznych, tym bardziej że do 12 B wchodzi wszystko powyżej okolic 120 km/h, łącznie z Katriną.
     Początek rozdziału "Komsomolec " z głębin" jest opatrzony zdjęciem okrętu podwodnego z podpisem "To jedyne zdjęcie ". Proponuję krótką wizytę w internecie, jeśli brak czasu na poważniejsze źródła. Tak, żeby się dłużej nie ośmieszać.
     Te, nieuzasadnione niczym, żenujące błędy sprawiają, iż wiarygodność całości zaczyna być wątpliwa.
     Osobiście w Rosji nigdy nie byłem, ale zbliżywszy się do jej granic już miałem okazję zauważyć, zwłaszcza porą zimową, iż szczególnie do tłustego, chętnie spożywany jest czysty spirytus. Tymczasem u Hugo-Badera ten zacny trunek nie przewija się w żadnej opowieści. Tego typu dysonansów jest w tomiku więcej. Pod koniec lektury miałem już więc poważne wątpliwości, czy rzeczywiście autor widział to, o czym pisał, że widział. Mam bardzo wyraźne odczucie, iż poważnie rozminął się również z oddaniem specyfiki "rosyjskiej duszy" i w ogóle Rosji oraz dawnego ZSRR, choć trzeba przyznać, iż pewne aspekty ukazał znakomicie. Dla mnie jednak za mało ma to wspólnego z reportażem, a więc literaturą faktu. Oczywiście koloryzowanie w stylu Zagłoby ma swój urok, ale nie wtedy, gdy jest sprzedawane jako fakty, i gdy więcej jest koloryzowania, niż konturów. Tym bardziej, że oczywiste błędy, które byłyby piętnowane nawet w szkole, nie uchodzą i dorosłym, mimo iż nikt nie krzyczy, że król jest nagi.
     Gdyby chodziło tylko o ciekawostki i koloryty, wówczas wady tej książki byłyby co najwyżej przyczynkiem do rozważań o patologiach naszej polskiej rzeczywistości, ze szczególnym wskazaniem na media i poziom szkolnictwa oraz kult świętych krów. Sprawa jest jednak bardziej skomplikowana i poważniejsza. Różne, bezkrytycznie przyjmowane od "autorytetów" fałszywe informacje upozorowane na wiedzę, mogą prowadzić do problemów, a nawet niebezpieczeństw. Gdy czytamy, iż autor w krótkich gatkach paradował po wzgórzu, na którym nawet trawa nie rośnie z powodu promieniowana radioaktywnego, to aż się nóż w kieszeni otwiera. Przecież to może przeczytać ktoś, kto akurat wybiera się do Czarnobyla albo innej Fukishimy i pod wpływem lektury zacznie tam chojrakować.
     Jak z powyższego widać, sztuka pisarska Jacka Hugo-Badera tym razem nie doczekała się w moich oczach uznania. Owszem, czyta się toto szybko i z przyjemnością, ale trzeba cały czas pamiętać że, przynajmniej w tym wydaniu, bliżej autorowi do Zagłoby niż Kapuścińskiego

Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka
Woj. łódzkie


27.12.2013


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z sześćdziesiątego drugiego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 16.11.2013r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej, brało w nim udział 9 osób W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 12 członków. Rozmawialiśmy o książce „Dobry powód, by zabijać” Artura Baniewicza.

     Niestety, książka Artura Baniewicza mówiąc kolokwialnie do „bani”. Wydawało się, iż tematyka wojenna, szczególnie jeżeli chodzi o współczesność może być dobrym punktem zaczepienia. Jak się okazało samo „wstrzelenie” się w niszę na polskim rynku wydawniczym nie wystarczy. Artur Baniewicz przenosi nas do bazy wojskowej w Turkmenii. I przez dwadzieścia stron można dać się ponieść tej opowieści. Niestety to co następuje później jest już połączeniem taniej telenoweli z delikatnie mówiąc dziwnymi przemyśleniami głównego bohatera.
     Dyskusja w naszym Klubie ograniczyła się właściwie do wytykania błędów i punktowania niedociągnięć autora. Byłe tego tyle, że naprawdę zajęło nam to trochę czasu. A mogło być naprawdę ciekawie …. szkoda słów.
     Spotkanie trwało około trzech godziny.
     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 21 grudnia (sobota) 2013r. o godzinie 15:00. Porozmawiamy o książce „W rajskiej dolinie wśród zielska” Jacka Hugo-Badera. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






Artur Baniewicz
Dobry powód, by zabijać
wydawnictwo: W.A.B. 2005



     W październiku lekturą „obowiązkową”, w oddziale DKK do którego przynależę, była powieść Artura Baniewicza Dobry powód, by zabijać. Dotąd nie miałem do czynienia z prozą tego autora, lecz pozytywne opinie, jakie zebrały jego wcześniejsze powieści fantasy, dawały nadzieję na dobrą lekturę.
     Pierwszym zgrzytem jest sama okładka, w moim odczuciu wyraźnie kiczowata i odwołująca się do niskich instynktów. Widzimy na niej zlepek dwóch lub trzech zdjęć ukazujących dwa elementy, które zawsze kojarzą się z dobrą sprzedażą, czyli broń palną symbolizującą przemoc oraz popiersie obnażonej kobiety w czymś w rodzaju ekstazy. Niestety, pani grafik (Magdalena Podgórska-Bartkiewicz) nie wykazała się odwagą i konsekwencją, i nie pokazała tego, co naprawdę kusi większość facetów, co sprawia, iż kalendarze wiszące we wszystkich warsztatach mechanicznych naszej sfery kulturowej wyglądają tak podobnie. Nie wspominam o wrażeniach, jakie taka grafika wywiera na potencjalnej czytelniczce.
     Nico zniesmaczony okładką, przypominającą pierwszą stronę brukowca, rozpocząłem lekturę mając nadzieję, iż front to chwyt marketingowy, tani bo tani, ale niekoniecznie mający przełożenie na treść książki. W pierwszej chwili, gdy tylko zacząłem czytać, miałem wrażenie, iż trafiłem na prawdziwą perełkę. Polska baza wojskowa sił pokojowych w Turkmenii. Terroryści w okolicy. Grupa spiskowców wewnątrz bazy planująca kradzież amunicji i sprzedanie jej wrogowi. Ciekawy pomysł na powieść wypełniającą pustkę, jaką mamy w naszej literaturze. Brak bowiem dotąd dobrej prozy z pogranicza sensacji i wojny, której fabuła umiejscowiona byłaby w poperelowskiej polskiej rzeczywistości. Jak dotąd nie mamy wciąż w ogóle polskiej powieści wojennej, która mogłaby przebić fenomen Czterech Pancernych, choć od zmiany ustroju minęły już pokolenia.
     Był taki moment, gdy myślałem, iż to jest to! Lecz to była tylko chwila. Fabuła okazała się mocno naciągana, wręcz nierealna. A styl…
     No właśnie. Z tym to już naprawdę ciekawa sprawa. Gdyby losowo wyciąć niezbyt długie fragmenty z książki i rozdać ludziom do przeczytania, w co drugim pewnie przypadku wrażenia byłyby całkiem pozytywne. Kończą się jednak po złożeniu tych kawałków w całość. Chwile świetnie zapowiadającej się akcji są przerywane niekończącymi się refleksjami głównego bohatera, który jest zarazem narratorem. Ba, nie tylko rozmyślaniami, ale nawet dialogami. Mielenie jęzorem i tasiemcowe rozważania w czasie, gdy toczy się walka o życie, kojarzą mi się tylko z jednym – z brazilianą i innymi telenowelami. Nie wiem, czy autor kiedykolwiek był w prawdziwym wojsku, czy kiedykolwiek stoczył choćby zwykłą podwórkową walkę na serio. Ważne jest to, że wygląda z jego powieści, jakby takie doświadczenia były mu najzupełniej obce, a w dodatku, co jest jeszcze gorsze, jakby takie przejścia przekraczały możliwości jego wyobraźni. Tego się nawet nie da opisać, to trzeba samemu przeczytać.
     Niestety, jak ukazał nasz (czyli klubowiczów DKK) przykład, tylko niewielu jest w stanie ukończyć tę lekturę. W naszym klubie sztuki tej dokonało trzydzieści procent śmiałków. Padały nawet propozycje, by recenzję z tego dzieła nazwać "Baniewicz do bani", lecz uważam, iż nie można oceniać pisarza po jednej powieści. Każdą książkę należy wartościować niezależnie od dotychczasowego dorobku autora. Z podpowiedzi tych więc nie skorzystałem.
     O błędach merytorycznych, takich jak nierealne skutki użycia broni czy nieodróżnianie karabinu od karabinku, co jest tym samym dla powieści wojennej i sensacyjnej, czym nieodróżnianie marchewki od pietruszki dla literatury kulinarnej, nawet nie będę wspominał. Jakby tego wszystkiego było mało, autor czasami pisze w taki sposób, że trafia tylko do tych, co wiedzą, a i oni momentami się zastanawiają, co też artysta ma na myśli. Przykładem choćby bagnet, który w połączeniu z pochwą do niego tworzy swego rodzaju nożyce do cięcia drutu. Autor opisuje to w taki sposób, że każdy wiedzący zastanawia się, o czym on przynudza, a każdy, kto nie zna tego rozwiązania technicznego i tak nie zrozumie, gdyż zabrakło kluczowego zwrotu – tworzy nożyce. Jestem przekonany, a potwierdziłem to kilkoma testami na ludziach, iż na podstawie lektury tej powieści nikt nie dowie się, o co chodzi z tym bagnetem, drutami i pochwą. Kto wie, ten wie, a reszta niczego nie zrozumie. Takich kwiatków niestety jest kilka. Dalszych uchybień nie będę już wyłuszczał. To by nawet nie wyglądało na kopanie leżącego, a na bezczeszczenie zwłok.
     Wielka szkoda, że wyszło jak wyszło. Był i dobry temat wojskowo-sensacyjny, i wątki erotyczno-miłosne, i niezły pomysł na fabułę, i sądząc po króciutkich fragmentach być może całkiem niezłe pióro. Nawet ocena realiów armii naszej obecnej (której to już) Rzeczpospolitej wydaje się dość celna i przekonująca. I wszystko na nic.
     Ja osobiście nie odczuwam tej lektury jako straconego czasu, ale tylko dlatego, że uciekając od niej uruchamiałem wyobraźnię i zastanawiałem się, jak by to mogło wyglądać. Jakbym tworzył alternatywną powieść w głowie. Nie każdy jednak tak ma, co potwierdziły zdecydowanie negatywne wypowiedzi innych członków klubu.
     Gdybym miał porównywać tę książkę Baniewicza do innej o podobnej tematyce, napisanej zresztą też przez polskiego fantastę, czyli do Żmii Sapkowskiego, musiałbym powiedzieć, że ta druga jest zdecydowanie lepsza, pomimo wszystkich tych krytycznych uwag, które wobec niej miałem, i które nadal podtrzymuję. Niech to posłuży za końcową ocenę


Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka
Woj. łódzkie


16.12.2013


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z sześćdziesiątego pierwszego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 19.09.2013r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej, brało w nim udział 7 osób W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 12 członków. Rozmawialiśmy o książce "Zabić drozda" Harper Lee.
     Propozycja przeczytania tej książki wyszła od naszego klubowicza Radka. I jak się okazało propozycja ta była trafiona w stu procentach. Nie było nikogo na spotkaniu komu ta książka nie przypadłaby do gustu. Panią Harper Lee można zaś śmiało zestawić z takimi pisarzami jak Zafon czy Marquez którzy oprócz wspaniałej techniki pisania mają to "coś" co sprawia iż, ich powieści są magiczne a spotkanie z taką książką ma wymiar wręcz metafizyczny.
     Po przeczytaniu "Zabić drozda" przyznam szczerze, że miałem pewne obawy. Zapytacie jakie skoro książka była tak świetna? Otóż z własnego doświadczenia i obserwacji wiem, iż o książkach które wszystkim bardzo się podobały trudno się rozmawia. Chyba łatwiej jest gdy dyskutujący podziela się na dwa obozy, tych za i przeciw, które nawzajem się przekonują do własnych racji. Lub gdy książka totalnie się nie spodobała i klubowicze konsekwentnie wykazują wszystkie mankamenty danej powieści i niedociągnięcia jej autora. Tym razem moje obawy się nie potwierdziły a rozmowa o "Zabić drozda" była pasjonująca.
     Zaczęliśmy od Nelle Harper Lee, autorki jednej książki, tak, tak moi drodzy, pani Lee napisała tylko tę jedną powieść. Z jednej strony szkoda, ale z drugiej, jak zwrócili uwagę klubowicze, lepiej raz a dobrze niż pięćset i byle jak. Harper Lee urodziła się w małej miejscowości na południu Stanów Zjednoczonych. Mieszkańcy tej części USA, jak wiemy nie byli zwolennikami równouprawnienia dla "kolorowych". Ojciec autorki był prawnikiem, który z urzędu bronił dwóch "niggers" i tak zapewne zrodził się w przyszłości pomysł na tę historię. Bohaterką "Zabić drozda" jest ośmioletnia Jean Louise Finch zwaną "Skautem" która wraz z bratem jest wychowywana przez ojca, prawnika oraz nianię która jest murzynką. Ojciec bohaterki analogicznie jak w życiu autorki ma bronić murzyna, posądzonego o gwałt na białej dziewczynie. Historia opowiedziana przez małą Jean nie jest jednak zwykłą opowieścią dziecka. Jean Louise Finch jak na swój wiek jest bardzo dojrzała i świadoma, wypowiada się jak osoba dorosła. Opowiada swoją historię i swojej rodziny widzianą oczami małej dziewczynki ale przez pryzmat osoby dorosłej która to przeżyła. I tak poznajemy życie i metamorfozę ludzkich zachowań tej małej miejscowości, z którymi musi zderzyć się rodzina Atticusa Fincha po tym gdy decyduje się zostać obrońcą w tej bądź co bądź nie łatwej sprawie. I tym tematom poświęciliśmy znaczną część naszej rozmowy. Rasizm, stanowi główny trzon tematyczny tej powieści, ale jest to powieść tak wielowątkowa i tak wspaniale skonstruowana, że znajdziemy w niej wszystko, a przemyśleniami bohaterów można by obdzielić co najmniej kilka książek. Postaci niebanalne, charaktery złożone do tego wspaniały opis małego miasteczka lat trzydziestych daje książkę obok której nie można przejść obojętnie.
     Posumuję to tylko jednym słowem, po prostu genialna.
     Spotkanie trwało ponad trzy godziny.
     Wszystkie informacje na temat rawskiego DKK zamieszczane są na stronie internetowej biblioteki (www.rawamaz.e-bp.pl) w linku o tej samej nazwie. Kolejne spotkanie zaplanowane jest 16 listopada (sobota) 2013r. o godzinie 15:00. Porozmawiamy o książce "Dobry powód, by zabijać" Artura Baniewicza. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






Zabić drozda
(oryg. To Kill a Mockingbird)
Nelle Harper Lee
tłumaczenie: Zofia Kierszys
wydawnictwo: Wibet/Rachocki Pruszków 1994



     Gdybym wcześniej przeczytał jakąś recenzję powieści Zabić drozda, jedynej książki, jaką wydała Amerykanka Harper Lee, pewnie nieprędko bym po nią sięgnął. Gdybym przeczytał dwie, musiałbym przeczytać więcej, a wtedy sam nie wiem, gdyż każda mówi jakby o innej książce. Na szczęście kiedyś Skoda, chwała wieczna jej za to, zasponsorowała konkurs czytelniczy w serwisie LubimyCzytać.pl i wybór dzieł, które wytypowano do oceniania oraz recenzowania w ramach owego współzawodnictwa, stał na naprawdę wysokim poziomie. Był to po prostu niezwykle udany zestaw must read. Wspomniana amerykańska autorka ze swoim dziełem też się znalazła w owym zestawieniu i choć nie przeczytałem Zabić drozda w ramach wspomnianego wyzwania, gdyż nie lubię czytać na zamówienie i na czas, o ornitologicznym tytule nie zapomniałem.
     Czy można opublikować tylko jedną powieść w życiu i stanąć od razu, a zarazem na zawsze, w gronie najlepszych piór świata? Można. Jak w dawnej maksymie życiowej, o której już teraz mało kto pamięta: rób raz, a dobrze. Buduj i pisz tak, jakbyś miał żyć wiecznie, żyj tak, jakbyś miał umrzeć jutro. Pani Nelle Harper Lee wydała tylko jedną powieść, i przyniosła jej ona nie tylko sławę, Nagrodę Pulitzera i Prezydencki Medal Wolności oraz wiele innych honorów, ale przede wszystkim wieczne miejsce w historii literatury i sercach czytelników, którego zazdrościć jej mogą nawet laureaci Literackiej Nagrody Nobla. Kim jest ta skromna pani, obecnie już starowinka, która w 1960 roku stworzyła dzieło, które dziś rzuciło mnie na kolana, podobnie jak wielu innych przed mną, i która przez swą skromność i postawę jawi nam się trochę jak ktoś z nie tego świata?
     Nelle Harper Lee urodziła się w 1926 roku. Dorastała w zapadłej dziurze na Białym Południu jako najmłodsza córka wydawcy lokalnej gazety, który był jednocześnie miejscowym prawnikiem i praktykował w latach od 1926 do 1938. Oczywiście byli Białymi. Zanim jej ojciec został formalnie przyjęty do palestry, bronił dwóch Czarnych, ojca i syna, oskarżonych o zabójstwo białego sklepikarza, ale obaj zostali skazani i powieszeni. Lee od najmłodszych lat była pożeraczem książek, a jej najlepszym przyjacielem od lat dziecięcych był sąsiad, młody Truman Capote (Truman Streckfus Persons), który wyrósł na znanego amerykańskiego pisarza. W przeciwieństwie do swej koleżanki z podwórka tworzył wiele.
     Znając już choćby ten pobieżny początek biografii naszej pisarki nietrudno się domyślić, iż choć fabuła powieści Zabić drozda jest fikcyjna, zawiera w sobie wiele wątków autobiograficznych i obrazów z dzieciństwa autorki. Główną postacią opowieści jest ośmioletnia Smyk* Jean Louise Finch, prawdziwa chłopczyca, młodsza siostra Jeremy'ego Atticusa Fincha zwanego Jem. Są półsierotami wychowywanymi przez ojca Atticusa Fincha, który jest białym prawnikiem, oraz czarną nianię. W małym, nieco zabitym dechami, miasteczku lat trzydziestych problemy rasowe wydają się uśpione. Nie ma tam Klanu, nie ma zbuntowanych Czarnuchów i każdy zna swoje miejsce. Do czasu, aż jeden z Czarnych zostaje oskarżony o zgwałcenie Białej. Miejscowy sędzia na obrońcę z urzędu wyznacza Atticusa. Łatwo przewidzieć, iż sprawy zaraz zaczną się komplikować i nic już nie będzie takie jak było. Co jednak się będzie działo, tradycyjnie Wam nie zdradzę.
     Na podstawie powieści w 1962 roku w reżyserii Roberta Mulligana nakręcono film fabularny pod tym samym tytułem z Gregorym Peckiem w roli Atticusa. Film został uhonorowany trzema Oscarmi i trzema Złotymi Globami. Obraz ten, podobnie jak wiele recenzji samej powieści, koncentruje się głównie na temacie początków walki z rasizmem na amerykańskim Południu. Jest to tylko jednak jeden z aspektów, które nadały książce tak wielką rangę w historii literatury i tak wyjątkowe znaczenie według mojej własnej oceny.
     Są powieści świetne, są powieści rewelacyjne, są też prawdziwe dzieła. Jedne się zestarzeją i z upływem czasu przestaną przemawiać do czytelników, inne zachowają swą świeżość, swą moc poruszania serc i umysłów na wieki. Te ostatnie to arcydzieła. Obawiam się używać tego słowa, podchodzę do niego niczym pies do jeża. W tym jednak przypadku nie mam innego wyjścia. To jest arcydzieło w pełnym i najpoważniejszym znaczeniu tego słowa.
     Powieść Harper Lee jest o rasistowskim południu Stanów. I jest o rasizmie w USA. O walce z nim też jest. Choć temat ten jest wciąż aktualny, i pewnie będzie zawsze na czasie, gdyż wiele narodów w każdej epoce ma swych Czarnuchów, tylko ich nazwy się zmieniają. Jest to jednak również pięknie odmalowany obraz lat trzydziestych na prowincji południa USA. Plastyczny, żywy, jak wspomnienia autorki, którymi przecież jest w istocie ta książka. Mamy też płaszczyznę kryminalną i sądową, owo zgwałcenie, oskarżenie, i to wszystko co z nich wynikło, a czego zdradzać nie będę, gdyż rozwój owych konarów wyrastających z pnia głównego przestępstwa jest całkiem odmienny od tego, czego się możemy spodziewać, a samo zakończenie owych wątków w pełni zaskakujące, niczym w świetnym kryminale. Można widzieć tu powieść obyczajową, gdyż rzeczywiście, tło i zwyczaje społeczne ukazane zostały z niezwykłym mistrzostwem, a postacie, którymi zaludniony jest świat tej powieści to prawdziwy popis przekonujących, dynamicznych i wyrazistych charakterów. Mamy jeszcze kilka innych, znaczących wątków, splecionych ze sobą, jak choćby tajemnica Artura "Boo" Radleya ukrywającego się przed światem w sąsiednim domostwie. Każdy ma znaczenie, każdy ma swą rolę w całości i nierozerwalnie jest z nią połączony. O czym więc jest ta historia?
     O ludziach, i o życiu. O rodzinie i miłości. O tym, czym się różni człowiek od motłochu i o tym również, że motłoch składa się z ludzi. Tak naprawdę nie jest to powieść o latach trzydziestych, rasizmie i Ameryce. Wystarczy zmienić nazwiska, kraj i czasy, byśmy zobaczyli to, co odgrywa się wszędzie i zawsze. To przede wszystkim opowieść o odwadze. Nie tej głupiej, której może doznać nawet największy debil pod wpływem strachu lub propagandy, zwłaszcza gdy ma karabin w ręku i nie myśli o tym, iż za chwilę może skończyć jako kukła bez rąk i nóg, ale tej prawdziwej, która w imię wyznawanych wartości i samego człowieczeństwa wymaga, by stanąć do walki z góry skazanej na przegraną. By dzień po dniu, z tą świadomością, że konsekwencje trzeba będzie ponosić do końca życia, robić NAPRAWDĘ to, co się uważa za słuszne i prawe, za warunek bycia dalej porządnym człowiekiem w swoich własnych oczach, nawet bycia człowiekiem w ogóle. Tak jak Atticus NAPRAWDĘ bronił oskarżonego o gwałt Murzyna, choć wiedział, że wygrać nie może, a stanąć będzie musiał przeciwko całej społeczności. Właśnie. Czy na pewno całej? A może robił to dla swoich dzieci i tych wszystkich, których głosy ginęły w powszechnym wołaniu, by powiesić Czarnucha, ale jednak gdzieś tam byli i robili co mogli, choć nic zrobić nie było w ich mocy? Warto podkreślić, iż w przeciwieństwie do wielu innych zawodowych obrońców uciśnionych; goniących za chwałą lub pieniędzmi; prawników, polityków i duchownych, Finch nie zgłosił się sam do sprawy, która jest osią fabuły. Został do niej wyznaczony przez miejscowego sędziego jako obrońca z urzędu i choć wie, że wygrać nie może, zamierza nie tylko wypełnić formalny obowiązek, ale wypełnić go NAPRAWDĘ; zrobić wszystko, by spróbować osiągnąć niemożliwe. Dla oskarżonego, dla swych dzieci, dla samego siebie i swego sumienia, dla wszystkich, nawet tych, którzy go za to znienawidzą.
     "Zabić drozda to największy grzech" - zdanie klucz do całej powieści. Dlaczego? Przeczytajcie sami. Odpowiedź poznacie w trakcie lektury niezwykłej, również z tego powodu, iż narratorem jest ośmioletnia Smyk. Mówi ustami dorosłej kobiety, która wspomina siebie sprzed lat, ale zarazem pamięta dokładnie jak wtedy czuła, jak mówiła, co rozumiała i w jaki sposób, która pamięta siebie samą wtedy. Niesamowity zabieg, który się pisarce udał z niezwykłym wyczuciem, bez śladu fałszu czy sztuczności.
     Nie wiem na jakim poziomie są inne tłumaczenia i wydania, ale to, które miałem przyjemność poznać, mogę polecić, mimo kilku wpadek. Drozd na okładce, to nie żaden drozd, tylko kwiczoł. Też z drozdowatych, ale to tak, jakby nie odróżnić rudzika od kopciuszka lub kosa. Skąd ten błąd nie mam pojęcia. Jest też w samym tekście kilka omyłek różnych rodzajów, ale nie wpływają one znacząco na odbiór tej wspaniałej książki. Mądrej, pięknej, prawdziwie wychowawczej. Zwykle nie używam takich określeń, gdyż wydają mi się zbyt górnolotne, a teraz mam wręcz wrażenie, iż nie oddają w pełni wagi tego dzieła. Moim zdaniem jest to lektura, jakiej potrzebuje nasze społeczeństwo i nasze czasy. Każde społeczeństwo i każde czasy, jeśli nie chcemy by motłoch nadawał ton ludziom.
     Co nam z lektur, które propagują walkę zbrojną w czasach, gdy nie ma z kim walczyć? Do kogo strzelać? Jak umierać i za co? Wymordować tych, którzy myślą inaczej, jak nawołują hasła na koszulkach "patriotów"? Zabić drozda pokazuje jak żyć, a to wbrew pozorom jest chyba najtrudniejsze, jeśli chcemy pozostać porządnymi ludźmi, gdyż to walka, której końca nie ma, i w której konsekwencje podejmowanych decyzji będą nas dotykać do końca naszej drogi na tym świecie. To walka najtrudniejsza, gdyż tych porządnych zawsze jest zbyt mało, a ostatnio u nas chyba wyjątkowy ich deficyt. Nomen omen - w Polsce centralnej do drozdów strzela się jak do wściekłych psów. Przypadek to, czy złośliwy chichot Pana Boga?
     Jeszcze raz zachęcam do lektury i podkreślam, iż jest to jedna z najwartościowszych, najbardziej godnych polecenia książek jakie dotąd miałem w ręku. Przy tym czyta się ją z przyjemnością tak wielką, że aż nieprzyzwoitą w zestawieniu z powagą i wagą przemyśleń, które wywołuje

Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka
Woj. łódzkie


16.10.2013


Andrzej Stasiuk

MBP DKK Rawa Mazowiecka 20.09.2013r.

Witam !!!

     To już siódme spotkanie z autorem w rawskim DKK. I ewidentnie ta siódemka była dla nas szczęśliwa, bowiem nasze zaproszenie przyjął Andrzej Stasiuk. Nie ukrywam, iż bardzo nam zależało by to był właśnie On. Dlaczego ?. Ponieważ po jego książkę w klubie sięgaliśmy trzykrotnie. Przeczytaliśmy "Grochów", "Dojczland" i "Mury Hebronu". Ostatni tytuł znalazł się w Top Five, najlepszych książek przez nas czytanych. Ranking ten powstał na pięciolecie rawskiego Dyskusyjnego Klubu Książki. Tak, to wszystko nas motywowało do tego by tegorocznym gościem był Pan Andrzej.
     Ale wróćmy do spotkania, jestem pewien iż ponad czterdzieści osób zgromadzonych w czytelni naszej biblioteki nie było zawiedzionych. Andrzej Stasiuk w charakterystyczny dla siebie sposób, odpowiadał na kolejne pytania, a każda odpowiedź była snuciem pewnej historii. Tak jak w jego książkach, Andrzej Stasiuk opowiada tak jak pisze. Beskidy, podróże, pamiątki, mapy, samochody, wydawnictwo, babcia, książki, ileż było tematów poruszonych podczas tej rozmowy . Zebrani miłośnicy prozy Stasiuka aktywnie włączyli się w spotkanie, padało dużo pytań. Pytań tych co zawsze, kilka nowych i pytań po których emocje, związane z tematem odbierały pisarzowi głos. Ponad dwugodzinne spotkanie dostarczyło czytelnikom, uśmiechu, zdziwienia, wzruszeń i ukazało pisarza kompletnego do tego pełnego pasji, pasji życia i czerpania z niego ile się da. Dziękujemy Panu Andrzejowi i mamy nadzieje, spotkać się raz jeszcze …

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho



GALERIA


30.09.2013


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z pięćdziesiątego dziewiątego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 22.06.2013r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej, brało w nim udział 5 osób W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 12 członków. Rozmawialiśmy o "Pamiętnikach" Jana Chryzostoma Paska.
     Na naszym przedwakacyjnym spotkaniu powiało historią, ponieważ wraz z klubowiczami sięgnąłem po "Pamiętniki" Paska. Kronikarz ten jest mocno związany z Rawą Mazowiecka dlatego też postanowiliśmy zapoznać się z dziejami naszego miasta widzianymi oczami ówczesnego szlachcica. Jan Chryzostom Pasek pochodził z mazowieckiej szlachty, zaś wykształcenie odbierał w kolegium jezuickim w Rawie. Sprawdziliśmy jak to drzewiej bywało…
     Obraz szlachty opisywanej przez Paska nie buduje jak powieści Sienkiewicza, który notabene mocno korzystał ze spostrzeżeń pamiętnikarza. Sam Pan Jan był "rasowym" przedstawicielem postępowania Panów Braci, czyli był pijakiem, warchołem i pieniaczem z rozrośniętym ego do maksymalnych rozmiarów. Czytając te wspomnienia, nabiera się pewności, że taki stan rzeczy nie mógł budować mocnej Ojczyzny. Rzeczpospolita szlachecka czyli sam sobie jestem Panem. Cóż… jak mówią słowa piosenki - nic nie może wiecznie trwać-.
     Co można powiedzieć o języku jakim są napisane wspomnienia naszego sławnego kronikarza?. Jest on obecnie bardzo archaiczny i czytanie "Pamiętników" nie należy, delikatnie mówiąc do łatwych. Jak słusznie zauważył nasz kolega Radosław, dzieło Paska jest znakomitym materiałem do badań dla językoznawców i miłośników historii a nie na lekturę szkolną, która odstraszyła pewnie nie jednego ucznia, a może nawet zniechęciła do czytania.
     Resumując, książka interesująca ale mimo wszystko dla wąskiej grupy odbiorców.

     Spotkanie trwało około trzech godzin.

     Kolejne spotkanie zaplanowane jest po wakacjach, już teraz mogę powiedzieć, że na pewno będzie to wrześniowa sobota godzina 15:00. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






26.08.2013


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z pięćdziesiątego ósmego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 18.05.2013r. nad zalewem w Rawie Mazowieckiej, brały w nim udział 4 osoby. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 12 członków. Rozmawialiśmy o książce, czytelnictwie i o tym co w ostatnim czasie nas zaintrygowało i zaciekawiło w świecie literatury.
     Znakomite spotkanie w pięknych okolicznościach przyrody. Tam można by było podsumować jednym zadaniem nasze ostatnie spotkanie. Wspaniała pogoda zachęciła nas do opuszczenia na chwilę biblioteki i nasze spotkanie odbyło się nad rawskim zalewem. Postanowiliśmy porozmawiać przede wszystkim o książkach które przeczytaliśmy poza klubem a są naprawdę godne uwagi i polecenia. Pozycja która najbardziej zainteresowała zebranych klubowiczy to Efekt Lucyfera Dlaczego dobrzy ludzie czynią zło?, Philipa G. Zimbardo o której opowiadał Radek. Efekt Lucyfera to termin wprowadzony autora tej książki. Określa on przemianę charakteru człowieka z dobrego na zły pod wpływem środowiska i sytuacji, w jakiej się znajduje. Termin określa się też mianem przemiany z anioła w diabła. Jest to książka psychologiczna, w której Zibardo opisuje doświadczenia którym zostali poddani zwykli obywatele i ich efekty. Najbardziej znanym i rozpoznawalnym jest stanfordzki eksperyment więzienny w którym to ponad dwudziestoosobową grupę ochotników podzielono na więźniów i strażników. Trzeba dodać, iż były to osoby które nie miały wcześnie styczności z systemem więziennictwa i nie były karane. Jak sytuacja ta wpłynęła na i postawę i umysły … Powiem tylko, że położenie w której znajdzie się człowiek, szczególnie stan ekstremalny może wydobyć z jego psychiki zachowania o których wcześniej nie zdawał sobie sprawy. W Kazanym z nas drzemie bestia miejmy nadzieję, że sytuacja i czas w jakim żyjemy nigdy nie pozwoli jej się obudzić. Wszyscy zgodnie zdeklarowali, iż w najbliższym czasie książka Philipa G. Zimbardo Efekt Lucyfera na pewno trafi w ich ręce. Zimbardo często w swoje książce odnosił się do kolejnej powieści o której rozmawialiśmy a mianowicie do "Władcy much" Williama Goldinga. Nie się czemu dziwić ponieważ powieść ta doskonale wpisuje się swoja treścią do tematu o którym pisze amerykański psycholog. Mianowicie rozbija się samolot, pasażerowie trafiają na bezludną wyspę. Nie są to jednak powiedzmy zwykli pasażerowie ponieważ jest to grupa dzieci dokładnie chłopców w wieku od sześciu do kilkunastu lat. Nowe miejsce, nowa sytuacja, jak zareagują młode umysły na tak poważne wyzwanie jak próba przeżycia bez wsparcia osoby dorosłej. Na początku euforia i zachłyśnięcie się "urwaniem ze smyczy", następnie wybranie lidera i próba ustalenia zasad aż do kolejnych dramatycznych zdarzeń i upadku wszelkich zasad moralnych. Po raz kolejny to miejsce i sytuacja powodują to kim się stajemy. Po tak poważnych rozważaniach dla odprężenia rozmawialiśmy i polecaliśmy sobie książki James'a Pattersona, Jonathan'a Carrolla, padło kilka słów o klasyce kryminału czyli o książkach Edigeya, Zaydlera-Zborowskiego. Nie umknęło naszej uwadze także to, że polscy pisarze a szczególnie pisarki stają się mocnym filarem literatury obyczajowej.
     Reasumując, na nas rawski zalew - miejsce, w sobotę popołudniu - czas, niewątpliwie też miał wpływ, ponieważ nasza literacka dyskusja trwała kilka godzin.
     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 22 czerwca (sobota) 2013r. o godzinie 15:00. Porozmawiamy o "Pamiętnikach" Jana Chryzostoma Paska. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho


  




20.05.2013


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z pięćdziesiątego siódmego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 20.04.2013r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej, brało w nim udział 5 osób. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 12 członków. Rozmawialiśmy o książce Denisa Diderota pt. "Kubuś Fatalista i jego pan".
     Dyskusja o książce była równie spokojna, jak sposób prowadzenia narracji tego opowiadania przez autora. Ciężko było znaleźć jakieś mankamenty w "Kubusiu Fataliście" ale równie ciężko było znaleźć jakiś punkt zaczepienia do dyskusji. Niewątpliwym plusem i zachętą do przeczytania tej powieści, na co zwrócili uwagę klubowicze, jest przedmowa tłumacza, którym był Tadeusz (Boy) Żeleński, błyskotliwy język i esencja tego co powinno być zawarte w takim wstępie, to atut którego próżno szukać w literaturze współczesnej. Następnie ruszamy w podróż bez celu, Francuskimi bezdrożami, wraz z naszymi bohaterami. Podróż długa, czasu wiele, dlatego też najlepszym sposobem na umilenie sobie wyprawy jest rozmowa. Rozmowny Kubuś, by nie powiedzieć gaduła i słuchający go pan. Błyskotliwe wypowiedzi Kubusia których jest naprawdę masę, przytaczane były na spotkaniu i dodały mu kolorytu, zaś niektóre wątki powieści były dla nas mało czytelne ponieważ straciły już na swojej aktualności. Tak jak wspominałem jest to lektura prowadzona równym rytmem, z trochę denerwującymi w wytrącającymi komentarzami autora, ale należy pamiętać, iż książkę tę Diderot pisał do szuflady i została ona wydana bez poprawek. Resumując, polecamy na spokojny wieczór, dla osób które chcą trochę się pośmiać, trochę pomyśleć, po prostu trochę poczytać - miłej lektury.

     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 18 maja (sobota) 2013r. o godzinie 15:00. Porozmawiamy o książce i czytelnictwie ogólnie. Spotkanie zaplanowane jest wyjątkowo nie w bibliotece ale nad rawskim zalewem. Podzielimy się swoimi obserwacjami o książkach które czytaliśmy poza klubem, a są naprawdę godne przeczytania. Czeka nas więc literacka majówka w uroczych plenerach naszego miasta. Mam , także nadzieję, że w ten sposób spróbujemy przybliżyć innym klubom naszego województwa Rawę Mazowiecką. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






Kubuś Fatalista i jego pan
Denis Diderot
tłumaczenie: Tadeusz Żeleński (Boy)
tytuł oryginału: Jacques le fataliste et son maître
Państwowy Instytut Wydawniczy Warszawa 1985


Denis Diderot (urodzony 5 października 1713 w Langres we Francji, a zmarły 31 lipca 1784 w Paryżu) - francuski pisarz, krytyk literatury i sztuki oraz filozof, za dzieło swego życia uważał pracę przy tworzeniu Encyklopedii, która zebrała dorobek myśli społecznej, filozoficznej i moralnej europejskiego oświecenia. Dziś jednak najbardziej znanym jego dziełem jest powiastka filozoficzna Kubuś Fatalista j jego pan, która pierwotnie nie była przeznaczona do publikacji, a po raz pierwszy ukazała się drukiem dopiero w roku 1796.
Wydanie, które trafiło do moich rąk, przedmową opatrzył tłumacz - Tadeusz Żeleński (Boy) i choć od jej napisania minęło już sporo czasu (jak sądzę opatrzono nim pierwsze polskie wydanie, a wtedy byłby to rok 1915), można tylko marzyć, by dziś choć dziesiąta przedmowa była napisana z takim mistrzostwem. Wzór niedościgły i absolutnie godny naśladowania. Wprowadza czytelnika, który zamierza spotkać się z Kubusiem i jego panem w sedno maniery tego utworu, zachęca, ale nie reklamuje, krótko wspomina to, co niezbędne i pomija wszystko, co nie jest konieczne. A potem już możemy podążyć za naszymi bohaterami.
Z bohaterami, którzy konno przemierzają Francję, nie spiesząc się, gdy nie zmuszają ich do tego okoliczności, i prowadząc długie rozmowy. Długie, wręcz niekończące się. Początkowo wydaje się, iż ich tematem będą miłosne historie z życia Kubusia, ale ten jest okropnym gadułą, na dodatek domorosłym filozofem, co sprawia, iż nie ma końca dygresjom, wątkom pobocznym i innym przedłużaczom. Jakby tego było mało, ciągle wydarza się coś, co sprawia, iż ktoś musi opowiedzieć inną historię, a Kubuś wciąż nie może nawet dobrze zacząć swojej. Czy w końcu ją opowie, i jaki będzie jej przebieg, tego oczywiście nie zdradzę, przeczytajcie sami.
Dygresje i wtręty pochodzą nie tylko od postaci zaludniających świat tej powiastki. Autor zwraca się też bezpośrednio do czytelnika, który być może nigdy nie miał zaistnieć. Taka zabawa piórem? Diderot pisał bowiem do szuflady i nie mam pewności, czy w czasie, gdy tworzył Kubusia, miał w planach publikację, choćby po śmierci, czy ją chociaż ewentualnie dopuszczał w bliżej nieokreślonej przyszłości. Jakby nie było, kieruje się wielokrotnie wprost do przyszłego odbiorcy tekstu, toczy z nim swego rodzaju grę. A jaka jest tematyka tych przenikających się warstw i zabiegów literackich?
Bardzo różnorodna. Mamy lekko podane tematy filozoficzne; ogólnoludzkie. Mam tematy społeczne z mocno podkreśloną krytyką realiów ówczesnej Francji, posuwające się aż do przepowiedni okropieństw Rewolucji. Trzeba jednak pamiętać, że od powstania Kubusia minęły już dwa wieki z okładem. W moim odczuciu pewne aspekty przemyśleń i obserwacji Diderota mocno się zdezaktualizowały, podczas gdy inne, gdyż są nadal aktualne, pokazują swą zdwojoną moc, jako że ani upływ czasu, ani kolejne rewolucje, niczego nie zmieniły, choć powinny. Nie zmieniły przede wszystkim natury człowieka, zwłaszcza jej mniej chwalebnych aspektów, podobnie jak wypaczeń Kościoła Katolickiego, który został przez Diderota poddany miażdżącej krytyce.
Książeczkę czyta się dobrze, choć nie wciąga. Łatwo od niej odejść, by potem niespiesznie równie łatwo do niej wrócić. Może nie bardzo się ona nadaje na dzisiejsze, zabiegane czasy, gdyż nie ma w sobie tego magnetyzmu sprawiającego, iż się oderwać nie można. Z drugiej strony ma w sobie urok, dzięki któremu można ją czytać nawet przez tydzień, z ciągłymi przerwami, i w każdym momencie się nią delektując, niby butelką dobrego koniaku, po który sięgamy tylko wtedy, gdy mamy chwilę spokoju, by ją poświęcić tylko jemu.
Kubuś jest potencjalną kopalnią sentencji i cytatów, choć z drugiej strony wiele z zawartych w nim mądrości pokryło się patyną. Ambiwalencja jednak wpleciona przez Diderota w dialogi jego bohaterów, w ich postawy i zachowania, daje możliwość odczytywania ich na różne sposoby i poszukiwania prawdy we własnym zakresie. Kubuś z jednej strony jest fatalistą, co wyraźnie deklaruje, jednak z drugiej, w chwilach wymagających działania, potrafi być nad wyraz aktywny i działać nie oglądając się na przeznaczenie. Podobnie jest w Kubusiu z wieloma rzeczami, co pewnie ma zmusić czytelnika do myślenia, do znalezienia własnych odpowiedzi, a nawet własnych pytań. I w tym względzie, choć eksperymentalna forma, w czasach jego powstania uznana pewnie za ekscentryczną, dziś już nikogo nie dziwi, jest Kubuś Fatalista i jego pan prawdziwie ponadczasowy. Rzecz absolutnie warta poznania, choć dla czytelnika interesującego się historią i filozofią raczej jako ciekawostka, gdyż do jego wyobrażenia świata niczego nowego nie wniesie. No i jak z tym koniakiem lub winkiem - lepiej wybrać na lekturę czas spokojny, może jakiś urlopik, by ją smakować i się nią delektować

Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka


26.04.2013


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z pięćdziesiątego szóstego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 16.03.2013r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej, brało w nim udział 10 osób. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 12 członków. Rozmawialiśmy o książce Charles'a Bukowskiego pt. "Kobiety"

     To nasze drugie spotkanie z książką Charles'a Bukowskiego w dość krótkim okresie czasu. Spotkanie tym bardziej miłe, ponieważ w konkursie na najlepszą recenzję lutego organizowaną przez Instytut Książki zwyciężył członek naszego klubu Radosław Magiera. Zwycięska recenzja dotyczy właśnie książki Chrles'a Bukowskiego pt. "Hollwood" o której o rozmawialiśmy parę miesięcy wcześniej. Jest to już drugie wyróżnienie dla rawskiego DKK.

     Co tym razem "zaserwował" na Bukowski. Po raz kolejny "stary świntuch" podzielił rawskich klubowiczy. Podzielił według poglądów ale tym razem i według płci. Panie stwierdziły, iż książka jest powtarzalna, wulgarna wręcz prostacka. Panowie zaś stanęli w opozycji twierdząc, że taka właśnie miała być. "Kobiety" napisane są prostym językiem bez zbędnego patosu. Jest to dobra lektura na dwa wieczory. Powieść Bukowskiego wydaje się być realistyczna i bez żadnych przekłamań, ponownie główny bohater ma wiele cech pisarza. Ale tak właśnie wygląda proza Bukowskiego. Opisuje on w "Kobietach" swoje "przygody" z płcią piękną i powiedzmy sobie szczerze nie stawia jej w dobrym świetle.

     Przejdźmy na chwile do treści powieści. Henry Chinaski, znany amerykański poeta, zarabia na życie odczytywaniem swoich wierszy na wieczorkach autorskich co pozwala mu to na zarobienie "paru stów" na alkohol, który pije non stop i grę na wyścigach konnych. Spotkania takie mają jeszcze to do siebie, że pojawiają się na nich kobiety które chętnie "przespałyby" się ze znanym pisarzem. Henry chętnie korzysta z tych okazji. Nie jest wybredny, gruba, chuda, czarna czy biała, nie ma to dla niego większego znaczenia. Jego spotkania z kobietami kończą się zawsze tak samo, najpierw alkohol potem sex (czasem zamienia kolejność) trochę snu … i rozstanie. Nie wiąże się z żadną z nich na dłużej ale trzeba przyznać, że nie zwodzi swoich partnerek. Nie uwodzi ich, okazje przychodzą same. Bez zbędnych deklaracji i wielkich słów, chodzi o to by spędzić trochę czasu na piciu, gadaniu i seksie bez zobowiązań. Dodajmy, że Chinaski nie jest też "kasanową" o wyglądzie Adonisa. Starszy, łysiejący facet u którego z higieną osobistą różnie bywa. Nie przeszkadza to jednak mu w "zaliczaniu" kolejnych dziewczyn które choć przez chwilę w ten sposób próbują ogrzać się w blasku jego złudnej sławy. Jak sam o sobie mówi -"Jestem zapijającym się zepsutym, przegniłym palantem który uznał za powód do chwały swą niewielką popularność"-. Nic dodać nic ująć.

     Tak jak wspominałem rawski klub podzielił się dwa obozy. Panowie docenili realizm i dosłowność książki która w założeniu miała być prosta a momentami nawet powiedziałbym prostacka. Żaden z nas nie wyobrażał sobie tego by sceny opisane w książce mogłyby zostać wygładzone i ubrane w piękne słowa, ponieważ straciłoby to całkowicie sens. Wizerunek kobiet w prozie Bukowskiego rzeczywiście nie jest najlepszy, łatwe i proste w obsłudze. Same pchające się do łóżka lub których "zdobycie" to tylko kwestia czasu … cóż świat nie tylko czarny i biały ale ma wiele odcieni.

     Na koniec zaś pozostawiłem sobie cytat jednej z klubowicz ki Sylwii która w ten oto sposób podsumowała "Kobiety" Charles'a Bukowskiego -" Nudna i obrzydliwa jak wyciskanie wągrów"-. Tylko dlaczego nasze kobiety tak chętnie to robią ….

     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 20 kwietnia (sobota) 2013r. o godzinie 15:00. Porozmawiamy o książce Denisa Diderota pt. "Kubuś Fatalista i jego pan". Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho


  



Kobiety, wino i książki
Kobiety
(oryg. Women)
Charles Bukowski
tłumaczenie: Lesław Ludwig
wydawnictwo: Noir Sur Blanc 2010


Jakiś czas temu miałem przyjemność napisać dla Was o powieści Hollywood pióra Charlesa Bukowskiego, zmarłego w 1994 roku amerykańskiego pisarza, kobieciarza i alkoholika, jak sam o sobie mawiał. Choć jego twórczość budzi ostatnio w naszym kraju dość duże zainteresowanie, książka ta nie wzbudziła mojego zachwytu i myślałem, iż nigdy już moja droga czytelnicza nie przetnie się ze ścieżką jego dorobku literackiego. Jak się jednak okazało, słowa "nigdy nie mów nigdy" będące motywem z Jamesa Bonda zawierają w sobie głęboką prawdę i przekonałem się o tym, gdy doszły mnie wieści, iż lekturą mojego oddziału DKK na marzec ma być książka Kobiety tego samego autora.
Żwawo zabrałem się do lektury i, o dziwo, okazało się, iż tym razem opowieść jest lekkostrawna. Jak w Hollywood, która jest zresztą późniejszą w stosunku do Kobiet powieścią, tak i teraz, głównym bohaterem jest amerykański poeta i pisarz Henry Chinaski, jak łatwo się domyślić będący literackim odpowiednikiem samego Bukowskiego. Zgodnie z tytułem, rzecz dotyczy miłosnych historii Chinaskiego - Bukowskiego. Jest też oczywiście gorzała i hazard, ale to stałe elementy życia obu postaci, tej prawdziwej i tej fikcyjnej.
Wspomniałem, iż dla mnie powieść była bezstresową rozrywką, ale muszę od razu zaznaczyć, że ilu czytelników i czytelniczek, tyle reakcji na tę książkę. Styl prozy Bukowskiego i tym razem jest prosty, prawie ubogi. Próżno szukać tu sienkiewiczowskich klimatów. To po prostu opowieść pijaka o kobietach jego życia. A że pijak dość utalentowany i dość sławny, więc i kobiet sporo. Stosownie do środowiska, w którym obraca się Chinaski i z którego wywodzą się jego kochanki, język jest często prostacki i wulgarny, ale bez przesady. Dokładnie tyle, ile trzeba, by gładko wpasować się do opisywanych realiów. To wielki plus Chinaskiego w porównaniu do innych współczesnych powieściowych i filmowych bohaterów, którzy albo klną na potęgę, albo idą w bon ton, w obu wypadkach popadając w śmieszność.
Pióro Bukowskiego, a raczej jego maszyna do pisania, idealnie predysponowane było do realistycznych, naturalistycznych i wspomnieniowych książek udających powieści. Mam wrażenie, iż był on tego świadom od początku do końca, czemu niejednokrotnie daje wyraz w myślach i słowach Chinaskiego. Reakcje czytelników, kontrowersje wobec twórczości powieściowej Bukowskiego, w tym Kobiet, nie są więc chyba w samej rzeczy odbiciem reakcji na walory warsztatu, gdyż jego poziom odbiega od tego, co określamy mianem artyzmu, a raczej ukazują bardzo skomplikowane zależności między osobowościami czytelników i krytyków, a Chinaskim - Bukowskim. W opiniach i recenzjach znajdziemy wszystkie możliwe oceny, od najniższych do najwyższych. Ba - to co jednych odrzuca, innych wręcz przyciąga. Wszystko zależy od tego, jaka byłaby nasza reakcja na człowieka takiego jak Chinaski. Taka sama jest na lekturę Kobiet. A jaki jest Chinaski i jego kobiety?
Twórca świadom swej niejakiej mierności, ale rozumiejący, iż jednocześnie jest na tyle profesjonalny, że może ze swej twórczości wyżyć. Doceniający, iż opisywanie swego życia to lepsza praca niż fizyczna orka na pełnym etacie. Alkoholik świadom swego nałogu i leń świadom swego lenistwa. Człowiek, który chce przeżyć życie robiąc to, co lubi, czyli pijąc, uprawiając seks, nie krzywdząc nikogo, ale i nie litując się specjalnie nad nikim. Nie chce sukcesów, więc nie próbuje się wysilać. Chce zarabiać tyle, by móc się alkoholizować, łajdaczyć i lenić, i tego się trzyma. Podobnie wyglądają jego stosunki z kobietami. Zawsze stawia sprawę jasno i ten lansik zapewnia mu niezłe branie. Niezłe zwłaszcza ilościowo i jeśli chodzi o walory fizyczne niektórych kandydatek na romansik z pisarzem. Gorzej z zaletami umysłu. Ale to zgodne z realiami - im płytsza reklama, tym ma większe wzięcie w całej populacji. Jednym słowem realizm treści i naturalizm formy - aż po wyciskanie wągrów, ulubione zajęcie wielu kobiet, które jednak z niewiadomych powodów pomijane jest wstydliwie przez większość literatury traktującej o stosunkach damsko-męskich, podobnie jak problemy pojawiające się, gdy mężczyzna nie staje na wysokości zadania, albo gdy kobieta okazuje się mieć większe głębie, niż się z pozoru wydaje. Bukowski jest tutaj cennym wyjątkiem.
Jeśli więc spotkawszy takiego człowieka, który nie narzuca się nikomu ze swoim towarzystwem ani stylem bycia, bylibyście w stanie zrozumieć, iż jest to taki sam sposób na życie, jak inne i choć go nie akceptujecie, ani nie popieracie, bylibyście w stanie go tolerować, książkę odbierzecie pewnie jak ja - ani rewelacja, ani też porażka. Ot, zwykła opowieść o jakimś życiu; do poczytania. Nawet przyjemnego i budzącego pewne ciekawe refleksje poczytania, ale nic więcej. Jeśli zaś tkwią w Was jakieś kompleksy, jakaś potrzeba zwalczania żyjących inaczej, chęć zbawiania świata i bliźnich nawet wbrew ich woli lub cokolwiek innego, z czym jeszcze sami sobie nie poradziliście, pewnie zajmiecie któreś z licznych stanowisk; od zdecydowanego potępienia, przez odczuwanie zwykłej nudy, aż po fascynację i uwielbienie. Takie przynajmniej są moje odczucia i mam wrażenie, iż już teraz część z Was sama wie, czego się po tej lekturze spodziewać

Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka


26.03.2013


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z pięćdziesiątego piątego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 16.02.2013r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej, brało w nim udział 7 osób. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 14 członków. Rozmawialiśmy o książce Jerzego Sosnowskiego "Tak to ten".

     Wszystko zapowiadało, że przygoda z książką Jerzego Sosnowskiego "Tak to ten" będzie naprawdę ciekawa i ekscytująca. Co na to wskazywało?. Już tłumaczę. Autor książki to dziennikarz, bohaterem swojej książki także uczynił postać po fachu. Nieczęsto spotykane, może niekoniecznie jeżeli chodzi o literaturę zagraniczną, zaś w odniesieniu do naszego "podwórka" na pewno wyróżniające te powieść. To co mogło być esencją tej książki i chwilami było, rzetelne opisy pracy dziennikarskiej, stało się jej przekleństwem. Cytowanie całych fragmentów piosenek które "puszczał" na antenie główny bohater i do tego w języku ojczystym artystów wykonujących je nie było strzałem w dziesiątkę. Większość z nas myślała, że ma to coś wnieść do powieści, pokusiliśmy się o tłumaczenia. Nie omyliśmy się wniosło, bezsensowne dłużyzny. Poza tym dawno nie widziałem tak nudnie skonstruowanej postaci, bohater powinien ewoluować zaś ten rozpływa się, nawiązując do książki we mgle zapomnienia. Ale dość o tym przejdźmy dalej, jak uprzedza nas wydawca czy też Pan Jerzy Sosnowski na obwolucie, jest to powieść wielowątkowa. I z tym stwierdzeniem nie pozostało nam nic innego jak się zgodzić. To fakt niezaprzeczalny. Tylko co z tego !!! Po raz kolejny to co mogło stać się atutem tej powieści stało się jej gwoździem do przysłowiowej trumny. Wątków kilka jeżeli nie kilkanaście, cóż z tego skoro wszystkie nie mają wyraźnych finałów. Wszystko się rozmywa i pozostawia w czytelniku niesmak i złość jak to można tak spi…. Na tym nie koniec, główne miejsce akcji Kołobrzeg i jego tajemnicza historia z końca II WŚ. Intrygująca instytucja "Jutrzenka Rzeszy" w której zamieszkują dzieci o aryjskich i wyjątkowych cechach. Losy nazistów tam pracujących oraz dwóch dziewczyn wykazujących te wyjątkowe cechy, a którym udało się uciec po wyzwoleniu miasta spod okupacji niemieckiej. Skoki w czasie przestrzeni, poznajemy ludzi z tym powiązanych. I aż się to wszystko prosi by spleść te historie, te wszystkie nitki, w piękny gobelin którego misterium rzuciłoby czytelnika na kolana. Niestety nic z tych rzeczy. Jeżeli to miało zaskoczyć czytelnika to gratuluję…
     Podobno mężczyznę poznaje się po tym nie jak zaczyna lecz jak kończy, ta definicja niestety pasuje jak ulał do Pana Jerzego Sosnowskiego. Po dobrym początku, jeszcze lepszy środek by na koniec ach… brak słów.
     P.S. Opis może emocjonalny, ale dyskusja niezbyt udana. Gorycz spowodowana przykrą niespodzianką spowodowała to, iż klubowicze mówili, parafrazując klasyka - "Nie chce mi się o tym gadać"-

     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 16 marca (sobota) 2013r. o godzinie 15:00. Porozmawiamy o książce Charles'a Bukowskiego pt. "Kobiety". Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






Tak to ten
Jerzy Sosnowski


Po powieść Tak, to ten pióra Jerzego Sosnowskiego, pisarza i dziennikarza radiowego, sięgnąłem w ramach planowej lektury mojego oddziału DKK. Z początku książka mnie urzekła, potem wnerwiła, potem zaciekawiła, zniechęciła, zaintrygowała, wkurzyła… Wymieniać dalej? Lepiej nie. Miast recytować tę niekończącą się huśtawkę przejdę może od razu do sedna.
Tak, to ten jest opowieścią wielowątkową i wielotematyczną, umiejscowioną głównie w klimatach Kołobrzeskich, choć nie tylko. Mamy sprawę przeszłości Kołobrzegu; czasów Hitlera, a nawet wcześniejszych, mamy sprawę Polski dzisiejszej i społeczne problemy wynikające z przemian ustrojowych, które do niej doprowadziły. Mamy wątek radia prowadzącego audycję dla nocnych marków i ich zwierzenia na antenie. Blogi jako ersatz kontaktów międzyludzkich. Wszystkich nie będę wymieniał. Kto chce przeczyta i sam zobaczy. Problem w tym, że jest ich dużo, ale przeskoki między nimi, podobnie jak przeniesienia w czasie i przestrzeni, nie są zaznaczone w sposób zwykle praktykowany, co utrudnia lekturę. Ja osobiście odniosłem wrażenie, iż autor po prostu chciał zrobić na złość czytelnikowi. Tym bardziej, iż do tego dochodzi dziwna maniera - w książce nie ma chyba ani jednego przypisu tłumaczącego, choć roi się w niej od wstawek w językach obcych, łącznie z całymi tekstami piosenek. Czytelnik nie znający biegle języków ma do wyboru czytanie po łebkach, albo szukanie tłumaczeń. Po co taki zabieg? Taka konstrukcja w ogóle mnie nie przekonuje. Podobnie forma absolutnie, przynajmniej w moim odczuciu, nie przystaje do treści. Miejscami tekst rozsypany, miejscami posklejany. Takie praktyki można spotkać również u uznanych światowych autorów, ale tam współgrają one z rytmem narracji, z klimatem lub treścią. Tutaj, w moim odczuciu, opowieść sobie, a forma sobie. W dodatku, w przeciwieństwie do formatowania tekstu, które miejscami jest sztucznie udziwnione, styl jest monotonny i nie zmienia się niezależnie od okoliczności i zdarzeń.
Trzeba przyznać, że jest w powieści kilka wątków, które cały czas dobrze rokują i każdy z nich sam mógłby starczyć innemu pisarzowi na materiał do dobrej książki. Niestety, oczekiwanie na to, że się jakoś splotą i zakończą nie spełni się. Całość sprawia wrażenie niedokończonej zabawy; jakby malarz zaczął mieszać farby i bazgrać coś na płótnie, aż całe je zasmarował, ale koniec końców pozostawił zamalowane płótno, które nie jest obrazem. Domniemywam, że zabieg ten był celowy, ale ja tego nie kupuję.
Jak wspomniałem, wiodącym motywem jest Kołobrzeg jako miejsce reprezentatywne dla Ziem Wyzyskanych, ze wszelkimi tego reperkusjami, jak roszczeniami Wypędzonych, niepewnością Polaków, itd. Tutaj niestety Sosnowski poległ. Dla mnie, jako miłośnika i wieloletniego mieszkańca kilku takich miejsc, zarówno z północy jak i południa dzisiejszej Polski, autor nie chwycił klimatu tych terenów, mentalności tych ludzi, przez co stracił wiele z wiarygodności swej narracji.
W historii literatury wiele było dzieł, których twórcy wysilili się na oryginalność formy. Ja jednak jestem zwolennikiem tezy, iż forma bez treści jest niczym, lepsza jest już treść bez formy. Stąd byłby już tylko krok do zmieszania książki z błotem, gdyby nie… No właśnie.
Gdyby tą powieść pokroić na kawałki, wykroić z niej opowiadania czy inne krótkie formy, byłby całkiem ciekawy zbiorek. Szczególnie opowieść o Świętym Zabajonku (str. 370), gdyby zaistniała jako samodzielny tekst pseudohagiograficzny, byłaby prawdziwym majstersztykiem. Szkoda, że takie perełki zaginą w przyszłości literatury ze względu na nieudany, w mojej ocenie, eksperyment z formą. Nie mam śmiałości zachęcać nikogo do tej lektury, tym bardziej, iż nie da się jej przebrnąć szybko, ale i zniechęcać nie mam zamiaru. Jeśli nie boicie się szczególnej maniery, o której wspominałem, jeśli macie więcej wolnego czasu, niż zwykle trzeba poświęcić powieści o tej objętości, jest to być może książka dla Was. Nawet jednak jeśli nie chcecie jej czytać, ale jakoś do Was trafi, albo jeśli czytając, w pewnym momencie będziecie chcieli rzucić ją w kąt, co jak słyszałem wielu się przydarza, przeczytajcie wspomniany fragment o Świętym Zabajonku. Naprawdę warto, o czym Was zapewniam

Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka


25.02.2013


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z pięćdziesiątego czwartego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 19.01.2013r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej, brało w nim udział 8 osób. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 14 członków. Rozmawialiśmy o książce Andrzeja Stasiuka "Grochów".

     Pierwsze spotkanie w nowym roku można zaliczyć do naprawdę udanych. Książka którą wybraliśmy okazała się strzałem w dziesiątkę. Prócz przyjemności z czytania dostarczyła nam znakomitego materiału do dyskusji. "Grochów" Andrzeja Stasiuka, bo o niej mowa, to trzecia książka tego autora w naszym klubie. Wcześniej mieliśmy przyjemność przeczytać arcyznakomite "Mury Hebronu" oraz bardzo dobry zapis obserwacji naszych zachodnich sąsiadów pt."Dojczland".
     "Grochów" to zbiór czterech opowiadań zawartych na niecałych stu stronach. Czy mogła by być obszerniejsza?- można zapytać, pewnie tak, ale należy zadać sobie kolejne pytanie, po co?. Kto przeczyta zrozumie. Te cztery opowiadania są wystarczające, by opisać meritum sprawy o której pisze autor. A temat nie łatwy, niezbyt często poruszany, rzekłbym trochę nawet pomijany - temat TABU. Śmierć. W społeczeństwie które odpycha myśl o starzeniu i umieraniu, walczy z nim, a nawet wstydzi się go, tym bardziej temat niełatwy i ciekawy. Warto dodać też, iż cały czas trwa debata o eutanazji. Stasiuk zaś opisuje cztery zdarzenia w których opowiada o stracie czterech mu bliskich osób. I opisuje to w taki sposób, że aż chce się czytać. Znakomity język, krótka forma, prosty acz niebanalny przekaz, to niewątpliwe atuty tej książki. Ponadto wydanie tej książki powoduje iż obcowanie z nią to czysta przyjemność. I jeszcze ilustracje Kamila Targosza które dopełniają całość estetyczną "Grochowa" która jest na najwyższym poziomie. I to wszystko docenili rawscy klubowicze, choć jednemu sen z powiek spędzały psy z opowiadania "Suka". Podczas prawie trzygodzinnej dyskusji o tej niebanalnej i naprawdę godnej uwagi książce nie brakowało tematów do rozmowy. Krótko mówiąc - "Grochów" Andrzeja Stasiuka - POLECAMY !!!

     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 16 lutego (sobota) 2013r. o godzinie 15:00. Porozmawiamy o książce Jerzego Sosnowskiego pt. "Tak to ten". Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho


  



Grochów Andrzej Stasiuk wydawnictwo: Czarne 2012

Grochów był lekturą zaplanowaną na styczniowe spotkanie w naszym DKK. Andrzej Stasiuk - nazwisko znane, lecz muszę przyznać bez wstydu, że z jego prozą spotkałem się po raz pierwszy dopiero teraz. Bez wstydu, gdyż nie można czytać wszystkiego, a ja w szczególności nie gonię za tym, co akurat modne (czytaj promowane). Jeśli już, to raczej z żalem, gdyż Mury Hebronu, debiut Stasiuka z 1992 roku, wciąż mam zamiar przeczytać, czując przez skórę, iż to może być coś dla mnie, tylko ciągle coś innego wypada. Znów się stało inaczej i przyszedł czas na Grochów, a na Mury jeszcze nie. Klątwa jakaś czy co?

Książeczka wydana jest niezwykle przyzwoicie, prawdziwy ewenement jak na dzisiejsze czasy. Żadnych błędów, które rzucałyby się w oczy, nie mówiąc o utrudnianiu odbioru. Całość mieści się w poręcznym (przynajmniej dla mojej dłoni) formacie umożliwiającym lekturę w każdych warunkach. Solidna twarda okładka i gustowna grafika dopełniają obraz zasługujący na laurkę. A w środku?

Tomik zawiera cztery krótkie formy, zapis osobistych wspomnień i refleksji, których głównym motywem, w moim odczuciu, jest umieranie, starość i choroba. Przemijanie znajomych i bliskich, ludzi i zwierząt. Problem spychany poza horyzont świadomości przez dzisiejszą cywilizację, która przy wsparciu pokoleń marketingowców usiłuje widzieć tylko młodych, zdrowych i pięknych. Mądrych niekoniecznie. Śmierć dzisiaj najchętniej widziano by gdzieś daleko; za miastem, za murami szpitala, za horyzontem percepcji i myśli. Temat, który w ciemnych, dawnych czasach, był takim samym elementem świadomości życia jak narodziny. Autor słusznie podkreśla, iż nie tak dawnych jednak, gdyż jeszcze nasi dziadowie i babki za normalne uważali czuwanie przy zmarłych, wystawienie zwłok w kaplicy i pożegnanie pocałunkiem nieboszczyka leżącego w otwartej trumnie. Za podjęcie tej tematyki, która nie powinna zniknąć ze świadomości, jeśli społeczeństwo ma pozostać zdrowe i nie zmienić się w Nowy wspaniały świat rodem z Huxleya, pisarzowi należy się uznanie. Tym bardziej, iż rzecz, pomimo powagi problemu, czyta się przyjemnie.

Łatwość odbioru zapewnia między innymi oszczędność tekstu. Niecałe sto stronic z grafiką włącznie, duże marginesy, wyeksponowane akapity; czytania niewiele. Wielka zaleta, gdyż zapobiega przegadaniu tematu i zostawia miejsce na refleksje czytelnika. Niestety, nie same zachwyty ta książka we mnie wzbudziła. W aspekcie wspomnień o Grochowie, PRL-u i młodości Stasiuk absolutnie do mnie nie przemówił. Jawi mi się jako wyobcowany buntownik, outsider o krok od przegranej, samotnik dysfunkcyjny społecznie. Postać ciekawa, ale niereprezentatywna dla swych czasów, społeczeństwa i miejsc. Antyteza bystrego, dociekliwego obserwatora. Denerwowała mnie też jakaś taka nierówność jego prozy, której nie sposób oddać słowami, a która sprawiała, iż momentami byłem zachwycony, a momentami lekko nawet zdegustowany. Na to jeszcze nałożyła się sprawa psów.

Ćwierć książki jest poświęcona ulubionej suce autora, jej chorobie i śmierci. Staje się bardzo prowokującym pytaniem o eutanazję. W połączeniu z pozostałymi trzema tekstami jest to pytanie o prawo do śmierci; ludzi i zwierząt. Stasiuk w sprawie swego psiego ulubieńca podjął decyzję jaką podjął. Nie mnie oceniać. Nie zajmuje też wyraźnego stanowiska w sprawie eutanazji, przynajmniej ja tak to odbieram, a raczej rzuca temat. Temat, którego w Polsce z różnych powodów nikt nie chce tknąć, a odważni stają się obiektem ostracyzmu. Tutaj jednak wypływa wspomniana już wcześniej psia sprawa.

Oceniając wspomnienia nie sposób nie oceniać również autora, gdyż opowiada on o samym sobie oraz o swym życiu. Pisarz zaś bez cienia wstydu wspomina swe psy, które bez nadzoru latały po całej wsi. Zżyma się na to, że musiał płacić okolicznym gospodarzom, gdy zagryzały im owce. A ja od razu sobie pomyślałem: - A jakby zagryzły dziecko? Też by się zżymał, że musi zabulić i dalej żadna refleksja by go nie dopadła? Tyle się mówi i pisze o tej pladze, jaką są psy bez nadzoru w naszym kraju, a tu taki dół! Jestem miłośnikiem psów, zwłaszcza tych dużych. Uwielbiam takie, które można pogłaskać bez schylania się. Rozumiem jednak doskonale, co potrafi człowiekowi, zwłaszcza dziecku, taki pies zrobić, gdy uzna kogoś za zagrożenie. Pies nie odpowiada za siebie, to właściciel musi myśleć i przewidywać za niego. Trzeba wytknąć, że tutaj autor idealnie wpisał się w powszechną w Polsce bezmyślność, brak wyobraźni i odpowiedzialności. Dobrze chociaż, że o jeździe na fleku nie było mowy.

Zapytacie co to ma do oceny książki? Skoro przesłanie jest jednym z aspektów dzieł, nie tylko literackich, na równi z zaletami artystycznymi, to chyba jego brak też jest ważną przesłanką. Gdyby Stasiuk w jakikolwiek sposób odniósł się do tych swoich psów ganiających samopas po okolicy, gdyby dał znać czytelnikowi choć jednym słowem, że teraz widzi naganność swego zachowania, pal sześć. Niczego takiego jednak nie ma. A ponieważ jest to postawa w Polsce powszechna, to czynienie zła i nawet nieuświadamianie sobie tego, które choćby dla naszych sąsiadów zza Odry jest trudne do zrozumienia, więc uważam, iż takie stanowisko, zwłaszcza powielane przez, jak by nie patrzeć, elitę intelektualną i opiniotwórczą, trzeba piętnować z całą bezwzględnością.

Podobno pokutuje stwierdzenie, iż proza Stasiuka trafia raczej do panów, niż do pań. Ja nie znajduję dla tego żadnego uzasadnienia. Grochów to kawałeczek, nieduży, co też jest w tym wypadku zaletą, solidnej opowieści o życiu i o śmierci. Gdyby nie wspomniany psi aspekt, powiedziałbym nawet, że to rewelacja. Tak jednak, jak jest, nadal pozostaje dla mnie książką, którą szczerze mogę każdemu polecić, ale na pewno nie jako must have, ani nawet must read.

Pozdrawiam serdecznie

Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka


25.01.2013


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z pięćdziesiątego trzeciego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 15.12.2012r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej, brało w nim udział 7 osób, trzech panów i cztery panie. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 14 członków. Rozmawialiśmy o książce Charles'a Bukowskiego "Hollywood".
     Na ostatnim tegorocznym spotkaniu przenieśliśmy się do królestwa filmu czyli do Hollywood, by poznać je od "kuchni". Brzmi ciekawie, prawda?. Henry Chinaski główny bohater a zarazem alter ego autora, dostaje zlecenie na napisanie scenariusza filmowego. I tak powstaje powieść z, dodajmy, prawdopodobnie dużą dozą autentyzmu, choć może nieco przekoloryzowana, w której opisany zostaje świat amerykańskiego przemysłu filmowego w którego tryby dostaje się Henry.
     Dyskusje rozpoczęliśmy od Charles'a Bukowskiego który jest amerykańskim pisarzem niemieckiego pochodzenia do tego z takim nazwiskiem, to już wydawało się intrygujące. Do tego jeżeli "dorzucimy" jego awanturniczo pijacki styl życia, którego wątków nie szczędzi w swych powieściach. Obracanie się wśród wszystkich sfer społecznych, od bruku do potentatów finansowych, to wszystko razem powinno dać mieszankę wybuchową, wręcz koktajl Mołotowa przelany na papier. Niestety do końca tak nie jest. Klubowicze stwierdzili iż, książkę czyta się dobrze, styl Bukowskiego nie jest może porywający dlatego czytania "Hollywood" nie męczy. Są w książce momenty zabawne oraz powiedzmy intrygujące, ponieważ w niektórych postaciach możemy dopatrywać się autentycznych wzorów ze świata filmu. Ale, no właśnie pojawia się nieszczęsne "ale", momenty, chwile, równy styl, to trochę (przynajmniej dla nas) za mało. Brak w tej książce pewnej pasji, smaczków, takiego jak to się mówi "mięsa". Jak słusznie zauważyli klubowicze tę książkę czyta się jak gazetę, brak w niej emocji. A może w tym tkwi jej urok?.Tak więc, jeżeli ktoś lubi "równo" snutą opowieść która nie doprowadzi go do palpitacji serca i zbytnio nie zmęczy a nawet trochę rozbawi to polecamy "Hollywood" Charles'a Bukowskiego. My na pewno sięgniemy po jeszcze jedną jego książkę by sprawdzić czy nasza opinia potwierdzi się.
     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 19 stycznia (sobota) 2013r. Porozmawiamy o książce Andrzeja Stasiuka pt. "Grochów". Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!.


Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






Charles Bukowski * "Hollywood"

W ostatnim czasie w naszym kraju obserwujemy wzmożone zainteresowanie czytelników twórczością nieżyjącego już Amerykanina zmarłego w 1994 - Charlesa Bukowskiego; znanego skandalisty i uznanego twórcy. Domyślając się, iż u podłoża tego zjawiska leży między innymi profesjonalnie przeprowadzone przedsięwzięcie marketingowe z ciekawością jednak sięgnąłem po Hollywood; przedostatnią z sześciu napisanych przez Bukowskiego powieści, którą opublikował w 1989, a więc prawie u kresu swego życia.
Hollywood jest autobiograficzną opowieścią o pisaniu scenariusza i pełnej przeciwieństw drodze do nakręcenia opartego na nim filmu**, w której pisarz swe własne doświadczenia i swą własną tożsamość dla formalności przelał w postać Henry'ego Chinaski. Więcej o fabule, o ile ten termin może się odnosić do wspomnień, nie ma co pisać, żeby nie odbierać czytelnikom tej odrobiny zaciekawienia, którą lektura Hollywood może wzbudzić, a i to tylko za pierwszym razem.
Styl prozy Bukowskiego jest prosty, na granicy płytkości. Mam wrażenie, iż jego pozycję w literaturze bardziej zbudował marketing, którego głównym elementami były wyeksponowany alkoholizm i seksualność, niż zalety jego pióra. Nawet reklamowane wulgaryzmy są tak dalekie od słownictwa, które można usłyszeć wszędzie, nie wybierając się nawet na mecze piłki nożnej, jak skaleczenie nożyczkami do paznokci od rany po pile łańcuchowej. Mnie osobiście taka konwencja nie za bardzo odpowiada, a sama lektura nie była czymś zachwycającym, ale trzeba też przyznać uczciwie, że nie była też męcząca. Zwykła opowieść alkoholika, prawdopodobnie wielce utalentowanego, który pomimo długiego żywota spłodził raptem sześć powieści***. Podejrzewam, iż podkreślając pozytywny wpływ alkoholu, który był jego weną, zapobiegał myśli o tym, ile mógłby stworzyć, gdyby sam siebie przy jego pomocy nie niszczył.
Mam wielki niedosyt co do głębszych treści, a właściwie prawie ich braku w Hollywood. Znałem wielu pijaczków, zwykłych prostaków bez wykształcenia, którzy w dłuższej rozmowie okazywali się lepszymi obserwatorami życia i świata oraz większymi filozofami niż Bukowski. Wielka szkoda, gdyż liczyłem, iż człowiek, który większość życia spędził na rauszu, bardziej oderwany od codziennego kieratu niż zdecydowana większość mu współczesnych, zaprezentuje tutaj coś interesującego. Z drugiej strony rzecz biorąc, trzeba przyznać, że Bukowski prawdopodobnie z dużą dozą autentyzmu, choć może nieco koloryzując, przedstawił nam świat amerykańskiego przemysłu filmowego. To może być ciekawy aspekt lektury pod warunkiem, iż cały czas będziemy mieli świadomość, że jest to tylko subiektywne spojrzenie na część Hollywood, z którą Bykowski się zetknął, a zwłaszcza na Hollywood w pewnym ściśle określonym momencie jego historii. Momencie, który już dawno przeminął, wraz ze swymi realiami i klimatem. Jeśli ktoś chce poznać ducha współczesnego kina, zwłaszcza tego ambitniejszego, nie może się posiłkować Bukowskim. Lepiej niech sięgnie po coś współczesnego, jak choćby "Kino to szkoła przetrwania" Agnieszki Wiśniewskiej i Małgorzaty Szumowskiej.
Moment podsumowania jest zawsze najtrudniejszy, ale w tym wypadku szczególnie sprawia mi problem, gdyż Hollywood trzeba odmiennie oceniać zależnie od kryteriów, którymi się będziemy kierować. Wartości moralnych, wzorców do naśladowania czy jakiegokolwiek przesłania próżno w tej książce szukać, podobnie jak mistrzostwa słowa czy stylu, więc absolutnie nie jest to lektura dla początkującego czytelnika, a zwłaszcza młodego, który mógłby uznać, że alkoholizm pomoże mu osiągnąć sukces i długie barwne życie. Prędzej właściwie odbierze ją koneser, zwłaszcza mający już doświadczenie życiowe pozwalające mu spojrzeć z dystansem na tą pijacką opowieść i najlepiej zmęczony innymi, wymagającymi i wypełnionymi wartościami dziełami, który szuka po prostu czegoś do poczytania. Czegoś, co nie wzburzy jego umysłu, serca ani duszy, a po prostu da się poczytać i odpocząć od wymagających lektur. Ja akurat nie byłem w takim momencie, więc mnie niestety Bukowski tym razem nie zachwycił

* Henry Charles Bukowski
** Ćma barowa (Barfly, 1987) w reżyserii Barbeta Schroedera, z Faye Dunaway i Mickeyem Rourke w rolach głównych
*** Oczywiście powieści nie są jedynym dorobkiem literackim Bukowskiego, niemniej trudno go zaliczył do rewolwerowych piór.

Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka


3.01.2013


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI Podróże małe i duże - cz. 7 2012r.


Rawian Podróże 17.09.2012r. MDK Rawa Mazowiecka

Pierwsze spotkanie z nowego cyklu, na które zaprosiła nas Justyna Fabijańczyk. 17 września 2012 roku obejrzeliśmy jej foto relację wraz z komentarzem z wyprawy do Indii Całość była zatytułowana: Niewiarygodne Indie - Magiczna podróż po Jedwabnym Szlaku i na tę daleką i równocześnie bliską podróż zdecydowało się 4 klubowiczy.

Rawskie Dni Muzyki Klasycznej 22-23.09.12r.

Dwudniowa imprez na podczas której klubowicze mieli okazję posłuchać przebojów klasycznej operetki w przedstawieniu "Od czardasza do kankana" w wykonaniu teatru muzycznego Iwia, zaś następnego dnia wybraliśmy na koncert Tytusa Wojnowicza - obój i Jana Bokszczanina - organy. Dwa dni prawdziwej uczty dla melomanów wśród których nie zabrakło ośmiu przedstawicieli rawskiego DKK.

Koncert Chopinowski 17.10.12r. MDK Rawa Mazowiecka

Wydarzenie w ramach cyklu koncertów organizowanych w 2012 r. w hołdzie słynnemu pianiście i chopiniście Arturowi Rubinsteinowi, w roku 125. rocznicy urodzin i 30. rocznicę śmierci Pianisty. Organizatorem jest Międzynarodowa Fundacja Muzyczna im. Artura Rubinsteina w Łodzi - prezes zarządu Wojciech Grochowalski. Wystąpili Szczepan Kończal - fortepian, Polish Camerata, dyrygent - Marek Głowacki. Rawski Klub reprezentowały cztery osoby.

Teatr im. S. Jaracza Łódź 17.11.2012r.

Tym razem nasza podróż oprócz uczty duchowej była pewnym wyzwaniem i eksperymentem. Już wyjaśniam dlaczego, otóż wybraliśmy się na przedstawienie "Szosza" wg powieści Isaaca Bashevisa Singera pod tym samym tytułem. I nie byłoby w tym nic zaskakującego gdyby nie to, iż gościnie występował w Łodzi TEATR NARODÓW z Rosji i sztuka była po rosyjsku. Od razu dodam, iż można było skorzystać z tłumaczenia, każdy z nas otrzymał słuchawki z mikroportem. Spektakl odbył się w ramach II -go Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego Klasyki Światowej. "Szosa" to sztuka nie łatwa w odbiorze, ale naprawdę znakomita. Rosyjscy aktorzy prezentują naprawdę światowy poziom. Jeżeli będziecie Państwo mieli gdzieś w przyszłości obejrzeć ten spektakl naprawdę gorąco polecamy. My wybraliśmy się w 13 osób.

Rawian Podróże 26.11.2012r. MDK Rawa Mazowiecka

Drugie spotkanie z nowego cyklu w którym rawianie chcą się podzielić swoimi wrażeniami z odbytych wojaży. Do Miejskiego Domu Kultury zaprosiła nas grupa przyjaciół która na cel swojej podróży wybrała się do państwa środka czyli Chin. 26 listopada 2012 roku obejrzeliśmy ich foto relację wraz z komentarzem Grażyny Czarneckiej i Jacka Romaldowskiego. Na tę daleką i równocześnie bliską podróż zdecydowało się 3 klubowiczy.




3.01.2013


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z pięćdziesiątego drugiego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 17.11.2012r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej, brało w nim udział 10 osób, czterech panów i sześć pań. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 14 członków. Rozmawialiśmy o książce Marka Krajewskiego "Rzeki Hadesu".
     Listopad w rawskim DKK, to ponowne spotkanie z twórczością polskiego mistrza kryminału Marka Krajewskiego. "Rzeki Hadesu" to najnowsza książka tego autora. Nie ukrywam iż, oczekiwania wobec nowego kryminału były dość duże. Dlaczego?, ponieważ większość z klubowiczy przeczytała wszystkie książki Pana Marka. Ponad to gościliśmy jakiś czas temu tego pisarza w rawskim DKK i wzbudził on wśród zebranych niemałą sympatię, dlatego też życzymy mu jak największych sukcesów.
     Dyskusja była naprawdę pasjonująca. Jedna z klubowiczek była zdziwiona, że postanowiliśmy (mam tu na myśli panów) robić wszystkie warstwy tego kryminału na elementy pierwsze. I tak na początek intryga, motyw, zakończenie - ocena bardzo dobra, tak więc nie mieliśmy większych zastrzeżeń co do fabuły ksiązki. Postaci - bardzo dobry z minusem, minus za to, iż jedna z postaci odradza się ni z tego, ni z owego niczym feniks z popiołów. Realia czyli Lwów i Wrocław - bardzo dobry, jak zawsze miło podróżować po wspaniale opisanych miastach wraz z głównymi bohaterami . Realia, ukazanie warstw społecznych wśród których rozgrywa się akcja - dobry, niestety czasem brakuje "pazura" postaciom z marginesu czy półświatka. Oni raczej nie przebierali w słowach, także nie mogą wypowiadać się jak ludzie co najmniejsze średnim obyciem językowym. Krótko mówiąc Panie Marku nie wygładzamy, oni mają "rzucać mięsem". Ogólnie w naszych oczach najnowsza książka Marka Krajewskiego pod tytułem "Rzeki Hadesu" zasługuje na bardzo dobry z malutkim minusem. Reasumując - gorąco polecamy !!!
     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 15 grudnia (sobota) 2012r. Porozmawiamy o książce Charlesa Bukowskiego pt. "Hollywood". Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






"Rzeki Hadesu" Marek Krajewski

Popularność, dodajmy od razu, iż całkiem zasłużoną, przyniósł Markowi Krajewskiemu cykl klasycznych kryminałów o śledztwach prowadzonych przez przedwojennego wrocławskiego detektywa Eberharda Mocka. Później autor stworzył drugą postać pierwszoplanową - lwowskiego policjanta Edwarda Popielskiego, dla którego rozpoczął nową serię powieściową. WRzekach Hadesu pisarz postanowił doprowadzić do bezpośredniego spotkania tych dwóch mężczyzn o silnych osobowościach. Co c tego wyszło?
W przedwojennym Lwowie dochodzi do porwania i zgwałcenia nastoletniej dziewczynki. Sprawą zajmuje się oczywiście Popielski. Niestety, sprawca nie zostaje ujęty, choć jego tożsamość udaje się odkryć. Potem przychodzi wojna i w powojennym Wrocławiu, gdzie trafiło wielu byłych Lwowiaków, znów splatają się losy pedofila, który dotąd unikał kary, i Edwarda Popielskiego, który już z policją nie ma niczego wspólnego poza tym, że musi jej unikać jak ognia. Tam pojawia się również Mock, który pomaga Popielskiemu, dzięki czemu oba cykle powieściowe zostają połączone. Jak się to wszystko skończy oczywiście nie zdradzę; odebrałoby to książce wiele.
Rzeki Hadesu, jak wszystkie powieści Krajewskiego, są stylistycznie na najwyższym poziomie. Pod tym względem w polskim kryminale współczesnym jest nasz pisarz klasą samą w sobie. Również dbałość o szczegóły historyczne jest stałym wyznacznikiem jego twórczości. Niestety na szczegółach się kończy i w moim odczuciu autor jest jednak tylko perfekcyjnym rzemieślnikiem. Pomimo dbałości o detale, obraz Lwowa, ale nie ten wizualny, a ów dotyczący rzeczy niepomiernie ważniejszych, czyli przedwojennych realiów społecznych, jest dla mnie nieprzekonujący. Wirtuoz nawet zmyślając wszystko, od początku do końca, potrafi ukazać prawdę, ukazać jak było; jak myśleli ludzie, jak czuli, jakie były mechanizmy społeczne i ukryte sprężyny działania władzy. Zmyślając jest bardziej prawdziwy niż ci, którzy opierając się na realiach nie potrafią odtworzyć niczego, co poza konkrety wykracza. Szkoda, że Krajewskiemu w obecnym podejściu tej zaklętej granicy nie udało się przekroczyć, co nie zmienia faktu, iż w tym kanonie w polskiej literaturze w chwili obecnej jest bezkonkurencyjny. Zaznaczam jednak, że tylko w Polsce i tylko w granicach wąsko pojmowanego kryminału. Gdyby rozpatrywać również sensację i powieść szpiegowską, liderem bym go już nie określił.
Rzeki Hadesu często są określane jako obrzydliwe, makabryczne, odrażające. Ja niczego z tych rzeczy w nich nie zobaczyłem. Owszem - jest to kryminał, ale nie mroczny, jak choćby prześwietne powieści Kena Bruena, tylko brudny. I dobrze; to powiew autentyczności. Kto robi w brudach, ten choćby nie wiem jak chciał, czystym nie pozostanie. Jeśli ktoś chce czytać o zbrodni, niech nie oczekuje przyjemnej rozrywki. Jeśli powiemy, że Rzeki Hadesu są odrażające, to jak nazwiemy choćby American Psycho? Nie szafujmy mocnymi określeniami, by nam ich nie zabrakło wtedy, gdy będą potrzebne. Inna sprawa, że brudów, tych w myślach i ustach postaci powieści Krajewskiego, jest najczęściej zbyt mało. Nawet ludzie ewidentnie prości i z marginesu wyrażają się zbyt cenzuralnie, a myślą wręcz jak literaci.
Jak wspomniałem, w kwestii tła i klimatu społecznego, mechanizmów międzyludzkich i zachowań różnych osób w zmiennych warunkach, Rzeki Hadesu wypadają słabo. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę specyfikę gatunku, czyli powieść nieporównanie bliższą kryminałowi w stylu Conan Doyle'a niż choćby współczesnemu kryminałowi skandynawskiemu, to wówczas należy tę powieść ocenić całkiem odmiennie. Nikt przecież nie zarzuca westernowi infantylności scen pojedynków przed saloonem, więc i klasycznemu kryminałowi nie sposób wytykać zbyt mocno pewnej charakterystycznej płytkości. Rzeki Hadesu to kawał dobrego pisarskiego rzemiosła i po uwzględnieniu ograniczeń kanonu jest to rzecz w gruncie rzeczy do polecenia, ale raczej tylko i wyłącznie miłośnikom takiej właśnie odmiany gatunku, niż dobrej literatury w sensie bardziej ogólnym, tym bardziej, iż nawet wcześniejsze powieści autora, jak choćby Festung Breslau, wypadają bardziej przekonująco niż ta właśnie. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że za dużo w Rzekach Hadesu zagrań pod publiczkę, jak choćby przejaskrawiona polskość Lwowa czy zalatujący serialem Czas Honoru obraz powojennej rzeczywistości zogniskowany na niedobitkach AK i zaprzedanej ZSRR polskiej służbie bezpieczeństwa. Może to tylko takie moje odczucia, niemniej jednak mam wrażenie, iż uwzględniając wszelkie aspekty, nie jest to książka, którą z czystym sumieniem mógłbym polecić komukolwiek poza zagorzałymi miłośnikami kryminałów. Niestety, gdyż tego pisarza stać na więcej, czego już dawał dowody

Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka


23.11.2012


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z pięćdziesiątego pierwszego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 27.10.2012r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej, brało w nim udział 6 osób, dwóch panów i cztery panie. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 14 członków. Rozmawialiśmy o książce Wiktora Jerofiejewa "Świat diabła".
     Październikowe spotkanie to spotkanie z literaturą rosyjską. Nie ukrywam, iż tę literaturę uważam za najlepszą ale od razu dodam, nie dotyczy to pisarzy współczesnych. U naszych wschodnich sąsiadów trwa zapaść literacka a Jerofiejew to niestety potwierdza. "Świat diabła" to zbiór opowiadań, felietonów i esejów. Wszystko to podane na totalnie nierównym poziomie. Wiktor Jerofiejew okazuje się nijakim obserwatorem treści które próbuje nam przekazać. Po znakomitym opowiadaniu otwierającym tę książkę pt. "Mistrz świata" które notabene z pozostałą treścią wydaje się nie mieć nic wspólnego, autor zaprasza nas w podróż po wybranych częściach świata. Jak sam pisze -"Zmieniam kraje jak kobiety. Jestem Don Juanem geografii"- i na tym zmienianiu się kończy. Jerofiejew okazuje się mizernym obserwatorem, który nie stara się nawet poznać kraj i kulturę którą odwiedza. Jest snobem obserwującym piękne widoki z okien niezłych hoteli i samochodów. Nuda i pustka bije z tej książki. A jeżeli jest to efekt zamierzony, to współczuję, tak świadomego spłycenia naprawdę ciekawego tematu. Książka dla zainteresowanych.
     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 17 listopada (sobota) 2012r. Porozmawiamy o książce Marka Krajewskiego pt. "Rzeki Hadesu". Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






"Świat diabła" Wiktor Jerofiejew

*Gdyby mądrość Wschodu znała prawdę, w Chinach nie byłoby "rewolucji kulturalnej"

Już dawno nie miałem w ręku żadnego wydania świeżej rosyjskiej prozy, więc z ciekawością sięgnąłem po Świat diabła Wiktora Jerofiejewa. Ten tomik krótkich form reklamowany jest jako owoc wędrówek niestrudzonego globtrotera zawierający błyskotliwe analizy polityczne i społeczne oparte na wnikliwych obserwacjach poczynionych podczas licznych wojaży, a wszystko to ma być okraszone humorem często podszytym ironią i sarkazmem.

Lektura nie okazała się wielką katuszą, ale nazwanie jej przyjemnością byłoby znaczącym przekłamaniem. Styl nie najwyższego lotu, w dodatku nierówny, nie wciąga, ale na szczęście teksty są krótkie. Gdyby z podobną "klasą" napisano powieść, niewielu byłoby w stanie dotrwać do jej końca.

Muszę przyznać, że bardzo sobie cenię książki, z których mogę się dowiedzieć, jak żyją ludzie w miejscach, gdzie raczej nigdy sam się nie pojawię; jak myślą, jak czują, czym różnią się od nas, a w czym są podobni, no i oczywiście - co myślą o nas, Polakach. Niestety tutaj również na Jerofiejewie się zawiodłem.

Jeśli uważacie, że można poznać kraj z okna taksówki lub limuzyny, ewentualnie z okien hotelowych apartamentów, w dodatku z reguły luksusowych, to być może jest to książka dla Was. Po przeczytaniu Świata diabła autor jawi mi się jako rodzaj dzisiejszego pieczeniarza. Bywa wśród najbogatszych, ale nie do końca jako jeden z nich, a raczej dlatego, iż jako człowiek medialny jest zapraszany przez różnych przedstawicieli elit, którzy mają potrzebę ogrzać się w blasku obieżyświata-celebryty, a w zamian fundują mu wikt i opierunek. Niestety Jerofiejew nie wychodzi poza swój świat snoba, pozera i nawet w pewnym sensie prostaka. Bardzo się na tej książce zawiodłem, gdyż jego zmysł obserwacji nawet się nie umywa choćby do naszego rodzimego Cejrowskiego, żeby daleko nie sięgać. Teksty Jerofiejewa w większości bardziej przypominają notki z działu plotek o celebrytach podrzędnego czasopisma dla gospodyń lub oszołomionych małolatów, niż materiały pretendujące do miana obserwacji i analiz z życia różnych narodów i społeczeństw. Osobnym tematem jest wiarygodność autora, mającego się za człowieka wykształconego. Jeśli ktoś pisze, iż w 1924 rosyjski car coś tam robił, to nic już nie da się powiedzieć na jego obronę, gdyż w tym czasie jedyne, co car mógł robić, to gnić.

Obrazy wielu nacji, które możemy uzyskać ze Świata diabła nie tylko są w większości płytkie i wręcz infantylne, ale wręcz fałszywe, jak choćby migawki z RPA czy Japonii. W tym świetle podtytuł tomiku (Geografia sensu życia), brzmi wręcz kuriozalnie. Mimo wszystko w książce tej uważny czytelnik zauważy kilka prawdziwych złotych myśli, jak choćby podsumowanie dorobku filozofii Wschodu* czy prawdziwa perełka - rozdział Mechanicy, w którym pięknie ujął jedną z zasadniczych różnic między mentalnością ludzi zamieszkujących na wschód od Odry i tych żyjących na zachód od niej. Szkoda tylko, że tych diamencików jest niewiele i choć błyszczą, nie są w stanie zmienić obrazu miałkości, w której toną.

Reasumując, muszę z żalem stwierdzić i przestrzec, że większość czytelników z pewnością się na tej lekturze zawiedzie, o ile w ogóle będzie w stanie dobrnąć do jej końca. Nie żeby była to pozycja całkiem bezwartościowa. Wiedza o takim sposobie życia i patrzenia na świat, jaki prezentuje Jerofiejew, też może być interesująca, ale jedynie dla wąskiego grona wyrobionych odbiorców. Nie będzie to jednak ani rozrywka wysokich lotów, ani wielkie przeżycie, ani coś, co spowoduje zmianę w naszym widzeniu rzeczywistości. Wszystkim innym proponuję więc raczej poszukanie sobie innej książki; jest przecież w czym wybierać, i wśród wartości, i w rozrywce

Radosław Magiera
DKK Rawa Mazowiecka


3.11.2012


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z pięćdziesiątego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 22.09.2012r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej, brało w nim udział 11 osób, pięciu panów i sześć pań. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 14 członków. Rozmawialiśmy o książce Witolda Horwatha "Ptakon".

     Pierwsze spotkanie rawskiego Klubu po wakacjach już za nami. Klubowicze spragnieni dyskusji, dzięki czemu rozmowa o książce Horwatha była naprawdę gorąca i pasjonująca. Sama książka może nie zbyt bardzo nam się spodobała lecz tematyka w niej zawarta jest znakomitym materiałem na rozmowę. I tak na początek poruszyliśmy kwestię winy i kary. Czy człowiek naznaczony piętnem dokonanego morderstwa może całkowicie odciąć swoją mroczną przeszłość i żyć nowym życiem nie odczuwając piętna. "Ptakon" to także opisy chorób psychicznych, główna bohaterka zostaje psychologiem(czy może teraz powinno się powiedzieć psycholożką?) . Kolejna kwestia tak zwanej "normalności", czyli przestrzegania zasad ludzi żyjących w społeczeństwie. Czy w końcu potrzebę wiary w naszym życiu, dylemat czy lepsza jest jedna nawrócona owieczka czy całe stado bezmyślnie klepiących paciorki dewotek. Na koniec rozmawialiśmy o postawach głównych bohaterów które nie do końca spełniły nasze oczekiwania.
     Reasumując, na pewno nie jest to książka pasjonująca. Całość czyta się dość ciężko, skoki z tematu na temat z miejsca na miejsce, utrudniają dostrzeżenie pełnego obrazu, być może Horwath chce nas wprowadzić w pewien schizofreniczny stan umysłu ale mu się to nie udaje. Jednak tak jak wspomniałem wcześniej tematy poruszone w tej książce są znakomitym materiałem do pasjonującej dyskusji. Dlatego też nie polecamy tej książki na długie jesienne wieczory (łatwiej o depresję) ale polecamy ją wszystkim Dyskusyjnym Klubom Książki jako wzorcowy materiał do rozmowy w temperaturze wrzenia.

     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 27 października (sobota) 2012r. Porozmawiamy o książce Wiktora Jerofiejewa pt. "Świat diabła". Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho


  



"Ptakon" Witold Horwath

Recenzja powstała na podstawie wypowiedzi klubowiczów

      Stefan Kozerski, psycholog z czterdziestoletnim stażem. Wykładowca a zarazem biegły w sprawach kryminalnych w których należy orzec o poczytalności sprawcy. Jego kolejny przypadek to Żaneta, szesnastoletnia kanalia. Tak nazywa ja w myślach, lekarz z profesorskim tytułem. Jest to dziewczyna która wraz z dwoma kolegami zabiła swojego rówieśnika saperką w prezencie na urodziny, by zobaczyć jak umiera człowiek. Żanet, bo tak każe na siebie mówić, trafiła do doktora Kozerskiego prosto z więziennej celi, po nie udanej próbie samobójczej. Próbie S, jak mawia się w żargonie psychiatrów oraz biegłych w symulacji kryminalistów. Stefan Kozerski rozpoczyna wywiad psychiatryczny. Z drugiej strony Anna, jego najlepsza studentka następnie zaś koleżanka po fachu. Znakomita specjalistka, osoba głęboko wierząca a zarazem dziewczyna z mroczną i niejasną przeszłością, którą zaczyna odkrywać młody prokurator a zarazem jej narzeczony. Co łączy obie dziewczyny, co wykryje w prywatnym śledztwie prokurator i jaką role w tym wszystkim odegra Stefan Kozerski dowiecie się czytając "Ptakona" Witolda Horwatha.

      "Ptakon" Witolda Horwatha na pewno nie jest prosty w odbiorze. Składają się na to dwa aspekty. Pierwszy z nich to konstrukcja i układ tekstu. Urywane i przeskakujące wątki nie rozdzielone rozdziałami czy choćby wielka literą. W książce tej obracamy się cały czas wokół chorób psychicznych i podejrzewam, iż zabieg ten miał wywołać w czytelniku pewien obraz myślenia osoby chorej psychicznie. Czy to dobry zamysł ?, cóż… Kolejna sprawa to mnogość wątków, na początkowych pięćdziesięciu stronach autor po prostu bombarduje nas ogromem informacji, skokami w czasie i przestrzeni. To także powoduje dysharmonie w czytaniu. Dlatego też nie polecałbym tej książki indywidualnym czytelnikom na długie jesienne wieczory, w tym czasie o depresję naprawdę łatwo. Polecam za to tę książkę wszystkim Dyskusyjnym Klubom Książki jak i miłośnikom rozmów o przeczytanej lekturze. "Ptakon" to znakomity materiał do dyskusji. Tematy wokół jakich oscyluje książka są tak zwanymi tematami "rzeka". Choroba psychiczna, wiara, motyw winy i kary, odcięcie się od przeszłości czy życie z piętnem mordercy. Rozmowa o tej książce może być naprawdę gorąca, u nas w każdym razie prawie wrzało.

Koordynator DKK
w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho


4.10.2012


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z czterdziestego dziewiątego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 02.05.2012r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej, brało w nim udział 9 osób, trzech panów i sześć pań. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 14 członków. Rozmawialiśmy o książce Michaiła Bułhakowa "Mistrz i Małgorzata".

     To już pięć lat rawskiego Dyskusyjnego Klubu Książki. Na nasz jubileuszowe spotkanie wybraliśmy książkę nietuzinkową, którą po prostu należy mieć w swoim dorobku czytelniczym, a mianowicie "Mistrza i Małgorzatę". Dla większości z nas było to kolejne spotkanie z tą arcypowieścią. Postaci Wolanda czy Behemota na długo pozostają w pamięci. Wielu z klubowiczy odkryło tę książkę na nowo, zwracając uwagę na wątki które wcześniej im umknęły. Ponadto wszyscy zgodnie stwierdzili, iż jest to znakomity pastisz Związku Radzieckiego lat trzydziestych dwudziestego wieku. Sam fakt, pojawienia się szatana w ateistycznym ZSRR jest naszym zdaniem genialnym pomysłem autora. W "Mistrzu i Małgorzacie" znajdziemy wszystko, powieść kryminalną, przygodową, elementy baśni czy przypowieści biblijnej. Tak jak wspomniałem każdy kto kocha czytać musi ją bezapelacyjnie przeczytać.
     Po krótkiej aczkolwiek treściwej dyskusji na temat książki przeszliśmy do meritum naszego spotkania czyli podsumowania naszej pięcioletniej działalności. I tak przez ten okres czasu przeczytaliśmy i omówiliśmy pięćdziesiąt książek (wspólnie, tych samych) oraz kilkadziesiąt tytułów związanych z tematem naszego spotkania jak np.: "Agata Christie" czy akcja wymiany między sobą książek które należą do naszych ulubionych. Zorganizowaliśmy spotkanie "Książka - wszechświat, który inni nazywają biblioteką" na którym zebrani poznali historię książki oraz "Legendarne piękno Gruzji" na którym Dariusz Piwowarski artysta fotografik przedstawił zdjęcia ze swojej wyprawy oraz opatrzył je komentarzem. Zaprosiliśmy do Rawy Mazowieckiej "Teatr Mały" z przedstawieniem "Morderstwo w hotelu" na które to wybrało się ponad czterystu rawian. Kontynuujemy nasze "Podróże małe i duże", jeździmy na koncerty, spotkania autorskie oraz sztuki teatralne odbyliśmy już ich dwadzieścia osiem. Spotkało nas również miłe wyróżnienie, recenzja książki "Firmin" Sama Savage w konkursie organizowanym przez Instytut Książki zdobyła pierwsze miejsce. Nie możemy zapomnieć o spotkaniach autorskich, do Naszej biblioteki w ramach spotkań DKK przyjechali: Antoni Libera, Marek Krajewski, Andrzej Pilipiuk, Michał Ogórek, Lech Dyblik. Spotkania trwają średnio od dwóch do trzech godzin. Relacje ze spotkań oraz recenzje książek można przeczytać w "Głosie Rawy Mazowieckiej i Okolicy". Informacje o działalności Klubu były także emitowane na antenie radia Victoria (z tymi mediami współpracujemy na stałe). Ponadto informacje o działalności Klubu można znaleźć w Internecie, na stronie biblioteki www.rawamaz.e-bp.pl oraz na stronie Biblioteki Wojewódzkiej w Łodzi www.wimbp.lodz.pl i Instytutu Książki www.instytutksiazki.pl, obie te instytucje koordynują prace klubów. Ponad to nasza działalność zostanie wyróżniona na stronie www.dobrepraktyki.pl w ramach działalności kulturalnej w Rawie Mazowieckiej. Koordynator rawskiego Dyskusyjnego Klubu Ksiązki został wytypowany jako przedstawiciel województwa łódzkiego na cykl szkoleń przeprowadzanych w Instytucie Ksiązki w Warszawie przez "Studio PR" Bogdan Szcześniak. Szkolenia były prowadzone przez dr Marka Kochana oraz red Macieja Orłosia. Następnie szkolenia były przeprowadzane przez rawskiego koordynatora w Bibliotece Wojewódzkiej dla pozostałych moderatorów z województwa.
     Na koniec spotkania pokusiliśmy się o wybranie najlepszych pięciu, jakżeby inaczej, książek o których mieliśmy przyjemność dyskutować. Każdy z klubowiczy miał pięć głosów które mógł rozdysponować pośród pięćdziesięciu powieści przeczytanych w rawskim DKK. Oto wyniki:
1. Gottland / Mariusz Szczygieł
2. Sto lat samotności / Gabriel Garcia Marquez
3. Pachnidło / Patrick Suskind
4. Cień wiatru / Carlom Ruiz Zafon
5. Mury Hebronu / Andrzej Stasiuk

     Jak widać zwyciężył zasłużenie znakomity reportaż Mariusz Szczygła którego recenzje powstałą w klubie przypomnimy.
      I ZAPEWNIAM TO NIE JEST NASZE OSTANIE SŁOWO !!!!
     Na koniec chciałbym podziękować wszystkim którzy nas wspierają ale w szczególności klubowiczom bez których nie powstała by ta fantastyczna inicjatywa w Naszej bibliotece. Zasługują na to by ich tu wyraźnie wyróżnić, oto osoby które kochają czytać :
1. Krzysztof Waluchowski
2. Maria Kosiacka
3. Barbara Kalarus
4. Józefa Śniady
5. Katarzyna Nowacka
6. Weronika Wieteska
7. Sylwia Majewska
8. Barbara Kalinowska
9. Irmina Grzywka
10. Radomir Dąbrowski
11. Alicja Szczepańska
12. Alicja Chmurka
13. Juliusz Kielan
14. Jolanta Kosińska

     Kolejne spotkanie zaplanowane jest po wakacjach. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho


  



"Gottland" Mariusz Szczygieł

Recenzja powstała na podstawie wypowiedzi klubowiczów

     Tomas Bata wraz z bratem i siostrą z pierwszego małżeństwa ich ojca Antonina postanawiają się usamodzielnić. Wraz z rodzeństwem proszą ojca o zaległy spadek po matce oraz o ewentualne pieniądze jakie mieliby dostać po…jego śmierci. Co jest przyczyną takiego myślenia -"Nie mają czasu czekać tyle lat, a poza tym w domu jest ciasno"-. Trzeba dodać iż jest to rodzina szewska. Początki pracy na własny rachunek jak się okazuje nie są takie proste. Popadają w długi, nie stać ich na zakup skór do wyrobu butów. Tomas patrząc na kończące się zapasy materiału wpada na najważniejszą zasadę swojego życia - "Z wady zawsze zrobić zaletę"-. I tak w głowie Tomasa rodzi się pomysł szycia butów z płótna. Niewątpliwie ta wizjonerska decyzja pokieruje jego dalszym losem i rozwojem gigantycznego konsorcjum jakim były w Czechach fabryki butów Bata. Butów znanych w całej europie a później na świecie, butów których marka przetrwała do dziś. Jeżeli chcecie się dowiedzieć o szczegółach arcyciekawych losów i wizji otaczającego świata Tomasa Bata i jego brata Jana przeczytajcie reportaż "Ani kroku bez Baty" z książki Mariusza Szczygła pt: "Gottland".

     Mariusz Szczygieł dziennikarz znany jest i kojarzony przede wszystkim z pierwszego w Polsce talk-show "Na każdy temat" emitowanego w telewizji POLSAT. Jednak istotniejszą informacją, jest jego współpraca z Gazetą Wyborczą, gdzie jest odpowiedzialny a właściwie współodpowiedzialny za dział reportażu. I właśnie tenże reportaż spowodował to, iż pan Mariusz się zakochał, zapytacie w kim, otóż odpowiedź brzmi …. w Czechach. W wyniku kilkuletnich obserwacji, rozmów, literatury powstało kilkanaście reportaży o Czechach które zostały zebrane i powiązane niejako w całość zatytułowaną "Gottland", która we wspaniały sposób przekazuje nam, czytelnikom, spojrzenie autora na ten naród. Jest to obraz który przedstawia nam Polakom, Czechów w innym świetle niż postrzegaliśmy ich do tej pory. Jak do tej pory, czyli jak, można zapytać? Otóż wydaje mi się, że jako rubasznych "Szwejków" lubiących piwo, jako ludzi bez zrywów narodowych takich trochę nazwijmy to głupawo - niezdarnych. Ale czy faktycznie tak jest?. "Gottland" stawia te postawy w trochę innym świetle aczkolwiek nie zaprzecza im. Ukazuje nam sposób myślenia naszych południowych sąsiadów, a uwierzcie mi jest on diametralnie różny od Polskiego. Smaku tej książce dodają postaci które znamy i poniekąd lubimy oraz osoby o postawach i istnieniu których nie mieliśmy zielonego pojęcia. Tak więc poznajemy losy wspomnianego wyżej Tomasa Bata, założyciela słynnej firmy obuwniczej, Helenę Vondraczkową. reżysera Evalda Schorma, legendę Nowej Fali, któremu przez 20 lat nie pozwolono kręcić filmów czy w końcu postać od której został zaczerpnięty tytuł czyli Karela Gotta. Znakomita książka dla wszystkich którzy chcą choć trochę zgłębić swoją wiedzę o PRAWDZIWYM OBLICZU CZECH. Gorąco polecamy i z niecierpliwością czekamy na kolejne reportaże Mariusza Szczygła.

Koordynator DKK
w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho


6.06.2012


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Podróże małe i duże - cz. 6 2012r.

Jarosław Kret MGOK & MGBP w Białej Rawskiej 22.01.2012r.




W niedzielne styczniowe popołudnie postanowiliśmy wyruszyć na naszą pierwszą klubową wyprawę. Okazało się, iż nasi sąsiedzi z Miejsko Gminnej Biblioteki Publicznej w Białej Rawskiej zaprosili do siebie Jarosława Kreta znanego prezentera i zarazem podróżnika na spotkanie autorskie. Rawski DKK takich okazji nie może przegapić. Pomimo chłodu i deszczu ośmiu klubowiczy wyruszyło do bialskiego Miejsko Gminnego Ośrodka Kultury na spotkanie zatytułowane "Planeta według Kreta". Od razu dodam spotkanie znakomite, wspaniała atmosfera i dar opowiadania gościa sprawiły, iż prawie trzygodzinne spotkanie zdawało się chwilą. Gratulujemy i zarazem dziękujemy za miło spędzone niedzielne popołudnie.

Miejska Biblioteka Publiczna "Legendarne piękno Gruzji" Dariusz Piwowarski 16.02.12r.




Tym razem spotkanie na "własnym podwórku". Rawski DKK zaprosił do Naszej biblioteki artystę fotografika Dariusza Piwowarskiego. Początkowo spotkanie miało uzupełnieniem sobotniego spotkania rawskiego Klubu ale stwierdziliśmy, że byłoby sympatycznie gdyby spotkanie z Dariuszem zaproponować wszystkim chętnym rawianom. My jako Klub mieliśmy już okazję oglądać pokaż fotografii Dariusza z jego wyprawy do Gruzji w zeszłym roku w Skierniewicach. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę, Czytelnia biblioteki pękała w szwach. Na pokazie nie zabrakło oczywiście klubowiczy w liczbie siedmiu osób.

MDK "Teatr Charyzmatyczny" Rawa Mazowiecka "Antygona w Nowym Jorku" Janusz Głowacki 18.03.2012r.
Tym razem nie musieliśmy zbyt daleko podróżować, ponieważ nasz lokalny Teatr wystawiał sztukę na deskach rawskiego MDK-u. Znakomicie się sztuka ta wpisała w działalność DKK ponieważ kwietniowe spotkania w Klubach województwa łódzkiego związana były z Teatrem, za sprawą akcji "Dotknij teatru". Tym chętniej wybraliśmy się zobaczyć naszych młodych aktorów w nieprostej sztuce Janusza Głowackiego. Z całą świadomością miłośnika Teatru mogę stwierdzić, iż była to jak dotychczas najlepsza sztuka Teatru Charyzmatycznego. Na szczególne wyróżnienie zasługuje Paweł Irla który wystąpił w roli Pchełki. Gratulujemy i tych co nie mieli okazji zobaczyć tego przedstawienia gorąco zachęcamy do nadrobienia tej zaległości naprawdę warto !!! POLECAMY !!!. Na spektakl wybrało się pięciu Klubowiczy.

Teatr Powszechny Łódź 28.04.2012r "Marsz Polonia" Jerzy Pilch




Czternastu Klubowiczy zdecydowało się na wyjazd do Łódzkiego Teatru Powszechnego. Tym razem pojechaliśmy na sztukę Jerzego Pilcha "Marsz Polonia". Mocna sztuka, wytykająca wszystkie przywary narodowe. Znakomite kreacje aktorskie, publiczność która bierze niejako udział w przedstawieniu to niewątpliwie atuty tej sztuki. Gorąco zachęcamy do obejrzenia tego nietuzinkowego przedstawienia.

Krzysztof Ziemiec MDK Rawa Mazowiecka 28.05.2012r.
Cztery osoby z klubu wybrały się na spotkanie z znanym prezenterem telewizyjnym Krzysztofem Ziemcem. Pan Krzysztof opowiadał o swoich doświadczeniach, tych zawodowych jak i osobistych. Spotkanie było zatytułowane "Wszystko jest po coś". Tytuł ten został zaczerpnięty z książki w której to Krzysztof Ziemiec wraz z Mirą Suchodolską opisuje swoje trudne doświadczenia z związane z wypadkiem który dotknął go w cztery lata temu.




6.06.2012


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z czterdziestego ósmego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 12.05.2012r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej, brało w nim udział 8 osób, dwóch panów i sześć pań. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 14 członków. Rozmawialiśmy o książkach mistrzyni kryminału Agaty Christie.

     Kryminalna sobota w rawskim DKK za nami. Spotkanie to było wyjątkowo udane, ale nie ma czemu się dziwić ponieważ przy dyskusji o kryminałach Agaty Christie nie sposób się nudzić. Nie ukrywam, iż bardzo lubię czytać misternie skonstruowane zagadki wymyślone właśnie przez tę autorkę. Kryminał w jej wykonaniu ma wszystkie cechy rasowego kryminału. Zamknięte miejsce akcji, trup na początku, grono podejrzanych i osoba która ma to wyjaśnić. w klasyce tkwi pewnego rodzaju urok. Nie musimy podróżować za głównym bohaterem przez pół świata a trup się ściele gęsto zaś mordercą okazuje się postać o której pisarz coś wspomniał na początku powieści. Agata Christie pozwala nam wcielić się w postać detektywa, podsuwa nam wskazówki tak byśmy mogli również wykryć kto jest sprawcą. I za to kocham Agatę Christie. Polecamy wszystkie jej książki a jest ich ponad dziewięćdziesiąt.

     Kolejne spotkanie będzie naprawdę wyjątkowe. Dyskusyjny Klub Książki w Rawie Mazowieckiej będzie obchodził swoje pięciolecie istnienia. Nie zabraknie oczywiście tortu i dobrej książki. Porozmawiamy oczywiście o wybranej lekturze ale spróbujemy także podsumować pięć lat istnienia rawskiego DKK.

     Dyskusja trwała około trzech godzin.


     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 02.06.2012r. (sobota) o godzinie 15:00. Będzie to ponownie spotkanie z książką z Naszej biblioteki, będziemy rozmawiali o powieści Michaiła Bułhakowa pt. "Mistrz i Małgorzata". Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho







15.05.2012


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z czterdziestego siódmego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 28.04.2012r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej, brało w nim udział 10 osób, dwóch panów i osiem pań. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 14 członków. Rozmawialiśmy o książce Aleksandra Krawczuka "Mitologia starożytnej Italii".
     Zauroczeni i mający mocno pamięci mitologię grecką postanowiliśmy spróbować poznać także "włoskie bajki". Czy to się nam udało?. Niestety nie. "Mitologia starożytnej Italii" nie ma nic wspólnego choćby z "Mitologią" Parandowskiego. Liczyliśmy na piękne historie, niepokonanych bogów czy Italskich herosów. Dostaliśmy natomiast w zamian książkę, w której wstępie możemy przeczytać, iż właściwie mitologia starożytnej Italii nie jest nawet w kilku procentach tak barwna jak Grecka. Chwała za szczerość autorowi. Treść którą serwuje nam Aleksander Krawczuk nie zachęca do tego by dowiedzieć się dlaczego tak jest. Ksiązka w formie wykładu akademickiego, dodajmy mega nudnego powoduje u czytającego powiedzmy zniechęcenie. Książka ta jest dodatkowo wydana kilkadziesiąt lat temu z maleńką czcionką w formie kieszonkowej, ale to nie byłoby przeszkoda gdybyśmy mogli przenieść choć na moment w świat starożytnych bajek. "Mitologia starożytnej Italii" Aleksandra Krawczuka jest więc książką dla tych, co muszą ją przeczytać lub dla naprawdę wytrwałych czytelników.
     Dyskusja trwała około trzech godzin.

     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 12.05.2012r. (sobota) o godzinie 15:00. Będzie to ponownie spotkanie z książką z Naszej biblioteki, tym razem spotkanie tematyczne, ponieważ będziemy rozmawiali o twórczości Agaty Christie. Klubowicze wybrali sobie do przeczytania kryminał tej znakomitej pisarki i zarazem mistrzyni gatunku. Zapowiada się więc kryminalna sobota w rawskim DKK. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho







12.05.2012


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z czterdziestego szóstego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 17.03.2012r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 15.00, brało w nim udział 8 osób, jeden pan i siedem pań. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 14 członków. Rozmawialiśmy o książce Marcina Świetlickiego "Muzyka środka".

     To kolejne spotkanie z pisarzem którego już "coś" czytaliśmy. Marin Świetlicki bo o nim mowa to powieściopisarz ale przede wszystkim poeta. Kryminał Świetlickiego który czytaliśmy parę miesięcy wcześniej pod tytułem "Dwanaście" bardzo się podobał członkom DKK czy podobnie było z wierszami z tomiku "Muzyka środka"?.
     Marcowe spotkanie rawskiego DKK było połączeniem teatru i poezji. Kluby województwa łódzkiego włączyły się w akcje "Dotknij teatru". Spotkania i dyskusje miały być powiązane z tematem teatru. Nasze spotkanie nosiło tytuł "Poeta w Teatrze". Postanowiliśmy sięgnąć po raz pierwszy po poezję i przy okazji zobaczyć jak poszło Marcinowi Świetlickiemu jako aktorowi w spektaklu "Małżowina" w reżyserii Wojtka Smarzowskiego. Poeta w teatrze sprawdził się znakomicie. "Małżowina" to dramat w iście "smarzowskim" stylu a Świetlicki znakomicie komponuje się z wizją głównej postaci reżysera. Kto jeszcze nie oglądał gorąco polecamy.
     Jakie zaś wrażenie wywarły na klubowiczach wiersze z tomiku "Muzyka środka". Poezja jest chyba najbardziej specyficznym z rodzajów literackich. Poezja jest to wytwórczość najbardziej osobista dlatego moim zdanie tak trudna w interpretacji. Rozpatrywać możemy ja w dwójnasób. Co chciał powiedzieć autor lub jak my ją czujemy. I w ten drugi sposób podeszliśmy do twórczości niepisanej prozą Świetlickiego. Odczucia były skraje od zachwytu do ostrej krytyki. A skoro "coś" w czytelniku budzi skrajne emocje, godne jest tego by choćby je przekartkować.
     Dyskusja trwała około trzech godzin.

     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 28.04.2012r. o godzinie 15:00. Spotkanie to będzie wyjątkowe ponieważ tym razem książkę o której będziemy rozmawiali wybraliśmy ze zbiorów Naszej biblioteki. W demokratycznym głosowaniu, z tytułów które zaproponowałem, klubowiczom wybrali pozycję Aleksandra Krawczuka pt. "Mitologia starożytnej Italii". Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






"Muzyka środka" Marcin Świetlicki

Recenzja powstała na podstawie wypowiedzi klubowiczów

- Jedna linijka przeciw tobie -.
"poczuj ten lodowaty żużel wewnątrz; ode mnie dla ciebie"

     Jak opisać tomik poezji?. Przyznam szczerze, że długo się zastanawiałem co uczynić motywem przewodnim, od czego zacząć. I przyszło mi na myśl jedno słowo - interpretacja. Jak opisywać poezję?. Zastanawiać się w jakim stanie ducha był poeta, co chciał powiedzieć w wierszu ….. Interpretacja utworu literackiego, rodzaj analizy naukowej…. itd.
     Otóż moim zdaniem nie. Interpretacja, działanie i rozbijanie na elementy pierwsze według określonego schematu to morderstwo z premedytacją na utworze. Szczególnie gdy dotyczy to poezji. Wiersz jest efektem naszej wewnętrznej muzyki środka. A nie każdemu to samo w duszy gra. Poezja to emocje przelane na papier. To emocje piszącego ale i czytającego. Ten sam wiersz możemy odczytać na wiele sposobów, zależnie od tego w jakim jesteśmy w danym momencie nastroju. Zależy to także od naszej dojrzałości tej emocjonalnej ale i tej którą wskazuje nasza metryka. Równoznaczne jest to także z tym z skąd pochodzimy, jaki mamy zasób wiedzy tej nabytej ale i tej życiowej czy w końcu od naszej płci.
     Dlatego pozwólmy czytelnikowi by interpretacja, jeżeli już musi być, była swobodna. Czytając poezje nie da się myśleć schematami. Nie narzucajmy odbiorcy z góry ustalonego - "poeta w swoim wierszu chciał powiedzieć że… Czujmy poezje a nie ją analizujmy. Dlatego też piszący który oddaje nam kawałek siebie powinien być na tyle świadomy, iż wie, że zrozumiemy sens jego przesłania ale niech też wie, że jego poezja będzie żyła własnym życiem. Ponieważ decydując się na sprzedanie swojego JA musimy się liczyć z tym, iż może się to stać JA kogoś innego. Czytający może w strofach poety odnaleźć swój sens, może odnaleźć siebie. A nie koniecznie musi się to zgadzać z docelowym przesłaniem.
     Jestem pewien, ze Mariusz Świetlicki ma tego pełną świadomość wydając swoja "Muzykę środka"

- Jedna linijka przeciw -
"i tak można w nieskończoność, bardzo dziękuje"

Koordynator DKK
w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho


28.03.2012


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z czterdziestego piątego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 25.02.2012r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 15.00, brało w nim udział 9 osób, trzech panów i sześć pań. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 14 członków. Rozmawialiśmy o książce Janusza Głowackiego "Z głowy".

     Jest to nasze drugie spotkanie z książką Janusza Głowackiego. Kilka miesięcy wcześniej dyskutowaliśmy o jego powieści pt. Good night, Dżerzi". Ta historia niestety nie przypadła do gustu klubowiczom, jednak nie zrażeni postanowiliśmy spróbować jeszcze raz i wybrać coś z dorobku pisarza z czego powiedzmy słynie. Tak zapadła decyzja o przeczytaniu "Z głowy", i decyzja ta okazała się słuszna.
     Janusz Głowacki w książce tej opowiada historię swojego życia, tego osobistego jak i zawodowego. Dowiadujemy się co na niego wpłynęło, co nim powodowało że jest kim jest, robi to co robi, żyje tam gdzie żyje. Opisuje miejsca, sytuacje i ludzi którzy mieli wpływ na jego osobowość. Klubowiczom podobał się język jakim napisana ksiązka, nie brakuje w niej trafnych i momentami sarkastycznych spostrzeżeń, szczególnie celne wydają się te o polskiej emigracji. Opisuje takich ludzi jak Hłasko, Himilsbach czy Piwowski. Jest rozdział poświęcony Bożenie Wahl którą to znamy doskonale z naszego "podwórka" - schronisko w Boguszycach. Ach no i SPATiF, tam to się działo ...
     Dyskusja była pasjonująca, każdy rawski klubowicz przygotował fragmenty które mu się podobały lub nie zgadzał się z poglądami pisarza co dodało kolorytu rozmowie. Reasumując znakomita książka do przeczytania jak i do dyskusji. POLECAMY !!!

     Dyskusja trwała ponad dwie godziny.

     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 17.03.2012r. o godzinie 15:00. Spotkanie będzie zatytułowane "Poeta w Teatrze" i będzie to połączenie dyskusji o wierszach Marcina Świetlickiego z tomiku "Muzyka środka" oraz omówienie jego występu aktorskiego w dramacie Wojtka Smarzowskiego pt. "Małżowina" . A wszystko to za sprawą tego, iż Dyskusyjne Kluby Książki w tym roku włączają się w program "Dotknij Teatru". Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






"Z głowy" Janusz Głowacki

Recenzja powstała na podstawie wypowiedzi klubowiczów

     Po przeczytaniu "Z głowy" Janusza Głowackiego chciało by się rzec, parafrazując powiedzenie - co w głowie to na języku. Pisarz opowiada historię swojego dotychczasowego życia, komentując przy okazji ówczesne wydarzenia. Swoje spostrzeżenia opisuje z charakterystycznym sobie, powiedzmy to, lekkim sarkazmem ale z trafnością większości jego autorskich spostrzeżeń nie sposób się nie zgodzić. Jest to opowieść człowieka którego moglibyśmy spotkać w barze przy kuflu piwa snującego swoją opowieść. "Z głowy" czyta się po prostu znakomicie. Krótkie rozdziały, podróżowanie w czasie i przestrzeni, nie sposób się nudzić. Co chwila poznajemy nowych znanych i ciekawych ludzi z którymi zetknął się pisarz. Głowacki w mistrzowski sposób opisuje losy, postawy polskiej emigracji której był przecież częścią. W książce nie ma tematów tabu, Głowacki pisze tak jak on postrzegał tamtejsze realia. Nie ma autorytetów z których nie można byłoby zażartować. Jednakowo w swojej książce opisuje znajomą dziwkę jak i postać z panteonu. Nie ma rozróżnienia na tych dole i tych na górze wszystko to w jednolity sposób składa się na całość, na świat według Głowackiego. To stanowi o sile tej opowieści, nie ma zbędnego koloryzowania, ubarwiania. Pan Janusz "wywala" kawę na ławę a gdy komuś ma się dostać to dostaje. Każdemu według zasług.
     "Z głowy" jest też pewnym urealnieniem tak zwanego amerykańskiego snu. Wielu ludzi porzuca swoje dotychczasowe życie, dorobek, pozycje, by spróbować amerykańskiego marzenia - "z zupełnej nędzy do potężnych pieniędzy. I tak poznajemy losy ludzi którzy w Polsce coś znaczyli a Stanach w najlepszym przypadku skończyli na zmywaku a z czasem gdy nie maja już sił by walczyć, lądują w parku w kartonie. Bardzo podobała mi się taka myśl obrazująca obawę Głowackiego a mianowicie - w Polsce już byłem kimś, miałem wyrobione układy, wiedziałem jak żyć w tym systemie, zaś w USA będę twórcą jakich wielu, Panem Nikt.
     Wracając do Głowackiego, jemu jednak się udało, ogólnie czytając tę książkę odniosłem wrażenie, iż Głowacki w całym swoim życiu miał dużo szczęścia. Krótko mówiąc dobrze mu się powodziło. Z racji koligacji i znajomości jego rodziny w okresie PRL-u miał dość łatwą drogę do tego by próbować aktorstwa czy pisarstwa nie brukając się pracą fizyczną. Nie był również jakimś wielkim buntownikiem który walczył z systemem. Ale trzeba też przyznać, że na takiego nie pozuje. Na emigracji też raczej spadał na "cztery łapy".
     Niemniej trzeba mieć sporo odwagi by tak dosłownie opisać swoje życie i postawę.
     Reasumując, Głowacki jest ekshibicjonistą którego obnażenia się, trzeba przeczytać.

Koordynator DKK
w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho


9.03.2012


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z czterdziestego czwartego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 29.01.2012r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 15.00, brało w nim udział 7 osób, trzech panów i cztery panie. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 14 członków. Rozmawialiśmy o książce Wojciecha Cejrowskiego "Gringo wśród dzikich plemion".

     Pierwsze spotkanie w nowym roku mamy za sobą. Na styczniowym spotkaniu postanowiliśmy sięgnąć po książkę podróżniczą, i tak za sprawą książki Wojciecha Cejrowskiego pod tytułem "Gringo wśród dzikich plemion" przenieśliśmy się do krajów Ameryki Południowej. Ksiązka o tematyce podróżniczej jeszcze nie była czytana, dlatego też klubowicze chętnie sięgnęli po pozycję właśnie z tego gatunku.
     Jak natomiast przebiegała dyskusja? Wydawać by się mogło, że książka ta zostanie spokojnie zrelacjonowana przez uczestników dyskusji, że każdy opowie o swoich wojażach lub chęci podboju zamorskich krain. I pewnie by tak się stało, gdyby nie osoba autora. Wojciecha Cejrowskiego chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Postać wyrazista i kontrowersyjna o ukierunkowanych poglądach. I tak wpadliśmy w pułapkę, wśród rozmówców zaczęło mocno iskrzyć, ponieważ dopiero pod koniec dyskusji zaczęliśmy rozdzielać książkę i autora. Oczywiście powstały dwa obozy które to Cejrowskiego popierają lub powiedzmy nie przepadają za tą postacią. Tak jak wspomniałem dopiero pod koniec spotkania rozdzieliliśmy pisarza i jego dzieło a w przypadku dywagacji o Cejrowski i książkach jest to moim zdaniem niezbędne. Klubowicze więc dokonując tego podziału książkę ocenili bardzo wysoko. Jest napisana językiem charakterystycznym dla autora ale naprawdę czyta się "Gringo…" po prostu jednym tchem. Cejrowski ma dar opowiadania ciekawych historii i to jest sedno tej książki. Zaś samego pisarza i jego postawę pozostawiam Państwu do samodzielnej oceny. Polecamy !!!

     Dyskusja trwała prawie trzy godziny.

     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 25.02.2012r. o godzinie 15:00. Na spotkaniu porozmawiamy o książce "Z głowy" której autorem jest Janusz Głowacki. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






"Gringo wśród dzikich plemion" Wojciech Cejrowski

Recenzja powstała na podstawie wypowiedzi klubowiczów

     Któż z nas nie lubi podróżować, choćby palcem po mapie, często zdarza się nam marzyć o wyprawach tych dalekich jak i o tych bliskich. Odzwierciedleniem tej sytuacji jest wzrost zainteresowania wszelkiego rodzaju przewodnikami jak i literaturą podróżniczą. Pionierem i zarazem klasykiem jeżeli chodzi o ksiązki podróżnicze jest na pewno Arkady Fiedler potem długo, długo nikt. Następnie niezapomniany Tony Halik wraz z Elżbietą Dzikowską (ale to bardziej telewizyjnie) i teraz zaczęło się : Pałkiewicz, Pawlikowska, Wojciechowska, Mader i ON. Wojciech Cejrowski pierwszy kowboj RP. Postać wyrazista , kontrowersyjna, budząca skrajne emocje. I ten człowiek (ówcześnie już dzięki mediom wszem i wobec rozpoznawalny) zabiera nas w podróż do krajów Ameryki Południowej. Wycieczka ta jest trzeba przyznać arcyciekawa, zabawna a momentami budzi dreszcz emocji. Cejrowski opowiada wszystkie historie z charakterystycznym sobie poczuciem humoru. I tak dowiadujemy się o pierwszej wyprawie tytułowego gringo, o jego pierwszych kontaktach z "Dzikimi". Poznajemy ten region świata od zaplecza, docieramy z autorem do miejsc które mogłoby się wydawać niedostępne. Poznajemy świat w którym walutą jest praca, sól, żelazne groty strzał, noże, siekiery, maczety. I tak ruszmy przez Wenezuelę, Kolumbię, Ekwador, Peru czy Brazylię Piętrzące się trudności z wyjazdami i przekraczaniem granic mogą i zapewne odstraszyły nie jednego globtrotera, ale nie autora. A na szlaku gigantyczne mrówki, trujące motyle, piranie, anakondy oraz głód i pragnienie, ach i oczywiście najważniejsze "dzikie" plemiona ze swoimi trującymi dmuchawkami. Wszystko to Wojciech Cejrowski podaje nam w formie powieści awanturniczo - przygodowej co powoduje, iż od książki "Gringo wśród dzikich plemion nie sposób się oderwać.

     Tak jak wspomniałem na wstępie podróżnik WC budzi wśród czytelników i telemaniaków skrajne emocje. Z osobami z którymi rozmawiałem o Cejrowskim jednoznacznie określały mi stosunek do jego osoby. Podobnie zresztą w Naszym Klubie. Czyli po prostu albo go się lubi albo nie. Przez wyrazistą postać autora wpadliśmy w swoistą pułapkę. Mianowicie zaczęliśmy dyskutować bardziej o Panu Wojciechu niż o jego książce. Zaczęliśmy szukać "dziury w całym" zastanawiając się z skąd miał tyle kasy by co chwila przekupywać graniczników, wynajmować łodzie przewodników, sprzęt. W końcu jak udawało mu się tak łatwo opuszczać Nasz kraj, padło nawet przypuszczenie czyżby TW - WC. I tak brnęliśmy dalej, by pewnym momencie się otrząsnąć i wrócić do sedna czyli super opowiedzianej przygody człowieka który wyruszył bądź co bądź do naprawdę egzotycznego dla nas miejsca czyli Ameryki Południowej. Trzeba także przyznać, że Wojciech Cejrowski ma naprawdę dar opowiadania. Czytając zatem "Gringo wśród dzikich plemion" elementem niezbędnym jest rozdzielenie własnych odczuć co do postawy autora (chyba, że się z nim zgadzamy) i jego dzieła a wtedy nie pozostanie nam nic innego jak oddać się lekturze i planować własne podróże.

Koordynator DKK
w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho


10.02.2012


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI
Podróże małe i duże - cz. 5 2011r


Witam !!!

     Teatr im. S. Jaracza Łódź 24.09.11r.
     Tę relacje mogę śmiało zacząć od słów - nareszcie się udało. "Sex, prochy i rock & roll" to pierwsza sztuka na jaką postanowiliśmy pojechać. Okazało się jednak, że tak ciężko zdobyć bilety, iż zeszło nam … dwa lata. Mogę tylko powiedzieć, ze warto było konsekwentnie starać się o bilety na ten monodramat w znakomitym, wręcz mistrzowskim wykonaniu Bronisława Wrocławskiego. Co mogę powiedzieć, każdy kto kocha teatr powinien tę sztukę zobaczyć.
     Do Teatru "Jaracza" pojechała pełna obsada piętnastu klubowiczy.

Teatr Powszechny Łódź 15.10.2011r.
     W Teatrze powszechnym jest nasza druga wizyta. Po znakomitych "Szalonych nożyczkach" wybraliśmy się na sztukę pod tytułem "Letnisko" Freda Apke. Dobra lekka komedia w której jak się okazuje ludzie SA skłonni zrobić wszystko dla pieniędzy. Inteligentny humor z chwilami dającymi do myślenia powoduje , iż jest to sztuka naprawdę godna uwagi. Na "Letnisko" wybrało się dwunastu klubowiczy.

Teatr Nowy Łódź 12.11.2011r.
     To już trzecia wyprawa do Teatru im. Kazimierza Dejmka. Po sztukach "Złodziej" i "Diabli mnie biorą" postanowiliśmy obejrzeć przedstawienie w reżyserii Ryszarda M. Nyczka pod tytułem "Mayday". Warto wspomnieć o obsadzie która jest znakomita : Wojciech Bartoszek, Dariusz Kowalski, Jerzy Krasuń, Tomasz Kubiatowicz, Marek Lipski Magdalena Kaszewska, Katarzyna Żuk. Na szczególne wyróżnienie zasługuje Tomasz Kubiatowicz którego gra jest wprost porywająca (jako ciekawostkę dodam, iż poznaliśmy Pana Tomasza przy okazji zaproszenia Teatru Małego ze spektaklem "Morderstwo w hotelu"). Gorąco wszystkich zachęcam do odwiedzin Teatru Nowego i obejrzenia znakomitej sztuki jaką jest "Mayday". Na tę podróż zdecydowało się dziesięciu klubowiczy.

MDK 19.11.2011r. Koncert Jazzowy      Po spotkaniu DKK w kameralnym gronie, czterech klubowiczy wybraliśmy się na znakomity koncert jazzowy. Do rawskiego MDK - u w ramach Rawskiej Jesieni Jazzowej przyjechał łódzki zespół Main Street Quartet. Jeżeli ktoś z was spotka plakat informujący o występie tej grupy my radzimy nie omijać go obojętnie. POLECAMY !!!

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho







27.12.2011


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z czterdziestego trzeciego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 17.12.2011r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 15.00, brało w nim udział 10 osób, trzech panów i siedem pań. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 14 członków. Rozmawialiśmy o książce Marcina Świetlickiego "Dwanaście".

     Tak to ostatnie spotkanie rawskiego Dyskusyjnego Klubu Ksiązki w tym roku. Minął kolejny rok naszej działalności, jesteśmy już razem pięć lat. Ale ten czas leci…. Ponowne nadszedł czas na posumowania, życzenia i plany. Przeczytaliśmy w Klubie już około stu książek, ładny wynik, prawda?. Do rawskiego Klubu należało przez ten czas około trzydzieści osób z czego wyklarował się obecny skład. Na ostatnim spotkaniu przywitaliśmy nową klubowiczkę Weronikę a wszystko wskazuje na to, iż z nowym rokiem nasze szeregi zasili kolejny PAN. Podkreślam to ponieważ z moich obserwacji wynika, że jednak nasza ukochana płeć piękna jest bardzie skora do czytania ale co ważniejsze do dyskutowania o książkach. Zaprosiliśmy do Rawy Mazowieckiej pięciu autorów, na tegorocznym spotkaniu gościliśmy śpiewającego aktora Lecha Dyblika wraz przyjacielem Aleksiejem Siemieniszczewem którzy to wystąpili w repertuarze rosyjskiej poezji śpiewanej pt. "Ojciec mój Lenin", oraz Teatr Mały ze spektaklem "Morderstwo w hotelu". Ponad to cały czas kontynuujemy nasze "Podróże małe i duże" do teatrów, na spotkania autorskie oraz koncerty. Jak widać rawski DKK nie próżnuje.
     W tym roku klubowicze zgodnie stwierdzili, iż książki mieliśmy naprawdę dobre a dyskusje o nich były pasjonujące. Gdy doszło do wyboru książki roku w Klubie, zebrani miłośnicy czytania nie mieli najmniejszego kłopotu ze wskazaniem tej która podobała im się najbardziej a mianowicie chodzi o …. "Gottland" Mariusza Szczygła. Znakomity reportaż ukazujący naszych południowych sąsiadów Czechów. Jeżeli chodzi o porażkę czytelniczą w tym roku takiej nie odnotowano ;-), i tak trzymać.
     Na grudniowym spotkaniu nie zabrakło oczywiście książki, tym razem dyskutowaliśmy o debiucie kryminalnym Marcina Świetlickiego zatytułowanym "Dwanaście". Wszyscy się zastanawiali jak Panu Mariuszowi którego znaliśmy bardziej jako poetę udało się napisać kryminał, który nie jest tak jak by się mogło wydawać łatwą formą. Okazało się, że Świetlicki jest całkiem niezłym "kryminalistą". Ciekawa, charakterystyczna forma, wartka akcja, zaskakujące zakończenie - to główne cechy dobrego kryminału i ta książka to jak najbardziej spełnia. Ponad to wspaniale podróżuje się wraz z głównym bohaterem po ulicach Krakowa. Smaczku tej powieści dodaje fakt, iż wiele postaci jest autentycznych. Są to ludzie z grona tak zwanej artystycznej bohemy lub celebryci. Niektórzy wymienieni bezpośrednio inni zaś ukryci, co daje dyskutującym pole do popisu by przeprowadzić własne śledztwo i dowiedzieć się kogo pisarz miał na myśli. Ksiązka naprawdę znakomita także gorąco polecamy, przeczytajcie bo naprawdę warto !!!.
     Co do planów na przyszłość to wygląda to następująco. Na pewno nie rezygnujemy z naszych podróży i czytania książek to jest pewne jak w banku. Czeka nas zapewne kolejne ciekawe spotkanie autorskie, ale kto odwiedzi rawski Klub niech pozostanie dla was na razie tajemnicą. Mam nadzieję, iż ponownie spotkania autorskie będą się cieszyły tak dużym zainteresowaniem i tak jak zawsze licznie odwiedzicie Naszą bibliotekę. W styczniu spróbujemy trochę porozmawiać o podróżach, pretekstem do tego będzie nasza kolejna książka autorstwa Wojciecha Cejrowskiego a gościem specjalnym będzie Dariusz Piwowarski który zaprezentuje swoją foto-relację z wyprawy do Gruzji. W marcu zmierzymy się po raz pierwszy w rawskim Klubie z poezją co ma stać się pretekstem do zorganizowania wieczoru poezji w bibliotece. Zaś w maju na pewno włączymy się w akcję Cała Polska Czyta Dzieciom. Jesień to spotkanie autorskie o którym już wspominałem. Tak pokrótce wyglądają plany rawskiego DKK.
     Na koniec chciałbym podziękować wszystkim tym którzy nas wspierają a szczególności Ani Kraćkowskiej i redakcji "Głosu Rawy Mazowieckiej i Okolicy" oraz redaktor Dagmarze Studzińskiej z radia "Viktoria" które to dbają o to by było o nas słychać medialnie i wspierają nas w popularyzacji czytelnictwa, Urzędowi Miasta Rawa Mazowiecka z Panem Burmistrzem Eugeniuszem Górajem na czele który co roku docenia nasze starania by "Rawa stolicą książki była i basta" i obdarowuje nas materiałami promującymi Nasze miasto, dziękujemy także Towarzystwu Przyjaciół Ziemi Rawskiej za przekazanie Klubowi "Notatników Rawskich", mam nadzieję, iż uda się w przyszłości zorganizować spotkanie które będzie dotyczyło historii Rawy. Obowiązkowe podziękowania należą się, także Kindze Siekierskiej która koordynuje wszystkimi Klubami w województwie łódzkim i wykonuje naprawdę tytaniczną pracę by to wszystko grało. I na koniec podziękowania najważniejsze czyli dla moich KLUBOWICZY którzy swoja postawą i zachowaniem pokazują jak czytanie jest ważne i jak dzięki niemu możemy ubarwić Nasze życie. Jeszcze raz DZIĘKUJE i gorąco zachęcam Was do czytania i dyskutowania o książkach !!!

     Dyskusja trwała ponad trzy godziny.

     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 28.01.2012r. o godzinie 15:00. Na spotkaniu porozmawiamy o książce "Gringo wśród dzikich plemion" której autorem jest Wojciech Cejrowski. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






"Dwanaście" Marcin Świetlicki

Recenzja powstała na podstawie wypowiedzi klubowiczów

     OTO DWANAŚCIE PRZESŁANEK BY TĘ KSIĄŻKĘ PRZECZYTAĆ ;-) 1. Autor Marcin Świetlicki dotychczas bardziej rozpoznawalny przez nas jako poeta. Postać nietuzinkowa, wokalista zespołu Świetliki oraz Czarne Ciasteczka. Czy sprawdził się jako polski Raymond Chandler ?. Jak na debiut kryminalny naszym zdaniem bezapelacyjnie tak !!!
2. Język, książka jest napisana znakomicie, bardzo dobrze się ją czyta a to podstawa sukcesu.
3. Fabuła, intryga. Jawa mieszająca się z rzeczywistością. Świetlicki skonstruował to tak iż, bohater jakby mimochodem rozwiązuje zagadkę choć zostaje powiedzmy zatrudniony do jej rozwikłania. Przemyślenia głównego bohatera mieszają się z akcją która płynie na bieżąco. Misterna układanka która odsłania nam co rusz swoje kolejne elementy bu doprowadzić nas do zaskakującego finału. Zamknięte ramy czasowe bez zbędnych skoków a to w przeszłość a to w przyszłość, które z reguły zbędnie odciągają czytelnika od głównego wątku powieści.
4. Tempo książki jest jak najbardziej adekwatnie do formy jakim jest kryminał, praktycznie każda strona wnosi coś nowego, nawet na pozór rzeczy błahe mają swoje odzwierciedlenie w dalszej części i mają wpływ na dalsze losy bohaterów. Jest jednak jeden wyłom w tym monolicie a mianowicie wątek młodej kobiety która bardzo spodobała się głównemu bohaterowi. Wydaje się, że związek ten będzie miał jakąś istotną rolę w powieści, jednak jest to jedyny nierozwinięty i nie spuentowany motyw tej książki.
5. Ilość "trupów", autor nie robi nam krwawej rzeźni, jak to się niektórym kryminalnym pisarzom zdarza, lecz "trup" pojawia się w jak najbardziej stosownych chwilach by nadać akcji nowego rozpędu.
6. Miejsce akcji Kraków, podróżowanie z bohaterami po jego ulicach to czysta przyjemność. Wieczorne i nocne życie Krakowa i klimat tamtejszych małych knajpek to esencja tej ksiązki nadająca jej specyficznego klimatu dodajmy to wyraźnie krakowskiego klimatu, ludzie z zewnątrz nie są mile widziani.
7. Główna postać, bohater młodzieżowego kryminalnego serialu z okresu PRL - u, obecnie samotnik, detektyw z przypadku, nadużywający alkoholu, nie potrafiący utrzymać przy swoim boku żadnej kobiety (nawet suka od niego ucieka, znaczy się samica psa). Jak mówi kryminalna maksyma "Prawdziwy bohater powinien być samotny"
8. Pozostali bohaterowie, ludzie z otoczenia "mistrza" to postaci których pierwowzorów możemy doszukać się wśród aktualnej krakowskiej bohemy i to dodaje smaku tej książce. Część osób przedstawionych jest bezpośrednio po nazwisku co do pozostałych, jak wspomniałem musimy sami przeprowadzić małe dochodzenie.
9. Odniesienie do współczesnych wydarzeń w Polsce i ukazanie ich z mocnym sarkazmem jest niewątpliwie atutem tego kryminału.
10. Czytelnik może prowadzić śledztwo wraz z głównym bohaterem. Zawężone grono podejrzanych z których należy wyłonić sprawcę.
11. Rozwiązanie zagadki jest zaskakujące dla czytelnika co w kryminale jest właściwie elementem niezbędnym.
12. A to dopiero pierwsza część trylogii, przed nami jeszcze dwie kolejne, które ja jak i moi klubowicze z pewnością przeczytamy.
Jak widzicie kryminał Marcina Świetlickiego ma wszystkie cechy dobrego, rasowego kryminału, także nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Państwu udanej lektury.

Koordynator DKK
w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho


27.12.2011


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z czterdziestego drugiego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 19.11.2011r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 15.00, brało w nim udział 6 osób, dwóch panów i cztery panie. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 14 członków. Rozmawialiśmy o książce Breta Eastona Ellisa "American psycho".

     Nasze listopadowe spotkanie było połączeniem ksiązki i filmu. Tak się złożyło, iż powieść o której dyskutowaliśmy doczekała się adaptacji, film ukazał się pod tym samym tytułem w reżyserii Mery Harrona zaś w roli głównej został obsadzony Christian Bale. Postanowiliśmy więc porozmawiać o książce ale również porównać ją z wspomnianym filmem. Dyskusja była bardzo pasjonująca. Książka Breta Eastona Ellisa nie jest łatwa w odbiorze. Klubowicze zwrócili uwagę na ogromną ilość opisów w co ludzie są ubrani, co mają i najważniejsze jakiej znanej firmy. Rzeczywiście jest tego dużo ale warto przez to przebrnąć poniewarz "American psycho" to znakomita ksiązka ukazująca życie ludzi pracujących w dużych korporacjach. Autor perfekcyjnie opisuje tak zwany wyścig szczurów. Ludzie postrzegają siebie tylko na podstawie wyglądu zewnętrznego i stanu posiadania. Nazwiska nie grają tu właściwie żadnej roli, istotne jest to by jeździć markowym samochodem, nosić garnitur najdroższej firmy i pozyskać jak najlepszego klienta. Środowisko w jakim się obracamy to maklerzy z Wall Street, którzy się spotykają, oczywiście w najlepszych restauracjach przy najdroższych potrawach i szampanie. Pozoru może się wydawać , iż jest to grono przyjaciół jednak w rzeczywistości każdy czeka tylko na okazje by podłożyć koledze przysłowiową świnie. I na koniec sprawa najistotniejsza, niby wszyscy się znają lecz nic o sobie nie wiedzą. Ellis ukazuje co się może się dziać w umyśle człowieka z korporacji, jak mroczne tajemnice może skrywać. Jeżeli chcecie się dowiedzieć jak może wyglądać druga ciemna strona ludzkiego umysłu koniecznie przeczytajcie "American psycho" Breta Eastona Ellisa.
     Muszę jeszcze nawiązać do zestawienia książki z wcześniej wspomnianym filmem. Nie ukrywam, że się zastanawialiśmy jak reżyser poprowadził i rozwiązał w fabule tak trudną do ukazania postawę psychologiczną głównego bohatera. Tu na wysokości zadania stanął Christian Bale który znakomicie oddał fobie głównej postaci "American psycho". Film jest naprawdę dobry ale jak zawsze okrojony czyli powtórzę moje motto najpierw książka później film. Ksiązka "American psycho" mocno podzieliła klubowiczy na jej zwolenników i przeciwników dzięki czemu dyskusja była naprawdę gorąca a powieść która budzi tak skrajne emocje jest naprawdę godna polecenia więc niniejszym - POLECAMY !!!

     Dyskusja trwała około trzech godzin.

     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 17.12.2011r. o godzinie 15:00. Na spotkaniu porozmawiamy o książce "Dwanaście" której autorem jest Marcin Świetlicki. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho







21.11.2011


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z czterdziestego pierwszego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 15.10.2011r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 15.00, brało w nim udział 7 osób, dwóch panów i pięć pań. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 14 członków. Rozmawialiśmy o książce Janusza Głowackiego "Good night, Dżerzi".
     Na październikowym spotkaniu postanowiliśmy sięgnąć po książkę … no właśnie po książkę o kim i o czym oraz w jakim gatunku. Teoretycznie tytuł i zapowiedzi wskazywały by na biografię Józefa Lewinkopfa vel Jerzego Kosińskiego ale tak do końca chyba nie jest, ponieważ historia pisarza miesza się z historią autora. O kim jest więc ta książka?. O Kosińskim czy o Głowackim?. Na to pytanie staraliśmy się odpowiedzieć na początku naszej dyskusji. "Good night, Dżerzi" zaczyna się od zlecenia jakie dostaje Głowacki od swojego agenta. Jest to zlecenia na scenariusz filmowy o Jerzym Kosińskim. I od tego momentu książka staje się zlepkiem wspomnień, rozmów autora z ludźmi którzy mieli z bohaterem coś wspólnego czy fragmentami "piszącego" się scenariusza. Klubowicze zgodnie stwierdzili, że te wszystkie wątki zamiast tworzyć jakąś spójną całość powodują, iż książka jest chaotyczna. Może tak miało być, może to najlepszy sposób na przedstawienie życia Kosińskiego - wielkiego mistyfikatora żyjącego właśnie w takim chaosie. Nie mniej klubowiczom to się nie podobało. "Good night, Dżerzi" można by powiedzieć ma wykres paraboli z fragmentami i dialogami które czyta się po prostu znakomicie by za chwilę wpaść w jakiś dziwny opis historii które totalnie nie pasują do powieści jak choćby historia Zachara. Można było ją odebrać jako odpowiednik, alegorię matki poszukującej swojego dziecka z "Malowanego ptaka" ale czy to jest naprawdę tej książce potrzebne?. Mocną stroną tej opowieści jak zauważył klubowicz Juliusz są na pewno opisy życia w Ameryce oraz samego Nowego Jorku. To emigrant Głowacki opisuje naprawdę dobrze
     Reasumując jest to książka niezła lecz nie porywająca. Głowacki napisał powieść można by rzec w swoim stylu ale tak jak wspominałem o kim i dla kogo. Na dobrą sprawę nie jest to książka ani o Kosińskim ani o Głowackim. Myślę, ze Ci którzy lubią prozę Głowackiego poczują się lekko zawiedzieni.
     Spotkanie trwało dwie godziny.
     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 19.11.2011r. o godzinie 15:00. Na spotkaniu porozmawiamy o książce "American psycho" której autorem jest Bret Easton Ellis. . Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






"Good night, Dżerzi" Janusz Głowacki

Recenzja powstała na podstawie wypowiedzi klubowiczów

     Scena pierwsza. Małe mieszkanie na Manhattanie jednego z pięciu okręgów Nowego Jorku, przy partii szachów siedzi ojciec Dżerziego. On sam zaś po powrocie do domu zdejmuje płaszcz, wita się z żoną, sprawdza wiadomości na automatycznej sekretarce, szykuje się by wejść do wanny. Ojca w ogóle nie zauważa. W tle słychać muzykę. Światła się zmieniają i po chwili z łazienki wychodzi mały chłopczyk. Scenografia ulega zmianie, niemiecka okupacja, przenosimy się w rok 1940. Dżerzi przysiada się do ojca, pada rozkaz - przeżegnaj się, chłopiec kreśli znak krzyża. Ojciec każe zrobić mu to szybciej, wykonuje polecenie. Ojciec po chwili pyta go jak się nazywa, ten odpowiada, że Jurek. Ojciec pyta o nazwisko, ten odpowiada Lewinkopf. Dostaje w twarz. Ojciec ponawia pytanie, chłopiec odpowiada Jurek Lewinkopf. Ojciec wyciąga pas. Zapłakany chłopiec szybko odpowiada kilkakrotnie Jurek, Jurek, Jurek ... Kosiński.
     Tak miał by się zaczynać scenariusz do filmu o Józefie Lewinkopfie vel Jerzym Kosińskim. Zlecenie na napisanie takiego scenariusza dostaje od swojego agenta Dżanus Głowacki. Pisarz zaczyna zbierać informacje i tworzyć a co z tego powstanie dowiecie się czytając "Good night, Dżerzi" Janusza Głowackiego.
     Postać Jerzego Kosińskiego jest na pewno niezwykła. Wielki mistyfikator jak zwykło się o nim mawiać. Człowiek który swoje życie uczynił fikcją a właściwie "matrixem" funkcjonując poniekąd w dwóch wymiarach. Człowiek który odniósł pewien sukces w Ameryce jako pisarz choć nie do końca wiadomo czy to on był twórcą swoich książek. Jedno wiemy na pewno podpisywał się pod nimi. Niewątpliwie był człowiekiem który znalazł sposób by wypromować siebie w Stanach, jak by się teraz powiedziało miał pomysł na siebie. Ale przejdźmy do książki "Good night, Dżerzi" Janusza Głowackiego. Gdy skończyłem ją czytać to pomyślałem - no tak ale co z tego wynika. Do kogo jest dedykowana ta książka, dla jakiego czytelnika. Dla fanów Kosińskiego, zbyt mało szczegółów. Dla osób które chcą poznać Kosińskiego, zbyt mało szczegółów. Koło się zamyka. Pewnych wątków czytelnicy którzy nie czytali Kosińskiego po prosu nie zrozumieją. Nawiedziła mnie jeszcze jedna refleksja po przeczytaniu "Good night, Dżerzi" i skwitować można byłoby ja jednym słowem - CHAOS. Nie wiem czy zamiarem autora było tak chaotyczne opisywanie kolejnych scen, być może miało to obrazować chaotyczne życie głównego bohatera. W każdym razie w czytaniu to nie pomaga. Ponadto brak pewnej spójności powoduje to, iż książkę tę momentami czyta się jednym tchem by po chwili męczyć z kolejna kartką, stroną czy nawet zdaniem. Czym się broni "Good night, Dżerzi", znakomitymi opisami życia w Ameryce, jeszcze lepszymi dialogami, które są mocne, dosadne i dodają smaku tej powieści. Wspaniale także podróżuje się z bohaterami książki ulicami Nowego Yorku, ale temu akurat nie ma co się dziwić ponieważ emigrant Dżanus ma to w jednym palcu.
     Reasumując jest to książka inspirowana Kosińskim oraz odsłaniająca trochę samego Głowackiego ale tak jak wspominałem nie odkryłem chyba przewrotności i dwuznaczności o której słyszałem przed wyborem tej historii. Książka dla zainteresowanych, ponieważ miłośnicy prozy Głowackiego mogą poczuć się trochę zawiedzeni.

Koordynator DKK
w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho


26.10.2011


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z czterdziestego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 24.09.2011r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 15.00, brało w nim udział 10 osób, trzech panów i siedem pań. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 15 członków. Rozmawialiśmy o książce Carlosa Ruiza Zafona pt. "Gra anioła".
     Pierwsze powakacyjne spotkanie w rawskim DKK miało upłynąć w magicznej atmosferze XX wiecznej Barcelony, za sprawą "Gry anioła" Carlosa Ruiza Zafona. Czy tak było, przekonajcie się sami czytając tę relacje.
     "Gra anioła" to nie pierwsza książka tego autora w naszym Klubie. Jak łatwo się domyślić wcześniej czytaliśmy "Cień wiatru". Dla wielu z nas "Cień wiatru" stał się odpowiednikiem tego jak się powinno pisać. Ponad to powieść ta, że tak powiem wskoczyła do naszego "TOP FIVE" ukochanych książek.
     Dyskusja o "Grze anioła" była naprawdę pasjonująca. Pojawiało się wiele pytań co do bohaterów książki, ich losów i wielu nie wyjaśnionych dokładnie motywów ich działań. Dyskutowaliśmy także na temat opisywanych wątków jak i trzonu historii jakim jest napisanie tajemniczej książki przez głównego bohatera Davida Marina na zlecenie jeszcze bardziej tajemniczego i mrocznego Andreasa Corelliego. Niestety, wszystkim klubowiczom zabrakło czegoś w tej powieści. Zaczęliśmy wytykać jej mankamenty. Brak spójności, niezbyt ciekawie zarysowane postaci, klimat Barcelony tym razem w ogóle nie uchwycony - ogólnie brak magii "Zafonowskiego" pióra - to główne i najszerzej omawiane niedociągnięcia tej powieści. Książka ta jest, niestety , typowym zleceniem wydawniczym które dostał autor po sukcesie "Cienia wiatru". Pojawiło się więc pytanie czy warto polecić tę książkę?, mimo wszystko doszliśmy do wniosku, że tak ponieważ Zafon ma znakomity warsztat. Język jakim jest napisana "Gra anioła" jest po porostu znakomity. Sporo błyskotliwych dialogów pomiędzy niektórymi postaciami dodają smaku tej książce.
     Reasumując, książka dobra lecz nie znakomita jak "Cień wiatru", w którym pisarzowi udało się połączyć dwie najistotniejsze cechy książki a mianowicie formę i treść, tak powstało arcydzieło. W "Grze anioła" NIESTETY forma wzięła górę nad treścią, a ja osobiście wolę by książka była pasjonująca a zdania nie muszą być aż tak kwieciste jak u Mickiewicza.
     Spotkanie trwało dwie godziny.
     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 15.10.2011r. o godzinie 15:00. Na spotkaniu porozmawiamy o książce Janusza Głowackiego "Good night, Dżerzi". Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy !!!.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






"Gra anioła" Carlos Riuz Zafon

Recenzja powstała na podstawie wypowiedzi klubowiczów

     David Martin jest siedemnastolatkiem z niewątpliwym talentem pisarskim, cechuje go jeszcze jedna bardzo istota rzecz, ponad wszystko kocha książki . Pracuje w jednej z barcelońskich gazet do której to przyprowadził go kilka lat wcześniej jego ojciec. Jego głównym zajęciem jest parzenie kawy i podawanie cygar bardziej doświadczonym kolegom. Jednak pewno dnia David zostaje wezwany przez redaktora naczelnego don Brasilia Morgasa. Ta chwila okazuje się momentem przełomowym w życiu początkującego pisarza. David pisze swoje pierwsze opowiadanie w odcinkach. "Tajemnice Barcelony" odnoszą sukces z którym związany jest pewien splendor, ale niestety w parze z tym poszła także zawiść, wręcz wrogość redakcyjnych kolegów. Całe szczęście, że talentem Davida zainteresował się Pedro Vidal człowiek majętny, notabene właściciel tejże gazety, sam próbujący swoich sił w pisarstwie. To on doprowadza do tego, iż David traci pracę by mógł zająć się prawdziwym pisaniem. Załatwia mu kontrakt w wydawnictwie znajomych w którym David Martin tworzy swoja kolejną powieść w odcinkach pod tytułem "Miasto przeklętych", która to nie będzie wydawana pod jego prawdziwym nazwiskiem lecz pod pseudonimem Ignatius B. Samson. Jak się okaże pisanie pod cudzym nazwiskiem będzie dla pisarza prawdziwym przekleństwem. W między czasie dostaje tajemniczy list od pewnego mrocznego wydawcy Andreasa Corelliego z propozycją spotkania i omówienia pewnego projektu. Sytuacja finansowa Davida ulega znacznej poprawie, wynajmuje dom który go od zawsze fascynował. Ach, jeszcze wizyta na Cmentarzysku Zapomnianych Książek i księgarska rodzina Sempre która strzeże tajemnic ostatnich woluminów. No i na koniec jeszcze brakuje tylko niespełnionej miłości, ale Zafon pomyślał i o tym, tak poznajemy Cristinę. Tak wymieniłem chyba wszystko, od tego momentu mogę powiedzieć z całą pewnością, iż zaczyna się cała intryga, cała GRA ANIOŁA. Jeżeli chcecie poznać losy głównego bohatera i poznać wszystkie tajemnice które kryje ta opowieść koniecznie przeczytajcie "Grę anioła ' Carlosa Riusza Zafona.
     "Gra anioła" jest kontynuacją przeznakomitego "Cienia wiatru", od razu dodam dość luźna kontynuacja ponieważ książki te można czytać niezależnie. Motywem przewodnim jest Barcelona, Cmentarzysko Zapomnianych Książek oraz rodzina Sempre. Jako ciekawostkę dodam, iż powstaną jeszcze dwie powieści z serii tworząc razem czteroksiąg. Ale wróćmy do książki a właściwie do książek, bo tak jak wspomniałem przeczytać możemy je w dowolnej kolejności, tak mówić o nich chyba nie da się osobno. Zafon pisząc "Cień wiatru' postawił sobie poprzeczkę naprawdę wysoko, cóż chyba za wysoko. "Cień wiatru" to jedna wielka magia literacka i prawdziwy kunszt autora w prowadzeniu intrygi oraz zdawałoby się niezależnych wątków bohaterów tej powieści i do tego znakomite opisy Barcelony. Niestety tego wszystkiego brakowało mi w "Grze anioła". Autor postawił na prostą historię młodego pisarza której magii ma dodać poznanie tajemniczego wydawcy który chce stworzyć, no właśnie co on właściwie chce stworzyć, własną religię by nie powiedzieć sektę. Lub tej magii ma dodać tajemniczy dom z którym ponownie wiąże się tajemnicza historia. Trochę mało. Kolejne postaci które wkraczają na arenę "Gry anioła" właściwie nie wnoszą niczego konstruktywnego a zakończenie niektórych wątków w powieści jest delikatnie mówiąc poniżej pewnych oczekiwań. Teraz kilka plusów tej książki. Zafon jest autorem doskonałym jeżeli chodzi o warsztat językowy, pomimo gorszej treści forma jest na najwyższym poziomie. Ponad to krótkie rozdziały które dodają dynamiczności tej powieści. I na koniec smaczek całej powieści, czyli błyskotliwe rozmowy Davida z Izabellą, asystentką i zarazem przyjaciółką.
     Przyznam szczerze, że nie mogłem się doczekać przeczytania tej książki, od momentu gdy trafiła do biblioteki i gdy ją wypożyczałem aż parzyła mnie w ręce ale czekałem gdy trafi do naszego Klubu, cóż po przeczytaniu mogę tylko powiedzieć, iż nie doznałem poważnych oparzeń. Czy jest to książka godna polecenia, myślę, że mimo wszystko tak, Zafon trzyma pewien poziom choć tym razem forma przerosła treść.

Koordynator DKK
w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho


30.09.2011





Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z trzydziestego dziewiątego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 11.06.2011r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 15.00, brało w nim udział 8 osób, dwóch panów i sześć pań. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 14 członków.
     Tak, tak, to już cztery lata istnienia rawskiego Dyskusyjnego Klubu Książki. Jak na urodziny przystało nie zabrakło tortu, życzeń oraz … wspomnień. A jest już co wspominać, ponad pięćdziesiąt przeczytanych książek w Klubie i dyskusji o nich, cztery spotkania autorskie zorganizowane w ramach tego wspaniałego projektu, kilkanaście podróży na spektakle teatralne, koncerty, spotkania autorskie. Spotkało nas także wyróżnienie, recenzja książki "Firmin" Sama Savaga wygrała konkurs organizowany przez Instytut Książki na najlepszą recenzje. I w końcu wisienka na torcie, zaproszenie i organizacja występu Teatru Małego z Łodzi który przypominam wystawił sztukę pod tytułem "Morderstwo w hotelu".
     Ale wróćmy do tego co w Dyskusyjnym Klubie jest najważniejsze czyli do książki. Na naszym jubileuszowym spotkaniu nie mogło obejść się bez dyskusji o pozycjach które już przeczytaliśmy i o tym które przypadły nam mniej lub bardziej do gustu. Jeżeli chodzi o tę która jednogłośnie wygrałaby konkurs na grafomański wybryk to "Świat według Clarksona" Jeremy Clarkson. Książka ta od momentu przeczytania jej w Naszym Klubie stała się wzorem jak nie należy pisać. Na szczęście jest to jedyna pozycja tak jednogłośnie i negatywnie oceniona, co przy naszym czytelniczym dorobku daje naprawdę dobry wynik książek godnych uwagi. I kiedy zaczęliśmy wspominać te książki które podobały się nam najbardziej temperatura rozmowy sięgnęła zenitu. Ponieważ okazało się każdy z nas ma inny typ. I zaczęły padać tytuły "Tuan", "Comedia infantil", "Sto lat samotności", "Oskar i pani Róża", "Festung Breslau", "Gomorra" "Cień wiatru", "Firmin"….. i mógłbym wymienić jeszcze co najmniej jeszcze kilka tytułów ale zachęcam Was do przeczytania recenzji książek omawianych w rawskim DKK zamieszczonych na stronie internetowej Naszej biblioteki lub czytania ich co miesiąc w "Głosie Rawy Mazowieckiej i Okolicy.
     A gdy wspomniałem o "Głosie" nadszedł czas na podziękowania i tak dziękujemy tygodnikowi "Głos Rawy Mazowieckiej i Okolicy" i radiu "Victoria" a w szczególności paniom redaktor Ani Kraćkowskiej oraz Dagmarze Studzińskiej za to są z nami od początku i patronują nam medialnie, Urzędowi Miasta w szczególności paniom z Wydziału Promocji za to, iż nasi goście zawsze wyjeżdżają z Naszego pięknego miasta z pamiątką. Instytutowi Książki który patronuje i zarządza tym projektem oraz Kindze Siekierskiej z Biblioteki Wojewódzkiej w Łodzi która jest głównym koordynatorem Klubów w naszym regionie. Na koniec zaś, zostawiłem sobie podziękowania najważniejsze a mianowicie DZIĘKUJE rawskim klubowiczom za ich miłość do książek i chęć dyskusji o nich, za to, iż poświęcają swój wolny czas by przyjść na spotkania do biblioteki, bez takich ludzi jak Oni Kluby nie miałyby racji bytu. Teraz życzę wszystkim udanych wakacji, oczywiście nie zapomnijcie o książce do plecaka po którą zapraszam do Naszej biblioteki.

     Spotkanie trwało prawie trzy godziny.

     Kolejne spotkanie zaplanowane jest po wakacjach, już teraz mogę powiedzieć, że na pewno będzie to wrześniowa sobota godzina 15:00 a przeczytamy na nie "Grę anioła" Carlosa Ruiza Zafona. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






4.07.2011


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Podróże małe i duże - cz. 4 2011r.

MDK "Czar operetki" 19.02.2011r.
Rok 2011 postanowiliśmy rozpocząć "podróżą" lokalną. Po spotkaniu rawskiego DKK dziesięcioosobową grupą postanowiliśmy przedłużyć sobie to wspaniałe sobotnie popołudnie i wybrać się do rawskiego MDK na spotkanie z gwiazdami operetki i estrady. I tak o godzinie osiemnastej czasu środkowoeuropejskiego zasiedliśmy by posłuchać największych przebojów tego gatunku. Swoim występem i przede wszystkim głosem oczarowali nas Małgorzata Długosz - sopran, oraz Grzegorz Matulka - tenor. Wrażenia jakie wynieśliśmy z koncertu można wyrazić cytatem "Usta milczą, dusza śpiewa" czego i Wam życzę.

Młodzieżowe Centrum Kultury w Skierniewicach 12.03.2011r.
Dwunastego marca dostaliśmy zaproszenie na prezentacje zdjęć rawskiego artysty-fotografika Darka Piwowarskiego. Była to ponad godzinna prezentacja z wyprawy autora do Gruzji. Całość była zatytułowana "Opowieść z zmysłach gruzińskich". Zdjęcia były po prostu znakomite tak, iż naprawdę poruszyły wszystkie nasze zmysły. Prezentacja była połączeniem obrazu i muzyki, na żywo oprawę do zdjęć zapewnił zespół "Manicure" z Bełchatowa. Dwunastu Klubowiczy zdecydowało się na tę "skierniewicko-gruzińską" wyprawę

Teatr Nowy im. Kazimierza Dejmka Łódź 02.04.2010r.

Nareszcie nasza pierwsza wyprawa do Teatru. Tym razem wybraliśmy Teatr Nowy w Łodzi, w którym mieliśmy już przyjemność być na sztuce pt. "Złodziej". Tym razem wyprawa zapowiadała się równie wspaniale ponieważ wybraliśmy sztukę "Diabli mnie biorą"w znakomitej obsadzie a mianowicie Monika Buchowiec, Krzysztof Kiersznowski, Olaf Lubaszenko, Bartosz Turzyński. Autorem i reżyserem jest Marek Rębacz, założyciel Polskiej Sceny Komediowej, jeden z najwybitniejszych i nielicznych, współczesnych komediopisarzy polskich. Nasze wrażenia z tej sztuki - jest po prostu znakomita. Do Teatru Nowego pojechało piętnastu klubowiczy.

Teatr Powszechny Łódź 07.05.11r.
Tym razem wybraliśmy się do Teatru Powszechnego w Łodzi. Odwiedziliśmy go po raz pierwszy ale już teraz mogę powiedzieć, że na pewno nie ostatni. Wybraliśmy sztandarowe przedstawienie tego Teatru czyli "Szalone nożyczki". Nie zawiedliśmy się znakomite przedstawienie, doskonała zabawa, genialni aktorzy. Nic dziwnego, że cieszy się ono tak ogromnym powodzeniem. Do Łodzi pojechało dwunastu klubowiczy.


Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho


   



13.06.2011


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z trzydziestego ósmego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 21.05.2011r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 15.00, brało w nim udział 7 osób, trzech panów i cztery panie. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 14 członków. Rozmawialiśmy o książce Gabriela Garci Marqueza pod tytułem "Miłość w czasach zarazy".
     Do Marqueza wracamy kolejny raz. Po znakomitej powieści pt. "Sto lat samotności" wybraliśmy tym razem "Miłość w czasach zarazy". Książka ta jest reklamowana jako romans wszechczasów i to przez Jerzego Pilcha. Jak odebrali ja natomiast rawscy klubowicze ?. Dyskusja była ożywiona i nie do końca potwierdzająca tę opinie. Ale nie uprzedzajmy faktów...
     Na wstępie trzeba powiedzieć, że czytanie Marqueza to czysta przyjemność. Język, styl, prowadzenie narracji to cechy które na pewno wyróżniają tego pisarza i co do tego klubowicze nie mieli żadnych wątpliwości, w tych kwestiach panowała pełna zgodność. Natomiast goręcej zrobiło się gdy zaczęliśmy poruszać kwestię romansu wszechczasów - otóż może i romans ale na pewno nie wszechczasów. Fabuła tej książki nie dorównuje takim pozycjom jak "Wichrowe wzgórza" Emily Bronte czy "Przeminęło z wiatrem" Margaret Mitchel to klasyka tego gatunku której bardzo trudno dorównać. Kolejna kwestia to postaci które wyjątkowo mało interesująco "podał" nam autor. Podczas gdy w "Stu latach samotności" każda postać miała wyraźną osobowość tak tutaj Fermina i Florentino są po prostu nijacy. Brak rysu psychologicznego postaci. Ponad to "szczególanckie" wręcz pedantyczne opisy miejsc są trochę nużące, ogólnie w tej książce jest mało dialogów wszystko mamy podane raczej w formie relacji. Pozytywne są natomiast skoki w czasie, ubarwia to czytanie i ratuje tę powieść przed monotonią. Kolejnym pozytywem jest bardzo charakterystyczny humor tej opowieści.
     Reasumując, mimo tych drobnych wad i przyjaźni Marqueza z Fidelem Castro na pewno trzeba tę książkę mieć w swoim "dorobku" czytelniczym. Polecamy !!!!
     Teraz trochę o kolejnym spotkaniu ponieważ będzie ono wyjątkowe z dwóch względów, otóż Dyskusyjny Klub Książki w Rawie Mazowieckiej będzie obchodził swoje czwarte urodziny oraz ze względu na formułę spotkania, ponieważ tym razem klubowicze nie dostali tej samej książki lecz na spotkaniu każdy z nich wybrał "jakąś" pozycje z biblioteki następnie wszystkie książki trafiły do jednego "wora" i nastąpiło losowanie. Tak więc podzieliliśmy się miedzy sobą książkami które już czytaliśmy lub niektórzy dokonali wyborów na chybił trafił, może być naprawdę ciekawie ponieważ na kolejnym spotkaniu będziemy referowali wybory i tych co dokonali wyboru ;-)

     Spotkanie trwało prawie trzy godziny.

     Kolejne spotkanie zaplanowane jest na 11 czerwca (sobota) 2011r. o godzinie 15:00. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






6.06.2011


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z trzydziestego siódmego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 16.04.2011r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 15.00, brało w nim udział 7 osób, trzech panów i cztery panie. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 14 członków. Rozmawialiśmy o książce Roberta Ludluma pod tytułem "Strategia Bancrofta".

     Tym razem sięgnęliśmy po klasyka powieści sensacyjnej i zarazem nie zawaham się użyć tego sformułowania mistrza tego gatunku Roberta Ludluma. Większość klubowiczy kojarzyła autora, głównie dzięki jego najgłośniejszej powieści a właściwie trylogii z serii "Bourne'a". My zdecydowaliśmy się na powieść wydaną po śmierci autora pod tytułem "Strategia Bancrofta". Książka ta została ta wydana w 2006 roku i należy do powieści raczej mniej znanych. Książka może mniej znana ale nie oznacza to, że gorsza. Wszyscy byliśmy pod wrażeniem prowadzenia narracji, jego szybkiego tempa i misternej intrydze skonstruowanej przez pisarza. Książkę czyta się znakomicie ma w sobie wszystko to co powinno znaleźć się w sensacji tj. morderstwa, duże pieniądze, zdradę, przyjaźń, pościgi, ucieczki, strzelaniny i oczywiście piękną kobietę u boku głównego bohatera wplataną w intrygę. Ludlum nie pozwala nam się nudzić, powieść z każdą stroną nabiera tempa by z prędkością expresu dotrzeć do zaskakującego finału. Najczystsza esencja powieści sensacyjnej - Robert Ludlum "Strategia Bancrofta" GORACO POLECAMY !!!!


     Spotkanie trwało dwie godziny.

     Kolejne spotkanie zaplanowane jest na 21 maja (sobota) 2011r. o godzinie 15:00. Na spotkaniu podyskutujemy o książce "Miłość w czasach zarazy" której autorem jest Gabriel Garcia Marquez. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






"Strategia Bancrofta" Robert Ludlum

Recenzja powstała na podstawie wypowiedzi klubowiczów

     Berlin Wschodni 1987 rok, Ted Belknap młody pracownik super tajnego wydziału amerykańskiego Departamentu Stanu jest specjalistą od "znajdowania ludzi". Do NRD trafił tu podążając tropem zdrajcy. Richard Lugner bo o nim mowa sprzedał swój kraj i to za nie małe pieniądze. To przez niego ginęli amerykańscy agenci. Miał jednak pewną słabość, lubił młodych chłopców i to dzięki apetytowi na młodzieńcze ciała Ted "Ogar" Belknap podjął ślad dzięki któremu wykrył kryjówkę zdrajcy. Nie pozostało mu nic innego jak dostać się do pilnie strzeżonego mieszkania i zlikwidować cel. Niestety zostaje wykryty z myśliwego staje się ofiarą. Lunger trzyma go na muszce jego położenie jest fatalne, gdy nagle w oknie pryska szkło wpada jakiś człowiek strzela prosto w twarz zdrajcy, rzuca broń do Teda i razem likwidują ochroniarzy zdrajcy. Kim jest tajemniczy człowiek który pomógł agentowi wykaraskać się z nie lada opresji ?. To Jared Rinehart kolega po fachu, który podążał tropem młodego agenta. Jak się okaże ta znajomość, zawarta w tak nietypowych okolicznościach losu przerodzi się w przyjaźń, a dwaj agenci będą niczym Kastor i Polluks. Gdy kilkanaście lat później Jared zostaje porwany podczas tajnej misji w Libanie, Ted nie wyobraża sobie by pozostawić przyjaciela bez pomocy. I tak rozpoczyna się intryga w której nic nie jest tak jak by się wydawało…. Jeżeli chcecie poznać szczegółowe losy Teda Belknapa koniecznie przeczytajcie "Strategię Bancrofta" Roberta Ludluma.

     Robert Ludlum to niewątpliwie mistrz powieści sensacyjnej. Napisał ponad trzydzieści powieści które zostały sprzedane w ponad pięciuset milionach egzemplarzy. Ludlum jest niedoścignionym wzorem dla wielu pisarzy, ma wielu naśladowców i spadkobierców którzy tworzą powieści na podstawie jego notatek. Niewątpliwie najbardziej znaną i rozpoznawaną powieścią a właściwie cyklem jest saga "Bourne'a". Przyczyniły się do tego również ekranizacje które trzeba przyznać są także na wysokim poziomie, jednak będę zawsze powtarzał to jak mantrę, iż należy zachować kolejność najpierw książka dopiero później film. Ale wracając do książki o której mówimy czyli "Strategii Bancrofta". Jest to książka wydana po śmierci pisarza, podpisana jego nazwiskiem, mam jednak wrażenie, że nie do końca jest ona pełnym tworem mistrza. Tempo i sposób prowadzenia akcji jak najbardziej pasuje do Ludluma, jednak "czarny charakter" w tej książce jest powiedziałbym nie pasujący i mało poważny. Krótko mówiąc jest "nieludlumowski". Poza tym małym a zarazem istotnym szczegółem książka ta jest naprawdę dobra. Czyta się ją znakomicie a ciekawość co przyniesie kolejna strona jest silniejsza od ogarniającego snu (czytam wieczorami ;-)). Znakomicie ukazany jest Internet jako narzędzie intrygi i manipulacji. Szybkie tempo, wartka akcja, podróż wraz z bohaterem od Rzymu przez Dubaj, zdrada, miłość, strzelaniny, pościgi to cechuje tę znakomitą sensacje. Nie sposób się nudzić, esencja prawdziwej sensacji, gorąco polecam !!!

Koordynator DKK
w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho


9.05.2011


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z trzydziestego szóstego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 19.03.2011 r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 15.00, brało w nim udział 8 osób, trzech panów i pięć pań. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 14 członków. Rozmawialiśmy o książce Erica-Emmanuela Schmitta pod tytułem "Oskar i pani Róża".
     Ten rok, jak na razie, sprzyja nam w książki naprawdę dobre i godne polecenia. Po "Gottlandzie" Mariusza Szczygła i "Slumdogu" Vikasa Svarupa" postanowiliśmy przeczytać jedną z książek Erica-Emmanuela Schmitta a mianowicie jego szóstą powieść "Oskar i pani Róża" i ponownie wybór okazał się słuszny. W związku z tym, iż jest pozycja bardzo króciutka, dyskusje postanowiliśmy rozszerzyć o ekranizacje tej książki. Każdy z nas obejrzał ekranizacje "Oskara i pani Róży". Jak to zwykle bywa film i książka różnią się pod wieloma względami ale uważam, że jest on ciekawym uzupełnieniem. Jednak zawsze należy zachować odpowiednią kolejność czyli najpierw książka dopiero później film. Zestawienie książki i filmu dodało kolorytu naszej dyskusji.
     "Oskar i pani Róża" to książka która poruszy nawet najtwardsze serce. Schmitt opisuje kilkanaście ostatnich dani Oskara, chłopca chorego na białaczkę. Przeszczepy szpiku niestety nie przynoszą zamierzonego rezultatu. Dziecko i jego otoczenie musi oswoić się z myślą, że zostało mu zaledwie kilka dni życia. Z pomocą przychodzi Róża wolontariuszka pracująca w szpitalu, to ona staje się przyjaciółką i można by powiedzieć przewodnikiem po ostatnich dniach życia. Wymyśla dwa sposoby które mają oswoić Oskara ze śmiercią a mianowicie listy do Boga i to, iż każdy jeden dzień jego życia będzie odpowiednikiem lat dziesięciu.
     Dyskusja bazowała na temacie śmierci, przemijania, klubowicze mówili o tym jak trudne są to tematy do przekazania i oswojenia się z nimi. Ta krótka książeczka we spaniały sposób przybliża nam tę trudną tematykę i sposób zachowania w momencie zetknięcia się z takim problemem. Dowiadujemy się jak istotna jest szczera rozmowa i traktowanie w tym przypadku dziecka jako równego sobie partnera. Poza tym jest to książka znakomicie napisana, krótka ale równocześnie wyczerpująca temat. Gorąco polecamy !!!

     Spotkanie trwało cztery godziny

     Kolejne spotkanie zaplanowane jest na 16 kwietnia (sobota) 2011r. o godzinie 15:00. Na spotkaniu podyskutujemy o książce "Strategia Bancrofta" której autorem jest Robert Ludlum. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






"Oskar i pani Róża" Eric-Emmanuel Schmitt

Recenzja powstała na podstawie wypowiedzi klubowiczów

     Oskar jest dziesięcioletnim chłopcem chorym na białaczkę. Szpital stał się jego drugim domem. Generalnie już przywykł i bardzo polubił to miejsce ale w ostatnim czasie czuje, że tak jak by wszyscy przestali go lubić. Doktor przestał się uśmiechać, pielęgniarki i sprzątaczki unikają jego wzroku. Co złego zrobił Oskar, przecież był taki dzielny podczas operacji, tak się starał. Niestety przeszczep szpiku nie powiódł się, Oskarowi zostaje kilkanaście dni życia. Jedyną osobą która nie zmieniła po tej tragicznej wiadomości jest ciocia Róża. Ona jedyna jest taka jak dawniej. Z nią można było porozmawiać o wszystkim. Róża doradza Oskarowi by zaczął pisać listy do Boga i od pewnego momentu traktował jeden dzień swego życia jak by to miało być dziesięć lat. Co z tego wyniknie i jak będą wyglądały ostatnie dni tego dziesięciolatka dowiecie się czytając poruszająca historie Erica-Emmanuela Schmitta pt. "Oskar i pani Róża".
     Jest to książka która poruszy nawet najtwardsze serce. Historia chorego na białaczkę Oskara jest naprawdę piękna i wzruszająca ale co jak nie choroba dziesięcioletniego dziecka, dodajmy śmiertelna choroba nie poruszy nas i nie wywoła emocji, to można zapytać, co w takim razie wzbudza w nas teraz, w tych szalonych czasach emocje. Cała opowieść jest krótko i wyraźnie przedstawiona a całość czyta się znakomicie. Oskar jak na swoje dziesięć lat wypowiada bardzo "dorosłe" kwestie i szuka równorzędnego partnera do dyskusji. Taką osobą okazuje się Róża, wolontariuszka szpitala w którym przebywa Oskar. Ona jako jedyna ma odwagę szczerze rozmawiać z Oskarem o życiu i śmierci oraz przede wszystkim o jego chorobie. Nie unika jak inni tych tematów. Róża powierza Oskarowi swoje sekrety, opowiada mu o swoich rywalkach z zapaśniczego ringu jako kontrargument do aktualnych problemów Oskara. Chciałoby się rzec takie zapasy z życiem. W ten sposób zdobywa jego zaufanie. Kolejnym znakomitym pomysłem Róży jest to, iż radzi chłopcu by każdy z tych paru dni które mu zostały był odpowiednikiem dziesięciu lat. I tak Oskar na naszych oczach w kilka dni przeżywa swoje całe życie. Na koniec zostawiłem sobie coś co w tej książce mi nie pasowało, otóż Róża radzi chłopcu by zaczął pisać listy do Boga. W takiej formie właściwie poznajemy jego historie. Oskar wychowany jest w rodzinie ateistycznej, sam nie wierzy w Boga czego daje wyraz w pierwszych swoich listach. Porównuje Boga do Świętego Mikołaja w które to wierzył ale okazał się nieprawdą. Róża jednak nie odpuszcza a chłopiec jej bezgranicznie ufa. Róża niejako wykorzystuje swoją pozycje by nakłonić Oskara do uwierzenia w coś z czym właściwie nie miał styczności. Przy całej "dorosłości" Oskara" i postawie takie nawracanie go, budzi pewien niesmak. Wątek religijny niestety niszczy uniwersalność tej książki jako mini traktatu filozoficznego o życiu i przemijaniu. Nie mniej jest to książka naprawdę godna uwagi, dzięki której być może sami dowiemy się jak rozmawiać i postępować w naprawdę trudnych życiowych sytuacjach oraz będziemy pamiętali o tym by tych najmłodszych traktować zawsze jako równorzędnych partnerów w dyskusji i zawsze zdobędziemy się na uczciwość choć często to prawda a nie kłamstwo odbiera ludziom nadzieje.

Koordynator DKK
w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho


12.03.2011


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z trzydziestego piątego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 19.02.2011 r. kawiarni "Cafe Młynek" o godzinie 15.00, brało w nim udział 11 osób, trzech panów i osiem pań. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 14 członków. Rozmawialiśmy o książce Vikasa Swarupa pod tytułem "Slumdog, milioner z ulicy".

     Kolejne spotkanie jest już za nami. Tak jak wcześniej wspominałem miało ono być, a teraz mogę dodać i było, wyjątkowe, nie tylko za sprawą książki ale także z powodu miejsca spotkania. Otóż znakomitą książkę Vikasa Swarupa "Slumdog" omawialiśmy w kawiarni "Cafe Młynek" gdzie zostaliśmy zaproszeni. Tak więc przy pysznej kawie i ciastku klubowicze rozpoczęli dyskusje o wybranej przez nas powieści.
     "Slumdog, milioner z ulicy" bo tak brzmi pełny tytuł, to debiut indyjskiego pisarza Vikasa Swarupa, trzeba od razu dodać naprawdę udany debiut. W oryginale tytuł tej powieści to "Q & A". Na obecną formę tytułu niewątpliwie miała wpływ ekranizacja tej powieści. Ekranizacja przyczyniała się jeszcze do dwóch rzeczy a mianowicie rozpoznawalności tej książki jak i szaty graficznej okładki. Co do pierwszego z tych elementów nie mam większych zarzutów ponieważ zawsze twierdziłem że dobre filmy powstają na podstawie ZNAKOMITYCH książek, ponadto "współpraca" między literaturą a filmem z reguły wychodzi obojgu na dobre. Niestety przez film straciła szata graficzna okładki, która jest kadrowym kolarzem z ekranizacji i na pewno nie zachęca do wybrania tej powieści z pośród setek innych.
     Ale zostawmy okładkę, najistotniejsza jest przecież treść. A o treści wszyscy klubowicze powiedzieli tak: powieść Swarupa czyta się jednym tchem. Język jakim jest napisany "Slumdog" jak i historia w nim opowiedziana są na najwyższym literackim poziomie. Po za tym ta książka ma w sobie to "coś" co sprawia, że czytanie jej przenosi nas w inny wymiar. Historia głównego bohatera Rama Mohammada Thomasa ubogiego chłopaka z Indii opowiedziana jest wręcz w magiczny sposób. Książkę tę porównał bym ze swoim ezoterycznym i duchowym przekazem do "Comedii infantil" Henninga Mankella czy "Firmina" Sama Savage'a. Krótko mówiąc dajcie się ponieść opowieści o "Indii dream" w której ujęte są wszystkie wartości jakimi powinniśmy kierować się w życiu.
     Naprawdę gorąco polecamy !!!
P.S. Dziękujemy panu Rafałowi z "Cafe Młynek" za zaproszenie a pracownikom za tak wspaniałe przyjęcie. Wszystkim którzy lubią w spokoju poczytać przy pysznej, aromatycznej kawie polecamy to miejsce. My na pewno jeszcze tam zajrzymy !!!.
     Spotkanie trwało trzy godziny.

     Kolejne spotkanie zaplanowane jest na 12 marca (sobota) 2010r. o godzinie 15:00. Na spotkaniu podyskutujemy o książce "Oskar i pani Róża" której autorem jest Eric Emmanuel Schmitt.. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






"Slumdog" Vikas Swarup

Recenzja powstała na podstawie wypowiedzi klubowiczów

     Ram Mohammad Thomas ubogi osiemnastoletni kelner zostaje aresztowany. Jakie popełnił przestępstwo?. Otóż wygrał teleturniej. Można by zaraz głośno zaprotestować, przecież to nie jest karalne. Jak się okazuje nie w każdym miejscu i nie o każdym czasie...
     Ram wygrywa nie byle jaki teleturniej ale "Kto wygra miliard" Indyjski odpowiednik "Milionerów". Niestety producenci nie byli przygotowani na to, iż w tak szybkim czasie od rozpoczęcia emisji teleturnieju tak szybko ktoś go wygra. Wpływy od sponsorów i reklam nie pokryły jeszcze kampanii promującej ów show. Wydawcy ukrywają fakt zdobycia głównej wygranej a sami rozpętują machinę która ma udowodnić niewykształconemu Ramowi oszustwo. Skorumpowany Indyjski wymiar sprawiedliwości dokonuje aresztowania i wszelkimi sposobami próbuje zmusić chłopaka do przyzna się do tego, że wygrał miliard rupii nieuczciwie. Rozpoczyna się drastyczne przesłuchanie …
     Jak potoczą się dalsze losy Rama Mohammada Thomasa, kto przyjdzie mu z pomocą i jakie losy sprawiły, że znał odpowiedź na dwanaście pytań które otworzyły mu drzwi o "Indii dream" dowiecie się czytając fascynującą powieść Vikasa Swarupa pt: "Slumdog, milioner z ulicy".
     Ezoteryczna, magiczna, duchowa, ponadwymiarowa, znakomita książka z drugim dnem, tak bym w kilku słowach powiedział o "Slumdogu" Vikasa Swarupa. Niewątpliwie historia wygranej Rama jest bardzo ciekawa, jestem jednak pewien , iż stanowi ona tylko pretekst do opowiedzenia nam drugiej i trzeciej i kolejnych historii o tak ważnych rzeczach jakimi są miłość, przyjaźń, uczciwość, wrażliwość w naszym życiu. Niby wydawałoby się rzeczy oczywiste i niezbędne do nazwijmy to normalnego funkcjonowania ale w ówczesnych czasach jakże pomijane i marginalizowane. Całe szczęście jest jeszcze literatura która Nam czytelnikom potrafi o tych wartościach tak pięknie opowiedzieć a niektórym przypomnieć.
     Historia Rama Mohammada Thomasa podzielona jest na dwanaście opowieści z życia naszego bohatera które spowodowały to, iż zagrał i wygrał w teleturnieju "Kto wygra miliard" oraz z prologu i epilogu. Każda opowieść daje nam także odpowiedź skąd ubogi niewykształcony kelner znał odpowiedź na poszczególne pytania. Opowiadania nie są ułożone chronologicznie także podróżujemy po wybranych etapach życia indyjskiego osiemnastolatka. Poznajemy jego losy, sytuacje z jakimi jego byt został postawiony do konfrontacji, jakich poznawał ludzi na swojej drodze i w końcu jego i innych postawy. W ogóle ukazanie postaci w tej książce pod względem charakterologicznym i emocjonalnym to niewątpliwie jej duży atut, powiedziałbym więcej to jej kwintesencja. Może trochę mniej poznajemy kultury tak egzotycznego kraju jakim są dla nas Indie i ich różnorodność etniczną, ale wydaje mi się , że mimo wszystko Indie są w tej powieści tłem do opowiedzianej historii. Książkę "Slumdog" czyta się znakomicie, porównałbym ją z "Comedią Infantil" Henninga Mankella i "Firminem" Sama Savage'a nie ze względu na tematykę ale na przekaz i poruszenie w czytelniku wszystkich nawet najbardziej skrywanych emocji a to w literaturze jest arcymistrzostwem.

Koordynator DKK
w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho


01.03.2011


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z trzydziestego czwartego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 22.01.2011 r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 15.00, brało w nim udział 8 osób, dwóch panów i sześć pań. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 16 członków. Rozmawialiśmy o książce Mariusza Szczygła pod tytułem "Gottland".
     Pierwsze spotkanie w nowym roku mamy już za sobą. Książka którą mieliśmy okazję przeczytać i dyskutować o niej, jak się okazało była strzałem w dziesiątkę. Nie było osoby której by nie przypadła do gustu. Krótko mówiąc "Gottland' Mariusza Szczygła jest naprawdę znakomity.
     Na początku dyskusji rozmawialiśmy o autorze, który przez większość ludzi kojarzony jest z pierwszym talk-show w Polsce a mianowicie "Na każdy temat" emitowany przez POLSAT. Zapewne niewiele osób wie, iż Mariusz Szczygieł pracuje w Gazecie Wyborczej i co dla nas jest istotne odpowiada tam za dział reportażu. Dlaczego jest to dla nas istotne?, otóż dlatego, że "Gotlland" to zbiór jego reportaży o Czechach. Jak wspomniałem znakomitych reportaży, które pozwalają nam Polakom spojrzeć z innej perspektywy na naszych południowych sąsiadów.
     Każda z opisanych historii została dokładnie omówiona przez klubowiczy. Porównywaliśmy postawę Czechów, w książce na wybranych przykładach poznajemy historię XX w. tego narodu, względem analogicznego czasu i postaw Polaków. Reportaże znakomicie się czyta, w ogóle cała kompozycja książki jest znakomita. Szczygieł pokochał Czechy i widać to w tych reportażach. Trzeba dodać, iż ta książka to efekt kilkuletniej pracy i to po prostu widać, jest naprawdę dopracowana. Jest to pierwsza książka z gatunku reportażu którą czytaliśmy w rawskim DKK ale na pewno nie ostatnia. Na koniec nie pozostaje nam nic innego jak gorąco polecić "Gottland" Mariusza Szczygła co niniejszym czynimy !!!
     Kolejne spotkanie zapowiada się równie wyjątkowo, oczywiście ze względu na kolejną książkę o której będziemy rozmawiali ale także ze względu na miejsce spotkania. Ponownie opuszczamy mury Naszej ukochanej biblioteki, lecz tym razem nie udajemy się w naszą kulturalno-teatralno podróż lecz... Dyskusyjny Klub Książki postanowił przyjąć zaproszenie do kawiarni "Cafe Młynek" i właśnie tam odbędzie się kolejne spotkanie rawskiego DKK. Mamy nadzieję, iż klimat tego miejsca okaże się tak ezoteryczny jak aura Naszej biblioteki i pozytywnie wpłynie na klubowiczy i temperaturę dyskusji
     Spotkanie trwało dwie godziny.

     Kolejne spotkanie zaplanowane jest na 19 lutego (sobota) 2010r. o godzinie 15:00. Na spotkaniu podyskutujemy o książce "Slumdog" której autorem jest Vikas Swarup. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






"Gottland" Mariusz Szczygieł

Recenzja powstała na podstawie wypowiedzi klubowiczów

     Tomas Bata wraz z bratem i siostrą z pierwszego małżeństwa ich ojca Antonina postanawiają się usamodzielnić. Wraz z rodzeństwem proszą ojca o zaległy spadek po matce oraz o ewentualne pieniądze jakie mieliby dostać po... jego śmierci. Co jest przyczyną takiego myślenia -"Nie mają czasu czekać tyle lat, a poza tym w domu jest ciasno"-. Trzeba dodać iż jest to rodzina szewska. Początki pracy na własny rachunek jak się okazuje nie są takie proste. Popadają w długi, nie stać ich na zakup skór do wyrobu butów. Tomas patrząc na kończące się zapasy materiału wpada na najważniejszą zasadę swojego życia - "Z wady zawsze zrobić zaletę"-. I tak w głowie Tomasa rodzi się pomysł szycia butów z płótna. Niewątpliwie ta wizjonerska decyzja pokieruje jego dalszym losem i rozwojem gigantycznego konsorcjum jakim były w Czechach fabryki butów Bata. Butów znanych w całej europie a później na świecie, butów których marka przetrwała do dziś. Jeżeli chcecie się dowiedzieć o szczegółach arcyciekawych losów i wizji otaczającego świata Tomasa Bata i jego brata Jana przeczytajcie reportaż "Ani kroku bez Baty" z książki Mariusza Szczygła pt: "Gottland".
     Mariusz Szczygieł dziennikarz znany jest i kojarzony przede wszystkim z pierwszego w Polsce talk-show "Na każdy temat" emitowanego w telewizji POLSAT. Jednak istotniejszą informacją, jest jego współpraca z Gazetą Wyborczą, gdzie jest odpowiedzialny a właściwie współodpowiedzialny za dział reportażu. I właśnie tenże reportaż spowodował to, iż pan Mariusz się zakochał, zapytacie w kim, otóż odpowiedź brzmi... w Czechach. W wyniku kilkuletnich obserwacji, rozmów, literatury powstało kilkanaście reportaży o Czechach które zostały zebrane i powiązane niejako w całość zatytułowaną "Gottland", która we wspaniały sposób przekazuje nam, czytelnikom, spojrzenie autora na ten naród. Jest to obraz który przedstawia nam Polakom, Czechów w innym świetle niż postrzegaliśmy ich do tej pory. Jak do tej pory, czyli jak, można zapytać? Otóż wydaje mi się, że jako rubasznych "Szwejków" lubiących piwo, jako ludzi bez zrywów narodowych takich trochę nazwijmy to głupawo - niezdarnych. Ale czy faktycznie tak jest?. "Gottland" stawia te postawy w trochę innym świetle aczkolwiek nie zaprzecza im. Ukazuje nam sposób myślenia naszych południowych sąsiadów, a uwierzcie mi jest on diametralnie różny od Polskiego. Smaku tej książce dodają postaci które znamy i poniekąd lubimy oraz osoby o postawach i istnieniu których nie mieliśmy zielonego pojęcia. Tak więc poznajemy losy wspomnianego wyżej Tomasa Bata, założyciela słynnej firmy obuwniczej, Helenę Vondraczkową. reżysera Evalda Schorma, legendę Nowej Fali, któremu przez 20 lat nie pozwolono kręcić filmów czy w końcu postać od której został zaczerpnięty tytuł czyli Karela Gotta. Znakomita książka dla wszystkich którzy chcą choć trochę zgłębić swoją wiedze o PRAWDZIWYM OBLICZU CZECH. Gorąco polecamy i z niecierpliwością czekamy na kolejne reportaże Mariusza Sczygła.

Koordynator DKK
w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho


01.01.2011


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI




Witam !!!

     Relacja z trzydziestego trzeciego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 11.12.2010 r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 15.00, brało w nim udział 7 osób. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 17 członków. Rozmawialiśmy o książce Jacka Dukaja pod tytułem "Inne pieśni".

     Ostatnie spotkanie w tym roku w rawskim Klubie przebiegło w świątecznym nastroju. Przy choince wspominaliśmy miniony czas i książki które w 2010r. mieliśmy przyjemność przeczytać i porozmawiać o nich. I tak na początku przeczytaliśmy znakomitą powieść Gabriela Garcí Márqueza pod tytułem "Sto lat samotności" później bywało różnie, trochę lepiej trochę gorzej, natomiast jesień i zima to w Klubie tylko i wyłącznie literatura przez duże L. Wymienić tu należy wszystkie tytuły i autorów o których mieliśmy przyjemność rozmawiać i tak w październiku - "Gomorra" Roberto Saviano , listopad - "Firmin" Sam Savage zaś na ostatnim spotkaniu - "Inne pieśni" Jaceka Dukaja. Są naprawdę znakomite, gorąco je polecamy.
     Od pewnego czasu jak zapewne pamiętacie rawski Dyskusyjny Klub Książki podróżuje, nie zabrakło i w mijającym roku naszych kulturalnych wycieczek. Na początku Klub intensywnie uczestniczył we wszystkich spotkaniach autorskich w ramach bibliotecznego projektu "Trzy oblicza kobiety". I tak poznaliśmy Izabelę Sowę, kryminalny duet Gacek & Szczepańska i oczywiście Marię Czubaszek. Odwiedziliśmy wiosną Teatr Mały w łódzkiej Manufakturze oraz jesienią byliśmy na znakomitej sztuce pt. "Złodziej" w Teatrze Nowym. Największym jednak przedsięwzięciem było zaproszenie do Rawy wyżej wspomnianego Teatru Małego ze sztuką "Morderstwo w hotelu". Spektakl odbył się w maju na deskach rawskiego MDK-u i obejrzało go prawie pięciuset widzów. Rok jak zawsze zakończyliśmy spotkaniem autorskim, gościem rawskiego DKK był tym razem Michał Ogórek Nasz "special one" okazał się znakomitym rozmówcą. Opowiadał z pasją i humorem, ponad osiemdziesiąt osób zgromadzonych w bibliotece było pod wrażeniem osobowości pana Michała.
     Na koniec spotkania nie zabrakło oczywiście życzeń i prezentów. Urząd Miasta Rawa Mazowiecka podarował klubowiczom kalendarze zaś ja ze swojej strony mogłem przekazać kubki z logo DKK które Instytut Książki przesłał nam za najlepszą recenzje książki przeczytanej i omawianej w DKK.

     Spotkanie trwało prawie trzy godziny.

     Wszystkie informacje na temat rawskiego DKK zamieszczane są na stronie internetowej biblioteki (www.rawamaz.e-bp.pl) w linku o tej samej nazwie. Kolejne spotkanie zaplanowane jest na 22 stycznia (sobota) 2011r. o godzinie 15:00 . Na spotkaniu podyskutujemy o książce "Gottland" której autorem jest Mariusz Szczygieł. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho


17.01.2011


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI





Spotkanie autorskie z Michałem Ogórkiem 24 listopada 2010r.

     Choć na zewnątrz powiało już pierwszym zimowym chłodem w Naszej bibliotece było naprawdę gorąco. Licznie zebrani czytelnicy oczekiwali z niecierpliwością na Naszego gościa specjalnego. Gdy Michał Ogórek wszedł na sale powitały go naprawdę głośne brawa. Po zajęciu miejsc nadszedł czas na rozmowę z Panem Michałem. Nasz "special one" okazał się znakomitym rozmówcą. Opowiadał z pasją i humorem. Dowiedzieliśmy wielu ciekawych faktów tych życia prywatnego jak i zawodowego naszego gościa. Wspaniale spotkać kogoś kto kocha to co robi i jeszcze potrafi o wspaniale to przekazać innym. Gdy Pan Michał odpowiedział na wszystkie pytania prowadzącego i zebranych miłośników jego twórczości nadszedł czas na autografy, podpisywanie książek oraz sesję fotograficzną Mam nadzieję, że Michał Ogórek będzie miło wspominał rawskie spotkanie, nam na pewno pozostanie ono na długo w pamięci.
     W spotkaniu wzięło udział ponad 80 osób w tym 10 klubowiczy. Dziękuje za pomoc w realizacji spotkania Kindze Siekierskiej koordynatorowi Dyskusyjnych Klubów Książki z Biblioteki Wojewódzkiej w Łodzi, musi mnie trochę lubić bo ma anielską cierpliwość ;-) oraz Gabrieli Niedzielskiej z agencji autorskiej Autograf za profesjonalizm.
     Kolejne spotkanie z ciekawym autorem pod patronatem Instytutu Książki i na zaproszenie DKK w Rawie Mazowieckiej już za rok ale kto to będzie niech pozostanie dla Was niespodzianką.

Koordynator DKK
w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho

GALERIA ZE SPOTKANIA


29.11.2010


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z trzydziestego drugiego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 06.11.2010 r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 15.00, brało w nim udział 10 osób, dwóch panów i osiem pań. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 16 członków. Rozmawialiśmy o książce Sama Savaga pod tytułem "Firmin"
     Choć pogoda nie sprzyjała klubowicze jak zawsze nie zawiedli i licznie przybyli do biblioteki na kolejne spotkanie Klubu. Na listopadowym spotkaniu postanowiliśmy porozmawiać o debiutanckiej powieści amerykańskiego pisarza Sama Savaga pod tytułem "Firmin".
     Książka ta chyba dla nas wszystkich była zaskoczeniem, od razu dodam, że dla większości pozytywnym. Choć było kilku klubowiczy którym ta powieść nie przypadła do gustu. Dlatego też spotkanie przebiegało w formie przekonywania oponentów do tego, iż ta książka, jestem pewien, że nie przesadzę, jeżeli powiem, arcydziełem literatury współczesnej.
     Czy udało nam się przekonać sceptyków? Może najpierw powiem jakich argumentów staraliśmy się użyć by ich skłonić do pokochania tej książki. Pierwszy z nich to język i sposób prowadzenia narracji, który jest krótko mówiąc jest znakomity. W książce nie ma efektownych zwrotów akcji czy też szybkiego tempa lecz nie jest to tej powieści potrzebne. "Firmin" jest napisany tak, że nie sposób się od niego oderwać a to wystarczający argument. Ponad to głównym bohaterem jest szczur, któremu autor nadał tak wiele cech ludzkich, iż granica pomiędzy jego zwierzęcością a człowieczeństwem zaciera się. Poza tym nie spotkałem się z powieścią, której główną postacią byłby szczur, który towarzyszy ludziom można by powiedzieć od zawsze i jest jednocześnie dla większości z nas zwierzęciem wręcz odrażającym. Dalej, jest to książka w której praktycznie na każdej stronie znajdziemy zdanie lub fragment który mógłby stać się, lub jest naszym mottem życiowym. Firmin jest także miłośnikiem czytania i książek które miały niewątpliwie ogromny wpływ na to jakim się stał. Jest to piękny obraz o wpływie literatury na nasze życie. I na koniec, jest to książka o uczuciach takich jak samotność, potrzeba miłości w naszym życiu, zrozumienie i tolerowanie, przede wszystkim siebie ale także i innych. Moim zdaniem opisanie uczuć jest w każdej książce najtrudniejsze a w tej jest to zrobione po prostu perfekcyjnie. Jak myślicie udało się nam ich przekonać...

     Spotkanie trwało ponad dwie godziny

     Kolejne spotkanie zaplanowane jest na 11 grudnia (sobota) 2010r. o godzinie 15:00. Na spotkaniu podyskutujemy o książce "Inne pieśni" której autorem jest Jacek Dukaj. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






"Firmin" Sam Savage

Recenzja powstała na podstawie wypowiedzi klubowiczów

     Boston, mroczna deszczowa noc, Flo przyszła matka szuka bezpiecznego schronienia by wydać na świat swoje potomstwo. Pięciu mężczyzn których ją goni nie daje chwili wytchnienia. Nagle dostrzega wąską szczelinie przy suterenie sklepu, robi wszystko by jak najszybciej tam dotrzeć i schronić. Udaje się. Chwila odpoczynku, zmęczenie, sen. Gdy się budzi musi jak najszybciej dotrzeć do jamy swojego pokoju. Moment porodu zbliża się nieubłaganie. Jarzeniówki oświetlają pomieszczenie wypełnione książkami. Flo wybiera największą z nich i pieczołowicie zębami tnie jej kartki na małe kawałeczki. Miejsce gotowe. Nadchodzi czas porodu, pierwsze dziecko, drugie dziecko, trzecie... i na końcu on Firmin jako trzynasty z rodzeństwa. Rodzina dość liczna, matka jedna, sutków dwanaście. On jako najsłabszy w szczurzym gnieździe musi zadawalać się resztkami. By zabić głód podjada to czym wymoszczone jest legowisko, więc kartki książki. Jak się okazuje nie byle jakiej książki, mianowicie "Finnegans Wake" Joyce'a. Jednak "kurczące" się gniazdo irytowało rodzinę. Młody Firmin rusza więc w poszukiwaniu innych książek, w ten sposób poznaje zaplecze księgarni w której mieszka. Szuka książek od których się uzależnił, na razie powiedzmy to sobie szczerze, kulinarnie. Gdy dociera do półek wypełnionych przeróżnymi woluminami okazuje się, że bez problemu odczytuje ich tytuły. Nadchodzi moment gdy konsumuje je fizycznie ale i duchowo. Gdy je podjada stwierdza, iż mają różne smaki i zapachy w zależności od treści. Zaczyna czytać. Jak potoczą się losy szczura Frmina i jaki wpływ na jego życie będą miały ksiązki dowiecie się czytając znakomitą powieść Sama Savaga Pt. "Firmin"
     Wspaniała, zachwycająca, piękna, wzruszająca, niezwykła, magiczna, idealna, fantastyczna, ezoteryczna albo po prostu bardzo dobra ponieważ nie wiem jakich przymiotników użyć by oddać to co stworzył Sam Savage. "Firmin" to książka doskonała i odnosi się to co do treści jak i formy. Czyta się ją z zapartym tchem i ciekawością co przyniesie następna strona. Savage w swojej powieści głównym bohaterem czyni szczura. Zwierzę nieodłącznie towarzyszące ludziom jednak nie wzbudzające, delikatnie mówiąc, sympatii. Firmin jest jednak inny, autor nadał mu tyle ludzkich cech iż momentami zastanawiamy się czy jest to szczur któremu wydaje się, że jest człowiekiem czy człowiek żyjący jak szczur. To ostatnie stwierdzenie mimo wszystko do komplementów nie należy. Ale wracając do książki, znakomitym wprowadzeniem do klimatu powieści jest cytat który możemy przeczytać zaraz na początku. Doskonale obrazuje on przewrotność tej opowieści i jej drugie dno. Ponad to Sam Savage opisując losy Firmina w sposób wręcz mistrzowski oddał jego charakter, rozterki i uczucia które nim kierują. A to uważam za najtrudniejsze do oddania i przekazania słowami. Reasumując jest to magiczna i fantastyczna podróż w głąb w brew pozorom ludzkiego umysłu i serca. Sama Savaga śmiało można dołączyć do takich pisarzy jak Marquez, Zafon czy Mankell których magia pisarstwa nas wręcz oczarowuje !!!.

Koordynator DKK
w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho


18.10.2010


MIEJSKA BIBLIOTEKA PUBLICZNA im. Jana Pawła II w Rawie Mazowieckiej

zaprasza na spotkanie w ramach DYSKUSYJNEGO KLUBU KSIĄŻKI z

Michałem Ogórkiem






Znanym polskim dziennikarzem, felietonistą, krytykiem filmowym i satyrykiem
24 listopada(środa) 2010 r. o godz. 17.00
Czytelnia Miejskiej Biblioteki Publicznej
(pod filarami) ul. Wyszyńskiego 7


8.11.2010


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z trzydziestego pierwszego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 09.09.2010 r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 15.00, brało w nim udział 7 osób, trzech panów i cztery panie . W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 15 członków. Rozmawialiśmy o książce Roberto Saviano pod tytułem "Gomorra"
     W piękną słoneczną sobotę rawski Dyskusyjny Klub Książki spotkał się pierwszy raz po wakacyjnej przerwie. W tym roku można by rzec, iż mieliśmy studenckie wakacje, ponieważ trwały one trzy miesiące. Wielu z nas zaplanowało urlopy na wrzesień stąd spotkanie w październiku. Ale przejdźmy do tego co najistotniejsze czyli książki o której zdecydowaliśmy się porozmawiać na tym spotkaniu. Tak więc w bibliotece powiało włoskimi klimatami lecz nie tymi pięknymi i słonecznymi z których są kojarzone a ich ciemną stroną czyli mafią którą zdecydował się przedstawić Roberto Saviano w swojej książce "Gomorra".
     Spotkanie rozpoczęło się od dyskusji pod jaki właściwie gatunek literacki można by tę książkę zakwalifikować. Reportaż dziennikarski, literatura faktu może nawet pamiętnik, padały różne pomysły, doszliśmy jednak do wniosku, że jest to książka wielogatunkowa. Następnie na "warsztat" poszła treść, a treść zrobiła na nas wszystkich nie małe wrażenie. Saviano szczegółowo opisuje działanie jednej z włoskich mafii a mianowicie kamorry. Poznajemy jej działanie właściwie od "kuchni", dowiadujemy się jak daleko i prężnie macki tego systemu sięgają. Z książki wynika, że właściwie nie ma dziedziny gospodarki w którą kamorra by nie inwestowała. Prócz tego jak na mafię przystało opisana jest ta działalność która jest niezgodna z prawem m.in. handel narkotykami czy wojny miedzy rodzinami które konkurują o strefy wpływów.
     Jeżeli chodzi o warsztat tego młodego pisarza jest on co najmniej dobry. Książkę czyta się naprawdę nieźle, choć można by ją podzielić na dwa różne sposoby przekazywania informacji. Mianowicie informacje i szczegóły których pisarz doświadczył faktycznie oraz te które spisał z raportów, stenogramów czy podsłuchów policyjnych. Te pierwsze są moim zdaniem są o wiele ciekawsze ponieważ są bardziej autentyczne zaś z przepisywania wyszło coś czego bardzo nie lubię czyli zalewanie czytelnika dziesiątkami nazwisk i miejsc w oryginalnej pisowni których czytanie po prostu męczy. Ale wracając do odczuć klubowiczów, stwierdziliśmy iż, "Gomorra" jest jak policzek wybudzający człowieka z letargu . Ponad to praktycznie każdy z nas odniósł wrażenie , że nieświadomie kupując niektóre produkty sami do takiego obrotu spraw się przyczyniamy. Gdzie jest popyt jest i podaż. Ale czy udałoby się tak żyć, by przy obecnym zalewie produktami z Dalekiego Wschodu uniknąć całkowitego ich kupowania. Cóż ..
     Reasumując naszym zdaniem Roberto Saviano napisał znakomitą książkę którą powinien przeczytać każdy szanujący siebie i innych obywatel Europy. Gorąco polecamy !!!!!

     Spotkanie trwało ponad dwie godziny.

     Kolejne spotkanie zaplanowane jest na 6 listopada . Na spotkaniu podyskutujemy o książce "Firmin" której autorem jest Sam Savage. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






"Gomorra" Roberto Saviano

Recenzja powstała na podstawie wypowiedzi klubowiczów

     "Wszystko, co istnieje, przechodzi tędy. Tędy, przez port w Napolu. Nie ma na rynku przedmiotu: zabawki, kawałka plastyku, młotka, butów, śrubokrętu, gry wideo, kurtki, śruby, spodni, wiertarki czy zegarka, który nie przeszedłby przez port. Port w Neapolu jest jak rana. Szeroka."
     Wszystko co zostało wyprodukowane w Chinach trafia właśnie to tego portu i tutaj zostaje wyładowane. Legalnie księguje się około jednej piątej tego towaru reszta trafia na czarny rynek. Wartości towarów są zaniżane by koszty i Vat zostały maksymalnie zminimalizowane. Tony towarów zostają przerzucane tutaj w ekspresowym tempie, urząd celny nie nadąża z kontrolą chińskich wyrobów. Sznury ciężarówek poruszają się tutaj jak mrówki w mrowisku. Towar zostaje rozprowadzony w zastraszającym tempie. Czas to pieniądz. Logistyka i spedycja na najwyższym poziome. "Chińszczyzna" zalewa cały świat.
     Włoska kamorra "okryła" dużo wcześniej możliwości chińskiego przemysłu...

     Jaki obraz mafii funkcjonuje w Polsce, oczywiście trzeba dodać włoskiej mafii?. Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta - wyidealizowany. Wychowaliśmy się na książkach Maro Puzo czy filmach z gatunku "Bella mafia". Dlatego też wspaniałe włoskie rody, dodajmy mafijne rody i ich kodeks honorowy czy nawet vendetta po prostu nam się podobają a nawet powiedziałbym fascynują. Któż z nas, mam na myśli raczej panów, czytając czy nawet oglądając znakomitą ekranizacje "Ojca chrzestnego" nie marzył by być członkiem Rodziny?. Cóż Roberto Saviano swoją książka pod tytułem "Gomorra" brutalnie sprowadza nas na ziemię. Nie jest to powieść oparta na fikcji literackiej lecz reportaż z masą szczegółów na temat funkcjonowania włoskiej kamorry. Samą książkę podzieliłbym na dwa sposoby przekazywania informacji a mianowicie relacja naocznego świadka oraz spisanie informacji dotyczących mafii i ich członków z policyjnych podsłuchów, stenogramów czy akt sądowych opartych na "spowiedzi skruszonych przestępców". Osobiście do mnie bardziej przemawia relacja naocznego świadka. Fragmenty te są o wiele ciekawsze, wciągają czytelnika są bardziej wyraziste, momentami wręcz pasjonujące, czujemy emocje autora. Natomiast drugi sposób przekazywania informacji jest bardziej męczący do czytania. Saviano nie szczędzi nam włoskich nazwisk czy miejscowości w oryginalnej pisowni. Gdyby było to przekazywane stopniowo, dawkowane, ale jest to podane w takiej ilości, iż czytając mimowolnie zaczyna się je pomijać. Niemniej jest to znakomita książka która daje naprawdę do myślenia i otwiera oczy na tę całą znakomicie zorganizowana przestępczą machinę. Po przeczytaniu "Gomorry" można sobie zadać pytanie jak żyć by mimowolnie nie brać w tym wszystkim udziału. Niestety chyba się nie da ..
     Na koniec by dodać smaku całej wypowiedzi przypomnę, że na Roberto Saviano ciąży wyrok śmierci wydany przez kamorrę, wyrok do tej pory nie zrealizowany co po lekturze książki i opisach mafijnej bezwzględności daje trochę do myślenia, zaś patrząc na to z drugiej strony skoro mafia zarabia na wszystkim czemu nie miała by zarobić na jego książce...

Koordynator DKK
w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho


18.10.2010


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z trzydziestego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 19.06.2010 r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 15.00, brało w nim udział 10 osób, czterech panów i sześć pań . W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 17 członków. Rozmawialiśmy o książce pod tytułem Wiktora Pielewina "Święta księga wilkołaka "

     Nie chciałbym użyć stwierdzenia, że książka była tylko dodatkiem do naszego jubileuszowego spotkania, ponieważ to dzięki książkom mogliśmy w rawskim Klubie obchodzić już trzecią rocznicę jego powstania, jednak tym razem o omawianej pozycji mówiliśmy trochę mniej niż zwykle. Ale na pewno jeszcze o niej porozmawiamy ponieważ "Święta księga wilkołaka " Wiktora Pielewina to książka naprawdę dobra i godna uwagi. Tak jak wspomniałem rawski Dyskusyjny Klub Książki obchodził trzecie urodziny, spotkanie to stało się pretekstem do masy wspomnień jak i planów na przyszłość. Co do wspomnień rozmawialiśmy o tym która książka najbardziej przypadła do gustu klubowiczom a która najmniej. I tak do ulubionych pozycji zaliczono "Sto lat samotności" Gabriela Garcí Márqueza oraz "Comedie infantil" Henninga Mankella. Wspominano także książki Sapkowskiego, Piekary czy Umberto Eco. Bezapelacyjnie najgorszym autorem z jakim mieliśmy do czynienia był Jeremy Clarkson i jego "Świat według Clarksona". Co do planów na przyszłość to na jesieni odwiedzi nas Andrzej Stasiuk (jego "Mury Hebronu" także były bardzo pozytywnie odebrane w Klubie). Na pewno nie zaprzestaniemy naszych teatralnych i autorskich podróży. Tak więc rawski Klub ma się dobrze i cały czas się rozwija. Ach jeszcze jedno jak to na urodzinach był oczywiście tort i drobne upominki które przekazał nam Dział Promocji UM Rawa Mazowiecka. Do zobaczenia po wakacjach i pamiętajcie podczas swoich letnich wojaży o schowaniu ciekawej książki do plecaka ;-).

     Spotkanie trwało trzy godziny.

     Kolejne spotkanie zaplanowane jest po wakacjach . Na spotkaniu podyskutujemy o książce Roberto Saviano "Gomorra ". Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






"Święta księga wilkołaka" Wiktor Pielewin

Recenzja powstała na podstawie wypowiedzi klubowiczów

     A Huli jest mityczną lisicą żyjącą we współczesnej Moskwie. Jest nieśmiertelna. Energię do życia czepie z seksu, pracuje w najstarszym zawodzie świata czyli jest prostytutką o wyglądzie siedemnastolatki. Stosunek z lisicą nie jest jednak tradycyjny, fizyczny. A Huli przy pomocy swego ogona stwarza iluzję zbliżenia. Klientowi wydaje się, iż wszystko dzieje się naprawdę podczas gdy jest on wprowadzany w hipnozę. Pewnego dnia w hotelu "National" lisica poznaje potencjalnego klienta, udaje się z nim do pokoju, wprowadza go w trans a sama w tym czasie czyta. Wszystko idzie zgodnie z planem. Niestety nagle zasypia kontakt z klientem urywa się, gdy człowiek nagle wybudzony z transu widzi co się dzieje pod wpływem szoku wyskakuje przez okno. Samobójstwo klienta powoduje, że lisica jest na tym terenie "spalona". A Huli zmienia rejon łowów i tak poznaje wilkołaka. Wybucha miedzy nimi wielkie uczucie. Kim jest niezwykły wilkołak i jak potoczą się losy głównej bohaterki dowiecie się czytając wspaniałą i niezwykłą książkę Wiktora Pielewina pod tytułem "Święta księga wilkołaka".

     Wiktor Pielewin jest niewątpliwie znakomitym i lubianym pisarzem ale niestety tylko w Rosji. W Polsce jest trochę mniej rozpoznawalny ale mam nadzieję, iż to się jeszcze zmieni. Sam muszę się przyznać, że wcześniej o nim nie słyszałem ale teraz na pewno w ciemno każdemu go polecę. Wracając do książki jest ona po prostu niesamowita. Styl jakim jest napisana, różnorodność tematyki oraz zabawa formą powoduje, iż jest to pozycja godna uwagi nie tylko dla miłośników fantasy ale dla każdego poszukiwacz po prostu dobrej książki. I tak w "Świętej księdze wilkołaka" mamy klimat współczesnej Rosji przedstawionej w sposób ironiczny i momentami przezabawny. Poczucie humoru Pielewina niewątpliwie dodało tej książce mnóstwo tz. smaczku. Ponad to ocieramy się o znakomicie przedstawione elementy popkultury, chińskie baśnie, buddyzm, filozofię i mistycyzm. Zaś sama postać głównej bohaterki lisicy A Huli jest esencją tej książki. Po pierwsze jest to postać niepowtarzalna, nie spotkałem się by któryś ze współczesnych autorów wybrał na główną postać swojej książki bohaterkę podań czy legend. A Huli i jej postawa oraz przemyślenia stanowią mega fantastyczny trzon tej powieści. Reasumując, widząc na półce tę lub inne książki Wiktora Pielewina nie możecie przejść obok nich obojętnie. Dajcie się przenieść w krainę metafizycznej baśniowej magii która jak widać może istnieć nawet w XXI wieku. POLECAMY !!!!!!

Koordynator DKK
w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho


02.07.2010


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z dwudziestego dziewiątego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 24.04.2010 r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 15.00, brało w nim udział 8 osób, trzech panów i pięć pań . W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 17 członków. Rozmawialiśmy o książce pod tytułem Michała Witkowskiego "Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej".
     W piękny słoneczny kwietniowy dzień spotkaliśmy się w bibliotece by podyskutować o polskiej prozie a mianowicie o książce Michała Witkowskiego "Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej". Po polską prozę sięgaliśmy już kilkakrotnie i uczucia jak i odczucia co do tej literatury były mieszane. Podobnie było i tym razem. Książka Michała Witkowskiego raczej nie przypadła do gustu klubowiczom. Przeciwnicy "Barbary Radziwiłłównej…" zwrócili uwagę na język jakim jest ona napisana, nie brakuje niej wulgaryzmów. Ponad to historia którą opowiada Witkowski została uznana wręcz za banalną.
     Całe szczęście były także osoby którym książka ta spodobała się. Do książek Witkowskiego trzeba podchodzić z przymrużeniem oka. Autor przedstawiając historię człowieka który koniecznie chce się dorobić, na przełomie lat 80 i 90, ukazuje w krzywym zwierciadle ludzi tego pokroju, jak i pewną część ówczesnego społeczeństwa. Czasy budek z zapiekankami, "koników" pod bankiem czy ortalionowe dresy nieodzownie kojarzą się nam z tamtymi czasami. Nowobogaccy z tamtych czasów żyją przecież wśród nas. Moim zdaniem to powieść którą watro przeczytać po prostu jaką niezłą rozrywkę.
     Spotkanie trwało dwie godziny.

     Kolejne spotkanie zaplanowane jest na 19 czerwca (sobota) o godzinie 15:00 . Na spotkaniu podyskutujemy o książce Wiktora Pielewina "Święta księga wilkołaka ". Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






"Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna Szczakowej" Michał Witkowski

Recenzja powstała na podstawie wypowiedzi klubowiczów

     Pan Hubert, pseudonim Barbara Radziwiłłówna prowadzi lombard w małej miejscowości na Górnym Śląsku. Pewnego dnia jego "pomagierzy" Feluś i Sasza przynoszą mu do firmy komputer studenta który nie oddał na czas długu. Podczas przeglądania zawartości twardego dysku Pan Hubert natknął się na pewne zapiski, coś w formie wspomnień. Fakt ten stał się inspiracją do stworzenia własnej nazwijmy to biografii. I tak poznajemy losy drobnego cinkciarza, dorobkiewicza który parał się nie jednym zajęciem by pomnożyć swój majątek na przełomie lat 80-tych i 90-tych ubiegłego stulecia. Swój pseudonim "Barbara Radziwiłłówna" zyskuje dzięki temu, iż namiętnie wkłada na swoją szyję sznur pereł które to zastawiła u niego pewna starsza dama i oczywiście ich nie odebrała.
     Kim jest wiec nasz bohater?. Tak jak wspomniałem jest to drobny spekulant jakich w tym czasie było sporo. Poznajemy barwną historię człowieka który był małomiasteczkowym biznesmenem, drobnym paserem i jeszcze drobniejszym mafioso, który od czasów PRL-u próbuje swoich sił w rozmaitych "interesach", legalnych i nielegalnych, gwarantujących pewny zysk i całkowicie szalonych: handluje, czym się da (nawet chryzantemami kradzionymi z cmentarzy), prowadzi półlegalne kino, w którym puszcza filmy z kaset wideo, ma budę z zapiekankami i lombard, zajmuje się ściąganiem długów i cinkciarstwem. Jest to barwna historia o człowieku w latach transformacji o jego sposobie myślenia i funkcjonowania. Jeżeli chcecie poznać szczegóły tej historii sięgnijcie po "Barbarę Radziwiłłównę z Jaworzna - Szczakowej". Michała Witkowskiego.
     Wielu z nas pamięta "koników" pod bankiem lub budki z zapiekankami. Książka ta w całkiem ciekawy sposób oddaje klimat tamtych czasów. Główny bohater, Pan Hubert to postać wyrazista. Witkowski w sposób ironiczny, groteskowy a momentami prześmiewczy ukazuje pewne przywary naszego narodu na przykładzie Huberta vel Barbary Radziwiłłówny - Dobór tejże pewnie także nie był przypadkowy nie tylko ze względu na miłość do pereł -. Dzięki temu Witkowski stworzył postać wiecznego dorobkiewicza a zarazem wiernego katolika wpatrzonego w obrazek Najświętszej Panienki, przed którym na klęczniku modli się o … pomnożenie swojego majątku. Ciekawy jest także język jakim jest napisana ta książka. Z racji umiejscowienia akcji na Śląski poznajemy trochę gwary oraz z tego względu, iż obracamy się w światku nazwijmy to pół przestępczym nie brakuje tu także slangu związanego z tym środowiskiem. Wszystko to czyta się całkiem nieźle, zatem reasumując jest to książka która nas rozbawi, wywoła w nas pewne refleksje ale da także do myślenia - niezły kawałek polskiej prozy.

Koordynator DKK
w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho


07.06.2010


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z dwudziestego ósmego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 13.03.2010 r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 15.00, brało w nim udział 11 osób, czterech panów i siedem pań . W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 17 członków. Rozmawialiśmy o książce pod tytułem Francisa Scotta Fitzgeralda "Niezwykły przypadek Benjamina Buttona".
     Tym razem postanowiliśmy przeczytać i podyskutować o zbiorze opowiadań Francisa Scotta Fitzgeralda "Niezwykły przypadek Benjamina Buttona". Jest to nasza druga przygoda z tą krótką formą, wcześniej czytaliśmy Andrzeja Pilipiuka i jego "Czerwoną gorączkę". Opowiadania mają tę zaletę, że wystarczy chwila by z nimi się zapoznać, nie wymagają od nas takiego skupienia jak cała powieść. Niestety, wydawcy nie są zbyt skorzy do publikowania opowiadań ponieważ nie są one zbyt opłacalne. Całe szczęście możemy zawsze czytać klasyków czyli Edgara Allana Poe czy właśnie Francisa Scotta Fitzgeralda.
     Klubowiczom generalnie podobała się ta książka. Każdy wybrał opowiadanie które najbardziej mu przypadło do gustu i takie które jego zdaniem było trochę gorsze. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że to cechuje je wszystkie, to bardzo dobry pomysł na fabułę każdego z nich. One są po prostu ciekawe, czytając je jesteśmy wciągnięci od pierwszej do ostatniej strony. Padł jeden zarzut, iż są swojego rodzaju moralitety. Może trochę tak ale w czasie gdy granica pomiędzy dobrem a złem zatarła się a system autorytetów i wartości praktycznie nie istnieje może czasem warto przeczytać czym w życiu warto się kierować. Gorąco polecamy !!! Kolejne spotkanie zaplanowane jest 24 kwietnia (sobota) o godzinie 15:00. Na spotkaniu podyskutujemy o książce Michała Witkowskiego "Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej". Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho







24.05.2010


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z dwudziestego siódmego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 20.02.2010 r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 15.00, brało w nim udział 8 osób, dwóch panów i sześć pań . W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 16 członków. Rozmawialiśmy o książce pod tytułem "Niezwykłe przygody Roberta Robura" autorstwa Mirosława Nahacza .
     Powiedzenie "Idzie luty załóż ciepłe buty" pod koniec tego miesiąca absolutnie się nie sprawdziło. Nastały cieplejsze dni i roztopy. Wraz z nimi na spotkanie rawskiego DKK "spłynęło" ośmiu klubowiczy by podyskutować o ostatniej książce Mirosława Nahacza pod tytułem "Niezwykłe przygody Roberta Robura". Jest to książka która raczej nie ma pozytywnych recenzji, mimo to postanowiliśmy się z nią zmierzyć. Jak przebiegał dyskusja, zapytacie?. Otóż dość interesująco.
     Rozmawiając o książkach tego autora nie sposób nie podjąć tematu niego samego. I od tego właściwie zaczęliśmy. Mirosław Nahacz to postać dość ciekawa. Jako pisarz debiutuje w wieku dziewiętnastu lat powieścią "Osiem cztery". Książka ta przynosi mu rozgłos. Staje się jednym z autorów scenariusza serialu "Egzamin z życia", emitowanego przez TVP2. Co roku wydaję kolejną powieść. Wydawało by się człowiek skazany na sukces. Niestety Mirosław Nahacz popełnia samobójstwo 24 lipca 2007 roku mając dwadzieścia trzy lata. Pozostaje nie wydana książka, jego rodzime wydawnictwo "Czarne" nie jest zainteresowane. I tak "Niezwykłe przygody Roberta Robura" ukazują się dopiero po dwóch latach od śmierci autora za sprawą wydawnictwa Prószyński i S-ka.. Wspólnie zastanawialiśmy się dlaczego tak się stało, i doszliśmy do wniosku, iż ta książka jest po prostu niedopracowana. Brak jej ostatniego szlifu. Aczkolwiek tematyka jak najbardziej aktualna. Zagubienie człowieka w wirtualnym świecie, serialomania i spłycenie intelektualne naszego społeczeństwa. Może gdyby Nahacz zredagował by tę powieść, odrzucił lub przerobiłby kilka wątków była by ona bardziej spójna. A tak ciężko "załapać" ogólny sens tej książki i bardzo trudno w nią się zagłębić. Jednak biorąc pod uwagę te wszystkie aspekty i gdy "przebrniemy" przez sto pierwszych stron i gdy przekartkujemy sto ostatnich, środek tej powieści może być całkiem interesujący. Nahacz w "Niezwykłych przygodach Roberta Robura" starał się wykreować trochę Orwellowski świat, niestety do "Roku 1984" dużo mu brakuje, za to dokładnie widać zagubienie Mirosława Nahacza we rzeczywistości która go otaczała za życia. Książka dla miłośników prozy tegoż pisarza.

     Spotkanie trwało ponad dwie godziny.

     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 13 marca (sobota) o godzinie 15:00. Na spotkaniu podyskutujemy o książce Francisa Scotta Fitzgeralda "Niezwykły przypadek Benjamina Buttona". Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






"Niezwykłe przygody Roberta Robura" Mirosława Nahacza

Recenzja powstała na podstawie wypowiedzi klubowiczów

     Godzina trzecia trzydzieści trzy czasu środkowoeuropejskiego ulice pustoszeją. Miasto wygląda jak umarłe. Wszyscy mieszkańcy włączają telewizory….zaczyna się ulubiony serial. Dziewięciu na dziesięciu obywateli zasiada by obejrzeć kolejny odcinek "Wściekłości i wrzasku". Jak potoczą się losy miłości Justyny i Herberta i co złego znowu knuje czarny charakter Klemens Arcyzły. Robert Robur ma to generalnie gdzieś. Właśnie rozstał się z dziewczyną, jego "kariera" scenarzysty ugrzęzła w martwym punkcie. Codzienne picie powoduje, iż saldo na jego koncie skurczyło się do minimum. Dalszy los Roberta nie ma zbyt świetlanej przyszłości. Nagle odzywa się dzwonek telefonu. Numer nieznany. Chwila wahania odbiera. Dzwoni Małgorzata von Ungier, asystentka człowieka który dzięki telewizji rządzi ówczesną rzeczywistością. Producent Matheo DeZi człowiek który może wszystko. Dostaje propozycje pracy nad nowym projektem wszechwładnego DeZi. Czy takim ludziom się odmawia. Co zrobi Robert Robur i jak jego decyzja wpłynie na jego dalsze poczynania dowiecie się czytając "Niezwykłe przygody Roberta Robura" autorstwa Mirosława Nahacza.
     Tak pokrótce rozpoczyna się akcja ostatniej powieści Mirosława Nahacza która została wydana po jego samobójczej śmierci. Początek tej książki, kilka pierwszych stron, dość ciekawie wprowadza nas w świat wymyślony przez autora. Świat wielkiego miasta w którym nie gasną światła a ludzie są naświetlani by ich myśli były podporządkowane tajemniczemu urzędowi Energii. Na pierwszy rzut oka pachnie nam tu Orwellem. Porządku pilnują tak zwane "susły" Siły urzędu Energii które na ulicy mają władzę absolutną. Wszyscy oglądają swój ukochany serial "Wściekłość i wrzask" który wyznacza rytm życia a jego producent Matheo DeZi sprawuje nad wszystkim kontrolę absolutną. Kłopot zaczyna się wtedy gdy nasz główny bohater dostaje ofertę współpracy z wszechwładnym i zarazem tajemniczym DeZi. Książka od tego momentu staje się totalnym chaosem, kolejne wątki książki zamiast się splatać w logiczną całość całkowicie rozbijają tę książkę. Wygląda to wszystko jakby autorowi nadmiar pomysłów które chciał przelać na papier wymknął się z pod kontroli. A zakończenie, cóż jeżeli powiem, że jest to niczego to będzie to w tym momencie komplement. Jest jednak jeden aspekt tej powieści który ją choć trochę broni. Nahacz ukazuje w krzywym zwierciadle społeczeństwo ludzi zapatrzonych tylko w swój ulubiony serial, cała reszta jest nie istotna. Ludzi ogłupionych telewizją i Internetem. Ludzi którzy właściwie nie potrafią ze sobą rozmawiać i samodzielnie myśleć. Ludzi żyjących tylko tym co wydarzy się w kolejnym odcinku serialu. Czy nie taka staje się nasza rzeczywistość. Kto ma wątpliwości niech zwróci uwagę na nowe ramówki naszych telewizji. Znikają programy które swoją treścią naprawdę mogą wnieść coś ciekawego do naszego życia a w to miejsce pojawiają się kolejne seriale i głupie ni to teleturnieje ni "tok szoły". Mirosław Nahacz dla zainteresowanych i ku przestrodze.

Koordynator DKK
w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho


04.03.2010


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z dwudziestego szóstego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 16.01.2010 r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 15.00, brało w nim udział 14 osób, pięciu panów i dziewięć pań . W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 16 członków. Rozmawialiśmy o książce pod tytułem "Sto lat samotności" autorstwa Gabriela Garcí Márqueza .
     Jak się okazało zima i mrozy nie straszne są rawskim klubowiczom. Na pierwszym spotkaniu zabrakło tyko dwóch klubowiczy z szesnastu, także frekwencja imponująca. Niewątpliwy wpływ na to miała na pewno książka o której zdecydowaliśmy się porozmawiać a mianowicie "Sto lat samotności" Gabriela Garcí Márqueza. Do powieści tej "przymierzaliśmy" się już od dłuższego czasu. Jak się okazało oczekiwania co do niej spełniły się praktycznie w stu procentach.
     Książce Gabriela Garci Marqueza nie można zarzucić chyba niczego. Doskonała treść i forma. "Sto lat samotności" to niewątpliwie arcydzieło literatury światowej. Tak jak wspomniałem klubowicze zwrócili uwagę na język jakim ta powieść jest napisana, ponad to dzieje się w niej tyle, że można było by tym "obdzielić" kilka książek. Ponad to egzotyka obyczajów, kraju akcja dzieje się w fikcyjnym miasteczku Macondo które mogło by się znajdować gdzieś na kolumbijskim wybrzeżu karaibskim . Konstrukcja i niektóre motywy zaczepnie lub nawiązujące do Biblii, lewitowanie, wniebowstąpienie itp.. Poznajemy aż siedem pokoleń rodziny Buendia i każda postać wnosi coś nowego a zarazem nawiązuje do protoplastów rodu. I jeszcze w tym wszystkim motyw kazirodczy, wyznaczający niejako ramy czasowe powieści. Ta książka jest po prostu magiczna metafizyczna i niepowtarzalna. Nie przesadzę chyba jeżeli powiem, iż Marquez osiągnął szczyt literackiego kunsztu, o czym świadczą opinie krytyki, literacka nagroda Nobla ale co najważniejsze czytelników. My także się pod wszystkimi pochwałami na temat tej książki podpisujemy. Dla wszystkich szanujących się czytelników literatura obowiązkowa. To trzeba po prostu przeczytać !!!

     Spotkanie trwało dwie godziny.

     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 20 lutego (sobota) o godzinie 15:00. Na spotkaniu podyskutujemy o książce Mirosława Nahacza "Niezwykłe przygody Roberta Robura". Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






"Sto lat samotności" - Gabriel García Márquez

Recenzja powstała na podstawie wypowiedzi klubowiczów

     W jednej z gazet przeczytałem, że w książce, by nas zainteresowała, najważniejsze jest pierwsze zdanie. Autorzy przykładają do niego szczególne znaczenie. A czy powieść rozpoczynająca się takim zdaniem -"Wiele lat później, stojąc naprzeciw plutonu egzekucyjnego, pułkownik Aureliano Buendia miał przypomnieć sobie to dalekie popołudnie, kiedy ojciec zabrał go z sobą do obozu Cyganów, żeby mu pokazać lód."- może nas zainteresować. Jestem pewien, że tak a w stwierdzeniu co do pierwszego zdania jest dużo prawdy, ponieważ daje nam ono przedsmak i jest wprowadzeniem co do treści książki.
     "Sto lat samotności" to sto lat losów rodziny Buendia, którą poznajemy na przestrzeni sześciu pokoleń. Protoplastami rodu są José Arcadio Buendía i Urszula Iguarán. To młode małżeństwo musi odejść ze swojego rodzinnego miasta. Spowodowane jest to splotem pewnych nieszczęśliwych wydarzeń które to spowodowane były połączeniem tych dwojga ludzi węzłem małżeńskim. Okazuje się bowiem, że José i Urszula są spokrewnieni. Pojawia się także widmo rodzinnej przepowiedni, iż z związku takiego będą się rodziły dzieci ze świńskimi ogonami a rodzina ta nigdy nie zazna szczęścia. Na przekór wszystkim złym znakom wyruszają szukać swego przeznaczenia i miejsca na świecie. Do wyprawy przyłącza się kilka innych młodych małżeństw. Tak oto tworzy się grupa która w przyszłości założy nowa osadę o nazwie Macondo. José Arcadio Buendía jest dobrym organizatorem, także miasto się rozrasta. Powiększa się także rodzina Buendía. José i Urszula mają trójkę dzieci: Josego Arcadia, Aureliana i Amarantę. Wszystkie zdrowe i silne. Protoplasta rodu jest człowiekiem rządnym wiedzy i nowych doświadczeń. Do wielu wniosków i odkryć powszechnie znanych dochodzi siłą swojego umysłu. Dzieci dojrzewają. Czy słowa klątwy straciły swoją moc i czy kolejne pokolenia rodu Buendia dosięgnie kazirodcza klątwa. Przekonacie się czytając znakomita książkę Gabriela Garci Marqueza pt. "Sto lat samotności"
     Książka kolumbijskiego pisarza Gabriela Garci Marqueza pt. "Sto lat samotności" to niewątpliwie arcydzieło literatury światowej. Marquez jest laureatem literackiej nagrody Nobla z 1982 roku. I jest to niewątpliwie jedna z trafniejszych decyzji kapituły przyznających to wyróżnienie, bo jak z nią bywało, szczególnie w ostatnich latach, sami wiemy. Ale skoncentrujmy się na naszej powieści. Marquez reprezentuje tak zwany realizm magiczny i chyba największym tego przykładem jest omawiana książka. Przeplatają się w niej wątki realistyczne jak i te wręcz metafizyczne jak choćby lewitacja , wniebowstąpienie. Ogólnie nie brakuje w niej wątków religijnych a sama konstrukcja książki przypomina strukturę Biblii. Od opisu stworzenia i rozkwitu miasta - Genesis, aż do zagłady -Apokalipsa. Tak jak wyżej wspomniałem poznajemy w niej kilka pokoleń rodziny Buendia. Szczęście tego rodu jest zmącone kazirodczą klątwą. Motywem przewodnim w tej powieści jest oczywiście tytułowa samotność na którą są skazani członkowie tegoż rodu. Akcja powieści toczy się szybko, co chwila poznajemy kolejne pokolenie a każdy nowy bohater wnosi swoją nową fenomenalnie skonstruowaną przez pisarza osobowość. W "Stu latach samotności" dzieje się tyle, że można by stworzyć nie jedną a kilka powieści. Każda strona przynosi coś nowego, a my czytając z zapartym tchem nie możemy się nawet na moment od tej historii oderwać. Wszystko to osadzone w egzotycznym, dla nas, miejscu i kulturze. Do tego magiczny i fascynujący język. "Sto lat samotności" to dzieło doskonałe, czysta kwintesencja formy i treści.

Koordynator DKK
w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho


28.01.2010


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z dwudziestego piątego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 12.12.2009 r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 15.00, brało w nim udział 9 osób, trzech panów i trzy panie . W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 15 członków. Rozmawialiśmy o książce pod tytułem "Przenajświętsza Rzeczpospolita" autorstwa Jacka Piekary.
     Ostatnie spotkanie w tym roku i ponownie książka Jacka Piekary. Jest to już trzecia powieść tego autora omawiana w Klubie. Niestety powiedzenie "do trzech razy sztuka" tym razem się nie sprawdziło. Po dwóch genialnych książkach o przygodach Morrdimera Madderdina skusiliśmy się na inną, nie związaną z tym cyklem fantastyczną opowieść tego pisarza. Niestety "Przenajświętsza Rzeczpospolita" nie przypadła do gustu rawskim Klubowiczom. Dlaczego ?, otóż paniom nie spodobał się język jakim jest napisana. Dużo wulgaryzmów, scen wręcz z filmów porno, ponad to jak Piekara traktuje kobiety w swoich powieściach nie muszę chyba mówić tego ze szczegółami itd. Panom zaś brakło wyraźnej puenty. Ja porostu uważam, że zabrakło mu pomysłu na tę książkę. Po pierwszych naprawdę mocnych i ciekawych stu stronach książka traci tempo i swoją "ostrość". Pomysł na te książkę jest dobry, by nie rzec trafiony w dziesiątkę. Polska rządzona przez wszechwładny kler i skorumpowanych polityków. Sex, przemoc, korupcja, dewotyzm czy to wszystko już nas nie otacza. Afera goni aferę, pedofilia wśród księży i "wtykanie nosa" w sprawy stricte świeckie, prostytucja nieletnich i wszystko to jako tematy tabu, zamiatane bez rozgłosu pod dywan. Cóż czasy nam parszywieją. Książka ta jest wizją tego co może się stać gdy nie podejmiemy stanowczych kroków by przerwać tę lawinę splugawienia. Reasumując, chwała Jackowi Piekarze za odwagę i poruszenie tematów "niewygodnych" ale niestety temat nierozwinięty i brak pomysłu na fabułę stanowiącą monolit.
     Na koniec spotkania klubowicze złożyli sobie życzenia Zdrowych i Spokojnych Świat Bożego Narodzenia oraz Dosiego Roku które przekazuje również i Wam.

     Spotkanie trwało ponad dwie godziny.

     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 16 stycznia (sobota) o godzinie 15:00. Na spotkaniu podyskutujemy o książce Gabriela Garcí Márqueza, pt."Sto lat samotności". Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






"Przenajświętsza Rzeczpospolita" - Jacek Piekara

Recenzja powstała na podstawie wypowiedzi klubowiczów

     Powieść Piekary ma kilku bohaterów. Są to poseł i senator, oczywiście zepsuci i skorumpowani do szpiku kości oraz świeżo awansowany, ambitny urzędniczyna przykościelny. Ponadto prymas-ateista, pechowy poeta oraz nawrócony największy pisarz ówczesnych czasów. Ich losy opisywane są niezależnie, nie splatają się.
     Poseł i senator kombinują co by tu jeszcze sprzedać z pozostałego majątku Polski. Myślą tylko o libacjach z ogromną ilością alkoholu, narkotykami i oczywiście prostytutkami dobro ojczyzny mając w …., no odsuwają je na pewno na dalszy plan Urzędnik który rozpoczyna swoja karierę, boi się by nikomu z wyższych sfer nie podpaść, by kościelna policja nie znalazła na niego jakiegokolwiek haka. Donosi, systematycznie "biega" do kościoła by przypodobać się miejscowemu proboszczowi. Jak się to wszystko dla niego skończy, cóż powiem tylko, że nie najlepiej. Prymas - ateista, swoją drogą ciekawe połączenie, wierzący w ewolucję i Freuda i do tego owładnięty seksoholizmem. Poeta Atlas Symbol - pechowiec, który w wyniku niefortunnego, delikatnie mówiąc, zbiegu okoliczności trafia na Śląsk. Ale nie na taki zwykły, jakim znamy go obecnie ale Śląsku przekształconym w gigantyczną strefę, obóz dla wszystkich którzy myślą inaczej niż nakazuje instytucja kościoła. I w końcu pisarz który był w równym stopniu zdegenerowany jak jego koledzy politycy ale przechodzi on pod wpływem pewnego osobnika swoista metamorfozę, niczym bohater romantyczny z powieści Mickiewicza cz Słowackiego. Jaką wizję "Przenajświętszej Rzeczpospolitej", żeby nie nazwać jej Katolandem przygotował dla nas Jacek Piekara dowiecie się czytając jego "mocną" książkę pod wyżej wymienionym tytułem.
     Nie ukrywam, iż bardzo lubię pisarstwo Jacka Piekary, bardzo mi się podoba jego ostry język. Jego czarny humor może jest czasami wulgarny a podejście do płci przeciwnej wręcz seksistowskie ale już taki jego "urok". Postaci tworzone przez Piekarę są wyraziste a opowiadania maja w sobie to coś co nie pozwala się od nich oderwać. Niestety w "Przenajświętszej Rzeczpospolitej" tego mi zabrakło. Po pierwszych stu stronach które wręcz pochłonąłem książka zaczęła się robić po prostu nudna. Temat odważny, mocno opisany ale tylko na początku, czytając kolejne strony odniosłem wrażenie, iż autorowi brakło trochę pomysłu. Oczekiwałem iż będzie to "samo mięso" od początku do końca, a koniec niestety trochę mu się rozjechał. Książka traciła "pazur" z każdą kolejną stroną zaś postaci stawały się bezbarwne. Co do fabuły, tak jak wspomniałem Piekara porusza tematy drażliwe korupcja w polityce, sex, prostytucja nieletnich, przemoc, afera goni aferę, pedofilia wśród księży i "wtykanie nosa" w sprawy świeckie, kapłaństwo nie jako powołanie lecz jako znakomity zawód. I chwała mu za to ponieważ brak w naszej literaturze książek które tak odważnie o tym mówią. Większość z nas myśli podobnie lecz nie ma odwagi otwarcie wyrazić swoich poglądów. Skąd inąd są to jego prywatne dość, rzekłbym, radykalne poglądy. Całe szczęście mamy demokrację i wolność słowa. Podsumować to mogę jednym zdaniem - książka która może wzbudzać w nas tak skrajne uczucia od zachwytu po totalne zniesmaczenie jest zawsze warta tego by się z jej treścią zapoznać.

Koordynator DKK
w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho


04.01.2010


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z dwudziestego czwartego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 21.11.2009 r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 15.00, brało w nim udział 6 osób, trzech panów i trzy panie . W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 14 członków. Rozmawialiśmy o książce pod tytułem "Bieguni" autorstwa Olgi Tokarczuk.

     W sobotnie listopadowe popołudnie członkowie rawskiego Dyskusyjnego Klubu Książki spotkali się by ponownie porozmawiać o powieści która wcześniej przeczytali. Tym razem na "warsztat" poszła książka Olgi Tokarczuk "Bieguni" a więc współczesna proza polska.
     Książka ta miała być oddechem między literaturą z gatunku fantasy po którą to ostatnio sięgaliśmy częściej. Jak było, cóż zamiast powiewu świeżości wchłonęliśmy lekki zaduch i dostaliśmy zadyszki. Autorka znamienita, książka wyróżniona nagrodą NIKE, wydawało by się, że powieść ta nie może być zła. I zła ona nie jest, jest po prostu znakomita ale niestety tylko pod względem warsztatowym, brak jej tego co w książce jest chyba najważniejsze czyli treści. Treści która powoduje że czytelnik który sięga po daną książkę jest nią na tyle zafascynowany, iż nie odłoży powieści dopóki nie doczyta jej do końca. Treści która układając się w misterną historię powoduje, że czytamy z zapartym tchem i wypiekami na twarzy. W "Biegunach" naszym zdaniem tego niestety brak. Olga Tokarczuk napisała tę książkę tak jak odrabia się lekcje, dokładnie i sumiennie. Autorka, co widać czytając tę książkę jest bardzo dobrze przygotowana do tematów o których pisze, o czym świadczą opisy miejsc i sytuacji. Język książki jest wręcz mega poprawny, na każdej stronie mnóstwo przenośni, metafor itp. Ale czy to wszystko jest ciekawe… jak kto lubi. Jedna z klubowiczek nawet na podstawie tekstu z pierwszej strony ułożyła wiersz, jej ten język po prostu się podoba, niestety była w miażdżącej mniejszości. Nie chcemy jednak was zniechęcić do tej książki ponieważ tak jak wspomniałem warsztatowo jest ona perfekcyjna. Także Ci co wolą przerost formy nad treścią śmiało mogą po tę pozycję sięgnąć.

     Spotkanie trwało ponad dwie godziny.

     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 12 grudnia (sobota) o godzinie 15:00. Na spotkaniu podyskutujemy o książce Jacka Piekary pt. "Przenajświętsza Rzeczpospolita". Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






"Bieguni" - Olga Tokarczuk

Recenzja powstała na podstawie wypowiedzi klubowiczów

     "Może najlepsza książka Olgi Tokarczuk" napisał Jerzy Jastrzębski na obwolucie książki "Bieguni". Hm... jeżeli "bawimy" się w takie gdybania ja po jej przeczytaniu mogę równie dobrze napisać "może najgorsza książka Olgi Tokarczuk. Ale tak na poważnie, autorka zainspirowana tematami przemijania, samotnością , indywidualnością , potrzebą zrozumienia własnego ja w odniesieniu do naszego ciała i bytu napisała "Biegunów". Tak przynajmniej to odebraliśmy. Powieść ta zbiór luźno powiązanych ze sobą opowiadań w których motywem łączącym je jest podróż, poszukiwanie. Widać w niej także niewątpliwie inspiracje czerpane z malarstwa Rembrandta a konkretnie jego obrazu "Lekcja anatomii doktora Tulpa" oraz profesora Guntera von Hagensa niemieckiego anatoma preparującego ludzkie ciała. Mnóstwo w niej opisów ludzkiej anatomii, preparowania ciała i poszczególnych narządów itp. Jest tego tak dużo i jest to opisane z taka dokładnością że czytanie tego jest po prostu męczące. Proszę nie myśleć, że ogarnęło nas jakieś obrzydzenie, nic z tych rzeczy, poza tym jest to opisane w sposób nie budzący odrazy. Czytając "Biegunów" można odnieść wrażenie, że książka ta może służyć jako uzupełnienie atlasu anatomii dla studentów medycyny. Podobno opisy te są metaforą do badania nowych lądów, tak jak odkrywa się ludzkie ciało tak odkrywamy nowe tereny… cóż mnie to nie ujęło. Ogólnie w "Biegunach" jest mnóstwo przenośni, metafor itp. Pani Olga Tokarczuk wznosi się na wyżyny kunsztu pisarskiego i piszę to bez sarkazmu, ale cóż z tego skoro ta książka jest po prostu nudna. Brak jej treści która by nas wciągnęła na tyle, by nie móc jej odłożyć, byśmy nie mogli się doczekać co będzie na następnej stronie a po przeczytaniu ostatniej odczuwali smutek, że to już koniec. Tematy poruszane w tej powieści były już nie jednokrotnie podejmowane w literaturze światowej i to z dużo lepszym skutkiem. Nie powiem jest kilka historii dość ciekawych w tej książce na przykład opowieść o Annuszce. Niestety jest to wyjątek który nie stanowi reguły. Kolejne opowiadania są przedzielone naukowymi wykładami z kolejnych lotnisk które odwiedzają kolejni podróżnicy lub listami pewnej kobiety do Franciszka I cesarza Austrii z prośba o wydanie ciała jej męża które to zostało z preparowane i udostępnione oglądającym. Wstawki te wybijają czytelnika z ogólnego sensu powieści i powodują jeszcze większe zmęczenie czytelnika tą powieścią.

     Dziwi mnie zachwyt czytelników nad tą książką. Rozumiem krytyków ponieważ wybierają oni z reguły książki poprawne lub wręcz doskonałe warsztatowo ale których nie da się czytać ponieważ są "pasjonujące" ale chyba tylko dla nich. Odnoszę wrażenie, że czytanie i zachwycanie się nagrodzonymi książkami stało się w tych czasach "trendy". Stał się to pewnego rodzaju wyznacznik w doborze literatury którą obecnie czytamy. Żeby uchodzić za elokwentnych jesteśmy gotowi wzbudzać sztuczny zachwyt książkami np. Pani Tokarczuk czy Pana Dehnela. Moim skromnym zdaniem pisarstwo tych autorów cechuje przerost formy nad treścią. Dla mnie najistotniejsza jest fabuła powieści, ma mnie po prostu zachwycić a braki w warsztacie jestem gotowy pominąć lub ich nawet nie zauważyć gdy książka jest pasjonująca. Nie mniej polecam tę książkę czytelnikom którzy lubią barwny język i pięknie sformułowane zdania a treść książki jest dla nich elementem drugorzędnym.

Koordynator DKK
w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho


22.09.2009


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z dwudziestego trzeciego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 10.10.2009 r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 15.00, brało w nim udział 8 osób, czterech panów i cztery panie . W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 14 członków. Rozmawialiśmy o książce pod tytułem "Czerwona gorączka" autorstwa Andrzeja Pilipiuka.

     Na październikowym spotkaniu ponownie sięgnęliśmy po książkę z gatunku fantasy. Z racji tego iż w listopadzie będziemy gościć w rawskim Klubie Andrzeja Pilipiuka zdecydowaliśmy się na przeczytanie "Czerwonej gorączki" tegoż autora. Książka ta składa się z jedenastu opowiadań.
     Zbiór ten wzbudził w klubowiczach mieszane uczucia . Jakość opowiadań została porówna do paraboli która wznosi się i opada, podobnie jest z jakością tych opowiadań, jedne podobały się bardziej drugie trochę mniej. Wszyscy zgodnie stwierdzili iż brak praktycznie we wszystkich historiach czytelnego zakończenia. Po dobrym wstępie i pomyśle na fabułę końcówka "rozmydla się" i pozostaje pewien niedosyt. Dla mnie atutem tej książki jest na pewno język jakim jest napisana, po prostu dobrze się to czyta i czarny humor który uwielbiam. Pomimo to klubowicze stwierdzili, iż tych niezłych opowiadań jest więcej, opowiadania te mają po prostu nas bawić i nie można traktować tego zbyt poważnie (przecież to fantastyka). Możemy więc polecić tę książkę jako dobrą rozrywkę na długie jesienne wieczory. Muszę także wspomnieć o jednej bardzo krytycznej opinii, przy naszych umiarkowanych, nasza nowa klubowiczka Basia, choć nie mogła być na spotkaniu napisała nam jak postrzega tę książkę, myślę, że także trzeba przeczytać jej recenzje. Da nam to obraz jak jedna książka może być różnie postrzegana. A nawiązując do tej recenzji, jeżeli książka i autor budzą w nas tak skrajne emocje czyż nie jest godna uwagi? Kluby dają nam możliwość wypowiedzenia swoich opinii i skonfrontowania ich z innymi, nawet wtedy gdy nie są pochlebne, chciałoby się rzec –-- I O TO CHODZI !!!!

     Spotkanie trwał dwie godziny

     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 21 listopada (sobota) o godzinie 15:00. Na spotkaniu podyskutujemy o książce Olgi Tokarczuk pt. ”Bieguni”. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






"Czerwona gorączka" - Andrzej Pilipiuk

     To nie jest książka do lubienia, do której wraca się po wielokroć. Zawiera jedenaście opowiadań. Bardzo nierównych - lepszych i gorszych. Ale łączy je jedno. Warstwa literacka, językowa jest bardzo uboga. Rażą mnie wulgaryzmy, których nie akceptuję w życiu, w mowie potocznej, więc w literaturze tym bardziej.
     To nie jest książka, w którą można się zatopić, tak jak to się dzieje z dobrą literaturą. Czytanie jej męczy, a czytelnik po jej lekturze potrzebuje oczyszczenia emocjonalnego.
     Myślę, że jedną z przyczyn jest frustracja samego autora. Wyraźne jest jego niezadowolenie - być może traumatyczne przeżycie z przeszłości- które sprawia, że nie ma w tej książce dialogu z czytelnikiem. Autora taki dialog nie interesuje. Ewokuje dosadnymi, wulgarnymi emocjami. Frustracja do kwadratu. Plucie jadem. Poza nienawiścią właściwie nie ma nic więcej.
     Autor może być przekonywujący tylko wtedy gdy zachowuje dystans do opisywanych wydarzeń. No, chyba, że są to pamiętniki, w których piszący nie musi porozumiewać się z kimś po drugiej stronie kartki.
     Tytuł zbioru zaczerpnięty został z jednego z opowiadań. Jest ono umieszczone jako pierwsze, wiec chyba jest dla Pilipuka ważne. Może nawet najważniejsze. Podejmuje w nim temat w literaturze dobrze znany od dawna, że praktyka komunizmu niszczy Zycie, że komunistyczni rewolucjoniści to bydlaki siejące destrukcję i zniszczenie. Ale, na miłość boską, dlaczego czyni to z pozycji krwiożerczej bestii - zniżając się tym do ich poziomu?! Literacka poprzeczka jest tu postawiona bardzo nisko. Może autor pisał to opowiadanie z wypiekami na twarzy. Ja czuję tylko niesmak.
     Chętnie czytam trudne książki. Nie lubię miałkich czytadeł, ale musi to być dobra literatura. Bowiem dobra literatura wchodzi pod skórę i zmienia czytelnika. Powoduje, że myśli się długo o tym, co się przeczytało. O książce "Czerwona gorączka" chcę szybko zapomnieć, aczkolwiek nie potępiam tych, którym się ona spodoba. Tylko pytanie: Ile procent czytelników da poklask tak opisywanym wydarzeniom.

Członek DKK
w Rawie Mazowieckiej
Barbara Strutyńska


"Czerwona gorączka" - Andrzej Pilipiuk

Recenzja powstała na podstawie wypowiedzi klubowiczów

     Grucha, czyli pani profesor Gruszczyńska nauczycielka historii, kobieta która mroziła krew w żyłach całej klasie. Miała wśród nas oczywiście swoich "ulubieńców". Jeżeli wzięła kogoś na celownik nie miał życia. Niestety takim "oczkiem w głowie" Gruchy byłem ja i nowy - Tomek Neborak. Nasza pani profesor uwzięła się na nas i postanowiła nas zaszczuć. Systematycznie gasiła w nas fascynacje historią. Ja dałem sobie juz spokój, choć przez rok jakoś się trzymałem. Tomek też już był na skraju wytrzymałości psychicznej. Nadszedł czas poniedziałkowej historii, albo Tomek albo ja, żołądek podchodził mi do gardła … jednak Tomek. Jak zawsze Grucha przekręciła jego nazwisko - "Nieborak ,do odpowiedzi". Miał zreferować wojny ze Szwecją. Na początku nieskładnie, potem zaczął się rozkręcać. Gdy nagle usłyszał - "Zmyślasz, pała". Próbował argumentować, popierać swoje tezy literaturą, nagle znowu usłyszał - " Dyskutujesz z nauczycielem? Druga pała". Ironiczny uśmiech nie schodził z twarzy Gruchy. Dla Tomka tego już było zbyt wiele, odwrócił się na piecie i ruszył do drzwi. Usłyszał tylko za sobą - "Dokąd !!! … trzecia pała. Tego co się stało chyba nikt nie przewidział, Tomek wyszedł na korytarz, otworzył okno i skoczył. Szok. Komisja dyscyplinarna oczywiście nic nie zrobiła Pani Gruszczyńskiej. Po Tomku został tylko plecak i książka "Archeologia prawna", uwielbiał historie a w szczególności wszystko co dotyczyło rzemiosła katowskiego. Postanowiłem oddać plecak rodzicom Neboraka. Powitał mnie rosły mężczyzna z ogromnym katowskim toporem w ręce. Ale w książce znalazłm cos jeszcze, zdjęcia … Ale co na nich było, jaka tajemnicę skrywa rodzina Neboraków oraz jaka kara spotka straszną Gruchę dowiecie się czytając "Czerwoną gorączkę" Andrzeja Pilipuka.

     "Czerwona gorączka" to zbiór jedenastu opowiadań, jak zgodnie stwierdzili wszyscy klubowicze i nie pozostaje mi nic innego jak się z nimi zgodzić, iż jedne są lepsze drugie gorsze. Opisałem drugie opowiadanie, a nie tytułowe ponieważ uważam, że zalicza się ono właśnie do tych lepszych, a na pewno do tych zabawniejszych. Któż z nas niemiał takiej "Gruchy" na karku ;-).Czarny humor jest esencja tej historyjki. Wyróżnił bym jeszcze kilka z nich a mianowicie: "Błękitny trąd"; Zeppelin L-59/2"; "Wujaszek Igor" i "Po drugiej stronie". To ostatnie uważam za najlepsze. Niestety wadą prawie wszystkich opowiadań jest brak zakończenia które wgniotło by nas w fotel. Mam nadzieje że Pan Andrzej "wytłumaczy" się z tego podczas spotkania autorskiego 17 listopada. Wrócę jeszcze na moment do opowiadania tytułowego "Czerwona gorączka", pomysł na fabułę jest co najmniej dobry ale w miarę rozwijania się akcji zaczynaliśmy się zastanawiać czy nie jest to jakiś grafomański wybryk Osobiście dużo bardziej podobała mi się historia doktora Pawła Skórzewskiego z innego zbioru opowiadań Pilipiuka a mianowicie "2586 kroków". Generalnie myślę że jest to dobra rozrywka na dwa wieczory i chyba taką miała być.



Koordynator DKK
w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho


19.10.2009


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z dwudziestego drugiego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 19.09.2009 r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 15.00, brało w nim udział 8 osób, dwóch panów i sześć pań . W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 14 członków. Rozmawialiśmy o książce pod tytułem "Młot na czarownice" autorstwa Jacka Piekary.

     Wakacje dobiegły końca, czas więc by spotkać się i porozmawiać o dobrej książce. W rawskim klubie po dwumiesięcznej przerwie spotkaliśmy się by podyskutować o "Młocie na czarownice" Jacka Piekary. Autor już nam znany ponieważ jakiś czas temu już czytaliśmy jego książkę pod tytułem "Sługa Boży".
     Jako że pisarstwo Pana Jacka przypadło nam do gustu, a główny bohater Mordimer Madderdin wywarł na Nas niemałe wrażenie postanowiliśmy przeczytać jego dalsze przygody. Cóż mogę powiedzieć, książka podobała się i to nawet bardzo. Daliśmy się wciągnąć w magiczne opowieści o inkwizytorze na usługach Biskupa Hez-hezronu. Sługa Boży Mordimer ponownie staje przed niewyjaśnionymi i tajemniczymi zagadkami. Ponownie jego niczym nie zachwiana wiara musi się przeciwstawić bluźniercom i heretykom. Jak zawsze w trudnych chwilach towarzyszą mu tajemniczy Kostuch i bracia bliźniacy, na których zawsze może liczyć.
     "Młot na czarownice" to zbiór pięciu opowiadań. Jacek Piekara po raz kolejny przenosi nas w odległe i mroczne czasy średniowiecza i Świętej Inkwizycji, oczywiście nie tej dosłownej lecz fantastycznej. Książka Piekary jest naprawdę doskonałą rozrywką. Napisana barwnym i ciekawym językiem. Postaci, a w szczególności główna są bardzo wyraziste, a opowiedziane historie arcyciekawe. Nie brakuje specyficznego, oczywiście czarnego humoru jak i cech jakże istotnych w naszym życiu tj. honoru i przyjaźni. Książka naprawdę godna polecenia, nie tylko dla miłośników gatunku fantasy.

     Spotkanie trwał dwie godziny

     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 10 października (sobota) o godzinie 15:00. Na spotkaniu podyskutujemy o książce Andrzeja Pilipiuka pt. "Czerwona gorączka". Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.



Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho


 


"Młot na czarownice" - Jacek Piekara

Recenzja powstała na podstawie wypowiedzi klubowiczów

     "I daj nam siłę, byśmy nie przebaczyli naszym winowajcom".
     Mordimer siedzi w swoim pokoju w karczmie "Pod Bykiem i Ogierem". Za oknami widać pierwsze oznaki nadchodzącej jesieni. Rozlega się ciche pukanie. Do pokoju wchodzi skromnie ubrana kobieta. Jest to wdowa po kupcu zbożowym Verma Riksdorf. Przychodzi by prosić o pomoc. Sprawa dotyczy jej siostrzeńca, chłopiec ma szczególny dar . W dni święte pojawiają mu się stygmaty. Oczywiście nasz uniżony sługa za odpowiednią opłatą zobowiązuje się przyjrzeć całej sprawie z bliska. Załatwia wszystkie niezbędne formalności u zwierzchnika Inkwizytorium a zarazem Biskupa He-hezronu i wyrusza. Sprawą zajęli się lokali inkwizytorzy, lecz brak jakichkolwiek sprawozdań z prowadzonego śledztwa. W Cloppenburgu Mordimer rozmawia z dzieckiem, ten opowiada mu o swoich stygmatach. Okazuje się że Karl ma cztery stygmaty, a mogły pojawić się trzy. Dlaczego, już wyjaśniam. Korona cierniowa na głowie naszego Pana, ponad to przebito mu przeguby dłoni oraz przebito stopy - drugi i trzeci stygmat. Ale kiedy żołnierz zamierzył się by przebić mu bok, Pan zatrzymał ostrze i zszedł z krzyża zaś wrogom wiary poniósł miecz i ogień...
     Jaki będzie finał tej sprawy, oraz czy pozostałe opowieści są równie pasjonujące, dowiecie się czytając "Młot na czarownice" Jacka Piekary.
     "Młot na czarownice" to kontynuacja przygód inkwizytora i Sługi Bożego Mordimera Medderdina. Podobnie jak część pierwsza, książka składa się z kilku opowiadań, które są dość luźno ze sobą powiązane. Motywem łączącym jest oczywiście główny bohater Mordimer Madderdin i mroczne zagadki. Ponownie kroczy on z miejsca do miejsca gdzie podejmuje się tropienia bluźnierstw i herezji. W swoich działaniach jest bezwzględny - ostatecznie jest inkwizytorem. Jednak jest w nim coś, co powoduje, że nie sposób tej postaci nie polubić. Ponadto Jacek Piekara jeżeli chodzi o fabułę powieści nie zanudza nas zbędnymi opisami, każda kolejna strona nas zaskakuje. Ciekawe historie i intrygi zapewniają nam znakomitą rozrywkę do ostatniej strony. W książce nie brakuje też humoru, ale oczywiście jak przystało na taką tematykę i umieszczenie akcji powieści, jest on czarny by momentami nie powiedzieć wisielczy. Piekara łącząc te wszystkie elementy stworzył książkę którą polecamy naprawdę wszystkim nie tylko miłośnikom fantasy.

Koordynator DKK
w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho


22.09.2009


Biblioteka dla Dorosłych

Dyskusyjny Klub Książki w Rawie Mazowieckiej Podróże małe i duże - cz. 1

Spotkanie autorskie z Andrzejem Sapkowskim

     25 marca 2009r. rawski Dyskusyjny Klub Książki postanowił wyruszyć w "świat". Efektem tej decyzji była wizyta w Poleskim Ośrodku Kultury w Łodzi na spotkaniu autorskim ze znakomitym pisarzem Andrzejem Sapkowskim. Pana Andrzeja zapraszaliśmy do Rawy Mazowieckiej ale cóż … "nie chciała góra przyjść do Mahometa, to Mahomet przyszedł do góry". Spotkanie to wywarło na nas duże wrażenie a właściwie bohater tego spotkania. Andrzej Sapkowski to niewątpliwie mistrz fantasy, ale także nietuzinkowa postać. Na spotkanie pojechało czterech członków rawskiego DKK.

Stanisław Srokowski w MBP Rawa Mazowiecka

     Tę "podróż" rawskiego DKK Można zaliczyć do tych "małych". 22. kwietnia 2009 r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej odbyło się spotkanie autorskie ze Stanisławem Srokowskim, twórcą ponad czterdziestu książek. Autor ostatnio wydał opowiadania "Nienawiść" i powieść "Ukraiński kochanek" i na tych pozycjach skoncentrowane było spotkanie. Kilku uczestników spotkania opowiadało o podobnych, traumatycznych przeżyciach na tym terenie i w tych czasach. Nas oczywiście także nie zabrakło w spotkaniu wzięło udział pięciu klubowiczów.

Mariusz Czubaj - Miejska Biblioteka Publiczna w Tomaszowie Mazowieckim

     Gdy tylko dowiedzieliśmy się że w tomaszowskiej książnicy gościem będzie Mariusz Czubaj zgodnie stwierdziliśmy, iż trzeba tam jechać. Na jesieni zeszłego roku gościliśmy w naszym Klubie Marka Krajewskiego i grzechem byłoby nie poznać drugiego z panów tworzących super kryminały z komisarzem Paterem w roli głównej. Spotkanie przebiegało w "mega" atmosferze, a my zrozumieliśmy dlaczego tych dwóch pisarzy tworzy razem oraz dowiedzieliśmy się jakie będą losy indywidualnej kariery Pana Mariusza. Na koniec nie pozostaje mi nic innego dodać jak to że podobnie jak Krajewski, Czubaj jest nie tylko mistrzem kryminału ale również mistrzem spotkań autorskich. Na spotkanie 28 maja 2009r. pojechało pięciu klubowiczów.

Leszek Benke - MDK Rawa Mazowiecka

     W poniedziałek ósmego czerwca 2009r. gościł w naszym mieście Leszek Benke, aktor filmowy i teatralny. Pan Leszek przyjechał do Rawy by przedstawić monodram "Konopielka" wg Edwarda Redlińskiego. Aktor wcielił się sam w większość postaci i zrobił to w sposób mistrzowski. Nic dziwnego ze za ten monodram Leszek Benke był trzykrotnie nagradzany na festiwalach teatralnych. My też tam byliśmy, choć w okrojonym składzie - 3 osoby. Spektakl wszystkim bardzo sie podobał, był śmiech i oczywiście owacje na stojąco. Spotkanie miało cel charytatywny, pieniądze za bilety zostały przekazane na wakacje dla wychowanków Zespołu Placówek Specjalnych.

Teatr Mały w Manufakturze Łódź

     W piątek 26 czerwca 2009r. Dyskusyjny Klub Książki w Rawie Mazowieckiej w dziesięcioosobowym składzie postanowił wyruszyć w kolejną kulturalną podróż. Tym razem jako cel wyprawy obraliśmy Łódź, a dokładnie Teatr Mały w Manufakturze. Jest to młody teatr stawiający swoje "pierwsze kroki" ale wszystko odbywa się bardzo profesjonalnie i na najwyższym poziomie. Dyrektorem Teatru jest Mariusz Pilawski, aktor, reżyser ale i człowiek który żadnej pracy się nie boi. Pan Mariusz zna i kocha Rawę Mazowiecką dlatego też na przedstawieniu mogliśmy czuć się naprawdę wyjątkowo. Na wstępie Mariusz Pilawski przywitał wszystkich gości, a w szczególności właśnie nas czyli DKK z Rawy Mazowieckiej. Następnie przeszliśmy do najważniejszego punktu, a więc do sztuki pt. "Morderstwo w Hotelu". Jest to komediofarsa Rona Clarka i Sama Bobricka. Przedstawienie jest znakomitą teatralną zabawą, której walorem, oprócz frapującej historii, jest z pewnością żonglerka wieloma teatralnymi stylami. Ponad to znakomita obsada : Beata Olga Kowalska; Marek Kasprzyk; Tomasz Kubiatowicz, sztukę zaś reżyserował dyrektor Teatru Małego przy Manufakturze pod patronatem Jerzego Gruzy. Wszystkie te elementy składają się na "mieszankę wręcz wybuchową" którą koniecznie trzeba zobaczyć. Po przedstawieniu mieliśmy okazję poznać aktorów występujących w tej sztuce, oraz obejrzeć z bliska scenę.
     Bardzo gorąco zapraszamy do odwiedzenia łódzkiego Teatru Małego w Manufakturze, z repertuarem można się zapoznać na stronie internetowej www.teatr-maly.pl . Każdy na pewno znajdzie coś ciekawego dla siebie, a atmosfera w tym Tetrze jest wspaniała i niepowtarzalna.


 

GALERIA



02.07.2009


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z dwudziestego pierwszego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 05.06.2009 r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 18.00, brało w nim udział 12 osób, dwóch panów i dziesięć pań . W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 14 członków. Rozmawialiśmy o książce pod tytułem "Strach" autorstwa Jana Tomasz Grossa.

     Spotkanie to oprócz standardowej dyskusji nad książką zawierało jeszcze jeden bardzo ważny punkt. Dyskusyjny Klub Książki w Rawie Mazowieckiej obchodził swoje drugie urodziny. Spotkaliśmy się prawie w komplecie, dwanaście z czternastu osób. Atmosfera była wspaniała, co sprzyjało wspomnieniom jak i planom na przyszłość. Klubowicze z najdłuższym stażem opowiadali o pierwszych spotkaniach, zaś nowi dzielili się swoimi pierwszymi wrażeniami. Przez dwa lata działalności do Klubu należało prawie trzydzieści osób, obecnie zapisanych jest czternastu stałych członków. Nie zabrakło oczywiście urodzinowego tortu i życzeń. Jakie były życzenia, oczywiście stu lat istnienia dla Klubu, a dla klubowiczy tylko najlepszych i najciekawszych książek oraz pasjonujących dyskusji o nich.
     Dziękujemy także lokalnym mediom, które towarzyszą nam od samego początku i mam nadzieję ze nasza dalsza współpraca będzie tak owocna jak dotychczas. Tak więc, dziękuje redaktor Ani Kraćkowskiej z tygodnika Głos Rawy Mazowieckiej i Okolicy oraz redaktor Dagmarze Studzińskiej z radia Victoria.

     Książka o której rozmawialiśmy na tym spotkaniu może nie wprowadzała nas w nastrój urodzinowy, ale na pewno była powodem pasjonującej dyskusji, a przecież o to chodzi przede wszystkim. "Strach" Jana Tomasza Grossa, bo o nim mowa, wzbudził wśród nas nie małe emocje. Każdy z nas słyszał już o tej książce i o dyskusji jaka rozgorzała po jej wydaniu. Poglądy zebranych były zgodne co do paru aspektów tej książki, pierwszy z nich jest taki iż tej publikacji nie można traktować jako rzetelnego źródła wiedzy. Gross nagina fakty, traktując je wybiórczo i posługuje się nimi tak, by pasowały do jego "wizji" tych czasów. Drugi z aspektów jest taki, iż autor przedstawia Polaków jako "motłoch" żądny krwi i mienia żydowskiego, opierając swoje poglądy na zeznaniach kilku "świadków". Czerpie je z tak zwanej księgi pamięci, w ogóle na zachodzie księgi te i pamiętniki stały się źródłem do badania dziejów żydowskich. Zarzuty zostały postawione Polakom kilkadziesiąt lat temu, z przekazami ustnymi domyślamy się jak jest, każdy lubi "ubarwiać", niestety Polacy tkwiąc w ustroju komunistycznym nie mieli jak się bronić przed tymi zarzutami, dlatego też mity narastały i o jakimkolwiek obiektywizmie w tej książce mowy być nie może. Wszyscy zgodnie stwierdziliśmy iż poruszanie tematów niewygodnych, drażniących jest potrzebne, pozostało w naszej historii jeszcze wiele "białych plam" do wyjaśnienia, ale niech będą to rzetelne pozycje naukowe, poparte FAKTAMI, a nie grafomańskimi wybrykami !!!!

     Spotkanie trwało prawie trzy godziny.

     Kolejne spotkanie zaplanowane jest po WAKACJACH. Na spotkaniu podyskutujemy o książce Gabriela Garcia Marqueza pt."Sto lat samotności". Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho


 


"Strach" - Jan Tomasz Gross

Recenzja powstała na podstawie wypowiedzi klubowiczów

     Jan Tomasz Gross oddaje w nasze ręce książkę, której tytuł a właściwie pod tytuł mówi sam za siebie : " Strach" - antysemityzm w Polsce tuż po wojnie ; historia moralnej zapaści. W większości z nas pewnie słyszała o tej książce z powodu polemiki jaka się wytworzyła na jej temat zaraz po ukazaniu się na rynku wydawniczym. Gross w tej książce dokonuje moralnego rozliczenia Polaków za nieszczęścia jakie spotkały naród żydowski podczas wojny i tuż po niej na naszym terenie. Jeżeli ta pozycja podobnie jak "Sąsiedzi" miała być podstawą do rozpoczęcia dyskusji na temat trudnych relacji polsko - żydowskich, to moim zdaniem autor bardzo chybił. Dlaczego ? Ponieważ żeby podjąć dyskusje na tak delikatny i drażliwy temat wymagana jest rzetelność i uczciwość głoszonych tez. Niestety książka Grossa nie zawiera odrobiny obiektywizmu. Autor według swojego, mam wrażenie ograniczonego punktu widzenia, dobiera fakty tylko te, które mu pasują, tworząc własną wizję historii. Postawę polskiego społeczeństwa generalizuje i przedstawia Polaków jako patologicznych antysemitów żądnych krwi i mienia żydowskiego. Ponadto całe zło II wojny światowej autor sprowadza wyłącznie do Holocaustu i cierpienia nacji żydowskiej, pomijając inne narody. Jak było faktycznie, całe szczęście pewnym faktom nie da się zaprzeczyć.

     Nie ukrywam, że ciężko się pisze o takich książkach jak "Strach". Ponieważ została przyjęta taka formuła, nie tylko w Polsce ale i na świecie, że gdy tylko ktoś wypowiada się w tonie nieprzychylnym do narodu żydowskiego, to jest od razu strasznym ANTYSEMITĄ, i należy go za to zganić i potępić. Ale gdy ktoś taki jak Gross pisze tak oszczerczą książkę o narodzie polskim, to jest próba podjęcia dialogu. Dlaczego tak jest? Myślę, że każdy zna odpowiedź na to pytanie. Dyskutując w Klubie o tej książce także nasze "uczucia były mieszane". Nie tak dawno gościliśmy w Naszej Bibliotece Stanisława Srokowskiego, który porusza temat mordu na Kresach, jaki dokonał się na narodzie polskim. Wbrew pozorom są to tematy bardzo zbliżone. Takich niesprawiedliwości i "białych plam" w każdej historii jest wiele i oczywiście trzeba o nich głośno mówić i mieć odwagę przyznać się do popełnionych błędów. Niestety "Strach" nie buduje nastroju do dialogu, wręcz przeciwnie, potęguje niechęć a nawet u niektórych czytelników może wywołać wrogość. Dlatego jako uzupełnienie tej książki, jeżeli się już na nią ktoś zdecyduje, polecam "Cenę Strachu" -- Gross w oczach historyków. Jest to zbiór publikacji prasowych o książkach Jana Tomasza Grossa. Moim zdaniem jest to wręcz niezbędny dodatek, który pomorze nam wyciągnąć właściwe wnioski.

Koordynator DKK
w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho


22.06.2009


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z dwudziestego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 18.04.2009 r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 15.00, brało w nim udział 8 osób, dwóch panów i sześć pań . W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 14 członków. Rozmawialiśmy o książce pod tytułem "Mury Hebronu" autorstwa Andrzeja Stasiuka.

     Na dwudziestym spotkaniu klubowicze ponownie sięgnęli po polską prozę, po dobrze przyjętej "Telefreni" Redlińskiego tym razem przeczytaliśmy "Mury Hebronu" Andrzeja Stasiuka. Książka ta, to debiut literacki autora. "Mury Hebronu" przyniosły Stasiukowi popularność i uznanie krytyki. Czy spodobała się także klubowiczom ?. Jak bywa z polską prozą chyba każdy wie, różnie, jednak odpowiedź na wyżej wymienione pytanie jest jednoznaczna - TAK i to nawet bardzo. Klubowicze w mniejszym lub większym stopniu znali twórczość naszego autora z innych jego książek, najczęściej czytano "Jadąc do Babadag" i "Dojczland". "Mury Hebronu" wywarły na nas o wiele większe wrażenie. Książka napisana jest wspaniałym językiem, momentami wulgarnym i bardzo ostrym, ale zgodnie stwierdziliśmy, że Stasiuk musiał tak to ująć żeby odzwierciedlić "sposób bycia" głównego bohatera. Dodam że książka ta, to zbiór opowiadań notorycznego kryminalisty "Starego", który opowiada swoje życie, to co działo się z nim na wolności i to co przeżył za więziennymi murami. Jak koleje losu spowodowały, że jest tym kim jest.
Co cechuje jeszcze tę powieść, na pewno język. Stasiuk przedstawia bardzo dokładnie slang więzienny, czyli tak zwaną "grypserę". Nie przeszkadza to jednak w czytaniu, wszystkie te sformułowania są ujęte w takim kontekście. iż możemy się domyślić o co chodzi. Podejrzewam, że Stasiuk poznał ten język gdy zdezerterował z wojska, za co półtora roku spędził w więzieniu. Wraz z klubowiczami zastanawialiśmy się jeszcze nad tytułem tej książki co symbolizuje?. Pomysłów było wiele. Według jednych tytułowe "Mury" symbolizowały odcięcie się głównego bohatera od świata zewnętrznego za murami więziennymi, dla innych była to zapora w mentalności "Starego". Cóż na to pytanie musicie odpowiedzieć sobie sami, oczywiście po przeczytaniu "Murów Hebronu" Andrzeja Stasiuka do czego gorąco was zachęcamy.


     Spotkanie trwało ponad dwie godziny.

     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 06 czerwca (sobota) o godz. 15:00. Na spotkaniu podyskutujemy o książce Jana Tomasza Grossa "Strach". Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho


 


"Mury Hebronu" - Andrzej Stasiuk

Recenzja powstała na podstawie wypowiedzi klubowiczów

     Od ściany do ściany. Do ściany od ściany. Od okna do ściany… Lewa noga. Prawa noga. Ile człowiek jest w stanie wytrzymać w ciasnej ciemnej celi z własnymi myślami. Nie mogąc wyjrzeć przez zakratowane okno. Nie wiedząc czy jest dzień, czy już noc. Ciało pozostaje niewolnikiem duszy. Co spowodowało, że krążę licząc kroki, by nie zwariować. Co spowodowało że siedzę w śmierdzącej i ciasnej klatce. Czy więzienie jest moim drugim domem, a może jedynym ?.      - Nie dygaj, nic nie dygaj, małolat. Puszka jak puszka, ani lepsza ani gorsza Jeżeli trafisz do kryminału musisz wiedzieć jakie zasady tu panują. Tak, tak jak wpierdolisz się do puszki, to pierwsza zasada - słuchać. O kryminale, w którym się gibie trzeba wiedzieć wszystko. Im więcej wiesz, tym klawisze wiedzą mniej. Gdy gad otworzył klapę i wyknaiłem celę. Z początku nie widziałem nic. Ciemno od dymu, a żarówka najwyżej sześćdziesiątka. Stałem i patrzyłem na ten szary dym i szare mordy, i przyzwyczaiłem oczy do tego mroku. Smród był taki, że zatykało. Śmierdziały skarpety, śmierdziała bomba za blaszanym parawanem, śmierdziała cebula, śmierdziały skręty, śmierdziała pościel. Śmierdziało wszystko. Popatrzyłem po tych ryjach i zapytałem czy ktoś grypsuje. Samo frajerstwo które siedzi pierwszy raz. Tak, tak albo jesteś frajerem, albo potrafisz pociągnąć nawijkę.      chcesz poznać całą opowieść "Starego" koniecznie przeczytaj "Mury Hebronu" Andrzeja Stasiuka

     "Mury Hebronu", to debiut prozatorski Andrzeja Stasiuka. Książka ta znalazła uznanie w oczach krytyków (jeden z nich nazwał te opowiadania "epifaniami spod celi"), ale co ważniejsze od razu przypadła do gustu, czytelnikom. I nie ma czemu się dziwić. Doczekała się już pięciu wydań i jestem przekonany, że na tym się nie zakończy. Spotkałem się ze stwierdzeniem iż jest to zbiór opowiadań, ja raczej potraktowałbym to jako jedną oczyszczającą duszę opowieść, czyli spowiedź.      Ale do sedna, Stasiuk napisał książkę o więziennym życiu widzianym oczyma starego złodzieja "oleandra". Jego życie na wolności, jak i to pod celą. Opisy jego postrzegania świata, odczucia i zasady, którymi się kieruje to pisarski majstersztyk w wykonaniu Andrzeja Stasiuka. Książka napisana jest barwnym językiem "okraszonym" kryminalnym slangiem, czyli grypserą. Momentami język jest bardzo wulgarny, wręcz drapieżny , podobnie jak sceny nim opisywane. Cóż takie miejsce, taki czas. Być może niektóre wątki są autobiograficzne, ponieważ Stasiuk odsiedział półtora roku za odmowę odbycia służby wojskowej. Czytając tę książkę jako wyobrażenie tej postaci nasunął mi się "Wyrek" czyli Sławomir Sulej z filmu Pasikowskiego "Psy II" Ostatnia krew, który referuje swoje życie Maurerowi (Linda). Takie postaci wzbudzają sympatię, pomimo występków, których się dopuściły. Od lektury "Murów Hebronu nie sposób się oderwać, wgniata w fotel i porusza wyobraźnię do granic wytrzymałości, miałem wrażenie że to ja jestem małolatem, który siedział na pryczy i słuchał nocnej opowieści kumpla z pod celi. Więc dajcie się ponieść tej książce, bo naprawdę warto.

Koordynator DKK
w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho


29.04.2009


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z dziewiętnastego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 28.03.2009 r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 15.00, brało w nim udział 6 osób, dwóch panów i cztery panie . W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 15 członków. Rozmawialiśmy o książce pod tytułem "Batalion czołgów" autorstwa Josefa Skvorecky'ego.

     Josef Skvorecky nie jest tak znany jak jego krajanie po piórze, jednak po przeczytaniu "Batalionu czołgów" wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, iż swoim kunsztem literackim dorównuje Haskowi i Hrabalowi. Klubowicze nie ukrywali, iż po książkę tego pisarza sięgnęli po raz pierwszy . Kilku z nich wspomniało o tym że, sugerując się tytułem, myśleli iż jest to książka wojenna. Po przeczytaniu kilu stron ich wątpliwości zostały rozwiane. Akcja książki toczy się w Czechosłowackiej jednostce wojskowej w połowie lat pięćdziesiątych. Skvorecky opisuje losy jednego z rekrutów, przy okazji w przezabawny sposób ukazując nonsensy tamtych lat. Oczywiście na spotkaniu nie zabrakło cytowania fragmentów które najbardziej nas rozśmieszyły. Kolejny aspekt na który klubowicze zwrócili uwagę po przeczytaniu "Batalionu czołgów" to odniesienia, a właściwie porównania do "Dobrego wojaka Szwejka" Haska i prozy Hrabala. Doszliśmy do wniosku iż cechą która łączy twórczość Jozefa Skverecky'ego z Haskiem to podobny bohater. Jeżeli zaś chodzi o Bohumila Hrabala, to wspólny mianownik można by postawić w mistrzowskim przekazywaniu swoich spostrzeżeń, na temat otaczającego nas świata, tego współczesnego jak i tego niegdysiejszego Ponad to jest jedna rzecz która łączy ich wszystkich, niebanalne i nieprzeciętne poczucie humoru. Dla każdego miłośnika dobrej literatury, ta i książki pozostałych wspomnianych pisarzy to "abecadło" czeskiej literatury. Nie muszę chyba dodawać, że powieść ta przypadła do gustu wszystkim klubowiczom i na pewno nie poprzestaną na tej jednej powieści Jozefa Skvorecky'ego.

     Gorąco polecamy !!!

     Spotkanie trwało ponad dwie godziny.

     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 18 kwietnia (sobota) o godz. 15:00. Na spotkaniu podyskutujemy o książce Andrzeja Stasiuka "Mury Hebronu". Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho


 


"Batalion czołgów" - Josef Skvorecky

Recenzja powstała na podstawie wypowiedzi klubowiczów

     Siódmy Batalion Czołgów w ataku na pospiesznie wzniesioną linię obrony. Załogi tanków "pracują" przy kopaniu okopów i maskowaniu wozów bojowych. W każdym razie tak brzmi oficjalny konspekt manewrów. Dochodzi północ. Wszyscy kombinują jak by się przespać choć kilka godzin. Starsi oficerowie zdają obowiązki na młodszych, młodsi na zwykłe wojsko, zaś "szweje" mają wszystko w..., generalnie mają za "cienko". Sierżant Daniel Smirzicki nie zamierzał zaliczać się do wyjątków. Wydał rozkazy i poszedł spać. W całej okolicy Okrouhlickiego Wzgórza panowała przyjemna, niczym nie zmącona cisza. Niestety nic nie trwa wiecznie. Z porannej mgły wyłonił się jeep majora Boroviczki, zwanego Malutkim Diabłem. No i się zaczęło... Cały Batalion przespał godzinę "H" czyli godzinę ataku. Karłowaty major nie przepuścił żadnej okazji by dopiec swoim podwładnym, a zaistniała sytuacja spowodowała, że był w swoim żywiole…

     Jeżeli chcecie się dowiedzieć jak wygląda egzamin na odznakę Fuczika lub co się dziej nocą w areszcie garnizonowym, no i w końcu jak zakończą się manewry, koniecznie przeczytajcie "Batalion czołgów" Jozefa Skvorecky'ego.
     Josef Skvorecky, mniej znany kolega po piórze Haska i Hrabala. Mniej znany, ale czy to znaczy, że gorszy ?. Na pewno nie. Na potwierdzenie tych słów polecamy wam jego książkę pod tytułem "Batalion czołgów". Akcja powieści toczy się w połowie lat pięćdziesiątych w socjalistycznej Czechosłowacji. A dokładnie w koszarach Siódmego Batalionu Czołgów. Głównym bohaterem jest Daniel "Dann" Smirzicki w stopniu sierżanta, który z niecierpliwością odlicza dni do "cywila". Skvorecky opisując jego losy, w przezabawny sposób przedstawia żołnierskie życie (kto był wie co mam na myśli) ale również absurdy tamtych czasów. Pisarz udowodnił że rzeczywistość czasów Stalinowskich można przedstawić równie zabawnie jak Hasek, który opisał nonsensy z okresu panowania Franciszka Józefa tworząc "Przygody Dobrego Wojaka Szwejka". Mało tego można dostrzec wiele analogi. Właściwie u Skvorecky'ego każdy żołnierz zasadniczej służby wojskowej to taki mini Szwejk. Jeżeli dodamy do tego porównywalne z Hrabalowskim wyczucie słowa i postrzeganie rzeczywistości to powstanie coś naprawdę godnego polecenia, co niniejszym czynimy.
     Nie pozostaje mi nic innego jak zakończyć recenzje cytatem którym reklamowano tę książkę - "Dobry wojak Szwejk żyje".

Koordynator DKK
w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho


03.03.2009


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

      Relacja z osiemnastego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 21.02.2009 r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 15.00, brało w nim udział 8 osób, dwóch panów i sześć pań . W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 15 członków. Rozmawialiśmy o książce pod tytułem "Świat według Clarksona" autorstwa Jeremyego Clarksona.

     W piękny mroźny, aczkolwiek słoneczny dzień, rawscy klubowicze spotkali się w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej, by porozmawiać o książce Jeremyego Clarksona "Świat według Clarkosona". Pan Clarkson jest znanym brytyjskim dziennikarzem motoryzacyjnym. Może i tak, ale chyba w Anglii, bo większość z zebranych osób nie miała wcześniej okazji o nim słyszeć. Zaś ci, co widzieli jego program Top Gear emitowany w TVN Turbo, od początku nie mieli o nim pozytywnego zdania. Otóż Jeremy Clarkson postanowił oddać w nasze ręce książkę, w której dzieli się z nami swoimi poglądami i spojrzeniem na świat . "Świat według Clarksona" to zbiór kilkudziesięciu felietonów z okresu od 2001r. do 2003r. Teraz w tych czasach można układ tej książki można by porównać do pamiętnika internetowego czyli tz. blogu. Są to krótkie wpisy opatrzone tytułem, który wprowadza nas w tematykę, a zakończone datą tegoż wpisu. Niestety, ani formuła tej pozycji, ani treść nie przypadła do gustu rawskim klubowiczom. Członkowie Klubu zwrócili uwagę na bardzo istotną cechę tej książki, jest to książka napisana przez Anglika i może być ona ciekawa i zabawna TYLKO dla Anglików. Poza tym Clarkson opiera wszystkie swoje felietony na krytyce i próbuje być "na siłę" kontrowersyjny. Wyszło mu tak jak wyszło. Książka jest porażająco nudna i zamiast rozśmieszać do łez, raczej wywołuje uśmiech, ale politowania. Dyskusja nie była bardzo emocjonująca, ponieważ trudno wykrzesać jakieś emocje po przeczytaniu książki tego zadufanego w sobie angola jakim jest Jeremy Clarkson.
     Z czystym sumieniem i otwartym umysłem nie polecamy.

     Spotkanie trwało dwie godziny.

     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 21 lutego (sobota) o godz. 15:00. Na spotkaniu podyskutujemy o książce Josefa Skvoreckyego "Batalion czołgów". Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.


Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho


 


"Świat według Clarksona" - Jeremy Clarkson

Recenzja powstała na podstawie wypowiedzi klubowiczów

     Jeremy Clarkson jest brytyjskim dziennikarzem motoryzacyjnym. Sławę zawdzięcza programowi Top Gear, który jest emitowany w telewizji BBC2. W Polsce jego program jest znany dzięki stacji TVN Turbo. Wykorzystując "swoje pięć minut", Pan Clarkson postanowił także wydać książkę. Podejrzewam, że trudno mu było wymyślić jakąś logiczną fabułę, więc zebrał kilkadziesiąt swoich felietonów, oprawił i efekt końcowy mieliśmy okazję przeczytać. Formuła książki przypomina pamiętnik internetowy czyli tak zwany blog. Każdy wpis jest oparzony tytułem, który ma nas wprowadzić w TREŚĆ i kończy się datą jego utworzenia.
     Nie na próżno wyszczególniam słowo TREŚĆ, ponieważ, delikatnie mówiąc, nie spełniła ona naszych oczekiwań. Jeremy Clarkson postanowił sobie "poużywać" na większości bardziej znanych krajów i na ich obywatelach. To wszystko zostało zareklamowane jako, cytuję:
     -"obnażanie bezsensu wielu aspektów życia we współczesnej cywilizacji"-. Cóż, wyszło mu, tak jak wyszło.
     Przed napisaniem tej recenzji postanowiłem obejrzeć jeden z programów autora naszej książki, żeby mieć pełen obraz tej postaci. Udałem się w tym celu do znajomego, ponieważ niestety nie posiadam wyżej wymienionego kanału tematycznego TVN-u. Okazało się, że Top Gaer to całkiem niezły program motoryzacyjny, a Clarkson oglądany raz w tygodniu może nawet trochę rozśmieszyć. Książka zaś jest esencją jego przytyków i złośliwości, to co może wywołać rozbawienie raz na jakiś czas, podane w takiej dawce i formie po prostu męczy. Poza tym Pan Jeremy Angol Clarkson na siłę chce wzbudzić kontrowersje. Opiszę to na przykładzie felietonu dotyczącego wyboru fontanny do jego ogrodu. Clarkson udał się na targi ogrodnicze do Chelsea. Oczywiście wszystkie figury były nie takie, jak nie Wenus to wydra. Wtedy to nasz autor przedstawia nam swoje propozycje i tu ponownie musze zacytować:
     -"Wydra - proszę bardzo, ale niech będzie to Mij z filmu Wydra pana Grahama, z łopatą wbitą w tył głowy. Albo jeszcze lepiej: można by zrobić rzeźbę przedstawiającą Hitlera tłukącego wydrę łopatą na śmierć. I to jest coś co bym kupił"-. Nie jestem konserwatystą, ale jeśli to ma być zabawne lub nawet kontrowersyjne, to ja "wysiadam". Dla mnie to jest po prostu żenujące. Ponadto naśmiewa się z Amerykanów, że ich wiedza na temat historii opiera się na bazie produkcji filmowych i jako przykład podaje rozszyfrowanie ENIGMY, przypisując je oczywiście Anglikom. Rodzi to pytanie - skąd czerpie wiedzę Pan Clarkson… Na koniec zostawiłem sobie coś, co zdenerwowało mnie najbardziej. Clarkson wypowiada się na temat Niemców, że wyprzedzili Anglików we wszystkim: piłce nożnej, tenisie, motoryzacji, narciarstwie i tu dodaje INWAZJI NA POLSKĘ. Jak ten zadufany w sobie Angol ma czelność tak pisać. Potomek zdrajców z pierwszych dni wojny, Teheranu, Jałty i Poczdamu. Jeżeli jeszcze po tym wszystkim zechcecie przeczytać jego książkę …. to mam nadzieję, że tego nie zrobicie.

Koordynator DKK
w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho


21.02.2009


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

      Relacja z siedemnastego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 31.01.2009 r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 15.00, brało w nim udział 8 osób, dwóch panów i sześć pań . W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 15 członków. Rozmawialiśmy o książce pod tytułem "Comedia infantil" autorstwa Henninga Makella.

      Styczniowe spotkanie rozpoczęło się trochę nietypowo. Nietypowo ponieważ na początku spotkania rawscy klubowicze obejrzeli ponad dziesięciominutową prezentację multimedialną. Prezentacja podsumowuje prawie dwa lata naszej działalności. Nowi klubowicze mieli okazję zobaczyć jak się to wszystko zaczęło, zaś stali bywalcy przypomnieć sobie początki naszej działalności. Po obejrzeniu tego krótkiego filmiku, który klubowicze uhonorowali brawami, przeszliśmy do właściwego punktu spotkania, czyli dyskusji nad kolejną przeczytaną książką.
      Rozmawialiśmy o książce Henninga Mankella "Comedia infantil". Klubowicze nie ukrywali iż nie znają tego szwedzkiego autora, lub jeśli już ktoś coś czytał Mankella, był to kryminał. Książka ta przypadła do gustu wszystkim czytelnikom biorącym udział w dyskusji. Te osoby które znały tylko Henninga Mankella jako pisarza kryminałów, były bardzo zaskoczone tą książką, zaś te, które sięgnęły po raz pierwszy po powieść tego autora były zdziwione, że pisze on głównie książki sensacyjne.
      "Comedia infantil" to historia dziesięcioletniego chłopca, który opowiada dzieje swojego krótkiego ale jakże ciekawego życia. Akcja książki toczy się w Mozambiku, nieprzypadkowo, ponieważ autor swoje życie podzielił miedzy dwa kraje, ojczystą Szwecję i właśnie Mozambik. Jest to bardzo barwna i arcyciekawa powieść. Jest napisana wspaniałym językiem. Klubowicze zwrócili uwagę na jej realizm ale także baśniowość i metafizykę. Mankell napisał książkę bardzo poruszającą i wzruszającą, ukazującą okrucieństwo świata. Jest to świat widziany oczyma dziecka, skrzywdzonego dziecka. Dzieci i ich życie na ulicy, los na który zostały skazane, bez rodziców, bez pomocy. Sytuacja ta zmusza ich do szybkiego wydoroślenia. Klubowicze zaznaczyli i przytaczali sobie fragmenty książki, które najbardziej ich zdaniem oddają piękno tej powieści. Nie zdziwiło nas, iż jest to jedna z najważniejszych książek w dorobku tego pisarza, gdyż naszym zdaniem jest to prawdziwe arcydzieło współczesnej literatury.
      Dyskusja o tej książce była równie pasjonująca jak jej czytanie. Gorąco polecamy !!!.

      Spotkanie trwało ponad dwie godziny.

      Kolejne spotkanie zaplanowane jest 21 lutego (sobota) o godz. 15:00. Na spotkaniu podyskutujemy o książce Jeremyego Clarksona "Świat według Clarksona". Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho


 


"Comedia infantil" - Henning Mankell

Recenzja powstała na podstawie wypowiedzi klubowiczów

     "-Właśnie tutaj mogę zacząć swoją opowieść .
     Wszystko zaczyna się z wiatrem, tajemniczym kuszącym wiatrem, Który wieje przez nasze miasto znad wiecznie niespokojnego Oceanu Indyjskiego-".
     Czy dziewięć niezwykłych nocy, spędzonych na dachu piekarni z rannym chłopcem może zmienić czyjejś życie?. Okazuje się że tak ...
     Jose Antonio Maria Vaz , piekarz z małego miasteczka Maputo pewnej nocy słyszy strzały, które padają w pobliskim teatrze. Jose idzie sprawdzić co się stało. Na scenie teatru znajduje rannego chłopca. Jest to Nelio, bezdomny chłopiec, przywódca bandy dzieci żyjących na ulicach Mozambijskiego miasteczka. Dziesięciolatek jak się okazuje nie jest zwykłym chłopcem. W swoim środowisku uznawany jest za proroka. Piekarz chce sprowadzić pomoc. Neilo się nie zgadza, prosi by Jose Antonio zaniósł go na dach budynku, by mógł zaczerpnąć świeżego powietrza. Tam szykuje mu prowizoryczne posłanie na którym układa postrzelonego chłopca. Jak się okaże będzie to miejsce w którym Neilo spędzi swoje ostatnie dziewięć nocy.
     Tak zaczyna się niezwykła, wręcz metafizyczna przygoda zwykłego piekarza z niezwykłym dziesięciolatkiem, a właściwie z niezwykłą opowieścią o jego życiu.
     Każda noc zaczyna się tak się bardzo podobnie. Jose przychodzi do pracy, szykuje chleb do upieczenia, wkłada go do pieca i idzie na dach. Każda kolejna noc odsłania sekrety życia Neilo. Z mroku wydobywa się słaby głos chłopca, snujący opowieść o tym jak potoczyły się jego losy. Opowiada o tym jak został bez rodziny, przed jakimi strasznymi decyzjami został postawiony mimo młodego wieku, jak to się stało że jest właśnie w tym miejscu i czym kierował się w swoim życiu.
     Jeżeli chcecie poznać historię Neilo koniecznie przeczytajcie tę książkę.

     Henning Mankell pisarz dzielący swoje życie miedzy dwa kraje, ojczystą Szwecję i afrykański Mozambik, którym się fascynuje. Oddaje w nasze ręce powieść która jest dla nas, członków rawskiego DKK, niewątpliwie arcydziełem współczesnej literatury. Pisarz znany w Polsce raczej z powieści kryminalnych, sięga po bardzo delikatny temat, temat obok którego nie przejdzie obojętnie chyba każdy z nas, los biednych i bezdomnych dzieci. Książka jest napisana wspaniałym językiem oraz z niezwykłym wyczuciem tematu. Mankell ukazując historię małego chłopca o imieniu Neilo pokazuje brutalność i niesprawiedliwość tego świata. Neilo jest dziwnym bohaterem, mimo swojego młodego wieku wypowiada sentencje na jakie nie wpadł by dorosły człowiek. "Młody - stary człowiek" to pierwsza myśl jaka się nasuwa analizując osobowość Neilo. Owszem młody wiekiem, ale stary przez doświadczenia przed jakimi postawiło go życie. To ten element ma największy wpływ na niezwykły klimat tej powieści. Temu wszystkiemu towarzyszy metamorfoza piekarza Jose Antonio. Który żył nie dostrzegając wielu rzeczy z otaczającego go świata. Swoją opowieścią Neilo otwiera mu oczy. Miałem wrażenie iż książka powoli traci tempo, z każdą nocą gdy chłopiec traci siły, gdy coraz trudniej mu opowiadać, gdy szykuje nas do nieuniknionego końca - do śmierci. Myślę że Mankell nas, czytelników, też do tego przygotowuje, a spowodowanie takiego wrażenia przez pisarza u czytelnika to przejaw największego kunsztu literackiego.
     Piękna i poruszająca nawet najtwardsze serca powieść.

Koordynator DKK
w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho


31.01.2009


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

      Relacja z szesnastego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 27.12.2008 r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 15.00, brało w nim udział 6 osób, trzech panów i trzy panie . W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 14 członków. Rozmawialiśmy o książce pod tytułem "Telefrenia" autorstwa Edwarda Redlińskiego.

      Po książkach sensacyjnych i awanturniczo przygodowych nadszedł czas na współczesną prozę polską, dlatego też wraz z klubowiczami sięgnąłem po "Telefrenie" Edwarda Redlińskiego.
      Redliński znany przede wszystkim z powieści pt. "Konopielka", tym razem proponuje nam książkę o współczesnych problemach dręczących nasze społeczeństwo. Autor zwraca naszą uwagę na sprawę która jeszcze w niewielkim stopniu uznawana jest za kłopot, mianowicie uzależnienia od mass mediów. Klubowicze zgodnie stwierdzili iż jest to temat jak najbardziej istotny i aktualny. Pozycja ta jednak nie wzbudziła wielkich emocji wśród dyskutujących. Niestety jak zawsze, jeżeli chodzi o polską prozę. Oczywiście Edward Redliński jest znamienitym prozaikiem i co do jego warsztatu pisarskiego nie można mieć żadnych zastrzeżeń, ale książce brakuje "tego czegoś". Nie jest to pozycja która wciąga nas do tego stopnia, że nie możemy się od niej oderwać.
      Jeżeli chodzi zaś o mocne strony tej książki to są nimi : poczucie humoru pisarza, ukazywanie w tragikomiczny sposób swoich postaci i ich zachowań, porównywalne jak zauważyli klubowicze z Gombrowiczem oraz jak najbardziej aktualny temat który dotyczy większości z nas. Podsumowując tę pozycje klubowicze stwierdzili iż może nie jest ona porywająca i nie łatwo się ją czyta ale na pewno jest godna uwagi.
      Na koniec spotkania, które odbyło się zaraz po świętach Bożonarodzeniowych połamaliśmy się opłatkiem życząc sobie tylko ciekawych książek i jak najgorętszych dyskusji na ich temat.

      Spotkanie trwało około dwóch godzin.

      Kolejne spotkanie zaplanowane jest 27 grudnia (sobota) o godz. 15:00. Na spotkaniu podyskutujemy o książce Henninga Mankella "Comedia infantil". Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho


 


"Telefrenia" - Edward Redliński

Recenzja powstała na podstawie wypowiedzi klubowiczów

     Dwa tysiące piąty rok, dzień świętego Walentego, Andrzej Kmicic, wykształcony pięćdziesięciolatek, pracujący w kiosku, który próbuje wyrwać się wszechogarniającemu i przytłaczającemu nas światu mass mediów, wchodzi do apteki. Nagle zauważa Ją, swoją wyśnioną i wymarzoną Catherine, Catherine Deneuve. On który zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia gdy ujrzał ją po raz pierwszy na srebrnym ekranie. Jakże świat wydawał mu się wtedy piękny.
     Niestety jego życie potoczyło się inaczej, ożenił się a właściwie został wyswatany przez pewną bibliotekarkę o nazwisku Billewiczówna, a jego wybranką została jej córka o imieniu... Oleńka . Sienkiewiczowska para. Po filmowej adaptacji "Potopu" według jego żony ich dzieci nie mogły nazywać się inaczej jak Małgorzata lub Daniel, od imion odtwórców głównych ról. Ona na zabój zakochana w Olbrychskim kazała mu się na nim wzorować. Czy takie małżeństwo miało szansę powodzenia, będąc tylko odzwierciedleniem literackiej fikcji. Oczywiście, że nie. Wówczas Oleńka zafascynowana "Dynastią", postanawia zostać drugą Alexis.
     Andrzej mieszka z synem maniakiem telewizyjno - komputerowym, z żoną i córką nie utrzymuje kontaktów. Każda osoba spotkana na ulicy ma swoje odzwierciedlenie w świecie filmu. Syn jest całkowicie pochłonięty a właściwie uzależniony od tych właśnie dóbr dwudziestego pierwszego wieku, zaś on który próbuje z tym walczyć i odciąć się od tego stara się go ratować . Dwie różne postawy życiowe, obaj walczą ze swoimi poglądami. W życiu bohaterów punktem zwrotnym staje się śmierć Jana Pawła II. Czy dojdą do porozumienia przekonacie się czytając "Telefrenie" Edwarda Redlińskiego.

     Redliński w "Telefreni" opisuje niezwykle aktualny i poważny problem współczesnego społeczeństwa, a w szczególności ludzi młodych. Telewizja, internet, tabloidy to nasze życie doczesne. Brak jakikolwiek autorytetów i kręgosłupa moralnego do tego jeszcze tak zwany wyścig szczurów to cechy XXI w.. Chcemy być coraz bogatsi, mieć super chatę i wypasioną brykę ale gdzie w tym wszystkim jesteśmy my, nasze faktyczne marzenia. Miłość. Nie żyjemy własnym życiem tylko życiem serialowych gwiazdek i odgrywanych przez nich bohaterów. Podglądanie innych w programach typu reality show to norma. Jak na domiar złego ludzie którzy robiąc z siebie małpy w tych programach, są później kreowane na "gwiazdy" i stają się poniekąd autorytetami. Chciało by się powiedzieć jakie czasy takie autorytety. Telewizor staje się członkiem rodziny, rano włączany i późną nocą wyłączany a funkcjonowanie bez niego staje się dla nas pojęciem abstrakcyjnym. Dlatego też książka Redlińskiego choć nie łatwo się ją czyta i może nie jest porywająca, będzie coraz bardziej aktualna i godna uwagi. Dlaczego?. Po prostu, ku przestrodze !!!

Koordynator DKK
w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho


07.01.2009


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

      Relacja z piętnastego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 29.11.2008 r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 15.00, brało w nim udział 10 osób, trzech panów i siedem pań . W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 14 członków. Rozmawialiśmy o książce pod tytułem "Tuan" autorstwa Cizia Zyke.

     Na naszym spotkaniu tym razem spotkaliśmy się z książką mało znanego w Polsce pisarza o dziwnie brzmiącym imieniu i nazwisku Cizia Zyke. Klubowicze nie ukrywali iż słyszą o nim po raz pierwszy. Dlatego też na początku przybliżyliśmy sobie sylwetkę tego pisarza.
     "Taun" jest jego piątą książką wydaną w kraju nad Wisłą, po prawie dwudziestoletniej przerwie, w sumie napisał ich ponad dwadzieścia. Kim jest pan Zyke?. Przede wszystkim poszukiwaczem przygód i awanturnikiem lecz posiada jeszcze jedną istotną cechę, wszystkie swoje przygody potrafi fenomenalnie opisać. Klubowicze nie ukrywali zachwytu nad jego warsztatem pisarskim. Lecz to na co zwróciliśmy szczególna uwagę, to barwne życie tego pisarza. Większość przygód które opisuje przeżył on naprawdę. Zwiedził wszystkie kontynenty świata ale nie jako zwykły podróżnik czy globtroter lecz jako typowy poszukiwacz przygód i realizator swoich szalonych niekiedy przedsięwzięć. Klubowicze stwierdzili, że jakaś cząstka w każdym z nas marzy właśnie o takich przygodach. Cizia Zyke kieruje się swoim własnym kodeksem zasad, w myśl którego to przyjaźń i honor są najważniejsze, i te cechy wszczepia swoim bohaterom. Wszystkie postaci w tej powieści są bardzo barwne i ciekawe, a pisarz nie zanudza zbędnymi opisami.
     "Tuan" to czysta esencja prozy awanturniczo - przygodowej, a Cizia Zyke jako jej przedstawiciel to żywa legenda i mistrz w swoim gatunku.
     Gorąco polecamy !!!!!!!!!!!!!!!

     Spotkanie trwało ponad dwie godziny.

     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 27 grudnia (sobota) o godz. 15:00. Na spotkaniu podyskutujemy o książce Edwarda Redlińskiego "Telefrenia". Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho


 


"Taun" - Cizia Zyke

Recenzja powstała na podstawie wypowiedzi klubowiczów

     Mała skalista wysepka, w zapomnianym i opuszczonym zakątku Indonezji, tam poznajemy samotnego rozbitka o imieniu Tuan. W zasadzie Tuan to przezwisko, które oznacza po malezyjsku zarówno Pana, jak i samego Boga. Jest to człowiek, który sam decyduje o swoim życiu. Żeby nie zwariować zaczyna pisać. Przelewa na papier opowieść o swoim niezwykłym życiu, o ludziach którzy go otaczali. O uczuciu najbogatszym i najsilniejszym, które kierowało jego losem, mianowicie o przyjaźni.
     Tuan i jego przyjaciel Jules, zwany kundlem ze względu na swoje francusko-wietnamskie pochodzenie zostają złapani przez Kuomintang, chińską faszystowską organizację pokonaną przez komunistyczne wojska Mao. Resztki tej organizacji ukryły się w Złotym Trójkącie i zaczęły produkować opium. W wiosce mieszkają sami starcy i dzieci. Dorośli zginęli podczas jednej z narkotykowych wojen, które były tam na porządku dziennym. Broń i władza znajdowały się w rękach dzieci, które do tego paliły cały czas produkowany przez siebie narkotyk. Zostali uwięzieni w małej klatce, żywili się robakami, byli katowani i wykorzystywani do pracy na polach ryżowych. To co trzymało ich przy życiu, to przyjaźń oraz cierpliwe czekanie aż nadejdzie moment zemsty. Mijały dni a horror trwał. Jules podupadł na zdrowiu, wspólna ucieczka nie miała żadnych szans powodzenia. Tuanowi nawet nie przeszło przez myśl zostawić przyjaciela i uciekać samemu. Czekał, aż pewnego dnia …. .
     Czy przyjaciołom udało się wydostać z głębi birmańskiej dżungli i czy dokonała się sprawiedliwa zemsta, przekonacie się czytając "Tuana" Cizi Zykego.
     A to dopiero przedsmak jego wielu niesamowitych przygód.

     "Tuan" autorstwa Cizi Zykego to zbiór czterech opowiadań z czterech różnych zakątków świata. Tuan poszukiwacz przygód i awanturnik prowadzi nas kolejno po Złotym Trójkącie; Australii; Borneo i Indonezji. Główny bohater jest dokładnym odzwierciedleniem pisarza. Trzeba dodać że większość opisanych przygód autor przeżył naprawdę. Cizia Zyke wydał jak dotąd ponad dwadzieścia książek. "Tuan" jest dopiero jego piątą powieścią wydaną w Polsce po prawie dwudziestu latach. Miejmy nadzieję że nie ostatnią. Ale wróćmy do Tuana, bohatera naszej książki. Człowiek ten kieruje się własnym kodeksem etycznym w którym przyjaźń jest najważniejsza. Jest to postać której nie sposób nie lubić. Myślę że większość z nas chciała by być do niego podobna, nawet pomimo tego że w imię zemsty gotowy jest posunąć się do morderstwa. Jest typową niespokojną duszą, w każdej swojej przygodzie szuka silnych emocji, a postaci które go otaczają są podobnymi awanturnikami. Pieniądze są dla niego, środkiem a nie celem życia.
     Od lektury "Tuana" i innych książek Cizi Zykego nie sposób się oderwać, czyta się je z zapartym tchem. W tych powieściach nie brakuje niczego, jest prawdziwa przygoda, hazard, kobiety, przemoc, męska przyjaźń. Cizia Zyke to ostatni bastion prawdziwej powieści awanturniczo - przygodowej.
     Dla literackich poszukiwaczy przygód literatura obowiązkowa.

Koordynator DKK
w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho


02.12.2008


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI



Witam !!!

     Dnia 15 listopada 2008 r. o godzinie 18.00, w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki działającego przy Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Jana Pawła II, odbyło się spotkanie autorskie z Markiem Krajewskim, autorem znakomitych kryminałów z serii "Breslau"

     Na początku spotkania Marek Krajewski opowiedział nam o sobie, co skłoniło go do pisania i jak powstała jego pierwsza książka, jak długo musiał czekać na jej wydanie i jak pisarstwo stało się jego nowym zawodem. Opowiedział jak wygląda praca nad powieścią i współpraca dwóch pisarzy, czyli o wspólnym pisaniu z Mariuszem Czubajem. Dowiedzieliśmy się ile jest Marka Krajewskiego w Eberhardzie Mocku i ile Mocka w Krajewskim. Mówił o swoich wzorach, czyli o Chandlerze i Hammecie. Co sądzą o jego książkach i sztandarowym bohaterze wrocławianie i o tym jak odbierane są jego powieści za granicą. Powiedział o swoich planach na przyszłość, ale szczegółów dotyczących "Róż cmentarnych" i nowej zagadki, którą ma rozwiązać Mock, nie chciał zdradzić ;-). Poruszyliśmy także temat ewentualnej ekranizacji przygód Eberharda Mocka. Marek Krajewski zdradził nam kogo widziałby w roli Mocka i te typy są naszym zdaniem jak najbardziej trafne. Osoby przybyłe na spotkanie okazały się fenomenalnie przygotowane, a ich pytania były bardzo dociekliwe. Pan Marek oczywiście odpowiedział na wszystkie.

     Na koniec, po podziękowaniach i wręczeniu kwiatów pan Marek rozpoczął podpisywanie swoich książek oraz rozdał kilka autografów. Uczestnicy spotkania obejrzeli również wystawę poświęconą naszemu gościowi i jego twórczości.

     Spotkanie trwało ponad dwie godziny, przybyło na nie ponad 30 osób, w tym 10 klubowiczów. Marek Krajewski urzekł wszystkich swoją osobowością i otwartością na czytelnika.

     Z niecierpliwością czekamy na nowe książki i jeszcze raz dziękujemy za arcyciekawe spotkanie. Niewątpliwie jest to mistrz kryminału, ale także mistrz spotkań autorskich. Opiekun DKK w Rawie Mazowieckiej

Zbigniew Pacho


  

21.11.2008


Biblioteka dla Dorosłych:

MIEJSKA BIBLIOTEKA PUBLICZNA
im. Jana Pawła II w Rawie Mazowieckiej
zaprasza na spotkanie w ramach
DYSKUSYJNEGO KLUBU KSIĄŻKI
z
Markiem Krajewskim





Pisarzem, autorem znakomitych kryminałów z serii "Breslau"

15 listopada(sobota) 2008 r. o godz. 18.00
Czytelnia Miejskiej Biblioteki Publicznej (pod filarami) ul. Wyszyńskiego 7


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

      Relacja z czternastego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 25.10.2008 r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 15.00, brało w nim udział 7 osób, dwóch panów i pięć pań . W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 15 członków. Rozmawialiśmy o książce pod tytułem "Zapisane w kościach" autorstwa Simona Becketta.

      Na czternastym spotkaniu DKK klubowicze zmierzyli się z zagadką, którą zaproponował nam Simon Beckett w swojej książce pod tytułem "Zapisane w kościach". Jak się okazało pozycja ta bardzo przypadła do gustu wszystkim zebranym.

      Na co szczególną uwagę zwrócili członkowie rawskiego DKK. Przede wszystkim bardzo im się podobał sposób narracji. Autor w tej książce nie zanudza czytelnika zbędnymi opisami. Intryga jest prowadzona w arcyciekawy i dynamiczny sposób. Zakończenie zaskakuje. Nie sposób nie wspomnieć o postaci głównego bohatera, antropologa sądowego, czyli takiego po trosze patologa a po części archeologa, który dochodzi co się stało z ofiarą, kim była oraz co robiła, po szczątkach, które z niej zostały. Klubowicze a w szczególności klubowiczki obawiały się opisów badania zwłok, ale Beckett wychodzi z tego obronna ręką, jest to opisane z dużym wyczuciem. Powoduje to, że czytelnik nie jest zniesmaczony, lecz coraz bardziej zainteresowany. Na każdym wywarło to duże wrażenie. Poznawanie prawdy poprzez tę jeszcze mało znaną dziedzinę nauki dla zwykłych ludzi jest naprawdę pasjonujące. Te wszystkie elementy składają się w genialny thriller, trzymający cały czas w napięciu. Zgodnie stwierdziliśmy że Beckett jest w tym momencie jednym z najlepszych pisarzy reprezentujących ten gatunek. Wspaniały pomysł na tę powieść i język jakim jest napisana gwarantuje nam, że nie będziemy się nudzili podczas lektury "Zapisanego w kościach". Gorąco polecamy.

      Spotkanie trwało ponad dwie godziny.

      Kolejne spotkanie zaplanowane jest 29 listopada (sobota) o godż 15:00. Na spotkaniu podyskutujemy o książce Cizia Zyke "Tuan". Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho


 


"Zapisane w kościach" - Simon Beckett

Recenzja powstała na podstawie wypowiedzi klubowiczów

     "W odpowiedniej temperaturze pali się wszystko. Drewno. Ubranie. Ludzie".

     Tak zaczyna się książka "Zapisane w kościach" Simona Becketta. Głównym bohaterem jest Dr David Hunter, antropolog sądowy. Poznajemy go w drodze powrotnej do Londynu, wraca ze Szkocji, gdzie badał ciało zamordowanej młodej kobiety. W taksówce odbiera telefon, telefon który zmieni jego najbliższe plany. Dzwoni do niego Nadinspektor Graham Wallach z komendy głównej w Inverness. Prosi go o przysługę, emerytowany policjant, Brody odnajduje prawie doszczętnie spalone zwłoki. Hunter jako znakomity patolog ma dokonać ekspertyzy i potwierdzić czy było to morderstwo. W tym celu udaje się na małą wysepkę, Runę. W wyprawie na wyspę towarzyszy mu dwóch policjantów, którzy mają go wspierać w śledztwie. Po dotarciu na miejsce trafia do opuszczonego domku, w którym znajdują się zwłoki, są doszczętnie spalone. Widok jest wstrząsający, dwie stopy i ręka stercząca z popiołu, na suficie widnieje plama tłuszczu z ciała, które spłonęło. Czy to wystarczy, by ustalić prawdę? Dr David przystępuje do swoich rutynowych czynności. Zbiera ocalałe elementy ciała, dzięki czemu postara się ustalić tożsamość denatki oraz przyczynę jej zgonu. Od tego momentu ktoś zaczyna sabotować jego pracę, na domiar złego nad wyspą rozpętała się burza i nie dotrze ekipa dochodzeniowa. Zostaje sam. Przyszłe wydarzenia na wyspie nie wróżą nic dobrego. Kolejne morderstwa, napięta atmosfera, zbulwersowani mieszkańcy tej małej wyspy, przecież wśród nich czai się morderca. Czy Doktor Hunter rozwikła zagadkę i ujdzie z tego cało? Przekonacie się po przeczytaniu tego znakomitego dreszczowca.

     Simon Beckett proponuje nam swoją drugą powieść. Po "Chemii śmierci" mamy okazję przeczytać "Zapisane w kościach"- kontynuację przygód doktora Dawida Huntera. Obie te pozycje można przeczytać niezależnie.

     Czy warto sięgnąć po tę literaturę?. Na pewno tak !!!. Książka ta jest napisana fenomenalnym językiem. Napięcie i groza narasta stopniowo, tak że nie można się od tej powieści oderwać. Beckett nie poświęca wielu stronic czy właściwie akapitów na zbędne opisy. Niecałe trzysta stron prawdziwej esencji sensacji. Wyspa opisana jest w taki sposób, żebyśmy wiedzieli co to za miejsce, zaś kolejne pojawiające postaci tak, by pasowały do całości układanki. Za to opisy pracy antropologa sądowego są naprawdę godne uwagi. Dla zwykłych ludzi takich jak my ta dziedzina nauki jest mało znana. Beckett opisał natomiast to w taki sposób, że nie wzbudza to w nas efektu mdłości, lecz chęci poznania, dowiedzenia się czegoś więcej na ten temat. O realizmie tej książki świadczy fakt iż swoją wiedzę autor czerpał od najlepszych fachowców, co wyraził na końcu książki w podziękowaniach.

     Cała intryga jest bardzo ciekawa, a zakończenie oczywiście zaskakujące. Simon Beckett dołączył do nielicznego grona pisarzy, którzy potrafią stworzyć naprawdę inteligentną i błyskotliwą literaturę, którą czyta się z zapartym tchem.

     Przekonajcie się czy doktor Hunter potrafi skłonić zmarłych do zwierzeń.

     Dla miłośników thrillerów literatura obowiązkowa !!!

Koordynator DKK
w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho


28.10.2008


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z trzynastego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 20.09.2008 r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 15.00, brało w nim udział 4 osoby, dwóch panów i dwie panie . W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 12 członków. Rozmawialiśmy o książce pod tytułem "Tajemniczy płomień królowej Loany " autorstwa Umberto Eco.

     Po wakacyjnej przerwie nadszedł czas na kolejne spotkanie rawskiego DKK. Było to trzynaste spotkanie naszego klubu. Trzynastka nie okazała się zbyt szczęśliwa, ponieważ w spotkaniu udział wzięły tylko cztery osoby. Mimo to dyskusja była bardzo pasjonująca. Gwarantował nam to pisarz, którego wybraliśmy, a Umberto Eco jest mistrzem w swojej dziedzinie.
     Zgodnie stwierdziliśmy, że "Tajemniczy płomień królowej Loany" jest dla ludzi z pewnym "bagażem" i doświadczeniem czytelniczym. Autor wpadł na fenomenalny sposób stworzenia bohatera, który po wypadku traci pamięć. Nie pamięta niczego, a właściwie prawie niczego, gdyż to co pozostało mu z jego przeszłości, to książki. Pamięta wszystko co przeczytał, jest w stanie to zacytować, a nie pamięta jak się nazywa. Ale o samej treści więcej w recenzji….
     Każdy z nas przygotował i zaznaczył w książce mnóstwo fragmentów, które na spotkaniu nawzajem sobie zaprezentowaliśmy. Klubowicze stwierdzili, że czytając tę powieść trzeba mieć trochę cierpliwości, ponieważ po niezbyt zachęcającym początku "Tajemniczy płomień …' nabiera "smaku". Nie pozostaje mi nic innego jak się z tym zgodzić. Jednak gdyby ta książka była trochę krótsza, dobrze by to jej zrobiło. Co do kunsztu pisarskiego Umberto Eco nikt z nas nie miał wątpliwości. Wspaniały język i erudycja pisarza dają nam gwarancję, iż mamy do czynienia, zresztą chyba jak zawsze, z czymś wyjątkowym. Książka obfituje w cytaty arcydzieł światowej literatury i wątki autobiograficzne znanych i cenionych pisarzy.
     Książka dla wymagającego i oczytanego czytelnika, ale oczywiście godna polecenia.

     Spotkanie trwało dwie godziny.

     Kolejne spotkanie zaplanowane jest 25 października (sobota). Na spotkaniu podyskutujemy o książce Simona Becketta "Zapisane w kościach". Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.


Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






"Tajemniczy płomień królowej Loany" - Umberto Eco

Recenzja powstała na podstawie wypowiedzi klubowiczów

     Dwudziesty piąty kwietnia tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego pierwszego roku, antykwariusz z Mediolanu Giambattista Bodoni budzi się ze śpiączki powypadkowej. Niby nic nadzwyczajnego. Traci pamięć, nie pamięta niczego: kim jest, nie poznaje najbliższych. I to może też nic nadzwyczajnego - proza życia. Jest jednak jedna wyjątkowa rzecz w tym wszystkim. Jaka? Otóż Jambo, bo tak zdrobniale nazywa się bohater powieści Umberto Eco "Tajemniczy płomień królowej Loany", porozumiewa się ze światem zewnętrznym językiem cytatów, jedyne co pamięta, to książki, które w swoim życiu przeczytał. Stara się więc wykorzystać ten fakt, żeby odzyskać wspomnienia i zarazem samego siebie, więc by dopełnić tego procesu, próbuje odtworzyć atmosferę dzieciństwa. Udaje się w tym celu do Solary, swojej rodzinnej miejscowości. Tam znajduje się dom, w którym spędził swe lata młodzieńcze. Odkrywa kolejne pudła, do których zostały spakowane stare książki, płyty, czasopisma oraz jego zeszyty z lat szkolnych, a nawet zabawki. Rozpakowując je , otwiera kolejne "szuflady" swojej przeszłości. Odtwarza czasy, w których się wychował, czyli lata gdy we Włoszech rządził Duce, faszyzm. Następnie dojrzewanie emocjonalne i swoją seksualność. Pierwsza miłość, wiersze, przyjaźń.

     Czy to wystarczy by Jumbo odzyskał siebie ?????.

     Umberto Eco napisał wspaniałą powieść o tym jak kształtuje się nasza osobowość. Ile ważnych i mniej ważnych czynników wpływa na to kim jesteśmy w przyszłości. Rodzice, dziadkowie, szkoła, koledzy, styl życia oraz przekonania, zainteresowania naszych bliskich, to niewątpliwie bardzo istotne rzeczy. Ale Eco zauważa jeszcze jeden ważny aspekt - książki i w ogóle nasze życie duchowe, o których często zapominamy, a właściwie nie zwracamy na to uwagi.
     Powiedz mi co czytasz, a powiem ci kim jesteś, chciałoby się powiedzieć po przeczytaniu " Tajemniczego płomienia królowej Loany". Ilu z nas po cichu, gdzieś pod kocem z latarką przeżywało losy swoich ulubionych książkowych bohaterów. Umberto Eco ukazuje jak istotnym, a niestety coraz bardziej pomijanym elementem, składającym się na naszą osobowość i wyobraźnię jest książka. Jak bardzo czytanie nas wzbogaca. Wszystkie te ważne przesłanki wplecione w cudownie literacko napisaną historię antykwariusza z Mediolanu. Czytając tę powieść zastanawiamy się jak to jest poznawać życie od podstaw. Bez wspomnień nie istniejemy. Umberto Eco w perfekcyjny sposób opisuje jak Jambo Bodoni poznaje świat na nowo z jego wszystkimi urokami. Wyobraźcie sobie sześćdziesięcioletniego człowieka, który poznaje jak przyjemne są promienie słońca na twarzy, poznaje na nowo smak potraw, mało tego, w tym wieku uprawia pierwszy seks itp. Przychodzą do niego ludzie, którzy mianują się jego rodziną a on tego nie pamięta. Jest to cudowna książka, w której zagadka rodzi zagadkę, pełna cytatów z klasyki literatury. Ponadto bogato ilustrowana. Eco przedstawiając zdjęcia pamiątek naszego głównego bohatera, pozwala nam wcielić się w jego osobę. Wspaniała przygoda dla miłośników literatury, gorąco polecamy.


Koordynator DKK
w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho


02.10.2008


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z dwunastego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 21.06.2008 r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 15.00, brało w nim udział 5 osób, i ponownie stawiły się tylko panie. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 12 członków. Rozmawialiśmy o książce pod tytułem "Festung Breslau" autorstwa Marka Krajewskiego.

     Na dwunastym spotkaniu rawskiego DKK rozmawialiśmy o książce Marka Krajewskiego "Festung Breslau". Wszyscy klubowicze doszli do wniosku iż polski kryminał ma się dobrze a Marek Krajewski jest w tym momencie mistrzem tego gatunku. Autor przenosi nas w czasy II wojny światowej do oblężonego dawnego Wrocławia. Eberhard Mock prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa panny Berty Flogner. Mogło by się wydawać kryminał jak kryminał, morderstwo - detektyw - zagadka - rozwiązanie, tak pokrótce można by opisać schemat powieści kryminalnej. Co jest więc wyjątkowego w "Festung Breslau" Krajewskiego. Przede wszystkim postać Eberharda Mocka kapitana wrocławskiej policji. Jest to postać nietuzinkowa z mocnym charakterem i własnym kodeksem zasad i wartości. W tej powieści jego postępowanie można by podsumować stwierdzeniem - wojna wojną ale sprawiedliwości musi stać się zadość. Ponad to klubowiczki zwróciły szczególną uwagę na bardzo interesujący opis tytułowego Breslau . Autor w fenomenalny sposób opisuje klimat ówczesnego Wrocławia, umiejscowienie akcji ksiązki w takich właśnie realiach to strzał w dziesiątkę. Sami Wrocławianie muszą mieć dużo zabawy rozpoznając znajome miejsca przedstawione w serii powieści. Nas zainteresowało podziemie Breslau opisane w książce, system podziemnych dróg i łączności z światem "na górze", każdy zastanawiał się czy jest to autentyczne. Nasza rozmowa nie ograniczała się tylko do tego jednego kryminału, każdy z nas zafascynowany twórczością Krajewskiego chciał poznać inne przygody Eberharda Mocka tak więc ja i klubowicze przeczytaliśmy większość książek z serii Breslau. Na pewno "doczytamy" pozostałe i z niecierpliwością oczekujemy na nowe.      A i jeszcze oczywiście mamy nadzieję na dobrą ekranizację.

     Spotkanie trwało dwie godziny.

      spotkanie zaplanowane jest po wakacjach. Na spotkaniu podyskutujemy o książce Umberto Eco "Tajemniczy płomień królowej Loany". Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho


 


"Festung Breslau" - Marka Krajewskiego

Recenzja powstała na podstawie wypowiedzi klubowiczów

     Wrocław oblężony przez Armię Czerwoną, ostatnie dni II wojny światowej, do Eberharda Mocka kapitana tamtejszej policji tymczasowo zawieszonego w obowiązkach przychodzi brat Franz. Przynosi dziwną informacje która ma dotyczyć dawnej sprawy którą prowadził Eberhard - sprawy śmierci swojego bratanka. Krotki tekst brzmiał : Przeszukaj mieszkanie na Viktoriastrasse 43. Jest tam coś, co pomorze ci odnaleźć mordercę twojego syna. Śpiesz się, dopóki nie weszli tam Rosjanie". Bracia nie pałają do siebie sympatią, ale oczywiście Kriminaldirektor Mock podejmuje się wyjaśnienia zagadki. Używając swoich wpływów kapitan wraz z bratem przedostają się podziemiami Breslau pod wskazany adres. Co tam znajdą, i co ze sprawą mają wspólnego komendant obozu Hans Gnerlich i hrabina Gertruda von Mogmmitz uwięziona w tym właśnie obozie, dowiecie się czytając ten arcyciekawy kryminał. Jednego możecie być pewni że "pies gończy' Eberhard Mock raz podjąwszy trop już go nie wypuści z ręki.

     I na tym poprzestanę, nie opisuję więcej by nie popsuć wam radości z rozwiązywania zagadki

     Marek Krajewski proponuje nam na kolejny czwarty kryminał z cyklu "Breslau" wraz z jego niezawodnym bohaterem Eberhardem Mockiem. Ponownie jest to fenomenalna książka, ciekawa zagadka z jeszcze ciekawszym rozwiązaniem. Ponad to wraz z kapitanem Mockiem poznajemy ówczesny Wrocław, z jego tajemnicami i zakamarkami a to już jest prawdziwa przygoda. Nie byłem jeszcze w tym mieście ale po tej lekturze muszę je zobaczyć. Wiele osób zarzuca iż jest to książka brutalna, ale czy nie takie są realia wojny, ludobójstwa i morderstwa samego w sobie. Mim zdaniem Krajewski oddaje ten klimat we właściwy sposób. Nie sposób też pominąć Herr Kriminaldirektora Mocka. Postać bardzo wyrazista, z twardym charakterem i swoim własnym kodeksem zasad. Często bije się ze swoimi myślami i nie zawsze podejmuje logiczne rozwiązania, ale ten aspekt dotyczy tylko jego życia prywatnego, jeżeli chodzi o śledztwo zawsze jest bezwzględny. Czasami jest "brutalem", ale cóż cel uświęca środki.      Żadna sprawa nie może zostać bez rozwiązania, a każdy złoczyńca musi zostać ukarany. Niestety przy takiej postawie głównej postaci cierpią kobiety które akurat są u jego boku. Dzięki takim rzeczom i osobowościom buduje się klimat i napięcie w powieści. Wszystko to napisane ciekawym językiem, książkę czyta się z zapartym tchem - co będzie dalej.

     Klubowicze i oczywiście ja nie zaprzestaliśmy tylko na lekturze "Festun Breslau". Każdy z nas przeczytał pozostałe ksiązki z cyklu, i wam też to radzimy.

Koordynator DKK
w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho


20.07.2008


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z jedenastego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 17.05.2008 r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 15.00, brało w nim udział 5 osób, jak poprzednio stawiły się tylko panie. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 12 członków. Rozmawialiśmy o książce pod tytułem "Śnieg" autorstwa Orhana Pamuka.

     Wybór kolejnej książki, o której mieliśmy rozmawiać był efektem naszych dyskusji, na temat poznawania obcych obyczajów i kultur. Dlatego też zdecydowaliśmy się na "Śnieg" Orhana Pamuka. Autor jest Turkiem i opisuje swoją ojczyznę. Czy jest to obraz pozytywny - raczej nie. "Śnieg podzielił nas na dwa "obozy", oczywiście na tych za i tych, którym ta litektura nie przypadła do gustu. Trzy na trzy, taki był podział sił. Sceptycy zarzucali jej brak konkretnej fabuły i akcji. Czytając tę książkę ma się wrażenie brnięcia właśnie w tytułowym śniegu. Powoli i ciężko, tak czyta się tę powieść. Ale tak jak wspomniałem były też osoby, którym "Śnieg" przypadł do gustu, i oni zwrócili nasza uwagę na kilka ciekawych aspektów tej książki. Pierwszym z nich i najbardziej istotnym jest muzułmanizm. Główny bohater, poeta KA prowadzi ze swoim przyjacielem bardzo ciekawe dyskusje na temat wiary i bezgranicznego posłuszeństwa Bogu. Wiadomo, co się mówi o fundamentalnych Islamistach. Drugi bardzo ważny problem poruszony w książce, to sytuacja kobiet w krajach muzułmańskich. Ten temat poruszył najbardziej klubowiczki. Zastraszane, z zasłoniętymi twarzami, bez żadnych praw do własnego życia, taki obraz znamy z telewizji i książek, w których te kobiety opisują swoje losy. Pamuk podszedł do tej sprawy trochę inaczej i to jest na pewno intrygujące. Ponad to wielokulturowość Turcji i konflikty na tym polu, to także ciekawy temat, ale żeby lepiej to wszystko zrozumieć musielibyśmy znać, choć trochę historię tego kraju. Moim zdaniem literatura dla zainteresowanych konkretnie taką tematyką.

     Spotkanie trwało dwie i pół godziny.
     Kolejne spotkanie zaplanowane jest na 21 czerwca (sobota) o godz. 15:00. Na spotkaniu podyskutujemy o książce Marka Krajewskiego "Fastung Breslau". Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho


 


18.06.2008


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z dziesiątego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 12.04.2008 r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 15.00, brało w nim udział 5 osób, tym razem stawiły się same panie. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 12 członków. Rozmawialiśmy o książce pod tytułem "Sługa Boży" Jacka Piekary.

     To nasze drugie spotkanie z książką fantasy. Po Sapkowskim, który podniósł poprzeczkę bardzo wysoko, klubowicze przeczytali "Sługę Bożego" Jacka Piekary. Okazało się, że książka wszystkim się podobała. Piekara zaproponował nam zbiór opowiadań, które można czytać również osobno, a łączy je postać głównego bohatera. Mroczne czasy Inkwizycji, płonące stosy, ciekawe intrygi, Mordimer wraz ze swoją kompanią Kostuchem i Bliźniakami to elementy, które czynią tę pozycję wyjątkową. Omówiliśmy dokładnie działanie Świętej Inkwizycji i Kościoła. Ściganie heretyków, torturowanie w celu wymuszenia obciążających zeznań i palenie w "oczyszczającym" ogniu to metody Inkwizycji. Nie sposób było pominąć głównego bohatera opowiadań, czyli Mordimera Madderdina - Sługę Bożego, inkwizytora, który bardzo wierzy w to co robi. Kieruje się w życiu własnym kodeksem honorowym a jego działania wspiera Anioł Stróż. W książce nie brakuje scen brutalnych i seksu, lecz nie są przedstawione w taki sposób by czytelnika zrazić. Jeżeli chodzi o magię, czary i alchemię jest to swoista herezja i jest ścigana z urzędu. Klubowiczki zwróciły uwagę na sposób w jaki były traktowane kobiety, dyskryminacja to za lekkie określenie tego co się dzieje w powieści. Książka napisana ciekawym językiem bez zbędnych archaizmów i łaciny, co bardzo ułatwia jej czytanie. Gorąco polecamy !!!

     Sobotnie spotkanie rawskiego Dyskusyjnego Klubu Książki trwało dwie godziny.

     Kolejne spotkanie zaplanowane jest na 17 maja (sobota) o godz. 15:00. Na spotkaniu podyskutujemy o książce Orhana Pamuka "Śnieg". Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho


 


"Sługa Boży" - Jacek Piekara

Recenzja powstała na podstawie wypowiedzi klubowiczów

     Książka Jacka Piekary "Sługa Boży" to zbiór sześciu opowiadań. Wszystkie te opowiadania łączy postać głównego bohatera Mordimera Madderdina. Mordimer, który jest licencjonowanym inkwizytorem. Jest tropicielem wszelkich herezji i odstępstw świętej wiary, nie gardzi jednak możliwością dodatkowego zarobku, podejmując się rozwiązania kilku nietypowych zagadek. W pierwszym z opowiadań "Czarne płaszcze tańczą" nasz bohater przyjmuje propozycję bogatego kupca Klingbeila, któremu ma pomóc w oswobodzeniu syna. Zachariasz jest oskarżony o morderstwo ukochanej - Pauliny. W trakcie prowadzenia sprawy wychodzą na światło dzienne nieznane fakty, okazuje się, że ukochana była opętana. Syn kupca zabił ją, gdy w momencie miłosnych uniesień zaczęła się zmieniać w demona. Brat Pauliny nie może pogodzić się ze śmiercią ukochanej siostry. Wtrącił Zachariasza do lochu i zakazał mu mówienia o tym co się stało, w przeciwnym razie zabije jego ojca, zaś sam studiując czarną magię zamierza przywrócić siostrze życie. Warto dodać że nazywał się Griff Ffragenstein. Czy mu się to uda, czy Mordimer odkryje mroczną tajemnice i w końcu co łączy Zachariasza z Kostuchem, mrocznym przyjacielem naszego bohatera z kolejnych opowiadań. Na te i inne pytania odpowiedź znajdziecie w książce… a to dopiero przedsmak do pozostałych opowieści Jacka Piekary.
     Jak się okazuje książki fantasy stają się coraz bardziej lubiane przez klubowiczów, choć najwięcej obaw było właśnie przed czytaniem tego gatunku. Po raz kolejny zostaliśmy mile zaskoczeni, tym razem przez Jacka Piekarę. Akcja "Sługi Bożego" toczy się w mrocznych czasach Świętej Inkwizycji. Główny bohater Mordimer jest "przedłużeniem" ramienia sprawiedliwości Jezusa, który zszedł z krzyża z mieczem i ogniem sprawiedliwości, by objąć władzę nad ludzkością. Piekara we wszystkich opowiadaniach "zagaduje" do nas ustami Mordimera, inkwizytor zwraca się do czytelników : "wasz sługa uniżony" co sprawia iluzję bezpośredniego kontaktu z bohaterem. Pozornie skromny, ale bezwzględnie wykorzystujący swoją pozycję Madderdin jest postacią arcyciekawą, nadającą tej powieści kolorytu. Ponadto autor w fenomenalny sposób przedstawia jak religia i jej interpretowanie może być wykorzystywane do własnych celów i korzyści. Mało tego, Mordimer jest "święcie" przekonany co do słuszności swoich działań. W jego misji towarzyszą mu Kostuch i Bliźniacy, postaci równie interesujące co tajemnicze. Książka może "ocieka" brutalnością, ale czyż nie takie były czasy. Wszystkie opowiadania napisane są bardzo ciekawym językiem, bez zbędnych archaizmów i łaciny co czyni ja bardziej przystępnymi dla czytelnika. Intrygi godne mistrza no i ten wspaniały czarny humor. "Sługa Boży" to książka naprawdę godna polecenia nie tylko dla miłośników fantasy, świadczy o tym fakt, że przypadła ona do gustu nawet naszej siedemdziesięcioletniej klubowicze.
Gorąco polecamy !!!

Koordynator DKK
w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho


19.04.2008


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!

     Relacja z dziewiątego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 15.03.2008 r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 15.00, brało w nim udział 6 osób, 1 pan i 5 pań. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 12 członków. Rozmawialiśmy o książce pod tytułem "Piękna rupieciarnia" Bohumila Hrabala.

     Książka Bohumila Hrabala przypadła do gustu wszystkim klubowiczom. "Piękna rupieciarnia" to zbiór krótkich opowiadań i wywiadów z autorem. Hrabal to bardzo ciekawa postać, także najwięcej czasu poświęciliśmy na dyskusje właśnie o nim. Jego życie, poglądy, książki i tajemnicza śmierć to "tematy rzeka", można rozmawiać o tym godzinami. Na co jeszcze zwróciliśmy uwagę, w "Pięknej rupieciarni" są dwa opowiadania, w których Hrabal w interesujący sposób opisuje proces twórczy i rozterki artysty. Ponadto każdy z nas był oczarowany knajpianym życiem Czechów, z ubolewaniem stwierdziliśmy, że w centralnej Polsce tego nie doświadczyliśmy, może gdybyśmy mieszkali na Śląsku?. Panie oczywiście dostrzegły, że w knajpach przy kufelku piwa siedzieli tylko mężczyźni, a jedyną kobietą była barmanka, której biust a dokładnie jego rozmiar był tematem dyskusji - ewidentna dyskryminacja. Nie sposób było nie wspomnieć o ekranizacjach jego książek. Na koniec lektura Hrabala zmusiła nas do sentymentalnej podróży do naszych ukochanych miejsc i sytuacji. Wspominaliśmy te sceny z naszego życia, dzieląc się nimi z innymi, tak jakbyśmy pisali kolejne hrabalowskie opowiadanie. Bo kim był Bohumil Hrabal -------- narratorem życia.

     Po spotkaniu klubowicze obejrzeli wystawę o życiu i twórczości Bohumila Hrabala. Sobotnie spotkanie rawskiego Dyskusyjnego Klubu Książki trwało ponad dwie godziny.

     Kolejne spotkanie zaplanowane jest na 12 kwietnia (sobota) o godz. 15:00. Na spotkaniu podyskutujemy o książce Jacka Piekary "Sługa Boży". Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho


 


"Piękna rupieciarnia" - Bohumil Hrabal

Recenzja powstała na podstawie wypowiedzi klubowiczów

     "Piękna rupieciarnia" Bohumila Hrabala jest zbiorem opowiadań i wywiadów tego czeskiego pisarza. Wszystkie te szkice, eseje i wywiady nie były dotąd publikowane w Polsce. Aleksander Kaczorowski, który zebrał i przetłumaczył te utwory chciał przedstawić, jak głosi tytuł ostatniego rozdziału " Hrabala portret własny", czy to się udało, ja jestem przekonany, że tak.
     Na początku książki przedstawione jest spotkanie autorskie w restauracji "Leśna" , to wspaniałe wprowadzenie w postać i osobowość Bohumila Hrabala. Siedemdziesięcioletni Hrabal opowiada właściwie całe swoje życie z charakterystyczną sobie ironią i poczuciem humoru . Poznajemy jego twórczość i proces tworzenia. Opowiada o swoim wuju Pepinie, którego opowieści były dla niego natchnieniem, knajpianym życiu oraz o swojej przygodzie z filmem i Jiri Mentzlem.
     W dalszej części książki mamy właściwie do czynienia ze swoistą "przeplatanką" - opowiadanie, wywiad.
     Opowiadanie, na które warto zwrócić szczególną uwagę, to "Dandys w drelichu". W tej historii Hrabal opisuje swoją przyjaźń z artystą Vladimírem Boudníkiem. Boudnik tworzył metalowe matryce, które przepuszczał potem przez skonstruowaną przez siebie "maglownicę", czyli ręczną prasę i w ten sposób powstawały niepowtarzalne grafiki. Ale nie to jest najważniejsze w tym opowiadaniu, najistotniejszy jest tutaj obraz artysty, jego lęki i obawy, potrzeba zrozumienia oraz wyrażenia swojej osoby poprzez sztukę. Hrabal w fenomenalny sposób opisuje Vladimira przy pracy, jak łączył swoje ciało z maszyną w jedność, przelewał w ten sposób swoja duszę na papier.
     Gdy zagłębimy się dalej w "Piękną rupieciarnię" poznamy stosunek Hrabala do Nymburka, Libenia - dwóch miejscowości, z którymi pisarz był najbardziej związany emocjonalnie. Poznamy jego proces twórczy, czym się kierował pisząc i jak wyglądały początki jego pisarstwa. Dowiemy się dlaczego pewne motywy występują częściej w jego twórczości, skąd czerpał pomysły. Dostrzeżemy także fascynację twórczością Jaroslava Haška.
     "Piękna Rupieciarnia" Bohumila Hrabala jest książką specyficzną. Wyjątkowość tej pozycji polega na tym, że to sam autor opowiada nam o sobie. Na początku wydawało mi się, że jest to książka tylko dla osób, które już poznały twórczość Hrabala. Nic bardziej mylnego. Dlaczego?. Ponieważ jest to oczywiście wspaniałe uzupełnienie wiedzy o Hrabalu, ale jest to dobra pozycja "na początek". Jeżeli ktoś przeczyta "Piękną rupieciarnię", na pewno sięgnie po inne jego książki, a naprawdę warto. Hrabal był doskonałym obserwatorem życia i umiał to jeszcze fenomenalnie opisać.
     Prawdziwa gratka dla miłośników dobrej literatury. Polecamy !!!.

Koordynator DKK
w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho


19.03.2008


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!
     Relacja z ósmego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 16.02.2008 r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 14.00, brało w nim udział 8 osób, 1 pan i 7 pań. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 12 członków. Rozmawialiśmy o książce pod tytułem "Obiecaj mi" Harlana Cobena.
     Większość z klubowiczy sięgnęła po Cobena po raz pierwszy, czy zdecydują się na inne jego ksiązki, raczej tak. Każdy z nas czytał kryminały i ma swój pogląd, wyobrażenie jak powinna być prowadzona intryga i jak rozwiązywana. Chandler, Christie, Alex, Chmielewska te nazwiska są najbardziej rozpoznawalne i kreują obraz tego gatunku, "Obiecaj mi" nie może równać się z klasyką kryminału, ale na pewno jest dobrą rozrywką. Na dziewięć osób biorących udział w dyskusji jedna była w typowej opozycji, stwierdzając że ksiązka jest bezwartościowa a postacie "papierowe". Przytaczając fragmenty i opisując postacie i wątki staraliśmy się ją przekonać do naszych argumentów. Czy udało się, na pewno nie, ale zawierając kompromis zgodnie stwierdziliśmy, że nie ma książek bezwartościowych, ponieważ jeżeli nawet jakaś pozycja nam się nie spodoba, po przeczytaniu jej możemy sobie wyrobić opinię na temat autora i jego twórczości. W ten sposób kształtują się nasze gusta literackie. Poruszyliśmy także, temat ukazania przez Cobena Stanów Zjednoczonych i tamtejszego społeczeństwa. Wszyscy natomiast byliśmy zgodni co do "zaskakującego" zakończenia, niestety nie spełniło ono naszych oczekiwań, ale o tym więcej w recenzji …
     Sobotnie spotkanie rawskiego Dyskusyjnego Klubu Ksiązki trwało dwie godziny.
     Kolejne spotkanie zaplanowane jest na 15 marca (sobota) o godz. 15:00. Na spotkaniu podyskutujemy o książce Bohumila Hrabala "Piękna rupieciarnia". Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.


Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho


  


"Obiecaj mi" - Harlan Coben

Recenzja powstała na podstawie wypowiedzi klubowiczów

     Główną postacią książki Harlana Cohena pod tytułem "Obiecaj mi" jest Myron Bolitar. Nasz bohater jest agentem sportowym i aktorskim. Sam też był sportowcem , dobrze zapowiadającym się koszykarzem, niestety jego kariera została przerwana z powodu kontuzji.
     Książka rozpoczyna się od tajemniczego zniknięcia młodej dziewczyny. Nie wiadomo czy jest to porwanie, zabójstwo czy ucieczka nastolatki z domu, ale nie uprzedzajmy faktów. Udział Myrona w całej intrydze jest dość przypadkowy, na spotkaniu ze starymi znajomymi podsłuchał rozmowę dwóch dziewczyn, są to córki jego przyjaciół, o tym, że pijany kolega odwoził je do domu z ostatniej imprezy. Wymusił na nich przyrzeczenie, że zawsze gdyby przyszło im wracać z "niepewnym" kierowcą, niech zadzwonią po niego. Bolitar zobowiązał się, że nie powie nic ich rodzicom i nie będzie zadawać żadnych krępujących pytań. To zobowiązanie miało wpływ na jego dalsze losy, a właściwie niebawem wykonany telefon od jednej z nastolatek. Myron spełniając swoją obietnicę, jedzie po Aimee i odwozi ja pod wskazany adres. Ma to być dom koleżanki, u której miała nocować. Wysiada z samochodu i znika bez śladu. W podobnych okolicznościach zaginęła wcześniej inna nastolatka. Rodzice Aimee dowiadując się o obietnicy Myrona, obwiniają go o zniknięcie dziewczyny. Matka zaginionej wymusza na nim jej odnalezienie.
     Co spowodowało, że nastolatki zaginęły, nieszczęśliwa miłość, kłopoty w szkole lub w domu, co łączy te dziewczyny, dlaczego giną w podobnych okolicznościach, czy Myron Bolitar stanie na wysokości zadania i rozwikła zagadkę. Na te i inne pytania odpowiedź znajdziecie w książce Harlana Cobena "Obiecaj mi".
     Czy Harlan Coben jest następcą Agathy Christie i Roberta Ludluma, jak jest napisane na okładce książki. Na pewno nie! Autorzy ci reprezentują klasykę kryminału i powieści szpiegowskiej i są mistrzami tych gatunków, zaś Coben tworzy czytadła o tematyce kryminalnej, jest to taka Danielle Stell dla panów. W "Obiecaj mi" i w kilku innych książkach tego autora głównym bohaterem jest Myron, były sportowiec, którego karierę przekreśla kontuzja, jakże to amerykańskie. Nasz bohater zagadki nie rozwiązuje sam, jest obstawiony tak barwnymi postaciami, że aż rażą, prawdopodobnie miały być one parodią Amerykanów i ich indywidualności, no cóż….. Autor za wszelką cenę chce zaskoczyć nas zakończeniem, nie powiem, że tego nie zrobił, przedstawiając rozwiązanie zagadki, na które chyba nikt by nie wpadł. Jest to lektura na "dwa wieczory", o której za miesiąc nie będziemy pamiętali. Z drugiej strony nie można czytać tylko powieści, które wywrą na nas piętno, ponieważ byśmy zwariowali. Gdy mamy chęć na chwilę oderwać się od rzeczywistości, zrelaksować się i dać odpocząć umysłowi, można sięgnąć po książki Harlana Cobena.


Koordynator DKK
w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho


21.02.2008


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!
     Relacja z siódmego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 26.01.2008 r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 14.00, brało w nim udział 7 osób, 2 panów i 5 pań. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 12 członków. Rozmawialiśmy o książce pod tytułem "Przygoda z owcą" Haruki Murakamiego.
     Książka Murakamiego przypadła do gustu klubowiczom. "Przygoda z owcą" to powieść z drugim dnem. W historię z pozoru kryminalną autor wpisuje swoje poglądy na temat kultury japońskiej a przede wszystkim na zachowania Japończyków. Poszukiwanie tytułowej owcy z gwiazdą na grzbiecie to nic innego jak "owczy pęd" za władzą, karierą. Klubowicze zwrócili uwagę na to, że w całej książce występują bezimienni bohaterowie, co ma symbolizować, że w tej pogoni tracimy swoją tożsamość. Jeżeli chodzi właśnie o imiona należy zwrócić szczególną uwagę na fragment książki w którym główny bohater, dziewczyna oraz szofer dywagują na ten temat. Cała powieść obfituje w genialne i błyskotliwe dialogi. Główny bohater "sypie jak z rękawa" różnego rodzaju metaforami i porównaniami. Ten element książki został omówiony bardzo dokładnie, część klubowiczów wypisała sobie te specyficzne haiku, które są odzwierciedleniem duszy naszego bohatera. Jedna z uczestniczek spotkania zwróciła nam uwagę na fascynację Murakamiego kulturą amerykańską. Sposób w jaki jest skonstruowana książka, krótkie zdania, intryga, przypomina to kryminały Raymonda Chandlera. W tle wydarzeń powieści Haruki Murakamiego słyszymy amerykańskie przeboje muzyczne. Bar jego przyjaciela urządzony jest w typowym stylu, dla tego okresu , oczywiście w Stanach, no i jego nazwa "JAY'S BAR". Na koniec zgodnie stwierdziliśmy że jest to książka naprawdę warta przeczytania, na pewno każdy z nas sięgnie po inne pozycje tego autora. Powieść, która daje do myślenia, o tym jak postępujemy i jaki wybieramy cel naszego życia, gorąco więc ją polecamy. Spotkanie trwało około dwóch godzin.
     Kolejne spotkanie zaplanowane jest na 16 lutego (sobota) o godz. 15:00. Na spotkaniu podyskutujemy o książce Harlana Cobena "Obiecaj mi". Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.


Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho


  


"Przygoda z owcą" - Haruki Murakami

Recenzja powstała na podstawie wypowiedzi klubowiczów

     Haruki Murakami akcję swojej książki umieścił w Japonii lat 70-tych. Główny bohater jest współwłaścicielem firmy reklamowej. Wiedzie przeciętne życie, rozstaje się z żoną, je, śpi, egzystuje, jest jednym z trybów wielkomiejskiej maszyny. Pewnego dnia przyjaciel przysyła mu zdjęcie, na którym widać owce pasące się w górach. Jedna z owiec jest nietypowa, nieznanej rasy, z gwiazdą na grzbiecie. Zdjęcie to trafia do jego szuflady i leży tam do momentu, w którym decyduje się je wykorzystać do reklamy jakiegoś produktu. Jest to moment zwrotny powieści. Pojawia się tajemniczy Boss, który każe odnaleźć tę nietypową owcę. Nasz bezimienny bohater zostaje wciągnięty w ciekawą grę i intrygę kryminalną, której rozwiązanie jest równie pasjonujące. Towarzyszy mu w tej przygodzie dziewczyna, której wyjątkowość i siła tkwi w uszach … wyjątkowych uszach, roztaczających wręcz magię i piękno tej osoby. Dlaczego ma szukać tej owcy, czemu jest ona taka wyjątkowa, co wspólnego ma z tym jego przyjaciel o charakterystycznym pseudonimie Szczur. To tylko nieliczne pytania, które nasuwają się nam podczas czytania tej wyjątkowej powieści, jeżeli chcecie poznać odpowiedzi na te i inne pytania sięgnijcie po tę pozycję.
     Moja przygoda z literaturą japońską zaczyna się właśnie od "Przygody z owcą" Haruki Murakamiego i obie przygody są ekscytujące. Historia opowiedziana przez autora jest wspaniała i jednocześnie daje dużo do myślenia. Sięgając po tę książkę możemy mieć wrażenie, że bierzemy do ręki kryminał, nic bardziej mylnego. Jest to książka o samotności i braku własnej tożsamości, ale żeby nie było tak ponuro i smutno jest to wplecione w ciekawą historię. Postać pierwszoplanowa, narrator zadziwia nas swoimi powiedzeniami i porównaniami. Ta opowieść jedną wielką metaforą. Główni bohaterowie nie mają imion, pojawiają się tylko pseudonimy i to tylko w niektórych przypadkach. W momencie nadania imienia kotu głównego bohatera wywiązuje się bardzo ciekawa dyskusja na temat potrzeby posiadania imienia. Co jeszcze wyróżnia tę pozycje z innych, na pewno wszystkie postaci i ich sposób bycia, dbałość o szczegóły w opisach zwykłego życia. Czym jest tytułowa owca, co ma symbolizować, "owczy pęd", "wyścig szczurów", władza, to cechy którymi cechują się osoby opętane przez owcę z gwiazdą na grzbiecie. Powstaje pytanie czy lepiej jest mieć w sobie owcę czy być bezowczym?. Jak pokierować swoim życiem?. Na to pytanie musicie oczywiście odpowiedzieć sobie sami. Książka naprawdę godna polecenia, jest to książka z ukrytym sensem życia.


Koordynator DKK
w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho


04.02.2008


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!
     Relacja z szóstego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 22.12.2007 r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 14.00. W spotkaniu brały udział 4 osoby, 1 pan i 3 panie. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 12 członków. Rozmawialiśmy książce pt. "Warunek" Eustachego Rylskiego.
      O czym właściwie jest ta książka?. To pytanie padło na początku naszej dyskusji. Akcja ksiązki toczy się w trakcie kampanii Napoleońskiej, więc można, a nawet trzeba wspomnieć o odzyskaniu niepodległości, patriotyzmie i postawie legionów. Poznajemy polskiego kapitana hrabiego Andrzeja Rangułta i jego towarzyszy i nie jest to na pewno wysublimowany obraz polskich żołnierzy. Może Rylski próbuje pokazać obraz i faktyczne postawy oficerów tamtych czasów, potrzebę tworzenia mitu bohatera dla podniesienia morale wojska. Te wszystkie aspekty są na pewno istotne ale najważniejszą sprawą, motywem przewodnim tej ksiązki jest poznanie samego siebie i przyjaźń która rodzi się w bardzo ekstremalnych warunkach. Bardzo ciekawy temat lecz nie do końca wykorzystany przez autora, troszkę za wolna akcja i brak ciekawego, puentującego zakończenia to minusy tej książki, zaś mocną stroną Warunku są wyraziste postacie i relacje pomiędzy nimi no i oczywiście język i styl. Klubowicze stwierdzili że nie jest to może ksiązka bardzo pasjonująca, ale z pewnością godna uwagi.
     Spotkanie trwało ponad dwie godziny, na koniec połamaliśmy się opłatkiem i złożyliśmy sobie Bożonarodzeniowe życzenia.
     Kolejne spotkanie zaplanowane jest na 26 stycznia (sobota) o godz. 14:00. Na spotkaniu podyskutujemy o książce Haruki Murakamiego " Przygoda z owcą". Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy. Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Bowiem rozmowa o książce jest przedłużeniem przyjemności z jej czytania. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






"Warunek" - Eustachy Rylski

Recenzja powstała na podstawie wypowiedzi klubowiczów

     Dwudziestego czwartego czerwca tysiąc osiemset dwunastego roku wojska Napoleona przekroczyły rzekę Niemen, rozpoczynając swą kolejną kampanię wojenną, którą na użytek Polaków nazwał "drugą wojną polską". Akcja książki Rylskiego rozgrywa się właśnie w tym czasie. W Arancewie poznajemy kapitana hrabiego Andrzeja Rangułta. Kapitan jest kreowany na bohatera armii polskiej, znakomitego żołnierza, wręcz niezniszczalnego, zaś w rzeczywistości jest człowiekiem zadufanym w sobie i swoje pochodzenie, nad którego bezpieczeństwem czuwa jego kompania. Ponadto Rangułt nadużywa alkoholu, lubi hazard i jest uparty. Wszystkie te cechy przyczynią się do jego dalszych losów. Do pałacu książąt Rohatyńskich na przedpolach Moskwy, gdzie rozlokowały się legiony, trafia porucznik Semen Hoszowski z rozkazami do generała. Semen Hoszowski jest człowiekiem wykształconym, lecz biednym, niskiego pochodzenia i wszystko na to wskazuje, że właśnie z tych powodów zakompleksionym. Podczas kolacji wywiązuje się konflikt pomiędzy Rangułtem a Hoszowskim. Spór ma być rozwiązany pojedynkiem. Do pojedynku dochodzi, hrabia chybił, gdy Semen ma strzelać, pojedynek zostaje przerwany przez adiutanta generała Lamonta, trzeba dodać zatwardziałego przeciwnika pojedynków. Od tego momentu losy naszych bohaterów są nierozerwalne. Kierując się honorem, Rangułt jest gotów dać przeciwnikowi pole o każdej godzinie w dowolnym miejscu, niestety jest to niemożliwe, ponieważ ludzie generała pilnują aby do pojedynków nie dochodziło. Drogą kompromisu Rangułt postanawia odegrać strzał od Hoszowskiego w kości, sam stawia pieniądze. Scena ta przypomina grę o życie ze śmiercią. Rangułt przegrywa. Targany złością, pijackim amokiem wymusza na Semenie rewanż, ale niestety nie ma co postawić w zamian. Żeby zdobyć pieniądze okrada wojskową kasę. Gdy wychodzi to na jaw, ludzie Lamonta przerywają grę i generał zezwala na dokończenie pojedynku. Następnego ranka Hoszowski mierzy do kapitana, pewna śmierć, pada strzał.... porucznik strzela, ale nie do hrabiego, lecz do ludzi z obstawy. Zostają dezerterami. W tym momencie rozpoczyna się ich podróż, a właściwie ucieczka. Dwa rożne charaktery, sposoby bycia, zachowania, myślenia i postrzegania świata postawione przed obcowaniem ze sobą w ekstremalnej podróży przez mroźną Rosję. Co z tego wynikło. Żeby poznać dalsze losy bohaterów, trzeba przeczytać "Warunek" Eustachego Rylskiego.
     Cechy pozytywnie tej książki, to na pewno ciekawie przedstawione osobowości głównych bohaterów. Język i styl, to także mocne strony tej powieści, ale to elementy, o które dbają współcześni polscy prozaicy. Często brakuje im po prostu pomysłu na dobrą fabułę. Z Rylskim jest tak że chyba, nie do końca wykorzystał niezły pomysł na książkę. Niektóre watki mogłyby być bardziej rozwinięte. "Warunek" w trakcie czytania traci tempo, spowalnia. Ponadto brakuje jakiegoś logicznego zakończenia. Książka ta może nie trzyma w napięciu, ale z pewnością jest godna uwagi.

Koordynator DKK
w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho


31.12.2007


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!
     Dnia 6 grudnia 2007 r. o godzinie 18.00, w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki działającego przy Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Jana Pawła II, odbyło się spotkanie autorskie z Antonim Liberą, autorem popularnej książki "Madame", tłumaczem twórczości Samuela Becketta i reżyserem teatralnym.
     Na początku spotkania Antoni Libera opowiedział nam jak powstał pomysł na powieść "Madame" i co przez nią chciał przekazać oraz jak postrzega jej istnienie na rynku od prawie 10 lat. Zwrócił naszą uwagę na istotne motywy i wątki tej wspaniałej powieści. Odniósł się do prawdy i fikcji w "Madame" oraz "marnych czasów", czyli PRL-u, okresu jego młodości. Bardzo ciekawe jest różne postrzeganie i odbieranie tego utworu wśród czytelników i recenzentów z różnych krajów. Okazuje się, że Polacy postrzegają tę lekturę całkowicie inaczej, niż inne narodowości. Następnie pan Antoni odpowiedział na pytania czytelników. Pisarz nie pozostawił żadnych złudzeń, co do autentyczności istnienia tytułowej "Madame", jest to tylko wytwór jego wyobraźni, a wszelkie podobieństwa miedzy nim a głównym bohaterem są "przypadkowe". Poruszyliśmy także temat ewentualnej ekranizacji "Madame".
     W odpowiedzi na pytanie o Samuela Becketta, Antoni Libera przeczytał nam fragment swojej nowej książki.
     Na koniec po odczytaniu tegoż fragmentu, lawinie braw i wręczeniu kwiatów pan Antoni rozpoczął podpisywanie swoich książek. Uczestnicy spotkania obejrzeli również wystawę poświęconą naszemu gościowi i jego tworczości. Mikołajkowy prezent dla miłośników literatury dobiegł końca.
     Spotkanie trwało ponad dwie godziny, przybyło na nie około 50 osób, w tym 9 klubowiczów. Antoni Libera urzekł wszystkich swoją erudycją i znajomością literatury.


Opiekun DKK w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho


    




07.12.2007


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!
     Relacja z piątego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 24.11.2007 r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 15.00. W spotkaniu brało udział 9 osób, 2 panów i 7 pań. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 12 członków. Rozmawialiśmy o trylogii Andrzeja Sapkowskiego : "Narrenturum" , "Boży bojownicy" i "Lux Perpetua". Wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że książki pana Sapkowskiego są naprawdę godne polecenia. Przygody głównego bohatera Reynevana z Bielawy są typowym przykładem powieści awanturniczej, ale nie byłaby to powieść Sapkowskiego, gdyby nie pojawiły się w niej czary i magia oraz stwory i postacie fantastyczne takie jak choćby pomurnik. Autor w genialny sposób oprowadza nas po Śląsku i Czechach XV wieku. Wyprawy krzyżowe, święta inkwizycja, reforma kościoła (husycyzm), postawa rycerstwa i władz kościelnych i ukazanie ich wad, autonomia Śląska i ślązaków to tyko niektóre aspekty tej trylogii, na które zwróciliśmy uwagę i które zostały przez nas omówione. Co jeszcze charakteryzuje te książki : humor i słownictwo głównych bohaterów - duża ilość wulgaryzmów nie wszystkim klubowiczom przypadła do gustu. Nie jest to na pewno rycerstwo, które znamy z powieści Sienkiewicza. Według jednej z klubowiczek losy Reynewana przypominają perypetie wolterowskiego Kandyda. Obaj co by nie robili wychodziło im tak jak zawsze. Ach i jeszcze te przygody miłosne Reynevana ..... ale o tym więcej w recenzji książki.
     Na pewno jedna z najciekawszych książek omawianych w rawskim DKK, polecamy na długie jesienno-zimowe wieczory. Dyskusja o trylogii w cudownej atmosferze średniowiecza trwała dwie i pół godziny.
Kolejne spotkanie zaplanowane jest na 22 grudnia (sobota) o godz. 14:00. Na spotkaniu podyskutujemy o książce Eustachego Rylskiego pod tytułem "Warunek". Nie wiesz jak spędzić sobotnie popołudnie, lubisz czytać i rozmawiać o przeczytanej lekturze PRZYJDŹ na spotkanie rawskiego DKK. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






"Narrenturum" ; "Boży bojownicy" ;
"Lux perpetua" - Andrzej Sapkowski

Recenzja powstała na podstawie wypowiedzi klubowiczów

     "Koniec świata w Roku Pańskim 1420 nie nastąpił" - tymi słowami zaczyna się trylogia husycka Andrzeja Sapkowskiego. Akcja książki toczy się więc w XV w.. Głównym bohaterem jest Reinmar z Bielawy zwany również Reynewanem. Poznajemy go jako naiwnego, kierującego się bardziej sercem, niż rozumem młodego człowieka. Reynewan jest medykiem, alchemikiem i rycerzem w jednej osobie, z jedną słabością - ze słabością do płci pięknej. Na początku pierwszego tomu trylogii zostaje zabity brat Reinmara Peterlin przez tajemniczego pomurnika. Te dwa aspekty, czyli kobiety i chęć pomszczenia brata mają najważniejszy wpływ na dalsze losy naszego bohatera. Podążając przez ziemie śląskie, czeskie i polskie, owładnięte przez wojny husyckie, w poszukiwaniu zemsty popada w coraz większe opresje i odbywa kolejne miłosne przygody, a jego samego los wplątuje w wielkie rozgrywki polityczne. Obowiązkowo trzeba wspomnieć o towarzyszach przygód głównego bohatera, mianowicie o Szareleju, który jest jakby "aniołem stróżem" Reynewana i o Samsonie Miodku postaci nie z tego świata, istocie astralnej uwięzionej w ciele nierozgarniętego mnicha. Uwięzionej przypadkowo podczas przezabawnej przygody związanej z egzorcyzmami. Nie byłaby to powieść Sapkowskiego, gdybyśmy nie odnaleźli w niej fantastyki, tak więc pojawiają się czarownice i magia oraz postacie fantastyczne, np. wspomniany pomurnik i Samson.
     Po przeczytaniu "Wiedźmina" można było się spodziewać kolejnych powieści fantasy, a tu niespodzianka, ponieważ trylogię Sapkowskiego można bardziej zakwalifikować jako powieść awanturniczo - historyczną z elementami fantastyki. Losy Reynevana wplecione są w autentyczne miejsca i wydarzenia, także postaci historyczne pojawiające się w tle istniały naprawdę. Na początku lektury jesteśmy zachęcani do sięgnięcia po mapę średniowiecznego Śląska i wcale mnie to nie dziwi, ponieważ Sapkowski zadbał o najmniejsze szczegóły z tamtejszych realiów. Książki są napisane "fantastycznym" językiem, pojawia się tam dużo archaizmów i łaciny, ale są tak wprowadzone, że współczesnemu czytelnikowi czytanie nie sprawia kłopotów. Warto wspomnieć o obrazie rycerstwa z tamtych czasów, zostaliśmy przyzwyczajeni do rycerstwa z powieści Sienkiewicza, zaś Sapkowski przedstawia je moim zdaniem, w sposób autentyczny z ich wszelkimi wadami: chamstwem, złodziejstwem, wulgaryzmem itd. No i oczywiście motyw ówczesnych wojen husyckich. Postawa Czechów i autonomia Śląska. Wspaniałe książki, przepełnione humorem i mega ciekawymi przygodami, klimatem średniowiecza. Jeżeli chcecie poznać Reinmara de Bielau i jego losy, to bardzo, bardzo polecamy.

Koordynator DKK
w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho


04.12.2007


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!
Relacja z czwartego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 03.10.2007 r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 18.00. W spotkaniu brało udział 8 osób, 3 panów i 5 pań. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 12 członków. Rozmawialiśmy o książce pod tytułem "Lala" Jacka Dehnela. Opinie na temat książki były podzielone, dzięki czemu nawiązała się bardzo ciekawa dyskusja. Padały argumenty i cytaty którymi próbowaliśmy przekonać się nawzajem o tym, czy "Lala" jest książką ciekawą i godną polecenia czy też namiastką dobrej polskiej prozy. Zwróciliśmy uwagę na język jakim jest napisana ta książka, bogate słownictwo którego używa narrator jest na pewno atutem tej powieści, zaś wadą brak chronologii i sposób opisywania poszczególnych członków rodziny. Mnóstwo imion, nazwisk i problemy z dopasowaniem wypowiedzi do jej autora są na pewno uciążliwe dla czytających. Pomimo świetnych recenzji niezbyt udany debiut literacki, "Lala" to pierwsza powieść Jacka Dehnela. Dehnel dopiero "puka do drzwi dobrej polskiej prozy". Dyskusja trwała około dwóch godzin i była bardzo pasjonująca. Wszystkie informacje na temat Rawskiego DKK zamieszczane są na stronie internetowej biblioteki (www.rawamaz.e-bp.pl) w linku o tej samej nazwie. Kolejne spotkanie planowane jest na 24 listopada (sobota) o godzinie 15:00. Na tym spotkaniu podyskutujemy o trylogii Andrzeja Sapkowskiego : "Narrenturum" ; "Boży Bojownicy" i "Lux Perpetua". Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.

Koordynator Rawskiego DKK
Zbigniew Pacho






"Lala" - Jacek Dehnel

Recenzja powstała na podstawie wypowiedzi klubowiczów

Kim jest tytułowa Lala?. Jest rok 1919. W Kielcach przychodzi na świat dziewczynka. Rodzina czekając na ojca dziecka, przez pięć lat nie może nadać jej imienia. Mówią więc o niej właśnie Lala. Tytułowa Lala jest babcią Jacka Dehnela, babcią która opowiada mu historię swoją i swojej rodziny. Autor z lubością słucha i zapisuje kolejne opowiastki z życia sagi rodzinnej: anegdotki, rodzinne plotki, prawdy i półprawdy. Opowiada więc o kłopotach finansowych swojego dziadka, jak koło fortuny dawało mu i odbierało majątek. Opisane są jej kolejne przeprowadzki i miejsca, w które los rzucał Lalę Bieniecka i jej rodzinę. Pierwsze przyjaźnie i zabawy z koleżankami. Sięga pamięcią do szkoły i do problemów z nauczycielami. Wojna przerywa edukację naszej "bohaterki". Wraz z babcinymi opowieściami można przeżyć strach przed zbliżającą się wojną oraz doświadczyć trudów życia w okupowanym kraju. Dużo miejsca w jej wspomnieniach zajmują kontakty z Żydami, Niemcami i Rosjanami. W książce nie zabrakło także historii miłosnych. Po wojnie Lala rozwodzi się i wychodzi za mąż powtórnie. W kolejnych opowieściach dowiadujemy się o jej pobycie w Belgii, o jej pracy, nowym życiu małżeńskim i przeprowadzce do Gdańska. Wszystkie opowieści są przekazywane z dużym zaangażowaniem i dbałością o każdy detal. Pojawiają się często wstawki humorystyczne, jak w każdej historii rodzinnej. I tak opowieść o losach rodzin Broklów, Karnauchów, Rogozińskich oraz krewnych i znajomych. Dehnel składa je w całość. Na koniec autor opisuje starość i zniedołężniałość Lali i jego opiekę nad nią. Historia rodzinna jakich wiele.
Dla kogo jest napisana ta książka?. Dla wnuków, którzy nie pamiętają o swoich babciach. Raczej nie, ja odniosłem wrażenie, że jest to książka dla… Jacka Dehnela i jego rodziny. Takie opowieści są ciekawe, jeżeli dotyczą naszej rodziny. Większość babć opowiada właśnie takie historie naszych rodzin. Od samego początku Dehnel zalewa nas wieloma nazwiskami, koligacjami swojej rodziny, jest to bardzo męczące dla czytelnika, po prostu gubimy się w tym wszystkim. Kolejnym negatywnym aspektem tej powieści jest brak chronologii i problemy z dopasowaniem wypowiedzi do jej autora. Tę książkę można podsumować cytatem właśnie z niej:
- A co tam piszesz? - pyta babcia z nad jakiegoś pisma.
- Powieść o tobie, babciu.
- (...)
- I jak ci idzie?
- Fatalnie. Nic się nie klei. Bo albo muszę iść chronologicznie, a to bez sensu, bo ty nigdy nie opowiadasz chronologicznie, albo dygresjami, a wtedy nikt się nie zorientuje, o co chodzi.

Książka dla ludzi, którzy lubią cudze rodzinne historie lub cierpią na bezsenność.

Koordynator DKK
w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho


05.10.2007


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Witam !!!
Relacja z trzeciego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 11.09.2007 r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 18.00. W spotkaniu brało udział 5 osób, 2 panów i 3 panie. W sumie rawski Dyskusyjny Klub Książki liczy 12 członków. Rozmawialiśmy o książce Carlosa Ruiza Zafóna "Cień wiatru". Wszystkim obecnym klubowiczom książka bardzo się podobała. Autor w sposób perfekcyjny opisał losy bohaterów wplątanych w fascynującą i zagadkową historię. Poruszyliśmy także temat porównania C.R.Zafona do Umberto Eco. Jeżeli któraś z książek Eco miała by być porównywana do "Cienia wiatru", to z pewnaścią "Imię róży". Znaleźliśmy dwa elementy łaczące tych dwóch pisarzy i ich dzieła, pierwszy z nich - niepodważalny to to, iż obaj są mistrzami pióra, kolejny element łączący te pozycje to morderstwo i intryga zwiazana z ksiażkami. Na koniec uznaliśmy ze książka C.R Zafona jest naprawdę godna polecenia. Dyskusja trwała około dwóch godzin. Kolejne spotkanie planowane jest na 3 pazdziernika o godzinie 18:00. Na tym spotkaniu podyskutujemy o książce pod tytułem "Lala" Jacka Dehnela. Wszystkie chętne osoby bardzo serdecznie zapraszamy.
Koordynator Dyskusyjnego Klubu Książki w Rawie Mazowieckiej






"Cień wiatru" - Carlos Ruiz Zafon

Recenzja powstała na podstawie wypowiedzi klubowiczów

Jako miłosnicy czytania spotykamy się na co dzień z wieloma książkami. Jak odróżnić pozycję interesującą od zwykłego "czytadła". Pierwszy kontakt z książką, to kontakt wzrokowy, czyli okładka, a następnie recenzja. Czy jesteśmy w stanie na podstawie tych dwóch elementów wydać trafną opinię i wybrać coś ciekawego. Na pewno nie. Dopiero w momencie zagłębienia się w świat wykreowany przez autora wiemy co "trzymamy w ręku". Tak właśnie było z książką Carlosa Ruiza Zafona pod tytułem "Cień wiatru". O czym właściwie jest ta książka?. Niedawno spotkałem się z opinią, iż jest to książka o książce. Na pewno w wielkim skrócie można tak to ująć, ponieważ motywem przewodnim jest książka, którą mały chłopiec Daniel Sempere ma uratować od zapomnienia(czyli po prostu ją przeczytać). Dziesięcioletni bohater podąża za ojcem - księgarzem i antykwariuszem ulicami powojennej Barcelony do miejsca zwanego Cmentarzem Zapomnianych Książek gdzie wybiera sobie książkę Juliana Caraxa pod tytułem ... "Cień wiatru".
W iluż prywatnych i publicznych księgozbiorach zaginęły niezliczone, dawno zapomniane pozycje, których nikt już nie czyta, nikt nie pamięta ich treści?.
Młody Daniel - bohater naszej książki jest tak zafascynowany lekturą, że postanawia odnaleźć jej autora, niejakiego Juliana Caraxa. Okazuje się, że nie jest to takie proste. Zagadka książki zatytułowanej właśnie Cień wiatru i jej autora Juliana Caraxa to niesamowite wydarzenia i emocje, które towarzyszą rozwiązaniu tej intrygi. Cień wiatru, który Daniel wyniósł z Cmentarza to unikat - od wielu lat ktoś z ogromną wytrwałością i zawziętością szaleńca systematycznie odnajduje i pali każdy egzemplarz powieści Caraxa. Mimo to chłopiec postanawia zmierzyć się z zagadką. Nie jest osamotniony w tych poszukiwaniach, towarzyszy mu Fermin, którego Daniel znajduje w slumsach Barcelony, a który potem staje się jego najlepszym przyjacielem i powiernikiem tajemnicy Caraxa. Jest to bardzo barwna postać, która swoim sposobem bycia potrafi nas niesamowicie rozbawić lub spowodować, że zakręci się przysłowiowa łezka w oku. Akcja książki toczy się przez dziesięć lat. Towarzyszymy Danielowi w odkrywaniu coraz to nowych kawałków układanki, które prowadzą do finału, którego nikt nie mógł się spodziewać. Razem z mozolnym odkrywaniem tajemnicy, jesteśmy świadkami przemiany tego chłopca w mężczyznę, doświadczamy z nim pierwszych miłosnych uniesień i pierwszej goryczy miłosnego zawodu. Motyw nieszczęśliwej miłości Daniela łączy się w dziwnym związku z odkrywaną krok po kroku tajemnicą Juliana Caraxa. Całość jest wpleciona w wędrówkę po Barcelonie, niezwykłej i nam Polakom mało znanej (jest rok 1945, a więc w Hiszpani rządzi dyktator Franco). Na pierwszy rzut oka dobra sensacja, ale sposób prowadzenia narracji, złożoność osobowości bohaterów, metamorfoza postaci, powiązanie przez autora ich perypetii, wyróżnia tę książkę z pośród innych. Poddając się magii powieści Zafóna, uczymy się dostrzegać piękno w prostym życiu zwykłych ludzi i miejsc.
Jak powiedział Krzysztof członek Klubu - "Niezwykła książka, polecam ją wszystkim. Przeczytanie jej wyrwało mnie z monotematyczności ostatnio ukazywanych się woluminów".

Koordynator DKK
w Rawie Mazowieckiej
Zbigniew Pacho


24.09.2007


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Relacja z drugiego spotkania DKK w Rawie Mazowieckiej. Spotkanie odbyło się 27.06.2007r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 17.00. W spotkaniu brało udział 9 osób, 2 panów i 7 pań. Rozmawialiśmy o książce Patricka Suskinda "Pachnidło". Klubowicze podzielili się na dwa "obozy", w pierwszym zasiadała młodzież, której to książka nie przypadła do gustu, z drugiej strony zaś panie, które doceniły pracę pisarza. Dyskusja trwała około dwóch godzin. Panowała bardzo miła atmosfera. Książka została omówiona bardzo dogłębnie, niczym zapachy w umyśle głównego bohatera. Ponadto powstała wystawa okolicznościowa dotycząca Patrica Suskinda i jego książki. Kolejne spotkanie planowane jest na 11 września o godzinie 18:00. Podczas wakacji klubowicze przeczytają "Cień wiatru" C.R. Zafona.
Zbigniew Pacho





28.06.2007


Biblioteka dla Dorosłych

DYSKUSYJNY KLUB KSIĄŻKI

Pierwsze spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki odbyło się 17.05.2007 r. w czytelni Miejskiej Biblioteki Publicznej o godzinie 18.00. W spotkaniu brało udział 7 osób : 3 panów i 4 panie. Odwiedziły na także lokalne media : Radio Victoria, Radio Łódź oraz dziennikarka lokalnej gazety,czyli Głosu Rawy Mazowieckiej i Okolic. Ukazała się także informacja o DKK w Dzienniku Łódzkim i informacja w radio Niepokalanów. Na początku spotkania była rozmowa o ideii przyświecającej DKK, czyli promowaniu czytelnictwa poprzez tworzenie takich klubów. Każdy przedstawił swoje preferencje literackie, panowie to miłośnicy fantastyki i horrorów, panie preferują raczej polską prozę. Klubowicze przekonywali się nawzajem do swoich gustów literackich. Wszyscy jednak wyrazili chęć poznania czegoś nowego. Spotkanie trwało dwie godziny. Była bardzo miła atmosfera, na początku mikrofony trochę stresowały klubowiczów, ale po ich wyłączeniu rozmowa była bardzo sympatyczna.




Kolejne spotkanie odbędzie się w momencie, gdy Instytut przyśle książki. Do klubu dołączą na pewno jeszcze kolejne osoby. Ponadto W Głosie będą publikowane cyklicznie relacje ze spotkań oraz recenzje książek, które członkowie będą czytać i omawiać(recenzje będą tworzyli wszyscy klubowicze).

Nowi klubowicze będą mile widziani.

ZAPRASZAMY !!!


23.05.2007


Biblioteka dla Dorosłych



MIEJSKA BIBLIOTEKA PUBLICZNA
im. Jana Pawła II

zaprasza na spotkania

DYSKUSYJNEGO KLUBU KSIĄŻKI
Pierwsze spotkanie organizacyjne odbędzie się
17 maja 2007 r. o godz. 1800 w czytelni MBP

Zapisz się do DKK jeśli:

Lubisz czytać oraz dzielić się wrażeniami z lektury. Chcesz poznać nowych autorów i gatunki literackie.
Spędzać czas w przyjemnej atmosferze.
Nie musisz znać się na literaturze ani prowadzić poważnych dyskusji literackich.

Wiecej informacji pod numerem telefonu 046 814 74 54
lub w czytelni MBP u Zbigniewa Pacho


09.05.2007


 
GOŚCI: 678547 / 85
LOGOWAŃ: 16025 / 0
ZAMÓWIENIA: 1

Uruchomienie strony: 15.11.2005, aktualizacja: 14.11.2009.
Czas generowania: 0.6429 s.
All rights reserved Copyright and Design 2005,